#lv6Sz

Tuż po ślubie przygarnęliśmy z mężem kocurka. Kupka nieszczęścia, koci nastolatek, paskudny, brudny i chory. Czary - mary, z tej kupki nieszczęścia zrobił się piękny, zdrowy kocur. Przygarnęliśmy go z litości, tymczasowo, bo nie było żadnych chętnych, a ówczesny "właściciel" nie miał środków na utrzymanie zwierzaka w takim stanie. Filemon był cudownym kociakiem z bardziej psim niż kocim charakterem. Dodam, że był wykastrowany.

9 miesięcy temu urodziłam synka. W domu, na swoich zasadach (zawczasu dodam, że zadbałam o bezpieczeństwo oraz ew. pomoc na czas, bo wiem, że dostanie mi się za to). Co ma piernik do wiatraka? Od kiedy zaszłam w ciążę, Filemon nagle zrobił się wobec mnie agresywny. Cóż, zdarza się, inny zapach przez hormony, staraliśmy się zrozumieć, co nie znaczy, że pozwalać mu na nieakceptowalne dla nas zachowania (jak zawsze zresztą). Nasz dom, nasze zasady - jesteśmy wyrozumiali, ale swoje granice są.

Po porodzie było jeszcze gorzej. Nigdy nie traktowałam kota jak swojego dziecka ani z syna nie robiłam bożka. Kogo miałam do kochania, tego kochałam, dziecko jak dziecko, zwierzaka jak przyjaciela, każde miało u nas swoje miejsce zarówno w domu, jak i w sercu. Kot na skutek swojego zachowania stracił jedynie trwały wstęp do naszej sypialni, gdzie spało dziecko, oraz tymczasowy do każdego pokoju, gdzie ono przebywało. Nic poza tym, jedynie nie mógł tam wchodzić. Kochaliśmy go dalej.

Mąż nie był zachwycony zachowaniem Filemona, które było co raz bardziej agresywne. Ja zresztą też. Zabraliśmy go kilka razy do trzech różnych wetów - zdrowy, wszystko OK. Poświęciliśmy mu dużo czasu, pieniędzy oraz zachodu, bo w końcu nasz przyjaciel od wielu lat. Mimo to pewnego dnia wyleciał z domu bez pardonu po tym, jak wlazł przez uchylone okno do pokoju i rzucił się z pazurami na nasze dziecko. Synek został pogryziony, ja kotem rzuciłam o ścianę. Po opatrzeniu dziecka, kot z przetrąconą łapą został (tuż po zdarzeniu) wpakowany do transporterka, zabrany do weta przy prywatnej lecznicy, która robi także za mini - schronisko. Zadeklarowaliśmy opłacenie jego leczenia i oddanie do adopcji albo odręczne uśpienie, w zależności od tego, co wet na tą sytuację powie.

Ogółem, od różnych osób, dowiedzieliśmy się, że jesteśmy gnidami, potworami i [wstaw tu dowolny wulgaryzm], bo ważniejsze było dla nas własne dziecko niż kot. Te same osoby, gdy owy kot był chory, brudny i paskudny nie kiwnęły palcem by mu pomóc, mimo deklarowanej powszechnie miłości do zwierząt. Dowiedziałam się od weta - behawiorysty, że mój domowy poród psychicznie skrzywdził kota (bo on ważniejszy niż ja). Dostałam od zaznajomionych ze sprawą kociarzy sporo życzeń śmierci dla mojego dziecka i mnie. Na szczęście dookoła nas jest sporo normalnych ludzi, pomogli. Filemon jest zdrowy, ma nowy dom u starszej pani, dobrze mu tam. Happy end.

#El7hQ

Byłem kiedyś na rozmowie kwalifikacyjnej w sprawie pracy, na której jeden z moich dwóch rozmówców po ponad półgodzinie nie wytrzymał i zadał mi takie pytanie: "Co nam pan tu jakieś #$@#& opowiada?! Tu się nic nie zgadza". Zapytałem się grzecznie co się nie zgadza - okazało się, że moje CV. Zapytałem, czy mogę je zobaczyć. "To nie moje CV..." - odpowiedziałem.

Okazało się, że w pokoju obok miała miejsce druga rekrutacja, a moi rozmówcy wydrukowali sobie niewłaściwy życiorys... Cóż, jeden z nich poczerwieniał, wyszedł, wrócił już z moim CV i rozmowa potoczyła się dalej. Nie muszę chyba dodawać, że pracy nie dostałem...

