#7m7rT
Jakiś czas temu upadłam tak niefortunnie, że połamałam nogę w kostce.
Karetka zabrała mnie do szpitala.
Już na izbie przyjęć spotkałam się z niesamowitą życzliwością.
Potem było już tylko lepiej. Jako że złamanie było paskudne i czekała mnie operacja, nie było mowy o jakimkolwiek wstawaniu.
Przemiłe siostry cierpliwie przychodziły, podkładały basen, a widząc moje zawstydzenie żartowały i tłumaczyły, że to normalne.
Jedna z nich przyniosła mi nawet swoje prywatne kosmetyki, abym mogła zmyć makijaż i odświeżyć się zanim mąż z moimi rzeczami dojedzie do szpitala.
Podczas operacji byłam przytomna.
Na sali leciały piosenki, pielęgniarki operacyjne podśpiewywały, lekarze żartowali... W sumie trzygodzinna operacja minęła jak z bicza strzelił, a ja wyjechałam z niej bogatsza w kilka nowych dowcipów, bo z anestezjologa straszny śmieszek był.
Opieka po operacji też była wspaniała.
Dostałam od sióstr gazetki do czytania, pani rozwożąca jedzenie robiła mi kanapki i kroiła na małe kawałki, widząc, że każdy ruch sprawia mi ból...
Nie, to nie był żaden prywatny szpital.
Zwykła państwowa placówka, do której miałam szczęście trafić.
Jak widać, nie wszystkie szpitale są złe.
Wszystko zależy od ludzi, miałaś dużo szczęścia, że na takich trafiłaś :)
Dokładnie, Madaro. Ty źle z ludźmi trafiłeś, a szkoda.
Bo na świecie są ludzie i są ludzie...
Życie, szanowna bogini :P
Po przeczytaniu czwartego zdania myślałam że to ironia xd Ogólnie fajnie, że przedstawiłaś służbę zdrowia z innej, lepszej strony. Ja jak raz trafiłam do szpitala to opiekowali się mną, żeby było mi jak najlepiej ^^
A ja juz miałam przed oczami "Na dobre i na zle"
Ja też miło wspominam pobyt w szpitalu... ;) No i ten ordynator cudeńko... 😍
Uwielbiam Cię za nazwę! ♥
'Operacja sie udała ino pacjent zszedł ' - żarciki mojego biologa ze szkoły 😂
To jest rosyjski humor. Przychodzi lekarz do rodziny i mówi, że ma dwie wiadomości: Jedną dobrą, drugą złą. Dobra jest taka, że operacja się udała, zła, że pacjent zmarł. 😃
Nie wiem na jakiej ulicy ale w Białymstoku też jest szpital, w którym jest fantastyczny personel. Mam nadzieję, że w końcu zdiagnozują moją mamę i że nie przyzwyczai się do nich tak bardzo, że nie zechce wrócić 😀
To się nazywa służba z powołania :)
Potwierdzam, istnieją takie :D Miałam okazje leżeć w takim po operacyjnym składaniu łokcia
Niektórzy pracują w szpitalach bo kochają tę pracę. Szanuję takich ludzi.
Na początku wyznania myślałam, że kolejne będzie o złej służbie zdrowia jednak na szczęście się myliłam. Ja też będąc długo w szpitalu miałam sytuację podobną jak Ty autorko, też spotkałam się z niesamowitą życzliwością i czułam się tam jak w domu. Nie ma dnia żebym nie wspominała tych kochanych lekarzy i pielęgniarek, to jest piękne jak człowiek w chorobie może spotkać takich ludzi z powołania, którzy nie tylko wyleczą, ale także pocieszają swoim poczuciem humoru :)
Jestem właśnie w szpitalu i poznałam świetną pielęgniarkę, która potrafi się szczerze uśmiachać. Gdy tylko jest możliwość przychodzi do mnie pogadać (niestety, nikt mnie nie odwiedza, są różne przyczyny, ale nie o tem) i wesprzeć. Mimo tego, że dzieli nas ponad 20 lat. Wydaje mi się, że właśnie ta pielęgniarka jest dowodem na to, że można być miłym, uprzejmym i tolerancyjnym niezależnie od sytuacji. A w dodatku widać, że pracuje z pasją. Jednak nie każda pielęgniarka jest jak z horroru 😇
Tez mam takie wspomnienia z miesiąca spędzonego w szpitalu:)