Gdy byłam w ciąży, strasznie denerwowały mnie małe dzieci. Takie w przedziale wiekowym 2-8 lat. Ale to nie było takie zwykłe denerwowanie. Ja miałam ochotę zabić te dzieci. Wszystkie! Gołymi rękami! Po prostu udusić. Nie mogłam na nie patrzeć, słuchać ich, przebywać z nimi. Czułam do nich nienawiść, budził się we mnie instynkt, ale nie macierzyński, o nie! Instynkt mordercy. Mąż bał się jak to będzie, jak nasze dziecko przyjdzie na świat ;-) Ale przeszło mi.
Nigdy wcześniej ani nigdy później nie czułam nic podobnego.
Co te hormony robią z nami, kobietami :)
Pytanie za milion:
Kiedy kupujesz sobie samochód, to kupujesz go głównie ze względu na:
a) rodziców
b) dziadków
c) siebie
d) koleżankę, która nie ma samochodu i nie ma biedna jak poruszać się po mieście :(
W moim przypadku prawidłową była odpowiedź c: samochód = wolność, a biorąc pod uwagę tatę, który samochód mi dawał ze dwa razy w roku w przypadkach już koniecznych, autko było dla mnie zbawieniem.
Kilka słów wstępu za mną, teraz historia właściwa :)
Odpowiedzią prawidłową w powyższym pytaniu okazała się jednak odpowiedź... d. Czyli historia o tym, jak dajesz palec, a ktoś bierze całą rękę. Miałam koleżankę, która zawsze była dla mnie miła, świetnie się dogadywałyśmy i spędzałyśmy ze sobą dużo czasu. Warto zauważyć, że mieszkam ok. 30 km od niej, w sąsiednim miasteczku.
Po czasie kupiłam sobie samochód. Kilka razy podrzuciłam ją do lekarza, razem jeździłyśmy na siłownię, czasem poprosiła, żebyśmy pojechały na jakieś zakupy - spoko. Wydawało mi się to naturalne, że jej w pewien sposób pomagam i nie prosiłam o nic w zamian. Po upływie czasu za każdym razem, kiedy się widziałyśmy prosiła, żebyśmy gdzieś pojechały. Nie podobało mi się to. Potem już tylko czekałam, aż o coś mnie poprosi, nie zważając na mój czas, benzynę i ochotę. A ja... mam problem z asertywnością i zawsze jestem supermiła dla wszystkich choćby nie wiem co (teraz wiem, że to bardzo niezdrowe). Wyczuła mnie. Próśb było coraz więcej, nie tylko o to, żeby ją zawieźć (pożycz blender, bo i tak nie używasz, zrób mi sajgonki, bo takie pyszne, ale nie ucz mnie, bo mi takie na pewno nie wyjdą, kup mi po drodze coś - jak już kupiłam, to była awantura że: "NIE TAKIE MIAŁO BYĆ!!!") Ciężko mi było jej odmówić. Wiem, mój błąd, przyzwyczaiłam ją, że jestem na każde zawołanie. Ale szczytem wszystkiego było, jak zapytała, czy będę w jej mieście i czy bym jej nie odebrała "przy okazji" od fryzjera. Noż kurde, ona ma do niego 5 km, ja 20... Wykręciłam się brakiem czasu. Zaczęłam się męczyć w tej znajomości i wykręcać z jej próśb, jednocześnie modląc się, żeby coś jej się nie przypomniało, bo wiedziałam, że nie będę potrafiła odmówić.
Odmówiłam raz - bez podawania przyczyny. W zasadzie przyczyna była oczywista, chociaż o niej po prostu nie wspomniałam. Chodziło o to, że jadąc do niej, musiałabym jechać dodatkowo jakieś 15 km, żeby ktoś mi coś dla niej przekazał. Ktoś, kto ma samochód. W efekcie nie spotkałybyśmy się na kawę, tylko odebrałabym jej to, przywiozła, i musiała wyjść, bo nie miałam więcej czasu.
Wypomniała mi, że "jak potrzebowałam", to pożyczyła mi bluzkę. Tak, obraziła się.
Ojej...
No więc jak tu zacząć, aby nie wyjść na debila albo zboka...
