Moja mama pracuję w bardzo znanym sklepie, czyli "Biedronce". Ostatnio przyłapała klienta na kradzieży, nic w tym dziwnego, zdarza się. Jednak punktem kulminacyjnym tej historii było to, że złodziejem była na oko 5-letnia dziewczynka, która przyszła z gangiem koleżanek ukraść Kinder Niespodzianki.
PS Ochroniarz nie zdołał jednej z dziewczynek złapać, reszta oddała dobrowolnie.
Patrząc na wyznania o dziwnych zabawach z dzieciństwa, stwierdziłam, że dodam i swoje.
Kiedy miałam nie więcej niż dziesięć lat, bardzo lubiłam zabawę lalkami.
Polegało to na tym: upewniwszy się, że nikt nie patrzy, urządzałam lalkom imprezę, która z czasem przeradzała się w dziką lesbijską orgię...
No, nie ma się co dziwić, że Barbie lubiła zabawić się z koleżankami, skoro Kena nie było - pomyślicie.
I źle!
Ken był. Ale wiadomo, to straszny cienias...
Oprócz niego bawiłam się action manami po kuzynie.
Na co wpadłam?
Kiedy Barbie leżała naga pod stertą swoich plastikowych, napalonych towarzyszek, Ken miał ostry trójkąt z dwoma mięśniakami.
PS Niczego nie żałuję!
Kiedy miałam jakieś +/- 6 lat moi rodzice wybierali się na wakacje, a ja w tym czasie doskonaliłam sztukę czytania na pożyczonym od starszej siostry młodzieżowym pisemku, gdzie był artykuł zatytułowany bodajże "10 rzeczy, które musisz wziąć ze sobą, żeby przeżyć gorące i udane wakacje".
Tuż przed wyjściem z domu mama biegała jeszcze po mieszkaniu, zastanawiając się, czego mogła zapomnieć. W tym momencie postanowiłam się popisać, i wypaliłam:
- A wzięliście gumki?
Rodzice w szoku. Zanim zdążyli zareagować, pochwaliłam się jeszcze swoją profesjonalną wiedzą, mówiąc:
- No wiecie, jakbyśmy mieli ochotę na trochę gorącej zabawy.
Byłam przekonana, że chodzi o jakiś sprzęt do wody. Mama już obiecała mi, że opowie tę historię na moim weselu.
Trzydniowa wycieczka klasowa do Warszawy. To zdarzyło się podczas powrotu. W końcu długo wyczekiwany postój. Tumany gimnazjalistów pędzą do tego jednego miejsca. Każdy chce być pierwszy.
Ponieważ jak się okazało na stacji znajdowały się tylko 2 toalety, jedna damska, druga męska, a dziewczyn u nas w klasie jest drastycznie więcej od chłopców, niektóre weszły do męskiej, aby uniknąć kolejki. Wszedł tam także nasz nauczyciel...
Większość z nas dalej stoi w kolejce do damskiej, kiedy z 2 toalety wybiegają ze śmiechem dwie dziewczyny. Wszyscy pytają co się stało, one jednak nie umiały opanować śmiechu.
Chwilę później cała kolejka była w podobnym stanie. Okazało się, że jedna z dziewczyn podeszła do naszego nauczyciela i zaczęła do niego gadać. Myślała, że myje ręce... Korzystał z pisuaru...
Właśnie moja druga dziewczyna zostawiła mnie dla mojego brata. Pierwsza zrobiła to samo...
Historia o polskiej służbie zdrowia i pracownikach (oczywiście nie wszyscy tacy są, ale część na pewno minęła się z powołaniem).
Listopad - sezon grzewczy. Obudziłam się godzinę przed budzikiem (godzina 3 w nocy). Wstaję, ale ustać na nogach zbytnio nie mogłam. W głowie szum, helikopter. Myślę, że przedrzemię jeszcze tę godzinę. Dzwoni budzika, a szum w głowie jeszcze silniejszy, myślę - przejdzie mi. Jednak w momencie, kiedy opadłam całkowicie z sił po zejściu piętro niżej po schodach, uznałam, że dziś do pracy nie pójdę. Powrót do sypialni odczułam jakbym przebiegła maraton z gorączką. Zimne dreszcze, poty, kołatanie serca i ogromny ból głowy.
