#jRxJd

Jakiś czas temu wracałam z koncertu, który odbył się w Poznaniu. Była to godzina 1:00, może 2:00 w nocy, gdy nagle z wielką prędkością wyprzedził mnie jakiś wariat, na dodatek zrobił to na podwójnej ciągłej... No nic, jechałam dalej z wielkimi oczami i powiedziałam do siebie "co za kretyn".

Jadąc sobie dalej z oddali zobaczyłam coś okropnego. Ten sam "kretyn", co wyprzedzał mnie z prędkością chyba 200 km/h, siedział oparty o barierkę z zakrwawioną głową, podartą odzieżą i ogólnie był w makabrycznym stanie, a wokół niego latali ratownicy i strażacy. Z jego nowej audi chyba nic nie pozostało...

Cud, że przeżyłeś, to znaczy mam taką nadzieję, bo nie zostałam tam długo i nie wiem co potem się działo z Tobą...
Po co wyprzedzać i pruć w nocy z taką prędkością, droga jest prosta i pusta, ale ciemna, i nie wiesz co może czyhać w tej ciemności. Zwolnij, bo zabijesz jakąś niewinną istotę lub siebie.
Nie jesteś sam na tym świecie, egoisto...

#LGwSN

Jestem facetem, mam 24 lata. Zabrałem dziewczynę na romantyczny spacer (pierwsze randki), który miało uwieńczyć przypięcie kłódki na moście zakochanych.

Tuż przed mostem poczułem, że moje dzisiejsze śniadanie chce szybko mnie opuścić. Potrzeba była tak silna, że powiedziałem "Muszę do toalety" i ruszyliśmy w kierunku pobliskiej galerii. Jak się domyślacie, nie zdążyłem do niej dotrzeć, szybko pobiegłem w pobliskie krzaki (środek dużego miasta), zostawiając ją zaskoczoną. Na całe szczęście krzaki były gęste i miałem w kieszeni dwie chusteczki.

Wychodząc byłem mega zażenowany, gdy już dochodziłem do stanu sprzed akcją, usłyszałem od niej "Obryzgałeś sobie nogę". Ponieważ nie miałem więcej chusteczek, szedłem z nią i z gównem na nodze przez resztę drogi do galerii.
Mogło być bardziej romantycznie?

Tak, zawiesiliśmy potem kłódkę i dalej jesteśmy razem :)

#lLJiP

Będzie to kolejne wyznanie o Anonimowych Dresach. Może nie takie jak innych, ale wiele się nie zmienia. Byłem w 2 klasie szkoły podstawowej, zacząłem grać w piłkę nożną i praktycznie dnie spędzałem na boisku, czasami samemu, bo nikogo nie było. Wkrótce zaczęło być pochmurnie. Nie powiem, bo bałem się trochę, ale grałem dalej. Nagle przyszli posiedzieć na ławki dresy. Wiele słyszałem o nich mimo tego wieku i nieco się bałem, więc powiedziałem, że posiedzę jeszcze 5 minut i idę, bo się bałem. Wtem popatrzyłem, że jeden z dresów idzie w moją stronę, moje myśli:

- No to już umieram... - pomyślałem.

Wtem dres zapytał się mnie, czy może ze mną pograć, odpowiedziałem, że tak, najpierw to on był bramkarzem, a potem ja (strzały były lekkie), po długiej pogadance na temat piłki, dresy pochwaliły mnie, że dobrze gram, że będę kiedyś zawodnikiem Barcelony i żebym nie rezygnował z piłki. Wróciłem do domu z bananem na twarzy, powiedziałem mamie, a mama się uśmiechnęła, jak widać, są naprawdę super Sebki, którzy cię wspomogą komplementem, pograją w piłę lub zrobią jakiś inny dobry uczynek. Niewiele trzeba. :D

#bfDQG

Historia z 4 klasy technikum.
Na samym początku jednej z lekcji matematyki troszkę "śmieszkowałem" z kolegą z ławki. Jako, że nauczycielka nie wytrzymała, skierowała w moją stronę sławne zdanie w stylu:
- Może poprowadzisz zatem za mnie lekcję, skoro wszystko wiesz?
Na początku nieśmiałe "nie, nie...", jednak po chwili namysłu:
- Ale mogę się zgodzić na 15 minut, co pani na to?
Nauczycielka się zgodziła. Stanąłem przed tablicą, nauczycielka usiadła na moje miejsce. Wpadłem więc na "genialny pomysł".

- Dzisiaj powtórzymy sobie funkcje kwadratowe (taki był akurat temat). Tak więc... wyciągamy karteczki!