W tamte wakacje upadając z rusztowania złamałem obie ręce, od razu do szpitala, cały brudny, w budowlanych substancjach. Gdy wróciłem ze szpitala z dwoma rękami w gipsie, kumpel, który mnie przywiózł pyta się jak wezmę prysznic? No więc myśląc nad tym wpadłem na pomysł, niestety nie było innego. Poprosiłem kumpla, żeby mnie umył, zgodził się niechętnie, musiał mnie rozebrać do naga, pomóc wejść pod prysznic i mnie myć :(
To jedno z gorszych przeżyć z mojego życia, na szczęście wie tylko on i ja i niech tak pozostanie.
Na "rozdziewiczenie" Anonimowych nie nadaje się nic innego jak pierwsza, miłosna historyjka wywołująca po czasie spore pokłady takiej żenuncji, że człowiek z chęcią zażyłby jakieś tabletki antyżenuncyjne aby jakoś przeżyć.
Działo się to 20 lat temu, w czasach przedszkola, ohydnych mlecznych zup z makaronem, na którym traciło się pierwsze zęby i prób socjalizacji z podobnymi sobie dzieciuchami.
Wśród nich brylował ON - pupilek przedszkolanek, bożyszcze i najlepszy kolega wszystkich chłopaków. Niestety, nam dziewczynkom pozostawały ciche wzdychania z daleka, bo wiadomo - to były czasy, kiedy dziewczyny były fe.
Nikomu by do głowy nie przyszło, że rząd niskich umywalek i dwa trony obok siebie (nieprzedzielone żadną ścianką) mogą być tłem do takiego romansu - a jednak!
Byłam w trakcie głębokiej kontemplacji, kiedy drzwi łazienki przekroczył właśnie ON. Mogłabym przysiąc, że nagle pojaśniało, a czas stanął w miejscu. Kiedy usiadł obok, serce o mało nie wyskoczyło mi z piersi, bo w końcu miałam go tylko dla siebie. Ciężko było mi się skupić, aby powiedzieć coś ciekawego ,bo po prawdzie nigdy nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa, a podniecenie i ekscytacja wcale nie pomagały okiełznać umysłu.
I tak w ciszy siedzimy sami. Już dawno skończyłam swoje sprawy, ale nie chciałam zepsuć romantycznego nastroju i bałam się poruszyć. Kiedy mój książę zaczął urywać papier, szybko postąpiłam tak samo, nie chcąc zostawać sama. Nagle zamarł. Spojrzał na rolkę trzymaną w moich rękach i podniósł na mnie wzrok. Otworzył usta, a ja wstrzymałam oddech, bo oto nadszedł ten moment - wyzna mi miłość! I wtedy właśnie odezwał się do mnie po raz pierwszy i ostatni w życiu słowami: "A co ty tyle papieru używasz?".
Mimo młodego wieku jestem lektorem w szkołach językowych. To coś w stylu nauczyciela w szkole publicznej ale z tym wiąże się lepsza kasa i większa swoboda w pracy. Uczę indywidualnie, grupy, w wielkich firmach, sądach itp.
Moi uczniowie i pracodawcy zachwalają mnie co najmniej raz w tygodniu mówiąc o moim podejściu, doświadczeniu i w ogóle są same ochy i achy.
Jednego im nie powiem. Prawie co zajęcia improwizuję jak się tylko da, nie raz wymyślając zadania na bieżąco podczas lekcji. Rzadko przychodzę do pracy przygotowany. Zupełnie nie chce mi się pracować w domu.
Mając 13/14 lat spotykałam się z pewnym chłopakiem. Motyle w brzuchu, trzymanie za rączki, takie sprawy.
Pewnego dnia wybraliśmy się na wycieczkę. Znaleźliśmy w lesie drewnianą szopę, weszliśmy tam i od słowa do słowa zaczęliśmy się całować. Nie wiem jak to się stało, ale rozebraliśmy się od pasa w dół. Do końca nie rozumiałam co się dzieje, tylko się o siebie ocieraliśmy, ale powiedziałam dość. Nastrój prysł, rozeszliśmy się.
Wyobraziłam sobie, że jestem w ciąży. Okres mi się spóźniał (z nerwów pewnie), więc postanowiłam, że muszę zabić to dziecko. Chciałam poronić. Wyszłam na balkon na pierwszym piętrze mojego domu i skoczyłam w dół, myśląc, że tak to działa, że będzie po sprawie. I kilka dni później, gdy okres się pojawił byłam pewna, że plan się powiódł.
Byłam głupią idiotką, ale w tamtych czasach w szkole nie mówiło się o seksie, dla rodziców był to temat tabu, a Internetu jeszcze nie było.
