#a1QBo
Skończyłam studia, mam dobrą pracę i mieszkam w jednym z większych miast w Polsce. Mam szczęście. Na swojej drodze spotkałam szereg nauczycieli. Sporej ilości z nich po prostu nie pamiętam, ale są też tacy, których nie zapomnę do końca życia.
W gimnazjum miałam nauczyciela, który molestował dziewczyny. Początkiem roku upatrzył sobie kilka nowych dziewczyn i regularnie zaglądał im w biust. Ponieważ była to szkoła w wiejskiej społeczności i znaczna liczb dziewczyn w szkole zrobiłaby wszystko, byle na swoim świadectwie zobaczyć marną tróję, to godziły się na to i jeszcze prowokowały miłego pana. Fizyk dawał lepsze stopnie, jeśli na koniec roku przeczyta się książkę, którą polecił. Do tej pory pamiętam pytania na kartkówce w stylu: „Napisz, jaka książka z okresu dzieciństwa wzruszyła bohatera najbardziej”.
Byłam bardzo dobrą uczennicą. Na pierwszej lekcji z nim, zapoznawaliśmy się z programem nauczania. Dawał nam jasno do zrozumienia, że piątki u nas raczej nie będzie, chyba że trafi mu się w końcu olimpijczyk. Podniosłam rękę do góry, chcąc zadać jakieś głupie pytanie, oczywiście związane z lekcją. Zerknął na mnie i powiedział: „Jeśli twoje pytanie dotyczy lekcji, możesz je zadać, natomiast jeśli chcesz pogadać o seksie, to może później”. Cała klasa wybuchnęła śmiechem. Zerknął na mnie z wyraźną satysfakcją i puścił mi oko.
Wiedziałam, że będę miała przechlapane. Nie myliłam się. Głupie docinki przy całej klasie to była norma. Inni nauczyciele dobrze zdawali sobie sprawę z jego zboczenia, ale nie zwracali specjalnej uwagi. Na technice, którą niestety również mieliśmy z nim, gnębił mnie równie mocno. Pod koniec roku szkolnego, szczęśliwa, że mam czwórkę, chciałam wyjść z sali. Zatrzymał mnie, zmierzył wzrokiem i powiedział, że jak chcę mieć wyższą ocenę, to mogę pojawić się u niego po lekcjach, to mi pomoże. Nie pojawiłam się. Na świadectwie miałam 4.
Kiedy lato dawało o sobie znać, większość uczniów spędzała wolny czas na imprezach organizowanych w jednej ze świetlic w sąsiedniej miejscowości. Co działo się na tych zabawach, jest historią na inne wyznanie. Nie chodziłam tam, raczej nie byłam typem imprezowiczki i wolałam zostać w domu. Nauczyciele oczywiście zdawali sobie sprawę z tego, co dzieje się na dyskotekach, ale nikt nic nie mówił.
Na jednej z ostatnich lekcji fizyk powiedział przy całej klasie, że widział, jak wracałam pijana z tej imprezy i zapytał, czy dobrze się dzisiaj czuję. Nikt nie wierzył, że w tym czasie siedziałam pod kocem w domu i czytałam Harry'ego Pottera.
Dopiero po 4 latach od skończenia szkoły powiedziałam mamie, co się działo – tylko dlatego, że mój brat miał iść do tej samej szkoły.
PS On dalej uczy...
To dziwne bo na wsi ktoś taki szybko by dostał od miejscowych po mordzie a jakby nie chcieli ryzykować to by mu dali do zrozumienia że już go tu nie chcą. A może tam u was chłopaki jąder nie mieli?
Jakie twoje komentarze sa idiotyczne. Kazde wyznanie jest nieprawdopodbne i nikomu w nic nie wierzysz. Wiesz, ze to objaw choroby? Livarot to tez choroba u zwierzat.
Właśnie w małej społeczności to jest bardzo prawdopodobne.
Właśnie na wsi takie zachowanie jest bardziej tolerowane.
Znam wsie, gdzie ojcowie wręcz namawiają czternastolatki aby podrywały dorosłych aby mieć alimenty. Sama jestem ze wsi i nigdy nie robiłabym takich rzeczy.