#gjV9d

Przez całą moją edukację miałam w klasie dziewczynę, która niszczyła mi życie. Była ze mną w zerówce, podstawówce i szkole średniej (jestem rocznikiem bez gimnazjum). Zawsze wydawała się miła, ale za plecami robiła mi największe gówno.

W zerówce nastawiła całą grupę przeciwko mnie i ciągle się ze mnie wyśmiewała. W podstawówce było podobnie, potrafiła nawet skłócić mnie z przyjaciółką i jej się to udało. W szkole średniej zaczęło się piekło. Doszłam do jej klasy po jakimś tygodniu i trafiłyśmy też na te same praktyki. Nie chciałam zmieniać szkoły, bo byłam na zawodzie, który naprawdę chciałam wykonywać. Do tego pochodzę z małego miasta, gdzie każdy się zna i plotki szybko się rozchodzą.

Na praktykach wykorzystywała mnie i robiłam praktycznie wszystko za nią, bo nie potrafiłam się sprzeciwić. W szkole średniej okazało się, że każdy już o mnie wiedział, ponieważ wszystkim o mnie powiedziała. Znali moje najgorsze sytuacje, nawet takie, o których nikt nie powinien wiedzieć. Wyzywała mnie i oskarżała o to, że chcę odbić jej chłopaka, a kiedy sama znalazłam chłopaka, rozpuściła po całej szkole plotkę, że jestem w ciąży. Wyśmiewała mój wygląd i sytuację rodzinną. Pisała na krzesłach, że jestem panią lekkich obyczajów i że zdradzam chłopaka. Kazała mi pilnować swoich rzeczy. Robiła mi zdjęcia z ukrycia, przerabiała je i wysyłała znajomym. I to tylko część tego, co robiła. Kiedy próbowałam z nią porozmawiać, zaczynała płakać, że zawsze jestem przeciwko niej i skarżyła się mamie. Potrafiła nawet przy mnie zdradzać swojego chłopaka, a ja nic nie mówiłam, ponieważ po prostu się bałam. Do tej pory nie mam praktycznie żadnych znajomych, bo przez lata nastawiała ludzi przeciwko mnie. Po skończeniu szkoły średniej musiałam jeszcze na chwilę wrócić do nauki, ale wolałam dostać karę pieniężną za niechodzenie do szkoły przed osiemnastym rokiem życia, niż znowu być z nią w klasie. Tylko jedna szkoła w okolicy oferowała taką naukę, a ona akurat tam poszła. Na szczęście przeszłam na edukację domową i kary nie dostałam.  Dopiero po około 2 latach powiedziałam o wszystkim starszej siostrze. Powiedziała mi, że powinnam była zrobić to dużo wcześniej, ponieważ mogłyśmy pójść na policję albo porozmawiać z jej mamą, bo to wszystko podchodziło pod znęcanie się.
Bardzo żałuję, że cały czas liczyłam, że ona się zmieni. Byłam naiwna i wystraszona. Straciłam przez nią najpiękniejsze lata swojej młodości. Teraz próbuję odbudować swoją psychikę i nauczyć się żyć bez ciągłego strachu przed tym, co ktoś o mnie powie.

#ouT90

Pamiętam, że nigdy jakoś szczególnie nie tęskniłam za rodzicami. Mój pierwszy dłuższy wyjazd bez rodziców, konkretnie tygodniowy, miałam zorganizowany jeszcze w przedszkolu. Inne dzieci codziennie nawet po kilka razy dzwoniły do swoich rodziców, płakały z tęsknoty, spały z masą pluszaków, których ja w ogóle nawet nie myślałam, żeby spakować. Nie rozumiałam, jak można tak bardzo przeżywać jedynie tydzień rozłąki, panie przedszkolanki dziwiły się, że ja przeżywałam ten czas tak spokojnie. Później, mając 10 lat, pojechałam z harcerstwem na miesięczny obóz. Tym razem nie tylko nie tęskniłam za domem, ale cieszyłam się, że tyle czasu będę mogła spędzić bez rodziców. 
Teraz rozumiem, że przez cały ten czas bałam się ojca, ponieważ bił mnie, od kiedy miałam 4 lata, nie jakoś szczególnie mocno ani często, ale bałam się jakichkolwiek interakcji z nim. Do tej pory czuję ogromny stres, kiedy choćby usłyszę jego głos. Nie lubię też szczególnie kontaktów fizycznych z nikim, nawet z przyjaciółką na powitanie.