Dzwonię na pogotowie. Opisuję kobiecie, która odebrała telefon wszystkie swoje objawy, już prawie płacząc z bezsilności, a ta odesłała mnie do lekarza rodzinnego. Odpowiedziałam jej, że mieszkam sama, mamy godzinę 5 i nie ma mnie kto zawieźć, ale uznała, że najwyraźniej mam zwykłą gorączkę, że lekarz rodzinny do mnie przyjedzie.
Dzwonię do rodzinnego, ten mi odpowiada, że powinnam zadzwonić na pogotowie, więc mówię, że odesłali mnie stamtąd z kwitkiem. No nic, będzie za 2 godziny.
Podjęłam wtedy najgłupszą z możliwych decyzji - zanim lekarz nie przyjedzie dalej się zdrzemnę, może faktycznie osłabienie jakieś organizmu.
Godzina 6, lekarz z pielęgniarką przyjechali i dobijają się do furtki i na telefon. Po kilku próbach kontaktu ze mną odebrałam telefon, powiedziałam, że już idę. Niestety zemdlałam schodząc po schodach. Lekarz czekał cały czas, aż w końcu przyszedł sąsiad i gdy usłyszał, co się stało, zadzwonił na policję opisując sytuację, że będzie musiał wybić moje okno.
Szczęśliwie obudziłam się i co prawda przeżywając kolejny upadek z drugich schodów (uroki mieszkania w domkach bliźniaczych) otworzyłam im furtkę.
Okazało się, że z pieca ulatniał się czad, spędziłam całą noc w zaczadzonym mieszkaniu. Gdyby nie sąsiad i moje szczęście głupiej lekarz pewnie dalej by czekał, aż otworzę drzwi.
Żeby tego było mało, miałam wtedy okres... Oczywiście półprzytomna nie pomyślałam o tym, aby zabrać to co najpotrzebniejsze.
W szpitalu, już po badaniach i pierwszym tlenie, świadoma, że potrzebuję podpaski, idę do pielęgniarki i pytam, czy można gdzieś kupić albo czy ona nie ma odsprzedać i wytłumaczyłam sytuację. A ta wydarła się na cały korytarz, że chyba głupia jestem że myślę, że ona mi swoją podpaskę odda, żebym sobie papieru napchała. Oczy wszystkich ludzi na mnie. Wstyd i żal, najchętniej zapadłabym się pod ziemię...
Taka moja historia z służbą zdrowia, dzięki której o mało co nie zostałam roślinką.
Jak to mówią - więcej szczęścia niż rozumu.
Lekarze byli w szoku, że przy takim zaczadzeniu i upadkach ze schodów nie mam żadnych zmian w mózgu, byli w szoku, że dałam radę jeszcze się ocknąć i w miarę ogarniać rzeczywistość.
Czytając wasze historie postanowiłem podzielić się jedną ze swoich, a mianowicie:
Sytuacja miała miejsce 2 lata temu, jadąc rano do pracy autobusem zauważyłem piękną kobietę, na oko około 25 lat, po wyjściu z autobusu jeszcze chwilę zmierzaliśmy w tę samą stronę, potem nasze drogi się rozchodziły. Sytuacja powtarzała się prawie codziennie, jako że nie jestem śmiałą osobą nic z tym nie robiłem, a podobała mi się nieziemsko.
Po czasie znalazłem dziewczynę na FB, wydawała się jak z bajki, ale wrodzone tchórzostwo nie pozwalało mi na nic innego niż wpatrywanie się w jej zdjęcia godzinami.
W głębi duszy chciałem, żeby wydarzyło się coś, co wymusiłoby na mnie przynajmniej krótką rozmowę z tą niewiastą. Jako że los lubi płatać figle, taka sytuacja w końcu się zdarzyła, a więc:
Ona idzie przede mną jakieś może 2 m, słuchawki w uszach. Wchodzi na przejście dla pieszych, w tym momencie zwróciłem uwagę na kierowcę dojeżdżającego do przejścia, który z wielkim zaangażowaniem wpatrywał się w ekran telefonu. Czasu na reakcję dużo nie było, więc skoczyłem w jej stronę i odepchnąłem ją. Niestety sam nie miałem już czasu na ucieczkę i stało się, poleciałem na maskę, potem na asfalt. To co zrobiła owa "wymarzona dziewczyna" zostanie mi w pamięci na zawsze, jak gdyby nigdy nic spojrzała na mnie, podniosła telefon i odeszła, bez słowa. Po zajściu okazało się, że z poważniejszych obrażeń to złamałem tylko nogę i w sumie nic mi nie będzie. Po cichu z założonym już gipsem, myślałem, że była w szoku i tak dalej, może dowie się, gdzie jestem i podejdzie ze zwykłym "dziękuje", ale jak to bywa, tak się nie stało. Po kilku dniach okazało się, że tym razem to ona znalazła mnie na społecznościówkach, wysłała mi wiadomość, a w niej rachunek za uszkodzony telefon...
