Zaręczyny pełne radości i łez. Ogromnie się ucieszyłam! Płakałam i śmiałam się jednocześnie. Ale pierścionek mi się nie podoba... Totalnie nie mój styl, nie moje gusta. Nim się ktoś spruje, każdy ma prawo lubić coś innego i nie oznacza, że jestem materialistką lub wybrzydzam. Wiele lat temu kupiłam sobie złoty pierścionek i jest on całkiem odmienny od zaręczynowego. Naprawdę jestem zadowolona z przebiegu sytuacji i już zaczynam planować wiele elementów ślubu oraz wesela, ale nie dam rady nosić tego pierścionka.
Głupio się czuję z tym, że prawdopodobnie nie będę pracować w trakcie studiów. Nie wyprowadzam się od rodziców, bo mam dobry dojazd i będę studiować dziennie. Moja mama sama była w takiej sytuacji jak była w moim wieku i powiedziała, że żałuje, że nie dała sobie na wstrzymanie z pracą na pierwszym roku, bo wtedy najbardziej cisną, a ona nie miała praktycznie czasu, żeby się uczyć na bieżąco, więc mi odradza zrobienie tego, co ona. Rozumiem to i z jednej strony wiem, że jest to lepsze wyjście, a z drugiej czuję się przez to jak pasożyt i gówniarz.
Jestem po ślubie rok (rocznica była w czerwcu). Właśnie się dowiedziałem, że po 6 miesiącach naszego związku małżeńskiego moja żona była w ciąży. W tych miesiącach zamykałem sprawy za granicą, aby na stałe już wrócić i już być na zawsze z żonką. Co „zabawniejsze”, okazało się, że żona do końca nie jest pewna, kto był ojcem. Kandydatów dwóch. Jeden jej kolega, a drugi jakiś były chłopak. Jak „zakończył” się temat ciąży jeszcze nie wiem, chyba kilka tygodni nosiła.
Żona mówi teraz, że zrobiła dużą głupotę i kocha mnie. I chce być razem. Zapytałem, czy na pewno było „tylko” dwóch kandydatów na tatusia, odpowiedziała w stylu: „Oczywiście, że tylko dwóch, za kogo ty mnie masz, bez przesady”. Co w całej słabej sytuacji było aż zabawne.
Miałem wcześniej kilka partnerek, jednak żona wydawała się zdecydowanie najpewniejsza. Mądra i ułożona. Rodzina i znajomi mają ją za wzór cnót, a tu taki numer.
Zastałem kobitę klęczącą przed obcym typem. Siedzę teraz i zastanawiam się, czego jej brakowało. Jestem rozwodnikiem, była żona była przemocowcem, cudem się od niej uwolniłem, porzuciła syna. Poznałem później ją, która była całkowitym przeciwieństwem byłej żony. Sama była ofiarą wieloletniej przemocy domowej ze strony matki, była cicha, zagubiona, przestraszona z mnóstwem traum, ale jednocześnie prezentowała cechy ciepłej, miłej, ułożonej i bardzo troskliwej kobiety. Kiedy ją poznałem, nie miała nic, mieszkała w warunkach urągającej ludzkiej godności. Stworzyliśmy związek, dałem jej dom, bezpieczeństwo, oparcie, starałem się rozumieć i przepracowywać z nią jej traumy, umożliwiłem i opłacałem terapie. Myślałem, że po latach życie się do mnie znów uśmiecha i byłem przekonany, że ona też jest szczęśliwa, mówiła, że mnie kocha i popierała słowa czynami. Jestem teraz strasznie zawiedziony. Zaufałem jej, naprawdę ufałem i wierzyłem. A teraz? A teraz na nowo obudziły się we mnie te wszystkie uprzedzenia do kobiet.
Mój obecny partner od jakiegoś czasu dziwnie się zachowuje, coraz częściej są jakieś dziwne sprzeczki, coraz częściej nie gadamy, a mieszkamy ze sobą. Niedługo kończy się umowa najmu i zadecydowaliśmy już jakiś czas temu, że przed naszym ostatnim rokiem studiów będzie lepiej, jak oboje wrócimy do swoich rodziców, ze względu na koszty mieszkania i tego, że oboje studiujemy zaocznie, więc ciężko będzie nam opłacić mieszkanie i studia i do tego przeżyć.
