#0OB5O
Nastał ostatni rok studiów. Egzaminy poszły mi bez problemu, gorzej z pisaniem pracy. Wkręciłam sobie, że nie dam rady. I tak zaczął się koszmar. Za każdym razem, gdy próbowałam przysiąść do pisania, zbierało mi się na wymioty. Nie byłam w stanie napisać ani jednego zdania, zanosiłam się płaczem. Rozmowy o pisaniu pracy mgr były dla mnie torturą. Jako że nie należę do bardzo wylewnych ludzi, nikt nie zauważył moich problemów. Parę razy odwiedziłam psychologa, coś drgnęło, ale bez większych efektów.
Przyszedł czerwiec, przedmioty zdane na 5, tylko, że nie napisałam ani jednego słowa pracy. Wszystko wyszło na jaw. Rodzina w szoku, matka wpadła w szał. Awantury, wyzwiska. Na nic były tłumaczenia, że mam i nerwicę, i depresję. Dla mojej matki takie choroby owszem, występowały, ale nie w naszej rodzinie. Wprowadziła rygor. Sprawdzała każde zdanie, jakie napisałam, ile przeczytałam. Krytykowała, wyzywała, nie pozwoliła na wizyty u psychologa. Potem był wrzesień, a wrzesień to wiadomo - kolejne obrony. Ja niestety się na nie nie załapałam. Matka wpadła w furię, bo to wstyd, bo "inne matki mogą się pochwalić mgr, a ona nie". Od tego dnia miałam sobie radzić sama.
Zostałam bez środków do życia. Szczęśliwie udało mi się dostać jakąś pracę. Nie dawała satysfakcji, ale byłam w stanie zarobić na mieszkanie i jedzenie. Moja depresja się pogłębiała. Chłopak pomagał jak mógł, ale i jego to przerosło. Pozwoliłam mu odejść, bo sprawiałam nam tylko ból. Przyszły święta, a ja siedziałam sama w mieszkaniu przed TV. Nikt z rodziny mnie nie zaprosił. Wtedy coś we mnie pękło. Uznałam, że nic mnie tutaj nie trzyma. Wzięłam się w garść i zaczęłam pisać. W marcu udało mi się obronić. Wysłałam matce skan dyplomu i tydzień później za moją ostatnią wypłatę kupiłam bilet w jedną stronę. Stałam się jednym z tych obieżyświatów, co zwiedzają różne dziwne miejsca i pracują za miskę zupy. W międzyczasie poznałam innych "włóczykijów", dzięki znajomość z jednym z nich znalazłam fajną pracę w jednym z europejskich miast. Moje życie powoli zaczęło się układać. Zeszłam się z moim ukochanym.
Wtedy odezwała się moja matka. Zaprosiła mnie, a ja się zgodziłam, bo jakby nie było tęskniłam za nimi. Na miejscu okazało się, że moja praca za granicą, ciekawe podróże, świetna praca mgr to jej zasługa. Tak też dla mojej rodziny i ich znajomych moja prawdziwa historia jest zupełnie nieznana. Dzięki, mamo.
Zachowanie matki... Porażka
Zgadzam się z cyrografem..ten chłopak to zero.. Zostawić ukochaną osobę z problemem tak ogromnym, a po tym jak sie wszystko układać zacznie wrócić to na serio żałosne.. Że też mu wstyd nie było się odezwać w ogóle..
Może też miał problemy I nie wytrzymał psychicznie?
Może i nie wytrzymał, ale ja bym się po tym wstydziła wrócić.
Autorko, wiesz... Nie musisz się zadawać z matką, która Cię tak krzywdzi.
Obito a ty byś zostawił :)? Jak jest się w związku i ma się problemy to się o tym mówi... A nie wychodzi i nie wraca.
Ojciec autorki powinien sie wstydzić ze nie zareagował, nie wspomógł córki chociażby rozmowa (zakładam ze tego nie zrobił skoro autorka nie wspomina), o matce nawet nie chce mi sie gadać, bo jej zachowanie to kompletnie dno i wodorosty... Co do chłopaka... Cóż, mam mieszane uczucie....
Jezu, jak tak można do czegoś takiego doprowadzić własne dziecko?!?
Kliknęlam ci lajka jak było chyba 87 i zrobiło się 101... XD
Normalnie.
