#eMKUS

Kilka lat wstecz, pierwsza oficjalna randka z pewnym chłopakiem (mieliśmy wspólnych znajomych, czasami widywaliśmy się na jakichś imprezach, ale nic poza tym, chociaż od zawsze nas do siebie ciągnęło); to tak dla tych, którzy chcieliby się przyczepić do zbyt ''zaawansowanego'' charakteru naszego spotkania ;)

Siedzimy w jego mieszkaniu, w głowie szumi wypite wino, atmosfera robi się coraz bardziej gorąca, chłopak zaczyna całować mnie po brzuchu, aż nagle... W życiu się tak nie spierdziałam. Dosłownie jakby ktoś tuż obok odpalił młot pneumatyczny. Na początku oboje byliśmy dosyć mocno zdezorientowani (ja dodatkowo mega zażenowana), ale ostatecznie całą sytuację skwitowaliśmy śmiechem.

Dlaczego o tym wspominam? Otóż jestem w ciąży i jedną z dokuczających mi dolegliwości są uporczywe gazy. I za każdym razem, gdy wypuszczam z siebie truciciela, szanowny małżonek przypomina mi to niefortunne zdarzenie z przeszłości.. :)

#wyrwanynabąka

#8VxKG

3 lata temu zostałam zdiagnozowano z ADHD. Otrzymałam leki na poprawę koncentracji, są to silne leki, które niektórzy zażywają bez diagnozy w dużych dawkach żeby popaść w stan euforii.

Któregoś dnia wyszłam na miasto i zostawiłam je na stoliku koło kanapy. Kiedy wróciłam do domu, tabletki leżały dosłownie wszędzie wraz z resztkami opakowania w strzępach na podłodze. Moja chihuahua, która waży 2 kg w porywach, siedziała w kącie a jej i tak ogromne oczy wytrzeszczone w jeden punkt wyglądały istnie jak z egzorcyzmu. Chwyciłam za telefon i zadzwoniłam na pogotowie zwierzęce. Osoba po drugiej stronie linii kazała mi policzyć ile tabletek brakuje - mój mały narkoman pożarł co najmniej 10 tabletek. Był  wieczór i dyżurny stwierdził, że nie jest w stanie kogoś wysłać, bo po pierwsze dawka przy takiej masie ciała jest śmiertelna, po drugie i tak jest już za późno. Załamana i zapłakana całą noc siedziałam przy niej obwiniając się za moją lekkomyślność.
To było 2 lata temu, a mój piesek żyje do dzisiaj. Naćpałam mojego psa i teraz nie wiem, czy ma mi to za złe, czy kocha mnie tak bardzo, bo dałam jej najwspanialszą noc jej życia :D

#YjMZg

Wyznanie #RbmNo przypomniało mi o jednym zdarzeniu z mojego życia, które zdecydowanie nadaje się do umieszczenia na anonimowych. I pokazuje także, jak młody człowiek potrafi być pomysłowy. No, ale do rzeczy.


Pierwszy rok studiów, romantyczny wieczór z nową miłością mojego życia. Mimo że z kasą było wtedy krucho, kupiłem świece, zrobiłem dobrą kolację, zapuściłem muzę, otworzyłem winko. Ogólnie atmosferka robiła się coraz fajniejsza, koniec końców wylądowaliśmy, oczywiście, w łóżku. Gdzieś mi się przez głowę przewinęło w międzyczasie, że poziom doznań jest dzisiaj większy niż zwykle, ale zrzuciłem to na karb fajnej kolacji.

Cóż, po wszystkim okazało się, że poziom doznań był spowodowany pękniętą prezerwatywą...


Ja blady, luba blada, bliska płaczu, piątek wieczór... Rany, co tu robić? Nie chcemy jeszcze zostać rodzicami.

NAGLE EUREKA!!! Wiem! Przecież mamy jeszcze dwie prezerwatywy ze środkiem plemnikobójczym. Postanowiliśmy więc, że Luba wyłoży się na łóżku jak na fotelu ginekologicznym, a ja wywrócę oba kondomy na drugą stronę i wszystko stamtąd WYGRZEBIĘ... Palcem.

Do dzisiaj dziwię się, jak mogłem wpaść na coś takiego. I jak ona się na to zgodziła. No i jak musiała ta "lewatywa" wyglądać.

Po kilkunastu minutach uznaliśmy, że to bez sensu jest i że i tak wszystkiego nie wygrzebię. Skończyło się na pigułce "dzień po" w poniedziałek.

