Będąc jeszcze małym dzieckiem - w epoce gum Turbo, zegarków z kalkulatorem i "Słonecznego patrolu" - lubiłem dokazywać. Mieszkałem z rodzicami i młodszym bratem w domu szeregowym w centrum miasta, a mój pokój - niemalże tak tradycyjnie jak kosz znajduje się pod zlewem - znajdował się na pierwszym piętrze.
Pewnego razu będąc w amoku swawoli, latając po całym domu z bratem od piwnicy po drugie piętro, spektakularnie zjebałem się ze schodów (a wypada wspomnieć, że schody były betonowe). Ja oczywiście w płacz, brat stoi na górze schodów i nie ogarnia co się dzieje, przybiega ojciec, sprawdza, czy się nie połamałem; a ja - biorę jego rękę, i wypluwam dwa, małe, białe odłamki. Pierwsza jego myśl: "młody właśnie pozbył się skutecznie dwóch jedynek". Nic bardziej mylnego.
Dużo bym dał, żeby zobaczyć jego minę po tym, jak dowiedział się, że te dwa, małe, białe odłamki - to tic-taki :)
W mojej rodzinie zawsze była tradycja spotkań rodzinnych. Począwszy od tej najbliższej rodziny, kończąc na tej, która mieszkała na drugim końcu kraju.
Ja jako 6/7 letnia dziewczynka, zawsze robiłam laurki dla każdego. W tym laurka, która najbardziej zapadła mi w pamięci. Dla ciotki, za którą nigdy nie przepadałam, zrobiłam specjalną laurkę - dużo brokatu, kolorowe kartki, ponaklejane kwiatki, a w środku napis "Fajnie by było, gdybyś poszła do dziadka.". Niby nic nadzwyczajnego na pierwszy rzut oka, ale...
Dziadek zmarł rok wcześniej.
Swego czasu dorabiałam sobie w hurtowni zajmującej się sprzedażą detaliczną. Był to sklep o dość dużej powierzchni, w którym można było kupić prawie wszystko - od zabawek dla dzieci, przez zeszyty, ołówki, kawę i wiele, wiele innych, kończąc na papierze toaletowym, który jest kluczowym elementem tej historii.
Była sobota, godzina dość wczesna, więc ruchu wielkiego nie było. Wiadomo, szef nie lubi, kiedy pracownicy siedzą i nic nie robią - nawet wtedy, kiedy w sklepie nie ma żywego ducha - tak więc, żeby nie narażać się na jego złowrogie spojrzenia, zabrałam się za porządkowanie asortymentu na półkach. Wędrując między wszelakimi artykułami przeznaczonymi na sprzedaż trafiłam na regały, na których leżały opakowania z papierem toaletowym. Zrobiłam swoje, uporządkowałam to, co uporządkować trzeba było i chciałam przejść do następnej alejki, jednakże moją uwagę zwróciła kobieta, która od dłuższego czasu stała z 2 opakowaniami papieru w dłoniach. Jako iż taki miałam obowiązek, podeszłam do niej z szerokim uśmiechem i zadałam słynne pytanie "czy mogę w czymś pomóc?". Kobieta spojrzała na mnie ze łzami w oczach i tonem pełnym rozpaczy i desperacji powiedziała coś, co zwaliło mnie z nóg: "Nie mogę się zdecydować! Nie wiem, który papier będzie bardziej pasował do mojej łazienki! Nie wiem, czy wybrać ten morelowy, czy może ten w odcieniu łososiowym!". Po czym załamała ręce i wydała z siebie długie westchnienie, co najmniej tak, jakby grała w jakimś przedstawieniu.
Nidy nie sądziłam, że zakup papieru toaletowego może być dla kogoś sprawą życia i śmierci. Pani ostatecznie zdecydowała się na zakup papieru w odcieniu morelowym, a ja do końca dnia miałam nieco lepszy humor, wiedząc, że moje problemy są niczym w porównaniu z problemami tej kobiety ;)
PS Dla mnie te papiery wyglądały identycznie, ale mam nadzieję, że ten morelowy idealnie współgrał z łazienką. ;)
Będąc w podstawówce (a był to przełom lat 80.-90.) miałem świnkę morską (obecnie kawię domową :)) Mój najlepszy kolega również posiadał takie zwierzę, więc gdy przychodził do mnie albo ja do niego - zabieraliśmy zwierzynę, aby mogła się pobawić i nieco rozerwać. Nie przewidzieliśmy jednego, a i jakoś nas nie zastanowiło dlaczego jedna była sporo większa od drugiej. Tak, dobrze się domyślacie, to był samiec i samiczka...
