#CX3Xx
Jadę "główną" drogą parkingu i chcę skręcić w prawo na drogę "podporządkowaną" na jakieś miejsce parkingowe. Z naprzeciwka kobietka samochodem chce skręcić w tę samą drogę. Ja mam pierwszeństwo, jako że muszę wykonać krótszy manewr, więc kobietka staje, by mnie przepuścić. Wjeżdżamy na tę drogę i patrzymy – jest! Jedno miejsce przy wejściu do galerii. Ja daję kierunek i parkuję sobie tyłem. I tu się zaczyna historia właściwa.
Kobieta z samochodu z naprzeciwka trąbi, podczas gdy ja parkuję. Myślę sobie – niecierpliwa, więc szybko sobie stanę i kobieta przejedzie. Ale nie! Z narzeczonym wysiadamy z samochodu, a ona staje przed naszym samochodem, blokuje ruch na drodze (piątek po 15, samochody zaczynają się do galerii zjeżdżać), wychodzi z samochodu i pyta, czy wiemy co to jest kultura na drodze. Ja zdębiałam, luby jej pyta o co chodzi. To ta zaczyna, że ŁASKAWIE nas przepuściła na drodze (gdzie zaznaczę mieliśmy pierwszeństwo) i zajęliśmy JEJ miejsce, które ona pierwsza ZOBACZYŁA. Mi się włączyły kurwiki w oczach, luby nie chcąc się kłócić mnie wymownie wzrokiem ucisza i przeprasza kobietę, by sobie jak najszybciej iść. Ale nie! Kobieta wymaga byśmy wyjechali i jej miejsce ustąpili. I tu się włączam ja z moim wkurzonym już "no chyba nie". Zamykam samochód i chcę już iść do galerii, więc biorę narzeczonego za rączkę, ten mówi do kobietki "miłego dnia" (niestety nie odwzajemniła) i idziemy parę kroków dalej.
Na drodze korek, kobieta nie odjeżdża, narzeczony mówi, żebyśmy stanęli, on sobie zapali i popatrzymy, czy nam kobietka ze złości samochodu nie porysuje.
Ludzie z innych samochodów wyszli źli, że korek. Ona opowiada swoją wersję i jeszcze pokazuje nas palcami. My jako spokojni ludzie nic nie odpowiadamy, a niech sobie gada. Ale nie! Znowu do nas zaczęła krzyczeć, że zostawi swój samochód przed naszym na drodze. Na to ja wkurzona zakłóceniem spokoju odpowiadam, że proszę bardzo, ale drożej jej wyjdzie laweta i parking policyjny. Więc kobietka nie wiedząc co zrobić ROZKAZUJE! nam się przedstawić z imienia i nazwiska. Na co już mój luby mówi, że nie mamy takiego obowiązku. Znowu kobietka się zacięła, ludzie czekają na rozwój wydarzeń. Nagle mówi, że ładnie na zdjęciach wyszliśmy, na co grzecznie podziękowaliśmy, a kobieta za namową innych kierowców w końcu odjeżdża.
Jednego tylko nie rozumiem. Parking ma 4 piętra i jeszcze dużo innych miejsc na placu. Ja nigdy bym nie pomyślała, by coś takiego zrobić. Nawet gdybym już tyłem zaczęła parkować, a ta kobieta by przodem szybko w to miejsce wjechała, to ja bym się tylko zdenerwowała i pojechała szukać dalej.
Ktoś mi powie, po co to wszystko? Bo ja nie rozumiem.