#iioxL

Na wstępie zaznaczę, że mam młodą teściową, liczy sobie 45 lat i jest bardzo zadbaną kobietą.

 Pewnego razu, gdy z żoną nocowaliśmy u teściów po nieco zakrapianej imprezie, nad ranem, w samych bokserkach, wybrałem się by opróżnić pełny od piwa pęcherz. Niczego nieświadomy pewnie złapałem za klamkę i otworzyłem drzwi, a moim oczom ukazała się teściowa, która wyszła spod prysznica, stojąca tak jak ją Pan Bóg stworzył na środku łazienki. Mnie zatkało na ten widok, teściową tak samo i przez chwilę w szoku patrzyliśmy na siebie. Trwało to kilka sekund, zanim wzięła ręcznik i zasłoniła się, a ja zorientowałem się, że w moich bokserkach powstał namiot... Tak, podnieciłem się na widok nagiej teściowej i ona to zauważyła. Zażenowanie obojga było na wysokim poziomie.

Do tej pory gdy wpadamy do niej na obiad dziwnie mi się przygląda, a ja czuję się zakłopotany. A wiecie co jest najgorsze? Na co dzień chodzę w luźnych dresach i widząc teściową, która często chodzi w opiętych spódniczkach i bluzkach z dekoltem ja przypominam sobie ten widok z łazienki i sytuacja się powtarza, a ja muszę ukrywać pod stołem moją pełną erekcję.
Żonie nigdy o tym nie powiedziałem.

#AmNUl

Mojej matce bardzo zależy na tym, bym znalazł sobie dziewczynę. Jest przy tym wyznawczynią wszelkich wróżek i horoskopów, które ja uważam za totalną głupotę. Wielokrotnie namawiała mnie, żebym udał się do jakiejś czarownicy. Nie chciałem się na to zgodzić, więc poszła sama.

Wróżka naopowiadała mojej matce, że jestem gejem, tylko nie mam odwagi powiedzieć o tym rodzinie.Uwierzyła.

#1SSLG

Trochę o gwałcie, ale z happy endem.

Już jako dziecko A. przejawiała agresję w stosunku do osób, które jej podpadły. Mimo iż jest dosyć niska (162 cm) i na pierwszy rzut oka wygląda jak śliczna nastolatka, to tylko pozory. Jest cholernie niebezpieczna. I przekonał się o tym pewien facet...

Rok 2015, luty. A. miała wtedy 17 lat i pojechała z koleżanką do innego miasta w celu pójścia do kina. Gdy mija 3 godzina od ustalonej godziny powrotu, rodzice decydują się zadzwonić po policję. No cóż, oni byli pierwsi. Gdy powiedzieli, by przyjechać na komisariat, my już byliśmy w połowie drogi. Obawialiśmy się najgorszego, w końcu to taka mała istotka.

Jesteśmy. Wchodzimy do pokoju, a tam A. siedzi rozbawiona, policjant załamany, policjantka próbuje zachować powagę, ale jej to nie wychodzi. I w tym momencie dowiadujemy się wszystkiego. Gdy A. wracała o 20 przez taki jakby mini park, została zaatakowana przez jakiegoś faceta. Co ona zrobiła? Zaczęła się szarpać? Krzyczeć? Nie. Postanowiła go pobić. Gościu ostatecznie wylądował w szpitalu ze złamanym nosem, ręką i żebrami, wybitymi 4 palcami, śliwą pod okiem, siniakami, rozbitą głową i pękniętą śledzioną. Chciała go również wykastrować, ale pojawiła się policja. Gościu miał 198 cm wzrostu i miał 24 lata, a pobiła go 17-latka z okresem.
Siostra ma nadzór kuratora, a facet 10 lat więzienia. Cieszę się, że nic się jej nie stało, chociaż wiem, że niestety niektórym nie udaje się tego uniknąć...

PS: A. nie chodzi na żadne karate czy coś. Po prostu sama się tego wyuczyła przez lata ;-;

#SIwDf

Jako że przeczytałam tu wiele historii o tym jacy nauczyciele są niesprawiedliwi, chciałabym podzielić się moją historią z czasów podstawówki.
Byłam wtedy w piątej lub w czwartej klasie.