#5ChlM

Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Problem w tym, że był najlepszym przyjacielem mojego ówczesnego chłopaka.
Przez cały mój związek próbowałam ignorować to, co czułam. Wmawiałam sobie, że to tylko zauroczenie, chwilowa fascynacja i że z czasem mi przejdzie. Nie przeszło.
Kiedy mój związek się skończył, wydarzyło się coś, czego chyba sama się po sobie nie spodziewałam. Między mną a nim zaczęła się relacja, której nie potrafię nawet dobrze nazwać. Był romans, były emocje, bliskość, chwile, które do dziś pamiętam. I wtedy chyba już naprawdę się w nim zakochałam. Tylko że nigdy nie byliśmy razem.
W pewnym momencie nasze drogi się rozeszły. Kontakt się urwał i zostało mi tylko to, co wydarzyło się między nami.
Dzisiaj spotykam się z kimś innym. Życie niby poszło dalej, a ja czasami łapię się na tym, że nadal o nim myślę. Nadal mi się śni. Czasem wystarczy jakiś drobiazg, piosenka, miejsce albo wspomnienie i wracam myślami do niego. I chyba najbardziej boli mnie to, że nie wiem, czy tęsknię za nim, czy za tym, czym mogliśmy być, gdyby wszystko potoczyło się inaczej.
Nie wiem, czy on kiedykolwiek czuł do mnie coś podobnego. Nie wiem, czy czasami o mnie myśli. Nie wiem nawet, czy gdybyśmy dzisiaj przypadkiem się spotkali, poczułabym to samo. Ale wiem jedno – minęło już sporo czasu, nie mamy kontaktu, mam teraz przy sobie inną osobę, a mimo to jakaś część mnie nadal została przy nim.
Może niektórych ludzi nie spotykamy po to, żeby z nimi zostać. Może czasami spotykamy ich tylko po to, żeby przez resztę życia zastanawiać się: „co by było, gdyby…?”.

#Qfj3k

Coś, czego całkowicie nie rozumiem, to małżeństwo mojego brata. Osobno mój brat i jego żona są wspaniałymi ludźmi. Zarówno mój brat, jak i szwagierka to ludzie do rany przyłóż – uczynni, mili dla innych, ciekawi w rozmowie. Wobec siebie są natomiast jakimiś potworami, przynajmniej w części. Są jakieś 30 lat po ślubie, ale od początku w ich związku działy się niesamowite rzeczy. To jak moja szwagierka niszczyła psychicznie mojego brata, jaką toksyczną była osobą dla niego – jakby mój mąż robił mi jedną setną tego, to bym go zostawiła. Mój brat nie był jej dłużny, tylko w bardziej fizyczny sposób – oficjalnie nikt tego nie potwierdza, ale widać, że ją bił.
Rozmawialiśmy z nimi (zarówno my, jak i rodzina mojej szwagierki) i dostawaliśmy odpowiedź, żeby się nie wtrącać w ich sprawy. I kiedy braliśmy ich osobno, to nagle bronili się i pokazywali, że to drugie jest najlepszą osobą na świecie. Sugestie, że lepiej, żeby się rozwiedli albo chociaż pobyli trochę bez siebie, kończą się groźbami, że przy dalszych takich sugestiach zerwą kontakt z rodziną.
Ich związek jest pełny ekstremów. Oprócz tego, co już opisałam, to jest też bardzo dużo jakichś takich spontanicznych czułości i gestów. Zrywanie kwiatów ze stawu dla mojej szwagierki (jak z filmu!) – żaden problem. Publiczne pokazywanie, jakim wspaniałym i przystojnym mężczyzną jest mój szwagier – bardzo częste. Kiedyś nocowali u nas w domu i słyszeliśmy w nocy ich igraszki (z piętra wyżej!) – byli 20 lat po ślubie, a tej pasji, jaką usłyszeliśmy, zazdrościmy z mężem do dzisiaj, a jesteśmy od nich 15 lat młodsi.
Najgorsze, że nigdy nie wiadomo, na co się u nich trafi.