Moja świnka - jak się potem okazało samiczka - miała zwyczaj zakopywania się w sianie w swoim terrarium i tak spędzała większość czasu. Pewnego dnia zaglądam rano, a tam mała świnka, taka kuleczka - starsza jak zwykle zakopana w rogu w sianie. Mały ja oczy jak pięć złotych i tekst, z którego nabijano się długo w rodzinie "Mamo... świnka się zmniejszyła!?" :D
Dzisiaj, po raz pierwszy od wielu miesięcy, potencjalny pracodawca był skłonny dać mi pracę. Gdy zadowolony wychodziłem z rozmowy kwalifikacyjnej, potknąłem się na prostej drodze i wpadłem na szklany stolik. Mi się nic nie stało, czego niestety nie można było powiedzieć o stoliku, który rozsypał się na drobne kawałeczki. Okazało się też, że był wart kilka tysięcy złotych. Mogłem zapomnieć o nowej pracy.
Moja mama często porównuje mnie do innych. "Twoje koleżanki z klasy mają lepsze oceny, mogłabyś też takie mieć" albo "Córka mojej koleżanki wygrywa konkursy recytatorskie, też byś mogła coś wygrać"- takie słowa są dla mnie codziennością, ale dziś moja rodzicielka przeszła samą siebie. Porównała mnie do mojej kuzynki, która ma więcej "lajków" pod profilowym.
Dzięki, mamo.
Hejka, mam 19 lat.
Ostatnio idąc na ulicy zaczepiło mnie 2 chłopców.
Wyglądali na jakieś 12 lat.
Myślę że zapewne chcą się o coś zapytać.
Zatrzymują się, tak samo jak ja, gdy nagle jeden z nich mówi:
- Chcesz w pysk?
Ja nie zważając na to powiedziałem tak. (Taki śmieszek)
Gdyby nie to, że mój refleks zadziałał, najprawdopodobniej oberwałbym tym nożem w brzuch.
Po zeznaniach na policji zostałem wyśmiany i na tym się skończyło.
DZIĘKI.
Dzisiaj mój 10-letni syn wysłał kilka sms-ów (po około 5 zł) do jakiegoś konkursu telewizyjnego.
W sumie nie miałbym nic przeciwko gdyby nie fakt, że to była powtórka programu...
Byliśmy z żoną na zakupach. W pewnej chwili chciała przetestować po raz kolejny moją czujność (tak mi się przynajmniej wydawało, bo zdarzało jej się tak robić) i wyciągnęła portfel z tylnej kieszeni moich spodni. Tym razem nie zareagowałem... tym razem to nie była moja żona.
W gimnazjum zakochałem się na zabój w pewnej dziewczynie.
Mógłbym tutaj napisać całą książkę o tym co nas łączyło, ale to niepotrzebne.
Pod koniec szkoły pokłóciliśmy się o coś mega głupiego.. nie pożegnaliśmy się nawet. Poszliśmy w swoje strony.
Dzisiaj spotkałem jej przyjaciółkę z ławki. Od słowa do słowa, okazało się, że moja ukochana napisała mi list na zakończenie roku ale nie miała odwagi mi go dać - podobno opisała tam wszystkie swoje uczucia i jak to określiła znajoma "wszystkie żeśmy ryczały jak nam go pokazała"
Dowiedziałem się też, że jej syn nosi moje imię...
No i tak w sumie chciałem się pożalić, jestem dorosłym facetem który nie może sobie ułożyć z nikim życia bo ciągle myślę o niej. Teraz siedzę jak debil po nocy i zastanawiam się "co by było gdyby?".
Dodaj anonimowe wyznanie