Nienawidzę grubych ludzi (nie mówię tu o chorych, którzy przytyli przez leki czy coś). W tv jest program pt. „Historie wielkiej wagi”, sam zwiastun doprowadzał mnie do szału. Ludzie nie jedli, tylko żarli wszystko, co jadalne, a potem płakali „ojoj, jestem gruba, nie dam rady tak dalej żyć, tak mi źle...”. To po co tyle żarli? Jak widzę takich ludzi, to aż mi niedobrze. Te zwały tłuszczu, obwisłe brzuchy, podwójne podbródki, twarze okrągłe jak księżyc w pełni... I jeszcze ten smród... Każda otyła osoba jest cały czas spocona. A co za tym idzie? Smród jak z chlewu.
Co w tym anonimowego? Rodzina mojego męża tak wygląda... O ile teściowa jest OK, tak teść i szwagier to kosmos. Odwiedziny u nich to dla mnie tortury, więc ograniczyłam je do minimum. Nie mogłam patrzeć na wiecznie żującego coś teścia i szwagra. A to kiełbaska, a to kaszanka, a to jakaś kanapka. Na obiad koniecznie góra ziemniaków ociekająca tłuszczem. Na kolację cały bochenek chleba, do tego pasztecik, majonez, keczup czy inne tego typu rzeczy. Jeden większy od drugiego. Z boku można pomyśleć, że mój mąż to nie ich syn, bo szczupły jak szczypiorek, ale on pracuje fizycznie i może dlatego wygląda, jak wygląda. A teść? Cały dzień tylko siedzi i przeżuwa... Ohyda.
Moja mama jest czarownicą. A przynajmniej tak nazywamy jej umiejętności. Myślę, że najlepiej będzie wyjaśnić, o co chodzi, na podstawie przykładów.
Sytuacja 1: Jak jeszcze moja babcia żyła, to wychodziła z domu gdzieś z moją mamą i zapytała swoją córkę, czy wyłączyła żelazko, na co moja mama odpowiada, że tak. Babcia się wtedy spojrzała na nią zaskoczona i powiedziała: „Ale ja nie mówiłam nic o żelazku... Ja tylko o tym pomyślałam...”.
Sytuacja 2: Jak byłam jeszcze w podstawówce, to chodziłam na amatorskie zajęcia z baletu. Akurat niedługo miałam mień występ i dzień wcześniej mama mi powiedziała, bym sobie wszystko przygotowała, „bo jeszcze przed wyjściem się okaże, że nie masz prawej baletki”. Jak możecie się domyślić, następnego dnia, jak miałam wychodzić, okazało się, że nie mam prawej baletki
Sytuacja 3: Trzy lata przed pójściem do liceum moja mama znalazła w innym województwie katolickie liceum z internatem (bardzo chciałam kiedyś chodzić do takiej szkoły) i żeby mnie jeszcze jakoś zachęcić, to powiedziała, że przyjaźnie z internatu są na całe życie i że kiedyś, po kilkunastu, kilkudziesięciu latach po skończeniu szkoły będę wspominała z przyjaciółką „o, a pamiętasz, Basia jak (coś tam)”. Finalnie poszłam do tego liceum i tak się złożyło, że moja najlepsza przyjaciółka stamtąd ma na imię właśnie Basia.
Sytuacja 4: Mama jest na jakieś grupie na Facebooku, gdzie ludzie dzielą się ugotowanymi posiłkami. Jakaś kobieta zapytała o przepis na pasztet, a moja mama, jako że robiła pasztet tego samego dnia, podała swój przepis. Chwilę potem odezwała się inna kobieta, że ona też dzisiaj robiła pasztet (i to chyba według tego samego przepisu).
To tylko kilka z takich sytuacji, a było ich duużo więcej. Właśnie przez ilość takich „zbiegów okoliczności” zaczęliśmy się śmiać, że jest czarownicą i jest to nasz taki rodzinny inside joke.
