Jestem 22-letnią kobietą samotnie wychowującą mojego 4-letniego synka Adasia. Moi rodzice, którzy są zagorzałymi katolikami powiedzieli, że nie chcą mnie znać, kiedy zaszłam w ciążę z chłopakiem, który mnie rzucił.
Jedyne wsparcie miałam w moim najlepszym przyjacielu, którego znam od piaskownicy. Zawsze gdy musiałam gdzieś wyjść, opiekował się Adasiem. Zawsze mogłam mu się zwierzyć, a synek traktował go w sumie jak ojca/wujka.
Wczoraj dowiedziałam się, że Marcin - mój przyjaciel - zgwałcił 8-letnią dziewczynkę. Czeka go rozprawa. Jestem w rozsypce.. Człowiek, którego znasz przez całe życie... KTÓREMU POWIERZYŁAŚ OPIEKĘ NAD SWOIM SYNKIEM... Okazał się pedofilem. I myśl tu, że znasz człowieka.
Pewnego popołudnia wracałem autobusem szkolnym do domu z praktyk. Autobus zawsze zatrzymuje się obok szkoły podstawowej, żeby zabrać dzieciaki. Do autobusu wpadła banda krzyczących dzieci. Zaraz za mną usiadła około 5-letnia mała, na pozór spokojna i grzeczna dziewczynka, razem z kolegą. Po chwili między dzieciakami nawiązał się dialog:
DZIEWCZYNKA - Co dziś robisz? Pójdziesz ze mną na rower?
CHŁOPIEC - Dziś idę z mamusią na lody.
Dziewczynka momentalnie wybuchła śmiechem. Śmieje się i śmieje. Nie może przestać. Chłopczyk trochę zdziwiony i zmieszany zachowaniem koleżanki, po pewnym momencie pyta:
CHŁOPIEC - Dlaczego się śmiejesz?
DZIEWCZYNKA - Wiesz co to jest lód?
CHŁOPIEC - Każdy wie.
DZIEWCZYNKA - Powiedzieć ci?
Chłopiec stanowczym głosem odpowiada, że tak. Dziewczynka pochyliła się do kolegi, mówiąc mu coś na ucho. (Mimo ciekawości nie udało mi się usłyszeć tego jak ta mała wytłumaczyła chłopakowi pojęcie "lód") Chłopczyk od razu z wielkim bulwersem eksplodował i odparł, że jest głupia i to nieprawda. Dziewczynka nadal roześmiana wniebogłosy.
Chciałabym zobaczyć minę mamy chłopca, który opowiada jej czego się dowiedział. Małe dzieci coraz bardziej zaczynają mnie przerażać.
30 lat temu zmarł mi dziadek.
Wujek często pytał mnie o zdanie w różnych sprawach, z ciekawości pewnie co taki brzdąc myśli. Wziął mnie ze sobą do zakładu pogrzebowego - wybór trumny, wszystkie polakierowane wyglądały pięknie:
Wujek:
- Jaką weźmiemy? Dębową?
- A czemu dębową, przecież kosztuje kilka razy więcej? - pytam.
- Dłużej poleży - odparł wujo.
- A co, będziesz dziadzia odkopywał, że to takie ważne?
Brzdąc wpłynął na wuja, wzięlim sosnową :)
Dziś coś mnie tknęło i sprawdziłem historię przeglądania w komputerze u mojej dziewczyny. Odkryłem, że szukała w Google odpowiedzi na pytanie "Jak przyznać się do zdrady."
W lutym tego roku musieliśmy uśpić naszego psa, chorego na nowotwór. Miał 16 lat, kundel ze schroniska. Oczywiście żałoba, cały dzień przeleżany w łóżku i czarne ubrania. Była to sobota, więc miałam szansę trochę się ogarnąć, zanim pójdę do szkoły.
W nocy do mnie przyszedł. Przyśnił mi się, ale nie schorowany i siwy, ale młody i silny (był u nas w domu dłużej niż ja). Przyprowadził ze sobą innego psa, popatrzył na mnie, zamerdał ogonem i poszedł. Drugi pies został.
Rano przypomniało mi się, że identyczny pies jest w schronisku, w którym jestem wolontariuszem. Po ośmiu dniach psiak stał się częścią naszej rodziny. Jest z nami już 7 miesięcy. I uważam, że stał się dobrym następcą Rudiego :)
Rodzice zawsze uczyli mnie, że pomaganie jest bardzo ważne. Już w podstawówce udzielałem się w PCK, ze szkoły występowałem dla chorych dzieci, jak byłem starszy byłem wolontariuszem w ośrodku pomocy społecznej oraz w schronisku dla zwierząt, bo one również były dla mnie ważne.
W schronisku też poznałem dziewczynę X, która wyprowadzała raz w tygodniu psy na spacery. Wydawała się bardzo fajna, a ja też jej się spodobałem. Zaczęliśmy się spotykać, dużo rozmawiać i byłem pewien, że to taki mój ideał. Wspomniała mi też po jakimś czasie o swoim bracie, który miał ciężki wypadek na motorze i jest sparaliżowany, jego mózg również uległ uszkodzeniu.
