#IfaQb

Na początek muszę powiedzieć, że naprzeciwko mnie mieszka starsza pani, której syn, który dotychczas zawsze pomagał we wszystkim i z nią mieszkał niedawno zginął w wypadku samochodowym. Jej siostra przyjeżdża do niej ze dwa razy w tygodniu, a tak to my, jej sąsiedzi, pomagamy jej codziennie, ponieważ ta pani jest bardzo lubiana i często zaprasza na herbatę i kawałek ciasta. Jako że jest jesień zaoferowałam, że zgrabię u niej liście. Powiedziała, że jeśli tylko chcę, to mogę coś zrobić i że będzie mi wdzięczna, ponieważ ona jest już za stara, żeby tyle się namachać, bo jej podwórko jest duże i to nie na jej siły. Tak więc pokazała mi w którym miejscu ma grabie i postanowiłam wziąć się za pracę, ale żeby mi nie było tak nudno wzięłam telefon i słuchawki.
Tak więc grabiąc słuchałam i śpiewałam po cichu moje ulubione piosenki. Po jakimś czasie zaczęłam śpiewać coraz głośniej, ale usłyszałam śmiech staruszki, która siedziała na tarasie opatulona chyba w co się da. Nie wiedziałam co ją tak śmieszy, może zaczyna mieć problemy z głową? Jednak po chwili zorientowałam się, że nie tylko śpiewałam na cały głos (czyli zapewne jak dusząca się foka), ale również tańczyłam z grabiami. Mi się zrobiło trochę wstyd, ale przynajmniej staruszka się pośmiała ;)

#qNKi6

Wiecie... zawsze jakoś tam broniłam moherowych wojowników o miejsce w autobusie. A bo starsza, zmęczona, chora... - jestem młoda, od stania nie zginę, ale to co wydarzyło się dziś pokonało granicę absurdu.
 
Jadę sobie autobusem w rodzinnej miejscowości. Autobus dość zapchany, bo jego końcowy przystanek jest koło cmentarza. Generalnie rozumiem, że każda starsza pani chce dotrzeć na cmentarz po raz 10000 poprawić kwiatka u wujka Ździśka, żeby to jej stylizacja grobowa zajęła 1 miejsce w odwiecznym, corocznym rankingu na najlepszy grób. Serio, rozumiem, być może będę to samo robić za X lat. Ale...
Jakaś starsza pani ochrzaniła mnie z góry na dół, że "stoję na wybranym przez nią miejscu, ona je wypatrzyła pierwsza i zawsze na nim stoi".
Aż się za kamerą obejrzałam, czy to nie prank :D

#DtV4u

Dobraliśmy się z moją dziewczyną jak znalazł.

Ona miała zawsze fantazję, w której ktoś spija krew z jej ran, które sama sobie zadaje (zazwyczaj po wewnętrznej stronie ud), a ja uwielbiam pić krew, nieważne czy to zwierzęcą czy to ludzką. Często obie rzeczy uskuteczniamy w roli gry wstępnej.

Wiedzą o tym tylko ja, ona, wy i jej matka, która nas na tym przyłapała i jakoś dziwnie się na nas teraz patrzy.

#dgTzS

Jestem z tego pokolenia, gdzie nie mieliśmy komputerów, telefonów, a piosenki "cofaliśmy" długopisem. Typowe osiedle, jak i typowe blokowiska, każdy z każdym się znał. Pewnego wiosennego dnia moja koleżanka, z klatki obok, zaprosiła mnie do siebie do mieszkania, była to pora obiadowa (przeważnie wtedy każdy siedział w domu). Kiedy weszłam do jej klatki, to stanęłam jakbym ducha zobaczyła. W takim jakby przedsionku siedziały dwie moje koleżanki na ziemi, od pasa w dół nagie i pozwalały, aby pies robił im dobrze. Z uśmiechem na twarzach powiedziały mi "Cześć! Tylko nikomu nie mów!". Szczękę z ziemi zbierałam dobre 20 minut.

PS Nikomu nie powiedziałam, ale podobno moherowa sąsiadka przyłapała młode panny na swoich wybrykach i dostały srogie lanie ;)

#SeocI

Parę lat temu poznałem przez internet pewną dziewczynę, Rozmawialiśmy ze sobą parę tygodni. Któregoś wieczoru napisała, że popsuło jej się łóżko, dla żartu zaproponowałem nocleg u mnie i o dziwo zgodziła się. Wsiadła w taksówkę i przyjechała.

Nasze pierwsze spotkanie :) wiadomo było co się święci. Poszła do łazienki przebrać się, chwilkę jej to zajęło przy tym słychać było trzaski szafek no ale niczego wartościowego w łazience nie miałem więc raczej nic nie zwinie tak sobie pomyślałem :p wyszła w koronkowej halce i majteczkach. Od razu przeszliśmy do rzeczy.