Klasa w śmiech, nauczycielka nawet się zaśmiała, a ja ze śmiertelną powagą:
- Proszę bez śmiechów, nie przyszliście do cyrku. Wyciągamy karteczki!

Po chwili żartów ze strony klasy i lekkiego wsparcia nauczycielki (najwidoczniej pomysł jej się spodobał), cała klasa miała na ławkach kartki, włącznie z nauczycielką. Jako że przygotowywałem się do rozszerzenia z matmy, postanowiłem troszkę zaszaleć i podałem 3 przykłady z poziomu rozszerzonego. Minęło 15 minut, zebrałem kartki i położyłem na biurku.

Na następną lekcję matematyki nauczycielka przyniosła sprawdzone owe kartkówki. Cała klasa od góry do dołu "jeden". Oceny wpisała do dziennika i do zakończenia szkoły koledzy ani razu nie pozwolili mi gadać czy przeszkadzać na matmie :)

#ouRQF

Gdy wracałam do domu pociągiem, naprzeciw mnie usiadł naprawdę przystojny chłopak. Bardzo chciałam bliżej się z nim poznać, więc postanowiłam zagadać. Po wymianie paru zdań zauważyłam, że chłopak jest dość małomówny i zaczęłam mówić w ogóle bez sensu, że interesuję się ptakami i bardzo chciałabym mieć jakąś papugę czy coś (kłamałam). Chyba trafiłam w setkę, bo od razu go olśniło. Powiedział, że ma kanarka, którego mógłby mi dać za darmo, bo wyjeżdża i nie ma się nim kto zaopiekować. Ja dość niechętnie się na to zgodziłam, ale pomyślałam, że może to nas jakoś zbliży. Heh... No i tego... Właśnie wróciłam do domu z kanarkiem, którego musiałam odebrać od jego dziewczyny.

#13JyT

Umówiłam się na randkę z internetu - Exiliesem. Tak coś czułam, że to kiepski pomysł, ale uznałam, że dawno na takiej nie byłam - chyba od 10 lat, więc co mi szkodzi. Gość podał mi swojego Facebooka, miał mało zdjęć, ale było go mniej więcej widać i z gęby oraz z gadki wydawał się całkiem zacny.
Do czasu.

Umówiliśmy się pod ratuszem w centrum miasta. Byłam w szpilkach i sukience, a on przyszedł wystrojony tak, że wyglądał, jakby te ubrania znalazł przed chwilą w kontenerze za rogiem. Dosłownie obdartus - brudne buty, podarte spodnie, koszula bez guzika. Zdjęcia na Facebooku miał prawdziwe, ale najwyraźniej sprzed 10 lat. Na żadnym się nie uśmiechał - szybko zrozumiałam, dlaczego. Miał syndrom bramkarza hokejowego - po dwóch górnych jedynkach zostało tylko smutne wspomnienie.

Ogarnęło mnie przerażenie, ale że jestem durną konformistką, to nie uciekłam z krzykiem. Myślałam, że gdzieś chociaż usiądziemy, tymczasem amant zabrał mnie na romantyczną przechadzkę. Po kilkunastu minutach idiotycznej gadki chciałam się ewakuować. Typ spytał mnie na przykład, czy kiedyś patroszyłam królika, bo on tak i że jego flaki strasznie śmierdzą - o wiele gorzej niż wnętrzności ryby...

Na moje nieszczęście zgodziłam się coś zjeść, bo czułam straszny głód i chciałam przed ewakuacją chociaż coś zjeść. Zaprowadził mnie do jakiejś obskurnej jadłodajni, gdzie 90% klienteli stanowili bezdomni i pijaczki. Przysięgłam sobie, że zjem ten obiad i zwieję.

Amant jadł swój obiad palcami. Rozumiem, że był to kurczak, ale mógł chociaż używać widelca do ziemniaków. Stwierdził, że i tak ma brudne palce, to już bez różnicy. Wpychał sobie do ust kapustę kiszoną, którą wciągał przez dziurę po zębach z głośnym "SSSSS" i był zadowolony, że tak fajnie siorbie i nie musi nawet otwierać buzi.

Po obiedzie uciekłam ekspresowo i mam naprawdę w planach zmianę numeru telefonu. Konto z portalu już usunęłam. Wiecie, co kawaler zrobił po obiedzie?
Powiedział, że przypadkowo nie wziął portfela i w sumie fajnie, jak zapłacę za niego, a on mi odda "następnym razem". Zapłaciłabym nawet potrójnie, byleby tylko następnego razu nie było.
Na pożegnanie podszedł, żeby się do mnie przytulić i kiedy mnie puścił (stałam jak wryta) dodał, że w sumie nie powinien był tego robić, bo chyba ma wszy.
Po tym tekście podrapał się po głowie, wyjął coś spomiędzy włosów i zgniótł paznokciem.