Kiedy zaprosiła mnie do swojego domu, poznałem go. Wiem, że rozumiał co mówię, więc opowiedziałem mu o tym jak poznałem X, o moich pieskach, trochę o studiach. Choć on sam ledwo mówił, a raczej bełkotał, starałem się nie dać mu odczuć, że się różnimy. Dopóki z kuchni nie wróciła X. Nie poznałem jej. Zaczęła mi mówić, że nie ma sensu z nim gadać, że i tak nic nie rozumie, że lepiej go zostawić, niech patrzy się w okno, a my pójdziemy do pokoju. Trochę byłem zszokowany, ale OK, stwierdziłem, że poruszę ten temat na osobności. Zapytałem czemu odnosi się tak do swojego brata, że jego paraliż nie oznacza, że jest gorszy i powinien słuchać takich słów. Ona do mnie zupełnie naturalnie, że dla niej to już nie jest brat, tylko kaleka, który tylko przeszkadza w rodzinie. Mnóstwo pieniędzy idzie na jego rehabilitację i że żałuje, że w Polsce nie można ludzi poddawać eutanazji, bo byłoby "z głowy". Wytłumaczyłem jej co ja o tym sądzę, ale stwierdziła tylko "co ty możesz o tym wiedzieć".
Nie spotykamy się już, ale do tej pory płakać mi się chce, że ludzie mogą tak traktować innych po wypadku. Mówić, że są już tylko kalekami i woleliby, by ich nie było - świadomych osób, tylko sparaliżowanych. A najgorsze jest to, że takie osoby same się nie obronią.
Przez pewien czas grałam w grę Bitefight. Można grać w nią pojedynczo, a można tworzyć klany z innymi graczami. Ja należałam do klanu. W klanie jest możliwość odpalania różnych rytuałów. Kiedy zbiorą się wszyscy członkowie klanu (lub zdecydowana większość), można odpalić rytuał o nazwie "Krwawy Rytuał".
Dla sprawniejszego działania klanu oraz wygodniejszego ustalania godzin rytuałów, powymienialiśmy się numerami telefonów. Ważne jest też, że ja zazwyczaj chodzę ubrana na czarno (mój ulubiony kolor).
Teraz wyobraźcie sobie miny ludzi w kolejce i minę pani kasjerki, kiedy to ja, ubrana cała na czarno, rozmawiająca przez komórkę, mówię coś takiego:
- Skrzyknij cały klan o tej i o tej godzinie i odprawimy dziś Krwawy Rytuał.
Nastała cisza, a tak mierzona wzrokiem jeszcze nigdy nie byłam.
Mój ojciec prosto po pracy, w roboczym ubraniu wybrał się wraz z moim dziesięcioletnim bratem do miasta w celu zakupienia garnituru. Zgarnął brata prosto z dworu, utytłanego i głodnego, w starych brzydkich ciuchach, bo miał niewiele czasu, a młodemu trzeba było kupić buty.
Ojciec po wypłacie, zbliżająca się uroczystość dość istotna, po garnitur wybrał się więc do jednego z droższych sklepów.
Kiedy tata zajęty był wybieraniem, mój brat łaził za nim po sklepie, wyjąc, że jest głodny
(jest taką typową studnią bez dna, czarną dziurą, która pochłania wszystko, co znajdzie w lodówce). Pan ekspedient zmierzył mojego ojca w roboczym ubraniu, a potem mojego brata. Obaj wyglądali zapewne tragicznie, ponieważ pan dał im stówę zniżki na garnitur, a mojemu okrutnie głodnemu bratu wcisnął jeszcze dwie dychy w rękę. Ojciec spalił buraka, gdy się dowiedział o tym, że brat wziął te pieniądze. Gdy opowiedzieli to mi i mamie, o mało nie umarłam ze śmiechu. Brat za dwie dychy nażarł się w Macu, a ojciec już nigdy nie pojechał do miasta w roboczych ciuchach.
Gdy miałam 7 lat starsze siostry zabrały mnie na dwór, żeby porysować kredą po chodniku. Kiedy zobaczyły, że już nie mamy czym rysować, poszłyśmy po małe kawałki pustaków, które leżały blisko budowy. Siostry pokazały mi jeden fragment takiego pustaka i powiedziały, abym szukała takich w trawie.
Gdy każda z nas wzięła po kilka, wróciłyśmy do zabawy. Dzieła dziewczyn były cudne, a ja nie dałam rady stworzyć żadnego rysunku, bo mój kawałek dziwnym trafem nie zostawiał śladów na chodniku. Zawołałam siostry, żeby zobaczyły co robię nie tak i mi pomogły. Nawet nie wyobrażacie sobie miny dziewczyn patrzących na mnie próbującą namalować coś rozkładającym się, białym, psim gównem.
Dzisiaj rano, gdy sprawdzałam social media, na każdym koncie miałam jedno powiadomienie, że ktoś zaczął mnie obserwować. A tą osobą jest... moja nauczycielka od języka polskiego.
Dwa dni temu dodałam tweeta: "Znalazłam pinionszki z komunii". Skomentowała: "Znalazłam pieniążki :)"
Dodaj anonimowe wyznanie