Zaplanowałam nam ostatnio wieczór, ale on przestał się znowu odzywać, spotkaliśmy się wcześniej przypadkiem z moją przyjaciółką i podczas rozmowy temat zszedł na byłe związki, a z moim partnerem ustalaliśmy, że nie rozmawiamy o przeszłych związkach. Widząc, że siedzi na telefonie, uznałam, że nie ma zamiaru włączać się w konwersację i normalnie rozmawiałam, jakby go nie było – nie mam nic do ukrycia, więc nawet jeśliby usłyszał, to uznałam, że to nic takiego. Po powrocie do domu usłyszałam, że go okłamuję, bo nie mówiłam, w ilu relacjach byłam przed nim – i już więcej nie zamienił ze mną słowa, nawet nie chciał mi wyjaśnić, o co chodzi.
Nie jestem w stanie sama sobie z tym poradzić, moja przyjaciółka też nie była w stanie mi powiedzieć, co mogę zrobić, ale mam dość już tego ciepło-zimno w związku. Jakieś tipy? Jak zacząć tę rozmowę? Odchodzę już od zmysłów…
Wiecie, co jest najgorsze? Płacenie długów za swoją drugą połówkę, przez co nie możecie sobie pozwolić na nic z własnych zarobionych pieniędzy...
Moja płodność zanika, jesteśmy dość młodzi. Moim marzeniem jest być matką, mam partnera stałego od 8 lat. Mieszkamy razem, oboje pracujemy i mamy się świetnie. Chciałabym zajść w ciążę, a on o niczym nie wie, jestem już na czwartej stymulacji, ale na razie nic. Przez to wszystko przechodzę sama. Wiem, że on pokocha to dziecko całym sercem, bo mówi, że chce być kiedyś ojcem, ale jeszcze nie teraz, że jak już, to za 2–3 lata. Mam ochotę to przerwać, ale czuję, że się w tym zatraciłam, po prostu w tej chęci bycia matką. Nie wiem, co robić, czy przestać walczyć o to dziecko, ale jeśli stracę tę szansę, to wiem, że nie dam rady żyć z myślą, że nie będę mogła mieć już dzieci… I boję się, że wtedy ten związek się rozpadnie. Bo on głupio pieprzy, że zawsze możemy zaadoptować, a mi nie do śmiechu. Czy jestem okropna?
Dziś w nocy i rano była wichura dość dobra – drzewa leżą, przewody prądowe pozrywane. Idę do auta, a tam na antenie zawinięte damskie stringi... Więc apeluję do wszystkich: zabierajcie rzeczy z balkonów podczas wiatru ;).
Dobrze, że jechałem sam, bez narzeczonej. Weź wytłumacz swojej kobiecie, że masz na antenie cudze damskie stringi...
Mój tata od małego wmawiał mi i mojemu bratu, że tak jak jest kopalnia soli, to gdzieś w świecie jest i kopalnia smalcu.
Skradziono mi portfel w tramwaju. Był tłok, a zawsze trzymam go w torebce w zamkniętej kieszonce, więc o zgubieniu nie było mowy. Byłam strasznie zła i zrozpaczona jednocześnie – z jednej strony straciłam wszystkie dokumenty i karty (co ważne dla tej historii, w portfelu znajdowały się karta dawcy z DKMS i Dawca.pl), a z drugiej zdjęcia członków rodziny, w tym stare portrety babci, dziadków, które były unikalne, czarno-białe i których duplikatów nikt nie miał.
Po trzech dniach przyszła do mnie niewielka paczka z moim portfelem i wzruszającym listem. Złodziejka pisała, że zobaczyła u mnie kartę dawcy, przepłakała pół nocy i że ma straszne wyrzuty sumienia, bo jej brat jest biorcą przeszczepu, przysięgała jednocześnie, że już nigdy nic nikomu nie ukradnie.
Szkoda tylko, że z portfela zniknęła cała gotówka, w tym żabka „na szczęście”, trzymająca w pyszczku grosik. No ale przynajmniej odzyskałam zdjęcia...
Dodaj anonimowe wyznanie