#wvN57
Mama opowiedziała mi pewną historię, która każe nam uważać, że dusze zmarłych mogą nawet manifestować swoją obecność.
Po swoich narodzinach wróciłam do domu z mamą dopiero po miesiącu. W tym czasie moja prababcia trafiła do szpitala. Umierała na raka i nie zdążyła zobaczyć mnie przed śmiercią.
Tuż po pogrzebie prababci mama była ze mną sama w domu. Spałam w łóżeczku, co ważne, szczelnie zawinięta w pieluszkę i w kocyk. Mama spała na łóżku zaraz obok, a mała lampka świeciła.
Przyśniło jej się, że prababcia stoi nad nią i lekko potrząsa ją za ramię, mówiąc, że powinna wstać, bo mam mokro, trzeba mnie przebrać i nakarmić. Mama zerwała się w jednej chwili, sen był tak realistyczny. W pokoju nikogo nie było, ale...
No właśnie, ale. Leżałam rozebrana, pielucha i kocyk były równo rozłożone na boki, więc ja sama nie mogłabym tego zrobić. Ponadto zawsze budząc się płakałam, a tym razem leżałam cichutko i patrzyłam przed siebie ogromnymi oczami, jakbym jeszcze chwilę wcześniej widziała kogoś nad sobą.
Mama przebrała mnie i przystawiła do piersi, czując jednocześnie, że ktoś się jej przygląda. Lampki do rana już nie zgasiła.
Prababcia przyszła zobaczyć mnie chociaż jeden jedyny raz :)
A skąd wiesz, że raz? może do tej pory Cię odwiedza
... i leży przy tobie gdy zasypiasz delikatnie dysząc nad uchem...
No dzięki, teraz przez was mam traume ;w;
Nie polecam czytania o północy xdd
Choć w sumie to jej prababcia więc nie a się czego bać, aczkolwiek wydaje mi się, że odwiedziła ją tylko raz, ostatnia niezałatwiona sprawa, teraz jedynie nad nią czuwa.
Patrzy jak się masturbujesz :P
Ja znam historie malzenstwa gdzie kobieta zmarła przy porodzie. Mąż wrócił z dzieckiem do domu, niestety bez swojej ukochanej żony, I nie radził sobie z opieką nad dzieckiem. Raz kiedy wstał w nocy do dziecka bo znowu płakalo, zobaczył ze kołyska sie kołysze I dziecko sie uspokoilo. Działo sie to co noc, I faktycznie wierzył w to ze jego zona przychodzi mu pomoc. Po paru nocach gdy dziecko znowu plakalo w nocy, on juz wyczekiwal az znowu jego zona przyjdzie I uspokoi dziecko I faktycznie kołyska zawsze sie kolysala. Az w koncu szlo mu lepiej z opieka I wiecej zona nie przyszla z pomoca :)
W latach 70. umarła moja prababcia. Jej córka (moja babcia) nie potrafiła się z tą myślą pogodzić, a to na nią spadł obowiązek zorganizowania pogrzebu. Kuzynka prababki mieszkająca za Odrą miała w noc po jej śmierci sen: prababcia przyszła do niej z garnuszkiem maślanki i powiedziała "Jedź do mojej córeczki, pomóż jej z tym pogrzebem". Kuzynka zebrała się i pojechała do Polski. O śmierci prababki nic nie wiedziała, upewniła się na miejscu. Także tego...
Wczoraj zmarła moja prababcia. Strasznie bałam się zasnąć, jednak nagle poczułam takie uczucie ulgi, nie umiem tego opisać. Po prostu czułam, że się nie boję. W tym momencie mój pies zerwał się z łóżka, podbiegł do drzwi i zaczął bardzo głośno szczekać. Nie wiem, czy to zbieg okoliczności, ale to jest druga taka sytuacja po śmierci kogoś bliskiego. Myślę, że to mogła być moja kochana Babunia, która chciała się ze mną pożegnać, takie rzeczy się po prostu czuje. Kto przeżył, ten wie.
Możliwe, że Twoja mama lunatykowała.
Ja też miałam taki sen . W noc śmierci mojej siostry .Przyszła do mnie pożegnać się . Gdy się przebudzilam w pokoju było bardzo zimno a ja miałam ciarki na całym ciele . W sumie nawet nie wiem czy to był sen . Do tej pory nie wiem jak to nazwać...
Bardzo często zdarza się, że po śmierci bliskie osoby dają przestrogi ;) Czytając to miałam dreszcze.
Śmieszna historia, miałam prawie dokładnie tak samo.
Ja po moich narodzinach trafiłam do domu normalnie, po kliku dniach. Moja mama z powodu pracy musiała chodzić późno spać. Kiedyś mi powiedziała, że właśnie jak po takiej nocce wyszła z łazienki to słyszała, jak jakieś zabawki grzechocą gdzieś na ziemi, coś się przewraca (nie mieliśmy zwierząt ani nic). Rano okazało się, że moja prababcia (która również nie zdążyła mnie zobaczyć) umarła tej nocy. Od tego czasu chodzi legenda, że to właśnie ona przyszła mnie wtedy odwiedzić :)
Babcia mi opowiadała, że raz jak była sama w domu, to usłyszała trzask w pokoju. Jak tam weszła, okazało się, że przewróciła się ramka z moim zdjęciem, leżała dosłownie na krawędzi szafki.
Chwile po tym, zadzwoniła moja mama mówiąc, że jestem w szpitalu i mam 40 stopni gorączki (miałam ok 8-9 lat)
Dziwne, że bała się ducha własnej babci, skoro nie wyłączyła lampki. To żywych powinniśmy się bać, nie umarłych.
Może po prostu zostawiła zapaloną lampkę, żeby prababcia mogła dobrze widzieć autorkę? :)
Hehe, o tym nie pomyślałem :)
Uczucie czyjejś obecności w pustym pokoju nie jest przyjemne. Zwłaszcza po ciemku. Nawet przy przekonaniu, że to babcia.