#WgczL

Moja mama od zawsze mnie krytykowała, nieważne, co zrobiłam. Posprzątałam w domu, jak akurat mama była w pracy? Źle, wstawaj do sprzątania jeszcze raz. Pomagam rodzeństwu w zadaniach domowych z np. angielskiego? Źle, nie umiesz ich uczyć. Zmieniłam szkołę na zaoczną (po 18), bo w technikum znęcali się nade mną? Źle, mogłaś „przetrwać” do matury. Zaczęłam pracę, bo chciałam mieć na własne zachcianki? Źle, kto się domem zajmie? Poszłam do terapeuty przepracować to wszystko, bo czułam się niechciana w domu? Źle, co rodzina powie?
Podczas gdy mój tata... lekko mówiąc, on miał wywalone. Nigdy nie usłyszałam od niego nawet głupiego: „Dobra robota”, ciągle tylko: „To dobrze” albo „Mhm”.

Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że jak powiedziałam mamie o pomyśle wyprowadzki na drugi koniec Polski na studia po maturze, usłyszałam: „Córeczko, nie wyjeżdżaj, jesteś nam tu potrzebna”.

I teraz pytanie: to ja jestem jakaś niedorozwinięta, czy to jakiś dziwny sposób mojej mamy na pokazywanie uczuć do mnie?

#Ijydr

Nie mogę mieć dzieci. Moja starsza siostra dobrze o tym wie. Ona ma dwójkę.
Niedawno udało mi się w końcu kupić własne mieszkanie. Podczas remontu siostra mi powiedziała, żebym nie oszczędzała na materiałach i fachowcach. Myślałam, że chce mi doradzić, żeby mi się dobrze tu mieszkało. Potem dodała jednak: „No bo wiesz, po twojej śmierci to moje dzieci odziedziczą to mieszkanie, bo niby kto? Swoich przecież nie będziesz miała”. 
No nie powiem. Zabolało. W dodatku powiedziała to śmiertelnie poważnie. To nie był żart.

#9ZmMZ

Jak byłam dzieckiem, bardzo nie chciałam jeść mięsa, niestety byłam do tego zmuszana. Doszło do tego, że jadłam na siłę, po czym szłam to zwymiotować, a jak nikogo w pobliżu nie było, to chowałam mięso po kieszeniach, w szafach, w biurku, za telewizorem, dosłownie wszędzie gdzie się dało. Dzisiaj jestem wegetarianką, ale nie potrafię postawić granicy i jak ktoś wciska mi mięso, to czekam, aż się odwróci, aby schować je do kieszeni…

#eI3LC

Mam prawie 20 lat i nigdy nie miałam chłopaka.  Nie piszę tego wyznania, żeby się poskarżyć czy pożalić z tego powodu, wręcz przeciwnie.