Bo jesteś Madara :D
Masz te moc
To przykre ale dużo rodzin tak właśnie wygląda.. Dla obcych - idealna rodzina! Jednak pozory są mylne.
Przez Ciebie będę teraz cały dzień nucić "Mam tę moc"... Xp
Zuch dziewczyna. Ważne, ze już wiesz jaką jesteś silna. Powodzenia
Dziękuję:)
Przez twoją matkę przeżyłaś prawdziwy horror dlatego dziwię się że się nie postawiłaś i nie powiedziałaś rodzinie jak było naprawdę
"Dla mojej matki takie choroby owszem, występowały, ale nie w naszej rodzinie."- wiem co czujesz. Mam 15lat i małe problemy, które już mnie przerastają. Od dawna. Rodzice nic z tym nie robią, nawet jeśli mówię im głośno i wyraźnie "nie mam chęci do życia, nie chce żyć w takim świecie, nie widzę sensu mojej egzystencji". Odpowiedź zawsze ta sama: "Masz sie uczyć, nie masz dużych problemów, masz warunki, ale ich nie wykorzystujesz, zacznij doceniac to co masz." Moi rodzice nie pomogli mojej siostrze (która wyszła z tego samego gówna, bo ma silny charakter), nie pomagają mi (z duuuużo słabszą psychiką) i pewnie nie pomogą też mojej młodszej siostrze. A moja rodzinka wydaje się tak idealna...
Mam tak samo... Mam 14 lat, mówię to samo co ty i dostaję takie same odpowiedzi, jak ty...
Trzymaj się :> Może damy rade ;p
Trzymam za Ciebie kciuki <3 Dasz radę
Dziewczyny, nie dajcie się. Wasi rodzice nie są źli, oni po prostu nie wiedzą. Trudno, nic się z tym nie zrobi. Może Wam nie chce się żyć i nie widzicie w tym sensu, ale życie to dar i ma się je tylko jedno. Skoro już się je dostało, to można to wykorzystać. Fakt, zazwyczaj jest okrutne, szare i irytujące, ale czasem, można w nim dostrzec coś pięknego. Raz na jakiś czas zdarza się jeden krótki moment, który szczerze cieszy. Warto jest żyć dla czegoś takiego, choćby to był "tylko" czyjś miły gest. Trzymajcie się
@Siss47 @Mlodazielarka
dacie radę! Trzymam kciuki, żebyście znalazły siłę w sobie, albo żeby ktoś Wam pomógł ogarnąć sytuację!
Rodzice czasami wolą nie wiedzieć o takich "ciemnych" stronach swojego dziecka, albo najzwyczajniej w świecie wydaje im się to niemożliwe, że dzieciak jest smutny, bo przecież jakie moze mieć powody.
Mam 15 lat, podobna sytuacje jak Wy.
Ale będzie lepiej.
Nie wierze w to, ja to wiem
Dziękuję i również trzymam za was kciuki ♥ Takie słowa wsparcia wiele dla mnie znaczą, nigdy nie słyszę ich na co dzień. Kochana anonimowa rodzina ♥Pozdrawiam
Ludzie, których nie znam, a potrafią tak..pomóc. ZielonyChomik, Iluzja, rivka, dziękuję. ^.^ Autorko mam nadzieję, że u Ciebie też wszystko się ułoży! Zresztą... mam nadzieje, że każdy kto tego potrzebuje otrzyma szybko wsparcie w kimś bliskim!
Btw, Obito, czytając Twoje komentarze byłam pewna, że jesteś starsza ;D Trzymaj sie!
@Siss47 Może starsza siostra mogłaby Ci pomóc?
Współczuję matki.. A Ciebie podziwiam :*
Dzięki :)
Yhh, współczuję matki i ogólnie braku zainteresowania ze strony rodziny! ;/
Cieszę się, że sobie ze wszystkim poradziłaś, to znaczy, że jesteś silna i dasz sobie radę ze wszystkim! :)
Dziękuję! :)
Twarda z Ciebie laska, pamietaj to!
Świetnie sobie poradziłaś bez niczyjej pomocy, teraz możesz przenosić góry!
Trzymam kciuki :)
Dziękuję! :)
Życzę Ci wszystkiego dobrego, bo na to zasłużyłaś!
Dzięki :)
Ta "kobieta sukcesu" musiała mieć masę kompleksów, że próbowała się spełnić sukcesami swojego dziecka... Trzymaj się, autorko!
Dziękuję! :)