PS Oprócz mnie mama ma jeszcze dwie młodsze córki, a moje siostry. Wszystkie odziedziczyłyśmy jej „geny czarownicy” :D
Jako dziecko zachorowałem na raka. Byłem w podstawówce. Z tego powodu miałem amputowaną lewą nogę poniżej kolana. Rak pokonany. Rehabilitacja, proteza. Rodzina dała mi duże wsparcie. Wróciłem do szkoły. Wszyscy w klasie ucieszyli się na mój widok. Nie czułem się niepełnosprawny ani nic. Nawet zdarzało się ćwiczyć na WF. Skończyłem podstawówkę. Poszedłem do gimnazjum. W pierwszym tygodniu szkoły prawie wszyscy wiedzieli, że nie mam nogi. Ktoś zobaczył, że mam protezę. I tak zaczęło się 3 lata mojego dramatu, hejtu na mnie, wyzwisk, poniżania, gnębienia. Kuternoga, kulawy, warzywo i masa innych. Jeden z oprawców podbiegł na przerwie, chwycił mnie za protezę, szarpnął i uciekł. Wywaliłem się i czołgałem się po protezę, bo wyrzucił ją 30 metrów dalej. Sprawę zgłosiłem do wychowawczyni, która powiedziała, że to nieprawda, bo „ja nie słyszałam, a ty pewnie kłamiesz, bo chcesz wzbudzić współczucie”. Wyzywali mnie wszyscy z klasy, ze szkoły... Za każdym razem jak była przerwa, po prostu starałem się uciekać gdzieś w szkole tak, żeby nikt mnie nie widział. Przez 3 lata szkoły nie odezwałem się do nikogo z rówieśników. Liceum – nikt mnie nie obrażał. Wszyscy byli bardzo pomocni.
To było wiele lat temu. Niedawno wszedłem na Fb na profil mojego głównego oprawcy. Co zobaczyłem? Link do zrzutki na jego chore dziecko. Nie wytrzymałem i napisałem mu w komentarzu, że skoro „dobro wraca” (jak to podpisał), to właśnie do niego wróciło w postaci chorego dziecka. Opisałem dokładnie, kim jestem, co mi robił, jak mnie bił, pluł, kopał, wyzywał, jak wyrwał mi protezę, jak z nią uciekał. W odpowiedzi do mojego komentarza wiele osób zaczęło mnie wyzywać, jak mogę być taki okrutny, niewinne dziecko itd. Oprawca napisał do mnie, że to było wiele lat temu, że chce mnie przeprosić. Skomentowałem: „Karma wróciła ze zdwojoną siłą”. Zaczął mi grozić pobiciem, a nawet zabiciem mnie. Wrzuciłem screen z tego w kolejną odpowiedź pod postem. Jacyś „sponsorzy” zaczęli się wycofywać z dalszej pomocy finansowej jego dziecka, bo nie chcą nic mieć z patologią, która grozi zabiciem.
Nie napiszę, że dzisiaj mam super firmę i zarabiam miliony, bo tak nie jest. Pracuję w IT. Zarabiam całkiem nieźle. Mam swoje mieszkanie, dwa samochody, motocykl (tak, niepełnosprawny jeździ motocyklem). Żyje mi się całkiem dobrze. I wiecie co? Nie żałuję tego, co zrobiłem.
Dzisiaj, jadąc autobusem, trafiłam na kanara. Facet sprawdza mój bilet, a po chwili pyta, który jestem rocznik.
Z nerwów odpowiedziałam, że 2017...
Moja mama ma 93 lata, opiekuję się nią. Na szczęście ciągle jest dość sprawna intelektualnie i fizycznie, ale coraz częściej wymaga wsparcia w czynnościach codziennych. Staram się więc dostarczać wszystko, czego potrzebuje, robię większe sprzątanie (z mniejszym jeszcze sobie radzi). Sielanka? Niezupełnie. Dlaczego? Bo jej nienawidzę. A ona nienawidziła mnie, odkąd pamiętam.
Pamiętam, jak do mnie (dziecka kilkuletniego) mówiła: „nienawidzę cię jak zgniłej ryby!” albo „a żebyjeś była za mału zdechła!”, albo „lepiej, żebym umarła, zanim cię miała urodzić!”.
Miło, prawda?