Tak, ciągle jesteśmy razem :)

#MMlhu

Pewnego razu w podstawówce pożyczyłam zeszyt od koleżanki, bo mnie nie było w szkole. Moja mama dała mi czekoladę, którą miałam jej dać jako podziękowanie. Przyszłam, zeszyt dziewczynie oddałam, w małej torbie, razem z czekoladą. Wyciągnęła ją przy swej mamie. Ucieszyła się, podziękowała mi. Poszła włożyć zeszyt do plecaka. Jej mama wzięła mnie na stronę i powiedziała: "Wiesz, że to przekupstwo?". Byłam trochę zdezorientowana. Ta kontynuowała: "Wiem, że chciałaś dobrze, ale żeby mi to było ostatni raz".

Do dziś nie wiem, o co tej babie chodziło?

#yn5zl

Około 10 lat temu zapoznałem na pewnym czacie M.
M. była wtedy o trzy lata młodsza ode mnie, miała bowiem 23 lata. Przynajmniej tak podawała. Pisaliśmy z sobą przez dwa lata, zanim w końcu postanowiliśmy się spotkać.
Zakochałem się, cholera. Naprawdę, niesamowicie mocno wpadłem w miłosny stan. Ona rozumiała wszystko co pisałem, można z nią było pogadać na wszystkie tematy i była bardzo dojrzała. SMS-y, GG, e-maile wysyłane były codziennie w ilościach hurtowych. Nigdy nie poprosiliśmy o swoje zdjęcie ani nic w tym stylu, bowiem nie chcieliśmy sobie psuć kontaktu, gdyby się okazało, że któreś z nas jest szpetne.

Wyobraźcie sobie moją minę, gdy M. okazała się dwunastolatką, która myślała, że zgrywam się z tym, że mam 26 lat, bo przecież tak starzy ludzie nie używają internetu. A bynajmniej nie do szukania dziewczyny na czacie.

Z M. nadal piszę, jest moją najlepszą przyjaciółką. Jednak przez pierwsze trzy lata dalszej znajomości pisałem bardzo ostrożnie, bojąc się wjazdu prokuratora na chatę.
Z miłości do niej wyleczyłem się już dawno temu, a moim znajomym, którym chwaliłem się M. jak najęty powiedziałem, że mnie wystawiła i nigdy więcej nie napisała.

#toplH

Zdaje się, że jestem jakimś ostro popieprzonym zwiastunem śmierci...
Może to zwyczajny przypadek, ale ja po prostu patrzę na kogoś i wiem, że on umrze.
Tak było z moją babcią.
Tak było z moją ciotką.
Tak było z moim znajomym.
I kilkoma osobami, które znałem tylko z widzenia. Dziś ich widzę, myślę - o mój Boże, oni wkrótce umrą - a za kilka tygodni widzę nekrolog. I żeby nie było - to nie były osoby chore, po których widać, że umierają. Znajomy na przykład zginął w wypadku, a ciotka dostała zupełnie niespodziewanego udaru... A ja się ani trochę nie zdziwiłem ich śmiercią.
Nigdy nikomu o tym nie mówiłem i nie powiem. Bo kto by mi w ogóle uwierzył?

#vKoyI

W nawiązaniu do I86Wu, kiedy to pięciolatka tłumaczy swojemu koledze co to jest "lód'...
Było to kilka lat temu, Ja ok. 18 lat z wizytą u bliskiej rodziny. W pewnej chwili mój cioteczny brat (lat OSIEM) zadaje mi pytanie:
- Wiesz co to jest skrobanka?
Jako, że znany jest z powtarzania dowcipów zasłyszanych w szkole, oczywiście odpowiedziałem, że nie spodziewając się ciekawego zakończenia. I doczekałem się ...
- Czyszczenie pi**y po ch****ej robocie.
Możecie sobie wyobrazić moją minę. Boję się o przyszłe pokolenia.

#SLke4

Poranna kawa, papieros, dziecko śpi, facet chrapie. Sielanka. Dzwoni budzik w facetowym telefonie. Szybki odruch - wyciszyć. A cóż to na ekranie? Powiadomienie o nocnym SMS-ie z fragmentem treści. Czarno mi się zrobiło przed oczami, ale co tam.  No i niespodzianka!! Związek trwający prawie rok, a od 9 miesięcy jestem zdradzana! Okazuje się, że nawet matkę partnera poznałyśmy prawie w tym samym czasie. Pełen podziw dla logistyki jaką wykonał, bo spędzał ze mną prawie 100% czasu. Jak widać za mało. Swoją drogą miła dziewczyna. Poznana z ogłoszenia. W trakcie wysłuchiwania kłamstw, że to nie tak, bo to tylko pisanie, udało mi się zapamiętać numer z SMS-ów i zadzwonić. Wielu rzeczy się dowiedziałam. Na przykład tego, że z nim byłam, ale go zdradzałam i on to widział... No i że nie jesteśmy już razem od roku...
Fakt, nie jesteśmy już razem, ale dopiero od dzisiaj. Zatem powodzenia życzę na nowej drodze życia. Beze mnie.

