#DW0sa

Do 10 roku życia byłam uznawana przez moich rówieśników za wariatkę. Chwaliłam się wszystkim kolegom i koleżankom, że mam w domu magiczne koty, które co kilka dni zostawiają mi listy z rysunkami i wierszami.
Owszem, miałam w domu 4 koty, ale wena twórcza należała do mamy, której zależało na tym abym miała wesołe i ciekawe dzieciństwo. Powiedziała mi, że nasze koty nie są magiczne, kiedy sprawa trafiła do szkolnej pani psycholog.
GallaAnonim Odpowiedz

Masz fajną mamę, mogła to trochę przemyśleć, ale i tak super, że chciała tak Ci umilić dzieciństwo :D

Pandzia Odpowiedz

Ale jakby napisała, ze mama wkręciła jej, że mają magiczne koty, dla beki to byście zrobili larum... A tak to ale super, ale fajnie, jaka kreatywna mama

WilaWianki

Bo to byłaby zła wola, a w tym wypadku to raczej ogromna fantazja połączona z zupełnym brakiem wyobraźni.

Marzenka Odpowiedz

Moj ksiadz ma magicznego ptaka

DoBaruHej Odpowiedz

Magiczne koty, trochę jak Czarodziejka z Księżyca :D

Arak Odpowiedz

No i patrz, udało się. Masz teraz co opowiadać.

Genowefcia Odpowiedz

Dzieciom nie powinno sie wmawiać głupot

Puncipienciak Odpowiedz

Komentooo

gitarzystka Odpowiedz

Teraz powstaje pytanie: Matka Autorki jest wybitnym trollem, czy idiotką? :D

letskilleachother

A może ma bogatą wyobraźnię, z której postanowiła zrobić użytek i zapewnić swojej córce trochę niezapomnianego dzieciństwa?

gitarzystka

I przy okazji zrobić ze swojego dziecka pośmiewisko. Można zagwarantować pociechom niezapomniane dzieciństwo bez wystawiania ich na szykany rówieśników.

mordimer0madderdin

akurat pomysł mamy autorki był fajny tylko nie dopracowała szczegółów, mogła na przykład powiedzieć córce, że te ich koty to wielka tajemnica i nikt się nie może dowiedzieć o ich magicznych zdolnościach bo wtedy na pewno ktoś je ukradnie, czy coś w tym stylu;)

efektmotyla

Chyba trochę za długo to ciągnęła, albo za bardzo się zarzekała, że to prawda. Dzieci w przedszkolu byłyby pod wrażeniem, ale dzieci w podstawówce uznały jej córkę za wariatkę.
Kurczę, nam wszystkim mówiono, że święty Mikołaj istnieje, ale z biegiem lat sami zaczęliśmy zauważać, że to tato/wujek/sąsiad siedzi w przebraniu. I nie było nam przykro - wręcz byliśmy dumni, jak to przechytrzyliśmy dorosłych. Nie przeszkadzało nam to w dalszym pisaniu listów i wystawianiu ich za okno. Fajne dzieciństwo, urocza tradycja i nikt się z nas nie śmiał - bo wszystko miało swoje granice, mimo, że nikt ich specjalnie nie ustalał.
W przypadku autorki - jej rodzice musieli trochę zbyt żywo upierać się, że to prawda, skoro nie zorientowała się, że coś tu nie pasuje. Albo mają u niej bardzo duży autorytet, skoro nie przyszło jej do głowy kwestionować niczego. To jednocześnie dobrze i źle - fajnie, że im tak bardzo ufa, ale jeśli nauczy się, że ważniejsze jest słuchanie autorytetu niż dociekanie prawdy, może kiedyś zrobić sobie krzywdę jeśli trafi na niewłaściwy autorytet.

Dodaj anonimowe wyznanie