#cvGh7

Nie znoszę ludzi, którzy kościół przekładają nade wszystko. Nawet nie wiarę, bo z wiarą to nie ma nic wspólnego. Nikogo w mym domu nie obchodzi, czy mam następnego dnia ważny egzamin, czy to ósma rano w nowy rok, a ja poszłam spać o szóstej. Nieważne,  że źle się czuję czy po prostu nie chcę. I tu nie chodzi o tę standardową mszę raz w niedzielę, nie. Wszystkie drogi krzyżowe, różańce, roraty. W wielkim poście msza o ósmej rano, potem gorzkie żale o siedemnastej. I bez protestów, zamknij się, jesteś chrześcijanką i masz chodzić. Jeszcze jedno słowo i oberwiesz. Skoro musisz się uczyć,  nie wyjdziesz z domu przez tydzień, podczas kiedy my będziemy jeździć sobie po sklepach, ale w kościele masz być, to przecież najważniejsze.

Mój starszy brat przestał chodzić do kościoła, jak tylko skończył dwadzieścia lat, wyprowadził się i znalazł sobie pracę. Dalej jest zmuszany co jakiś czas, ale jego to już nie obchodzi; jest odważny, dorosły. Nie ma powodów się bać. Rodzice nie mają pojęcia, dlaczego on jest taką porażką wychowawczą. Co zrobili nie tak, że on nie wierzy. Obwiniają jego towarzystwo, charakter,  wszystko – a nawet nie pomyślą o najprostszym. O tym, że sami są winni.

Mam siedemnaście lat. Nie mam nic do chrześcijan, to wszystko ich wybór. Nie czuję nienawiści do samej instytucji kościoła, nie przeszkadzają mi bardzo wierzący znajomi, którzy bywają w kościele nawet częściej niż ja. Problem w tym, że oni robią to z własnej woli. Rodzice myślą, że tu zostanę, skończę jakieś kiepskie studia na regionalnej uczelni i będę z nimi mieszkać przez cały czas. Niestety, wiem, że kiedy tylko mi się uda, ucieknę jak najdalej, żeby móc w końcu decydować o własnych przekonaniach. Wiem, że prawdopodobnie zrezygnuję z kościoła. Bywanie w nim kojarzy mi się wyłącznie z czymś, czego nienawidzę, ze zmuszaniem, z krzykami i wiecznym narzekaniem na brata. Nie czuję żadnego przywiązania. Dokładnie tak wychowaliście mnie w duchu katolickim, pieprzeni hipokryci.
wyzwolonaa Odpowiedz

Miałam dokładnie tak samo, pochodzę z Podkarpacia i cała moja wieś to XIX wieczny skansen. Na szczęście dostałam się na studia w Warszawie i wyzwoliłam z zaścianka. Teraz żyję nowocześnie, wkurzają mnie ludzie którzy miejsce kobiety widzą tylko w kuchni. Nawet na tej stronie pełno takich...

upadlygzyms

Znam to dość dobrze. Żeński akademik przy Wyższej Szkole Pedagogicznej, babińcem zwany. Pełen dziewczyn od wioskowego krzyża oderwanych, ekscesywnie odreagowujących lata ucisku. Te z ultrakatolickich rodzin były najbardziej ostre.
Ech, działy się takie rzeczy, że teraz nawet na różnych hubach nie znajdziesz.

wyzwolonaa

Dokładnie tak wyglądał mój internat. Katolickie liceum btw

Cystof

Ja chodziłem do katolickiej podstawówki, wspaniale wykształcili całe roczniki ateistów.

Trala4258

Tia, nie znoszę takich ludzi jak ci powyżej, jestem katolikiem i byłem nawet lektorem, ale z własnej cholernej woli, a tacy ludzie nie dosyć, że sami cholernie grzeszą, patrz pierwszy grzech główny, to jeszcze swoim pseudowiara dowodzą przy okazji innych, to niestety tzw. katole, czyli fanatycy, a jak wiadomo fanatyzm w jakiej kolwiek materii nie przynosi nic dobrego.

Trala4258

*swoją pseudowiarą odwodzą. Sorki jak kogoś zabolały oczy od gramatyki z autokorekty :)

Bumtralalala Odpowiedz

"Masz iść do kościoła i nie pyskować, bo jak nie to oberwiesz"

Polskie katolstwo w jednym zdaniu <3

honey100 Odpowiedz

Ja tak zrobiłam

Risha Odpowiedz

Też tak miałam. Nie mogłam się doczekać aż się wyprowadzę i mam spokój.

Maniack37 Odpowiedz

Wytrzymasz młoda, to już niedługo. Odpuść im i skup się na nauce, żeby ci matura dobrze poszła. Niestety nie zmienisz swoich rodziców, oni mieli wpojone, że tak trzeba. Jak wyjedziesz już, to nabierzesz dystansu i nauczysz się mieć wywalone. Jak brałem jednostronny ślub, to pół rodziny do mnie wydzwaniało, żebym zmienił zdanie. Trzymaj się, w pewnym momencie będziesz na to patrzeć z pobłażaniem i będzie cię to bawić, choć teraz trudno ci pewnie w to uwierzyć.

Dodaj anonimowe wyznanie