Wyprowadziłam się z domu rodzinnego na studia, wynajmuję sama kawalerkę i jestem tu najszczęśliwsza na świecie. Wracam do cichego domu, gdzie wszystko jest na swoim miejscu i gdzie mogę robić, co chcę. Nikt nie kręci się w mojej przestrzeni, nie hałasuje, nie robi bałaganu, nie wymaga nie wiadomo czego. Nie muszę się przed nikim z niczego tłumaczyć ani dostosowywać się do jego planów czy wyobrażeń. A jednak wszyscy traktują mnie jak nienormalną. Rodzice i reszta rodziny przy każdej okazji pytają mnie, kiedy w końcu kogoś przyprowadzę, żartują, że zostanę starą panną z kotami. Znajomi to samo, ciągle tylko rozmowy o tym, że związki to fajna rzecz i w końcu też kogoś sobie znajdę, że warto, że miło jest mieć się do kogo przytulić czy porozmawiać.  A ja patrzę na te wszystkie związkowe historie, nawet te z Anonimowych, o zdradach, o kontrolowaniu, o przemocy i wszystkich innych dramach ze związkami związanymi. Słucham o kłótniach o pierdoły, takie jak niewyniesienie śmieci czy brudna skarpetka na podłodze. Widziałam osoby, dla których bycie w związku jest ich całą osobowością i sensem życia, co jest w mojej opinii po prostu poniżające. Dodatkowo wszędzie obecny jest temat wygórowanych standardów, które trzeba spełniać, by znaleźć odpowiedniego partnera. Standardów, których również nie spełniam i spełniać nie zamierzam. Już samo słuchanie o problemach związkowych moich znajomych mnie męczy i irytuje. Jestem zadowolona z obecnego stanu rzeczy w swoim życiu i nie chcę na siłę go zmieniać, mimo że okazje to tego też już miałam. Sama radzę sobie ze wszystkim bardzo dobrze i nie potrzebuję partnera „żeby się mną zaopiekował”. Nigdy nie ciągnęło mnie do romantycznych relacji, a sama wizja bycia w związku mnie brzydzi / przeraża. W związku czułabym się, jakby to było ograniczenie mojej niezależności i wolności, próba zmiany tego, kim jestem.

Czy faktycznie jestem nienormalna? Czy tylko mi się wydaje, że nie zawsze i nie dla każdego związek to odpowiednia rzecz?

#L7cH9

Zawsze miałem powodzenie u kobiet. I od prawie zawsze, tzn. od momentu, w którym dotarło do mnie, że mój rozmiar jest poniżej normy, nie potrafiłem zdobyć się na kontakt fizyczny. Wstyd to straszna rzecz. Moją żonę znałem od dziecka, byliśmy z jednej ulicy, jednego podwórka. Razem jeździliśmy na koncerty, czytaliśmy książki tych samych autorów. Z czasem przyjaźń zmieniła się w miłość. No i poznała mój kompleks. Podobno byliśmy bardzo udanym małżeństwem. Aż do momentu zmiany pracy przez moją żonę. Jako osoba po trzydziestce trafiła w dużo młodsze towarzystwo. Imprezowe, wyzwolone. Koleżanki chwaliły się podbojami i walorami zdobyczy. No i cóż, moja żona popłynęła, zaszła w ciążę z kolesiem z pracy. On ją olał. Zostałem z nią, bo nie miałem w sobie odwagi szukać kogoś innego. Dodatkowo fakt, że potrzebowała kochanka, chociaż podobno z nami było wszystko super, spowodował jeszcze większy kompleks. No bo przez co, jeżeli nie przez zbyt małego? Więc zostałem i pomagam jej wychować dziecko. 
Chłopak jest dobrym dzieciakiem, staram się być dla niego jak najlepszym ojcem. Ale tego, co zrobiła żona, nie potrafię zapomnieć. Mieszkamy od ośmiu lat w oddzielnych pokojach. Niby razem, ale osobno. Ona też nie stara się tego zmienić. Zdaje sobie sprawę, dlaczego nie odszedłem, bo o moich kompleksach rozmawialiśmy, kiedyś. 
Do dupy to wszystko. A natura to złośliwa suka.
Dodaj anonimowe wyznanie