#LBOvM
PS Nie mam nic przeciwko używkom raz na jakiś czas, w tym wyznaniu chodzi mi o tak patologiczną formę jak opisana w wyznaniu.
#3C5Md
Przez lata słuchałem, co się dzieje na świecie i w Polsce i stwierdziłem, że bicie i klaps to różne, kompletnie różne sprawy. W najprostszym rozróżnieniu: klaps jest świadomym wymierzeniem kary przez rodzica/ opiekuna i świadomym przyjęciem kary przez dziecko. A bicie? To wyładowanie emocji. Jeśli rodzic jest zdenerwowany, to na 99% bije dziecko. Ale jeśli rodzic jest całkowicie opanowany i świadomy, to może dać klapsa. I jeszcze jedno: w moim pojęciu świata mogą istnieć dzieci, które zostały wychowane bez klapsa w całym swoim życiu (i nadal są grzeczne). Czy to częsty przypadek? Raz w pociągu spotkałem faceta, który w rozmowie stwierdził, że nigdy nie dał klapsa, a syn (też tam był) rzeczywiście był wychowany. Jeden przypadek w moim życiu.
I zanim się rzucicie na mnie, to podam przykład mojego syna: podobnie jak ja, jest bardzo emocjonalny. Czasami widuję, że miota się i chce płakać, ale nie ma rzeczywistego powodu. Rzuca zabawkami i ewidentnie chce zagrać na emocjach swoich rodziców. „Jak nakrzyczą, to będę poszkodowany i będę mógł płakać”. A my? Widząc takie zachowanie, nie zwracamy uwagi (widzimy, że wymusza). Co jednak zrobić, gdy upominanie, że zabawkami się nie rzuca, nie pomaga? Ano dajemy klapsa. Podchodzę ze spokojem, przekładam przez kolano (ze spokojem!), i uderzam spokojnie ręką w pupę (ubraną). Potem kładę syna na podłodze, tam gdzie był. Po trzech minutach jest spokój i dalej bawi się (grzecznie) zabawkami.
Kilka razy rozmawiałem o tych sytuacjach z żoną. Ostatnio przyznała mi się, że z całych sił stara się nie wybuchnąć śmiechem, kiedy wymierzam taką karę. Bo z jej perspektywy jest to bardzo zabawne: spokojnie podchodzę, spokojnie uderzam, a dziecko ryczy niewspółmiernie do sytuacji (siła dużo mniejsza niż używana w zabawach z dzieckiem). I wszystko „w zwolnionym tempie”.
Czy kiedykolwiek uderzyłem dziecko? Tak, raz w życiu nie zrobiłem tego ze spokojem, ale żeby wyładować emocje. Dziecku nic się nie stało, zostało przeproszone i szybko zapomniało, ale ja i tak miałem kaca moralnego. Nigdy więcej. Bicie wzbudza strach. A banie się rodzica to najgorsze, co można zrobić.
#6cd0P
Gdzieś w wieku licealnym zaczęło się: „Twoje koleżanki w domu coś robią, a ty nic”, ale jako że dobrze się uczyłam, zwykle było to zwalane na konieczność nauki i brak czasu. Potem poszłam na studia, w międzyczasie prowadząc życie „kawalerskie” – zupki z paczki, gotowe żarcie, „kontrolowany chaos”.
Po studiach wróciłam do domu i… nic nie umiem. Gotować, „dobrze” sprzątać – czego mama nie omieszkuje mi wypominać. Kiedy pojawia się z mojej strony propozycja, że coś zrobię, jest reakcja śmiechowa: „Przecież ty nie umiesz”. W sumie słusznie, bo większość moich prób zrobienia czegokolwiek kończy się klęską. Np. kiedy chciałam posprzątać łazienkę (mama pedantką też nie jest i trochę dom zapuściła), starłam zniszczony silikon wokół kranu, biorąc go za kamień. Z drugiej strony – mama pomocy oczekuje. „Taki bałagan, ale nie przyszło ci do głowy posprzątać”. Nie przyszło. Naprawdę, przywykłam do bałaganu, który panował w domu od zawsze, a który w miarę sprzątała mama. Jak próbowałam sprzątać, ogarniało mnie zwykle takie „no ale nawet nie wiem, gdzie to odłożyć”. Jak posprzątałam według własnej inwencji, była awantura, bo mama nie mogła niczego znaleźć.
Najbardziej boli, gdy słyszę, że nie powinnam nigdy wychodzić za mąż, bo nie nadaję się na żonę. Powinnam zostać sama, nie niszczyć nikomu życia. Kobiety-lekarze już z założenia nie nadają się według niej do związków, bo za dużo czasu spędzają w pracy i na nauce po niej, a co dopiero takie, co nawet nie postawią mężowi obiadu. Na „przecież niektórzy faceci lubią gotować, to może znajdę takiego”, pojawia się, że mógłby lubić przed ślubem, a później będzie tego oczekiwać.
Mama żali się ludziom, że nie może liczyć na swoją córkę. Często też mi to wypomina, jest smutna z tego powodu… A ja czuję się wtedy jak gnida.
#OpVx1
Mam dziewczynę i zawsze gdy szliśmy do jakiejś knajpki, finalnie tylko ona jadła. Nie potrafiłem się „przekonać”, by choćby spróbować. Bałem się, ściskało mi gardło, wykręcało kiszki. Po prostu nie.