Rzeczy, które później mi robiła, to już po prostu drobiazg. Np. to, że wszystkie moje rysunki, które miałam pokazać na egzaminie wstępnym do ASP, zniszczyła, bo jej zdaniem były brzydkie. Bo np. przedstawiały portrety starych ludzi, a powinny były przedstawiać piękne kobiety wśród róż (sic!). Albo zniszczyła moje obrazy olejne, bo malując grubą fakturą, niepotrzebnie marnowałam farby (nieważne, że te farby otrzymałam nie od niej, tylko od kolegi z koła plastycznego w Domu Kultury w prezencie na urodziny).
Kiedyś po takiej awanturze uciekłam z domu. Nie miałam się gdzie podziać i próbowałam przetrwać noc na działkach, gdzie rodzice mieli altankę, ale ktoś/coś przez cały czas kręciło się w pobliżu i uciekłam stamtąd. Schowałam się na strychu naszego domu i próbowałam spać na kartonach. Matka zauważyła i wysłała po mnie mojego brata. Wróciłam. Nigdy nie usłyszałam słowa na ten temat.
To jest tylko ułamek tego, czego od mamy dostałam. Jeszcze mocniejsza historia dotyczy tego, jak zostałam „dostarczona” w wieku lat sześciu do sanatorium, w którym zostałam kilka miesięcy, bez wyjaśnienia i uprzedzenia gdzie i po co jadę.
To aż dziwne, że teraz nie funkcjonuję w jakimś wariatkowie:)
Mam 17 lat i boję się spać sama w domu. Wcześniej nie było z tym żadnego problemu. Często zostawałam sama w domu, a szczególnie w zimę, bo moi rodzice lubią wyjeżdżać na weekendy na narty. Dodatkowo zazwyczaj byłam z moją z siostrą, ale rok temu się wyprowadziła. Teraz nie jestem w stanie normalnie funkcjonować, kiedy jestem sama w nocy, no a w zimę to jest jeszcze gorzej, bo szybko się robi ciemno. Czuję okropny niepokój i strach. Jestem wyczulona na każdy dźwięk i zapalam wszystkie światła w domu i trzy razy sprawdzam, czy wszystkie zamki od drzwi są zamknięte. Dodatkowo mam psa, i tutaj mogłoby się wydawać, że poprawia to sytuację. Jest jednak na odwrót, bo mój pies również jest wyczulony ns dźwięki na zewnątrz. Więc jak tylko coś usłyszy w pobliżu domu, to od razu się zrywa, a czasami warczy i szczeka, na co ja reaguję paniką. Czuję się we własnym domu jak horrorze, jakby coś miało mnie zaraz dopaść. W nocy nie wyjdę z pokoju i często płaczę, modląc się, aby już było rano i żeby to wszystko się skończyło.
Kiedy dostaję informację, że będę sama na któryś weekend, to błagam moich znajomych, żeby przyszli do mnie spać, nawet jeśli nie mam na to ochoty. Potrzebuję po prostu kogoś przy mnie w nocy. Niestety czasem bywa tak, że nikt nie jest w stanie przyjść i jestem zmuszona sama przeżyć te kilka lub jedną noc. Czuję się wtedy porzucona, jakby każdy mnie zostawił. Jedyne co mi zostaje, to przytulać się do swoich pluszaków, bez których od zawsze nie potrafiłam zasnąć.
Dodam jeszcze, że często mam sny o tym, że ktoś mnie zostawia i zostaję sama gdzieś w ciemnościach. Może po prostu mam pewien lęk przed samotnością. Problem w tym, że nie wiem, skąd on się wziął.
Nie mam z kim o tym porozmawiać, bo czuję, że mnie nikt nie rozumie i nie traktuje poważnie. Nie chcę martwić moich rodziców, bo wtedy bym zniszczyła ich wspólne wyjazdy. Nie chcę, żeby się bali mnie zostawiać samą w domu.
Dziś przypadkiem podsłuchałem rozmowę na szkolnym korytarzu. Wynikało z niej, że zakochała się we mnie dziewczyna uważana za najpiękniejszą w całym liceum. Może bym się ucieszył, gdyby nie fakt, że jestem nauczycielem...