Zdecydowanie to ona dominowała, ale pod koniec przejąłem inicjatywę i wziąłem ją na pieska (od tamtej pory mam obrzydzenie do tej pozycji). Stukam dziewczynę, a mi tu gównem wali. Myślę co jest, bąka puściła? Nie... Smród był zbyt intensywny. Patrzę na swój brzuch, a on w gównie...

Okazało się, że w łazience zabrakło papieru toaletowego, szukała po szafkach, ale nie znalazła i nie miała się czym podetrzeć więc podtarła się mną.
Gówniana sprawa.

#Cylel

Wczoraj rano szłam do szkoły, gdy nagle jakaś wyrośnięta dziewczyna przebiegła obok mnie, przy czym mnie szturchnęła i się wywaliłam na chodniku. Dzisiaj rano znowu szłyśmy tą samą drogą. Chciałam zwrócić jej uwagę, podeszłam bliżej, ale nim zdążyłam coś powiedzieć potknęłam się, przy czym wepchnęłam ją w wielką kałużę pełną błota.

No cóż, dostała to na co zasłużyła, choć przypadkowo.

#JdayE

Krótkie wyznanie o małym rytuale.

Każdy w Was ma pewnie przyjaciela na śmierć i życie, ja również. Zawsze kiedy trochę wypiłyśmy, latałyśmy po ulicach miasta, znajdując kosze marketowe. Oczywiście jazda po ulicach, uciekanie przez samochodami...

Ponad rok temu moja przyjaciółka wyprowadziła się poza miasto, trochę dojrzałyśmy, ja zdążyłam wziąć ślub. Ostatnio podczas jej wizyty idąc razem ulicą zobaczyłyśmy koszyk na kółkach, chwila konsternacji, po czym moja droga przyjaciółka usadziła dupę w środku, a ja ją pchałam.

Morałów z tego żadnych, szkoda tylko, że kondycja nie ta sama, a i dupa trochę urosła.

#6qwGk

Jak powstają horrendalne kolejki do specjalistów w NFZ? Bardzo prosto.

Jestem honorowym dawcą krwi. Podczas jednej z wizyt w CKiK, badający mnie lekarz stwierdził jakieś szmery na sercu i zasugerował konsultację kardiologiczną. Umówiłem się na wizytę, termin za 4 miesiące. OK. Poszedłem, dostałem skierowanie na echo serca za 3 dni. Ale na kolejną wizytę trzeba było czekać znowu 4 miechy. Myślę, przeboleję jakoś.

W międzyczasie, może po tygodniu, pojechałem z dziadkiem do lekarza. Wizyta kontrolna + przedłużenie leczenia. Z racji, że poradnia kardiologiczna jest piętro wyżej, postanowiłem, że tam zajrzę. Może mnie ktoś wpuści bez kolejki na te 5 minut. Bo dosłownie tyle potrzebowałem. Wyciągnąć zaświadczenie. Wchodzę na piętro, a tam normalnie pustki. Jedna osoba przy okienku do rejestracji, jedna w kolejce do dentysty i jedna do laryngologa.

Poczekałem chwilę, po czym wszedłem nieśmiało do gabinetu. Lekarz siedział i tak od słowa do słowa wyszło, że od ponad 2h siedzi kołami do góry i nie ma co robić, bo pacjentów brak. A kart na biurku cały stos. Z 17 zarejestrowanych na ten dzień przyszły 4 osoby. Pogadaliśmy chwilę, przebadał mnie jeszcze, wypisał potrzebne mi zaświadczenie.
Dosłownie 10 minut. Polecił mi jeszcze, żebym zajrzał do okienka i wykreślił swój termin, bo w końcu już załatwiłem, co miałem załatwić.

Za te odległe terminy do specjalistów odpowiadamy tak naprawdę my. A raczej nasze niedopilnowanie i często ignorancja. Jeden zapomni, że ma wizytę, inny pójdzie prywatnie i zapomni zwolnić terminu, a jeszcze inny rejestruje się na zapas, a później nie pójdzie, bo nie będzie widział sensu. A kiedy ktoś faktycznie potrzebuje się w trybie pilnym dostać do takowego specjalisty, to usłyszy termin, że w najlepszym przypadku za 4 miesiące...

#6dVJ4

30 rocznica ślubu moich rodziców. Tata jest bardzo „kościelny”, więc rodzice z okazji tego wydarzenia zamówili sobie mszę u księdza proboszcza, który był po wylewie. Najwidoczniej zapłacili za dużo. W dniu kiedy odbyła się msza i rodzina zgromadzona w ławce czekała na radosne oznajmienie faktu, że wytrzymali ze sobą aż 30 lat, ksiądz zabrał głos i powiedział, „a teraz uczcijmy 30 rocznicę śmierci Bogusława i módlmy się o jego żonę”.

Zaczęłyśmy pokładać się z mamą i siostrą ze śmiechu, dziadkowie stali jak wryci, a tata spalił buraka i pognał z ławki do ambony wytknąć księdzu faux pas.
Dodaj anonimowe wyznanie