Postanowiłem z tym walczyć. Moje próby były jednym wielkim niewypałem. Ale nie chciałem się poddać.
Dziś pojechałem z dziewczyną do kawiarni. Kupiłem nam kawy. Nie wyszliśmy, dopóki nie wypiłem swojej. Ze łzami, bo tak musiałem na siebie naciskać, ale jednak! Będziemy to potarzali, aż się bardziej przyzwyczaję do „ludzkich zachowań” i sam pozbędę się swojej fobii. Już chcę kolejnej próby, udanej i mniej ukrytej (bym nie musiał się tak wycofywać, prawie chować pod stół) – chcę, by żyło mi się łatwiej, przyjemniej, a bez tego będzie na pewno o wiele mniej skomplikowanie.
Morał z tego taki, czy raczej przesłanie – z wszystkiego da się wyjść, działać naprzeciw przeciwnościom, pokonywać swoje słabości. To kwestia psychiki i podejścia. :) Nie ma co siedzieć na dupie, płakać i narzekać, skoro można się na coś uprzeć, ruszyć do działań i cieszyć się z własnych sił, możliwości, dokonań. Warto próbować.
#wvTWs
Na szczęście nie widział mojego wstydu na twarzy.
#AZoZF
#LKtFI
Może historia wydaje się banalna, ale do dziś gdy sobie przypominam minę ratownika, to banan nie schodzi mi z twarzy ;D Oczywiście wspomniany wyżej znajomy także dba o to, bym nigdy o tym nie zapomniał.
#JDrzk
Spoglądam w lewo, widzę wolną ławkę. Idę w jej stronę. Zajmuję miejsce przy wybranym stoliku.
Słyszę "Co ty robisz?" z ust facetki. I w tym momencie ogarniam, że siedziałam sama...
#XAxJc
Pod koniec pierwszej klasy liceum zacząłem pisać z pewną dziewczyną. Byłem zaskoczony tym jak łatwo i lekko się z nią pisze. Nie rozmawialiśmy codziennie, ale dosyć regularnie. Bardzo ją polubiłem, mogłem z nią porozmawiać o wszystkim. Wraz z początkiem drugiej klasy mieliśmy dobry kontakt, czasem nawet chodziłem z nią, z kolegą i (niestety) jej chłopakiem na obiad do pobliskiej restauracji.
Pisaliśmy ze sobą codziennie, często do późnej pory. Nie było w naszych rozmowach żadnego podtekstu, to była czysta przyjaźń. Jednak nie dało się nie zauważyć tego jaką jest wspaniałą osobą, pełna radości, optymizmu. Jak nikt inny potrafiła sprawić iż wszystkie złe myśli szły w zapomnienie jednym swym słowem. I wszystko tak trwało aż do sylwestra...Zrobiłem wtedy coś cholernie żenującego, coś za co każdy powinien być na mnie zły. Ale nie ona. Ona mnie pocieszała, współczuła.
Nie powiedziała ani jednego złego słowa. Po prostu się o mnie martwiła. I wtedy przejrzałem na oczy. Cały ten czas pisałem z kobietą swojego życia. Zakochałem się. Nie widziałem świata poza nią. Powitania i pożegnania, przytulanie się do niej były nie do opisania dla mnie. Pragnąłem zrobić wszystko by wywołać ten piękny uśmiech na jej twarzy. Starałem się tego nie pokazywać bo nie chciałem stracić je przyjaźni. Mimo wszystko miała jednak chłopaka. I tak sytuacja się miała aż do końca kwietnia. W międzyczasie zerwała ze swoim chłopakiem. Nasz wspólny znajomy postanowił zorganizować ognisko. I ja i ona byliśmy zaproszeni. Wiadomo jak to na takich ogniskach bywa, oboje wypiliśmy trochę alkoholu. W pewnym momencie siedzieliśmy przytuleni na ziemi.
Ktoś z obecnych tam ludzi spytał mnie czy moja droga K mi się podoba. Nie wiedziałem wtedy co odpowiedzieć, to jednak nie była nikogo sprawa, tylko moja i tej, którą kochałem. Byłem wtedy jednak pijany i co jakiś czas mówiłem K iż komuś coś takiego przyszło do głowy (Potem dowiedziałem się iż zaczęła coś podejrzewać). Dzień po ognisku postanowiliśmy iż pójdziemy gdzieś sami, wypić coś i po prostu pogadać ze sobą.
Spotkanie przebiegło wręcz idealnie. Cały czas leżeliśmy przytuleni do siebie, zapomnieliśmy o wszystkim, byliśmy zajęci tylko sobą. 2 dni później zdecydowaliśmy się pójść raz jeszcze w to samo miejsce. Tym razem wszystko przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Pocałowaliśmy się. Pamiętam to wszystko w najdrobniejszych szczegółach. Nie zapomnę tego do końca swojego życia.
Od tego momentu minęło 8 miesięcy. Jesteśmy teraz szczęśliwą i bardzo kochającą się parą. Planujemy wspólną przyszłość.. Chciałem się tym podzielić. Dziękuję za przeczytanie tego :)
Ps. Moja dziewczyna powiedziała ostatnio ze jako jedyny wyszedłem z friendzone :)