#Uxw5h

Historia nie moja, a mojej siostry (tak naprawdę przyjaciółki, którą tak traktuję, bo znamy się od zawsze, aktualnej współlokatorki).

Nazwijmy ją Ania. Sytuacja miała miejsce jakiś czas temu, gdy Ania jako świeżo upieczony magister dostała pracę w małej, aczkolwiek szybko rozwijającej się firmie, prowadzonej przez ojca i syna. Pracowała tam około miesiąca, kiedy została zorganizowana wycieczka integracyjna. Cała firma, czyli ok. 20 osób, pojechała do sporego domku w górach na weekend. Wieczorem była impreza mocno zakrapiana alkoholem. Jak można się domyślić, zwykłe pracownice, już dobrze podpite, przystawiały się do szefostwa, żeby zgarnąć lepszą posadkę. Tutaj muszę wtrącić, że Ania jest bardzo ładną kobietą, dość niską szatynką o ciemnych oczach. Miała już swoją dobrą koleżankę z pracy, panią X, która była bardzo, ale to bardzo ładna, na sam jej widok szczęka mi opadła, wyglądała tak niewinnie i pięknie. Miała męża i 2-letniego synka. Ania po jakimś czasie poszła do pokoju, który dzieliła z X. X przyszła po chwili i powiedziała, żeby zeszła do nich, ale Ania jej odpowiedziała, że nie chce patrzeć na rozkręcającą się orgię. X zaszalała i zrobiła sobie orgię z właścicielami firmy (ojciec z synem).

W poniedziałek, kiedy wróciłem z pracy, Ania przyszła i mi opowiedziała co się działo w pracy dziś, a szczęka mi opadła z wrażenia, że przez 10 minut nie mogłem ogarnąć tego co mówi. Wyobraźcie sobie, że pani X udokumentowała swoje zabawy z szefostwem i szantażowała, że pokaże ich żonom co wyprawiali (chyba nie była zbyt rozgarnięta, bo ojciec to wdowiec, a syn nie ma nikogo), jeżeli nie dostanie awansu. Została wywalona z pracy za próbę szantażu, a Ania awansowała.

Najlepsze w tym jest to, że X wcale nie musiała rozpoczynać orgii, bo była najlepszą pracownicą i miała dostać awans, a Ania była druga i to awans przypadł jej (poza tym szefostwo stwierdziło, że Ania potrafi się zachować i nie narobi wstydu firmie). Dodatkowo sprawa o szantaż trafiła na policję i łatwo było ją rozwiązać, bo filmik z orgii przechowywała na służbowym laptopie (rozgarnięta szantażystka), sprawa trafiła do sądu. Mąż oczywiście później się o tym dowiedział, zabrał syna, wyprowadził się i wysłał pozew o rozwód.
Tak oto świat X, która mogła nawet bez żadnych orgii ani szantażów dostać awans, legł w gruzach. Ostatecznie każdy dostał to na co zasłużył.
Morał? Dziewczyny, szanujcie się, stosunek z pracodawcą nie zawsze daje spodziewany efekt =)

#fr9ml

Historia z tych przywracających wiarę w ludzi.
To było piątkowe popołudnie. W drodze powrotnej z uczelni, jak to przystało na studentkę, wstąpiłam do Biedronki na szybkie zakupy. Ludzi nie było jakoś bardzo dużo, ale niektóre kasy były zamknięte, więc przy każdej kolejka dochodziła do 4-5 osób. Podobnie było w kasie, którą wybrałam ja.
Pierwsza była babulinka z typowym wózkiem na zakupy. Za nią stał nieco żulowaty pan z czterema piwami marki VIP, dalej jakaś przeciętna pani w średnim wieku, no i na końcu ja.

Kiedy przyszło do płacenia, babulinka wysypała z portfela całą garść miedziaków i zaczęła je przeliczać, po czym wręczyła całą sumę kasjerowi do ponownego przeliczenia. Wszystko to trwało dość długo, bo to były prawdziwe miedziaki, po 1, 2, 5, 10 i 20 groszy, więc ludzie w kolejce zaczynali się nieco niecierpliwić, zwłaszcza ci za mną.

Po chwili okazało się, że babulince brakuje 50 groszy, a oddała wszystko, co miała w portfelu. Zanim ktokolwiek zdążył się odezwać, miłośnik taniego piwa wkroczył do akcji i bez chwili zastanowienia powiedział, że on dopłaci za tę panią, co w istocie zrobił.
Może to mały gest, bo przecież zapewne każdego z tej kolejki byłoby stać na oddanie takiej sumy, jednak fakt, że zrobiła to osoba kupująca wyłącznie cztery najtańsze piwa przywrócił mi wiarę w ludzi, a Bóg świadkiem, że nie zostało mi jej za wiele.
Dodaj anonimowe wyznanie