Przed feriami zachorowałam na zapalenie płuc i tak się złożyło, że całe ferie spędziłam w szpitalu.
Kiedy już wyzdrowiałam i poszłam do szkoły, dostaliśmy zadanie napisać wypracowanie o tym, jak spędziliśmy ferie. Ja całe ferie leżałam w szpitalu, więc o tym napisałam. O tym, że mimo tego, że spędziłam je w szpitalu nie były takie złe, że poznałam wiele koleżanek i kolegów, że codziennie bawiliśmy się w świetlicy, że często odwiedzali mnie rodzice. Było to długie wypracowanie, więc zdziwiłam się, kiedy przy czytaniu ocen pani powiedziała, że cała klasa dostała 5, a ja 1 i kazała mi zostać na przerwie. Powiedziała mi, że to wypracowanie jest nie na temat. Ja odpowiedziałam jej, że właśnie tak spędziłam ferie, więc co innego miałabym tam napisać. Wtedy powiedziała, że opowiadanie o pobycie w szpitalu nie jest opowiadaniem o feriach i mam to poprawić, to dostanę lepszą ocenę, inaczej wstawi mi 1.

Na drugi dzień oddałam wymyślone opowiadanie o tym, jak to cudownie spędziłam ferie, jeździłam na sankach, lepiłam bałwana i bawiłam się z innymi dziećmi. Dostałam 5.

#dX1s5

Jestem uzależniona od alkoholu. Chyba, bo mój przypadek jest dość dziwny. Mam 24 lata, dobrą pracę, kochającego chłopaka, z którym mieszkam, żyję i funkcjonuję normalnie, ale jest jedna rzecz, otóż nie pamiętam dnia, żebym nie wypiła alkoholu. Codziennie, gdy wracam z pracy, muszę napić się piwa lub dwóch, czasem są to trzy szklaneczki whiskey, innym razem całe wino. Nie upijam się do nieprzytomności, nie tracę kontaktu z rzeczywistością, a alkohol wpływa na mnie pozytywnie - odprężam się i mam dobry humor - ale zauważyłam, że nie potrafię bez niego funkcjonować. Na trzeźwo jestem bardzo nieśmiała i łatwo się stresuję, alkohol mnie uspokaja i dodaje mi odwagi. Czasem dolewam sobie wódki do soku i takiego drinka zabieram do pracy, dzięki temu jestem otwarta na ludzi, mam świetny humor i zauważyłam, że moja wydajność w pracy jest dużo większa. Potrafię doskonale maskować zapach i jeszcze nigdy nikt nic nie wyczuł. Wszystkie egzaminy w szkole czy na studiach zdawałam po alkoholu i wiem, że tylko dzięki temu zdałam. Grałam kiedyś w teatrze i piłam przed każdą próbą i występem, inaczej trema nie pozwoliłaby mi wyjść na scenę. Mam też swój mały sekret, o którym nie wie nikt, nawet mój chłopak. Trzy razy nie zdałam prawa jazdy bo zbyt się stresowałam i tak bardzo trzęsły mi się ręce, że nie mogłam utrzymać kierownicy, za czwartym razem napiłam się przed egzaminem... zdałam, ale już nigdy więcej nie wsiadłam za kierownicę po alkoholu.

#VdaWM

Wszystko zaczęło się jak miałem około 4 lat. Koło naszej kamienicy była kiedyś rozlewnia napojów gazowanych, z której zostały tylko ściany i dach w niektórych miejscach. Razem z moją 3 lata starszą koleżanką bawiąc się eksplorowaliśmy te opuszczone pomieszczenia, pokoiki i przeróżne schowki.

Kiedyś natknęliśmy się na taką gazetkę pt. WAMP. Ja tam nie wiedziałem co to, ale widocznie koleżanka widziała podobne sceny, bo wpadła na pomysł, żeby robić to co na tych gazetkach. I tak oto doznałem inicjacji seksualnej w wieku 4 lat. Trwało to około roku. To był chyba mój pierwszy związek, a już zachowałem się jak świnia :(
Podczas gdy moja "dziewczyna" była w szkole, zdradzałem ją z rok starszą córką sąsiada z naprzeciwka, którą zwerbowałem i pokazałem WAMPA proponując to samo, co mi zaproponowano.
Dodaj anonimowe wyznanie