Taka moja anonimowa historia.
Moment, w którym próbujesz namówić ciotkę na zapalenie skręta i niby nawet nie wiesz gdzie kupić, ale spytasz kolegów, a okazuje się, że ona lepiej ogarnia tematy od ciebie - bezcenne.
Przeprowadzałam się kilka lat temu z Małego Miasta do Dużego Miasta oddalonego o jakieś 500 km. W skład mojego dobytku wchodziły dwa koty (rasa europejska :P ), które zapakowane zostały w transporterach na tylne siedzenie auta kolegi, z którym miałam zamieszkać w Dużym Mieście.
Ruszyliśmy... jedziemy... po przejechaniu 20 km jeden z kotów ulżył sobie i wypróżnił jelita do transportera. Zjechaliśmy na najbliższy parking. Wygrzebałam spomiędzy tobołów "pudełko z kotem". Kolega wycierał kota, ja transporter. Sytuacja szybko i sprawnie opanowana, więc pakujemy kota z powrotem na miejsce i jedziemy dalej.
Po kolejnych 300 km zachciało nam się przerwy, a auto domagało się karmienia, więc znowu postój, tym razem na stacji benzynowej. Pomyślałam "a, kupię sobie coś do picia". Portfel jest w kurtce, a kurtka z tyłu razem z bagażami i kotami. Szukam, szukam... nie ma. Okazało się, że podczas "akcji kuweta" wyjęłam z auta kurtkę, bo leżała na transporterze. Położyłam ją na dachu i tak zostawiłam. Odjechaliśmy z kurtką na dachu auta... a w środku był mój dowód, prawo jazdy, karta płatnicza i cała wypłata (pracowałam w Małym Mieście na czarno, dostawałam wypłatę w gotówce i nie miałam kiedy pójść i jej wpłacić do banku). Dowiedzieliśmy się tego wszystkiego od... pracowników przydrożnej knajpy, obok której zatrzymaliśmy się, żeby oporządzić kota. Tak, wróciliśmy 300 km, żeby szukać portfela i nie znaleźliśmy. Nawet przeszukaliśmy pobocze drogi.
Trudno. Nie pozostało nam nic innego, jak zgodnie z planem pojechać do Dużego Miasta. Narobiło mi to masę kłopotów - wyrabianie nowych dokumentów, niedobór złotówek... Dobrze, że miałam dostęp do konta w banku na podstawie odcisku palca, bo bym była całkiem bez pieniędzy.
Po jakimś czasie (tak z tydzień, może dwa) zadzwoniła do mnie matka, która chodziła co jakiś czas do mojego mieszkania w Małym Mieście, odbierać pocztę i symulować, że mieszkanie nie stoi puste. Moi sąsiedzi jej donieśli, że szuka mnie policja. Już kilka razy zaglądali i (o dziwo!) nie mogli mnie zastać. Panowie policjanci jakoś wpadli na to, żeby iść pod adres widniejący w dowodzie, ale nie wpadli na to, żeby sprawdzić też adres na prawie jazdy (nie wymieniłam dokumentu po poprzedniej przeprowadzce), pod którym by przynajmniej znaleźli moją rodzinę, która wie gdzie mnie szukać. Oczywiście zostałam przez kochaną mamusię z góry oskarżona o kradzieże, handel narkotykami i przewodzenie jakiejś mafii powiatowej. Jakoś udało mi się przekonać ją, żeby poszła zapytać o co im chodzi, bo mój stan konta wyraźnie przeczył działalności mafijnej.
Ostatecznie rodzicielka dostała na komendzie moją kurtkę, portfel, a w nim prawko, dowód, kartę płatniczą i... całą moją wypłatę. Policjant odmówił podania danych znalazcy.
Od tamtego czasu portfel noszę przypięty łańcuchem do spodni ;)
Właśnie ubrałam na siebie majtki, które kupiłam jeszcze w podstawówce, jeśli pamięć mnie nie myli - w piątej klasie.
W tym roku kończę trzydziestkę...
Piszecie o swoich fetyszach, więc i ja dodam coś od siebie.
Kiedy podczas seksu z moim chłopakiem nie mogę dojść (czasami tak mam, że nie mogę się "wczuć" do końca), to wyobrażam sobie swojego ukochanego w trójkącie z dwoma czarnoskórymi facetami. Momentalnie nastrój wraca!
Chyba powinnam zaprzestać oglądania porno :<
Dodaj anonimowe wyznanie