Mniej więcej jak poszedłem do gimnazjum, zaczął się mój horror z pryszczami, trwało to dobre 12 lat. Całą twarz miałem w syfach, ale gwarantuję wam, że nie spotyka się na co dzień nikogo z tak wyglądającą twarzą. Masa pieniędzy, antybiotyki, lekarze, usuwanie blizn, ale jakoś udało się to załagodzić, jakieś tam pojedyncze dalej mam.
Wspominam o tym, dlatego że choć bardzo dbam o twarz, mam dość dziwną skórę – wystarczy, że dotknę palcem, a na drugi dzień jest tam pryszcz. Mam sporo kosmetyków, kremów, serum, toników, maseczek, zawsze rano moczę twarz w lodowatej wodzie. Między innymi dzięki temu udaje mi się utrzymać twarz względnie dobrze wyglądającą.
Gdy poznawałem dziewczyny/ kobiety, one uważały, że to niemęskie, żeby facet tak dbał o skórę, że coś ze mną jest nie tak. Zwyczajnie zrywały znajomość. Taka sytuacja zdarzała się dość często. Może według nich męskie są pryszcze na twarzy i blizny wielkości ziarna grochu?
Tak na serio, chyba tylko ktoś, kto doświadczył tak mocnego trądziku, z którym walczy się latami, biorąc antybiotyki, stosując kwasy, zrozumie, dlaczego tak bardzo dbam o skórę i nie chcę, żeby przez moje niedbalstwo pryszcze wróciły.
Mam 16 lat i mamę, która uważa, że ja nie potrzebuję od niej żadnych pieniędzy. Z braku funduszy z jej strony poszłam do pracy weekendy. Na początku było ciężko pogodzić to z dość wymagającym liceum, ale dałam radę. Tylko że teraz jest jeszcze gorzej, bo mama na każdym kroku szuka czegoś, co jej mogę kupić, np. ostatnio umówiłam się do fryzjera, a ona, że pozwoli mi pójść, tylko jeśli zapłacę także za nią... Nie wiem,
Mam sny, które zawsze się realizują po pewnym czasie w realnym świecie.
Dwa lata temu rodzice wybierali się na wycieczkę na Kanary, wszystko super ekstra, ale nie do końca. Dzień przed ich wylotem miałam sen, w którym moja zmarła babcia (mama mojego taty) pojawiła się u mnie w pokoju i powtarzała w kółko: „Nie mogę się doczekać, kiedy go w końcu zobaczę, czekam, czekam, czekam...”. Nie powiem, obudziłam się przestraszona, ale cóż, sen to tylko sen.
Rodzice wyjechali razem, ale razem już nie wrócili. Tata miał zawał i nie udało się go uratować. Babcia doczekała się swojego jedynego syna.
Rok temu moja ciocia miała operację. Wszystko się udało, ciocia po zabiegu stwierdziła, że dojdzie do siebie u swoich rodziców. Kilka dni później miała mieć wizytę kontrolną u lekarza, więc poprosiła mnie, żebym jej przyniosła z mieszkania biżuterię. Dzień przed wizytą cioci miałam sen. Śnił mi się mój zmarły wujek (mąż opisanej cioci), który pokazuje mi małe pudełeczko, a w nim kolczyki cioci. No OK, nic strasznego. Będąc w mieszkaniu cioci, nie mogłam znaleźć kolczyków. Już zrezygnowana chcę wychodzić, gdy zobaczyłam identyczne pudełeczko jak to ze snu. Otwieram je, a tam kolczyki cioci...
Miesiąc temu kolejny sen. Śnił mi się zmarły dziadek, tata i wujek wraz z sąsiadem. Siedzieli, grali w karty i poklepywali po plecach mojego sąsiada i mówili mu, jak dobrze, że do nich dołączył. Sęk w tym, że sąsiad miał się dobrze i rano mi jeszcze „dzień dobry” powiedział. Tydzień później okazało się, że sąsiad dostał udaru i umarł.
Nie mam często snów, ale jak już są, to wiem, że muszę się mieć na baczność, tak samo jak moja rodzina i najbliżsi. Zmarli najwidoczniej lubią mnie odwiedzać i ostrzegać.
Dodaj anonimowe wyznanie