Czasami pozory mogą mylić, i to bardzo, szczerze, to gdyby w przyszłości spotkała mnie podobna sytuacja, nie wiem jakbym się zachował. Zrobić to samo czy nie reagować, a po wypadku zebrać telefon i popędzić do najbliższego lombardu? Nie wiem.
Cóż...
Przeczytałam na anonimowych świetną historię, jak brat bratu robił różne dowcipy, postanowiłam, że jeden z nich wykorzystam i wieczorem wsadziłam kostkę rosołową do słuchawki prysznicowej, miałam nadzieję, że ktoś z domowników rano skorzysta z prysznica.
Wstałam koło 9, zapomniałam o tym co zrobiłam wieczorem i poszłam wziąć prysznic.
Takim oto sposobem jedyną osobą, której zrobiłam psikusa stałam się ja sama.
Chyba nie jest mi pisane bycie śmieszką.
Czasem mi się wydaje że jestem zbyt wrażliwa... Byłam kiedyś na rynku. Sprzedawali tam jakieś warzywa. Jeden pan, taki staruszek, zawsze coś tam opuści i zapłaci się taniej... Zawsze uśmiechnięty, po prostu bardzo miły człowiek.
Zauważyłam, że taka jedna pani pyta się tego pana o kalafiory. Staruszek opowiada, że to świeżutkie kalafiorki, jeszcze coś tam potem mówił - cały czas z uśmiechem. A ta babka do niego: Wie pan co? Jak można? Pan ma brudne te kalafiory!
I babeczka podeszła do stoiska obok i mówi: No i to są piękne kalafiory.
Staruszek smutny z rozłożonymi rękami patrzy jak ta pani kupuje na stoisku obok.
Więc zmiana planów, zamiast pomidorowej na obiad kalafiorowa... Kupiłam tego kalafiora i wcale nie był brudny..
Wróciłam do domu i się rozpłakałam, bo tamta pani nie kupiła kalafiora u staruszka XD Za chwilę zaczęłam się śmiać sama z siebie XD
Opowiem Wam historię z czasów, gdy mój wujek chodził do liceum.
W moim mieście jest sobie bardzo dobre liceum o profilu biologiczno-chemicznym. A biologii uczyła tam nauczycielka, o której mówiono Zielona Skórka, od specyficznego nazwiska - może ktoś kojarzy i był uczniem, heh ;p
Owa pani budziła naprawdę wielki postrach. Uwielbiała brać do odpowiedzi i maglować biednego ucznia do granic możliwości. I tym razem tak się stało.
Uczennica stała przy biurku, trzęsły jej się ręce, jąkała się - no ogólnie pełne przerażenie. W końcu dziewczyna nie wytrzymała stresu i zemdlała na środku klasy. Co zrobiła nauczycielka? Wskazała na dwóch chłopaków ręką i nawet na biedną dziewczynę nie patrząc, kazała im ją wynieść do pielęgniarki.
Chłopcy posłusznie wzięli dziewczynę i skierowali się do wyjścia. Drzwi musieli otwierać sobie sami z dziewczyną na rękach, łokciem, bo nauczycielka nawet nie spojrzała w ich stronę, a reszta klasy bała się poruszyć. W końcu im się udało, wyszli z klasy.
Nagle nauczycielka zerwała się z krzesła i wybiegła za nimi z sali. Nawróciła się? Chciała pomóc? Nie.
Krzyknęła tylko:
- Ale jak się obudzi, powiedzcie jej, że oblała!
Jak dobrze, że kochana nauczycielka odeszła już na emeryturę. Przynajmniej moja przyjaciółka nie musi się z nią teraz użerać i ma naprawdę świetną biolożkę :)
Dodaj anonimowe wyznanie