Jako, że limit znaków nie pozwolił to dodam tutaj. Ogólnie kobietka mówiła o wiele więcej rzeczy i bardziej wulgarnych ale limit nie pozwalał niestety. Ale dodam, że kobietka bez naszej zgody robiła nam i naszemu samochodowi zdjęcia. Nie chcieliśmy już z nią rozmawiać więc wtedy nic na to jej nie powiedzieliśmy. Ale teraz już 3 dzień szukam po wszystkich możliwych grupach i stronach z tego miasta swoich zdjęć, czy zdjęć samochodu. A wiem, że jeśli gdzieś je wstawi to raczej ładnych słów o nas nie powie. Tak więc jeśli tylko znajdę gdzieś nasze twarze (jesteśmy dosyć charakterystyczni więc spokojnie nas rozpoznam nawet rozmazanych) to szybciutko szykuje pozew o zniesławienie oraz o publikowanie zdjęć bez wyraźnej zgody. :))
Akurat samo robienie zdjęć nie jest karane a według wyroku sądu nawet udostępnianie zdjęć samochodu z widocznymi tablicami nie łamie rodo więc... Zajmij się lepiej życiem bo i tak na 99% nic nie uda Ci się zrobić
robienie i smieszkowanie z kolezankami na kawie nie, ale juz publikacja i oczernianie jest jak najbardziej karalne
o pani, jak baba, ktora przy nieomal pustym autobusie (ze 3 osoby, 50 miejsc wolnych) kazala mi ustapic miejsca, bo to JEJ miejsce!
albo baba, ktora moja mama przepuscila w takich obrotowych barierkach w netto, a potem probowala sie wladowac przed mame w kolejke, bo ONA PIERWSZA DO SKLEPU WESZLA!
j*bac pradem
Nie rozumiem jednego: "Ja mam pierwszeństwo, --> jako że muszę wykonać krótszy manewr <--, więc kobietka staje, by mnie przepuścić"
Nie ma czegoś takiego, że ktoś kto ma wykonać krótszy manewr ma pierwszeństwo.
A i owszem kiedy oba samochody stojące naprzeciwko siebie na drodze głównej chcą wjechać w tą samą drogę podrzędną, osoba skręcająca w prawo ma pierwszeństwo gdyż nie przecina drugiego pasa drogi. U mnie na kursie mówiono na to "krótszy manewr", gdyż de facto osoba skręcająca w prawo ma krótszy manewr od osoby skręcającej w lewo. ;)
Oliwkanadrzewie, tak jak powiedział mm99999 nie ma czegoś takiego jak pierwszeństwo krótszego manewru. Jeśli nie ma znaków to wchodzi zasada prawej ręki, czyli przepuszczasz wszystkich po swojej prawej i rzeczywiście najczęściej osoba skracająca w prawo ma pierwszeństwo. W tej sytuacji faktycznie był to klasyczny przypadek skrzyżowania i wtedy miałaś pierwszeństwo, ale nie sugeruj się tym za bardzo, że jak krótszy manewr to masz pierwszeństwo. Są różne skrzyżowania. Równie dobrze skrzyżowanie może wyglądać jak klasyczne X, ale główna droga nie jedzie prosto tylko np. w prawo (powiedzmy, że są to sklejone dwie L). I wyobraź sobie sytuację, w której stoicie na skrzyżowaniu na przeciwko siebie i taki człowiek jest na głównej drodze (gdyby jechał w prawo to by jechał dalej drogą główną) a Ty jesteś na podporzadkowanej. Chcecie oboje skręcić w tą samą podporzadkowaną ulicę, czyli Ty w prawo, a on w lewo. Pierwszeństwo ma oczywiście ten co jedzie w lewo, a robi przecież dłuższy manewr.
Zyrafa625 spokojnie ja takie rzeczy wiem. Ale nie opisuje tym"krotszym manewrem" wszystkich przypadków tylko konkretny, gdy oba samochody stojące naprzeciwko siebie są na grodze głównej. Gdyby było inaczej to tamtą drogę nie nazwałabym podrzedna/podporzadkowana
Zdarzają się tacy książęta udzielni na włościach ;) ja kiedyś po 15 min jeżdżenia wokół kamienic znalazłam miejsce do parkowania równolegle, więc zaczęłam migać prawym i przejechałam o długość auta do przodu, żeby zaparkować tyłem. I w tym czasie gość za mną wjechał na to miejsce. Od razu znalazł się w czołówce mojego rankingu kuriozów, ale nie chciało mi się bawić w przepychanki, pojechałam dalej z rozdziawioną gębą ;)