Piszę to siedząc w czepku, nasmarowana płynem na wszy. Planuję również odciąć sobie internet i umrzeć w samotności.

#89Giz

Działo się to w czasach komuny i kartek na mięso. Mój tata był wtedy kawalerem. Jego sąsiadka musiała na kilka dni wyjechać i poprosiła go, aby zajął się jej pieskiem - Rafikiem. Przed wyjazdem pokazała mu lodówkę, a w niej jedzenie dla pieska: szynkę i polędwicę.
No tak. W końcu żona policjanta żyła na innym poziomie niż zwykli zjadacze chleba.
- Woda musi być odstana i lekko podgrzana, zimna może Rafikowi zaszkodzić - pouczała go sąsiadka. - Szynkę proszę pokroić w kosteczkę, inaczej nie zje. On jest delikatny i wybredny, często nie ma apetytu.
Wygłosiła jeszcze kilkanaście zaleceń odnośnie pieska i pojechała.

Tata, który ostatnio szynkę widział na Wielkanoc, pokroił ją sobie na kanapki, a Rafikowi dał kość z zupy z kawałkami mięsa. Piesek powąchał i nie raczył nawet polizać.
"Toś ty taki?" pomyślał tata. "Czekaj... Przy mnie nabierzesz apetytu".
Przez następne dwa dni piesek dostawał tylko świeżą wodę z kranu. Trzeciego dnia tata rzucił mu kromkę chleba zeschłą tak, że aż się wygięła. Rafik złapał ją w locie i schrupał aż mu trzaskała w zębach. Widząc to tata wlał mu do miski krupniku, który pies wyżłopał w kilka sekund. Tego dnia wróciła sąsiadka.
Kiedy spytała:
- No i jak tam mój skarbunio? - Tata zapytał ją z wyrzutem:
- Dlaczego pani mi nie powiedziała, że on tak strasznie lubi krupnik?!
- Co pan opowiada? - zdumiała się sąsiadka.
- No niech pani sama zobaczy - nalał chochelkę krupniku, a pies wychłeptał go z takim apetytem, że zupa tryskała na boki.
- No coś takiego! No rzeczywiście! Oj dziękuję, dziękuję panu! To ja mu teraz będę często krupnik gotować!
I podziękowała wylewnie tacie za opiekę nad pieskiem.

Jak widać brak apetytu to przypadłość, którą łatwo da się wyleczyć ;)

#reN2D

Jak pojawiają się wspomnienia najbliższych z czasów wojny, i ja dodam swoje.

Moja babcia jako mała dziewczyna została wzięta na początku wojny do obozu w Niemczech i stamtąd po jakimś czasie wysłana na roboty przymusowe do Niemiec.
Jej praca polegała na pomocy w dużym gospodarstwie u bauera (tam też miała pewne przeżycia, ale o tym innym razem), ale mniejsza o to.
Nadszedł czas, gdy szkopom się już nie układało, a z każdej strony zbliżał się ich koniec.
Wkroczyła wyzwoleńcza dzicz ze wschodu. Pierwsze co zaczęli robić to kraść, pić i próbowali zgwałcić moja nastoletnią babcię, zaciągnęli ją we 2 albo 3 (niestety nie pamiętam) do domu bauera i zaczęli się do niej dobierać. Szczęście, że miała na sobie uniform, przez który nie mogli się do niej dobrać, co spowolniło ich zapędy. Ona strasznie płakała i krzyczała, była pobita. Na to wszystko wszedł oficer rosyjski, zobaczył zapłakaną nastolatkę, zdenerwował się i kazał atakującym wyjść na zewnątrz. Tam zostali rozbrojeni i na oczach wszystkich dostali po kulce w ramach pouczenia dla innych.

#yIptH

Razem w moim kolegą mieliśmy różne dziwne pomysły, jednym z nich była zabawa w udzielanie komunii. Chipsy były naszym opłatkiem, sok winem, a kolega był księdzem.
Jego mama zawsze nam na to pozwalała, twierdząc, iż to tylko zabawa, my jesteśmy mali i Pan Jezus się nie obrazi.

Wyobraźcie sobie jej minę, kiedy syn oznajmił, że zamiast na prawo idzie do seminarium.
Dodaj anonimowe wyznanie