#Sxn8B

Początek roku – po 20 latach odchodzi żona. Nie byłem dobrym mężem, ale nie najgorszym (moja subiektywna ocena).
Rodziny żadnej oprócz jej rodziny nie mam, jedynak, rodzice nie żyją, żadnych krewnych. Wszystkim zajmowała się żona – PIT-y, rachunki, gotowanie i naprawa mnie, gdy coś mi się stało. Dużo czasu spędzałem w pracy, to i znajomi byli, było z kim pogadać. Później ciach i pracy nie ma. Nigdy nie byłem zbyt towarzyski, więc razem z pracą straciłem znajomych.
Niby mieszkam w centrum Warszawy, w mieszkaniu małym, ciasnym, ale nikt mnie z niego nie wywali. Mam czym jeździć, bo mam i cztery, i dwa kółka. Wiem, że pracę znajdę w każdej chwili jak tylko będę chciał, ale na razie żyję z oszczędności i nie, nie jestem jakimś bonzem z grubym portfelem. Raczej cienko przędę. Bywa, że i tydzień z domu nie wychodzę, a jeśli już, to do Biedry i z powrotem.
Dziś mam urodziny, 43. Tak, starość nie radość. Ale pierwszy raz spędzam je samotnie. Wczoraj kupiłem sobie ciacho i piwo.
Czas „świętować”.

#IbGV8

Sukces czy porażka?
Mam dwadzieścia kilka lat, wielkie ambicje, studia, pracę, kasę i brak miłości. W dzieciństwie nie miałem zbyt wielu znajomych, byłem raczej kozłem ofiarnym. Natomiast od czasów technikum zostałem kujonem – konkursy, świadectwa z paskiem itp. więc nie byłem zbyt zintegrowany z grupą, imprezowanie to nie były moje klimaty.
Wyprowadziłem się, by iść na studia, gdzie nie nawiązałem żadnych znajomości, tylko skupiłem się na budowaniu kariery, już wcześniej cały czas pracowałem. Skończyłem studia, otworzyłem mały biznes i wróciłem do rodzinnego domu. Nigdy nie przywiązywałem wagi do rzeczy materialnych, nie kupowałem markowych ubrań itp., nie lubiłem szpanować przed innymi. Od dziecka co roku zagraniczne wakacje, zimowe wyjazdy w góry, rodzice dali mi swoje 8-letnie auto na  osiemnastkę, a sami sobie kupili nowe, opłacali mój najem i wyżywienie na studiach, mimo że pracowałem i mówiłem im, że nie muszą. Ale mają mnie jednego i „na co my będziemy wydawać?”. Aktualnie rodzice kupili dom, gdzie za niedługo się przeprowadzamy, bo nie chcą na starość mieszkać na blokowisku. Więc stwierdzili, że gdy będę miał żonę, to dostanę to mieszkanie, a na razie to wystawimy na wynajem, kupili mi łóżko 2-osobowe do mojego pokoju w nowym domu. Bo przecież „jak przyszłą żonę przenocujesz?”.

Problem w tym, że ja nawet nie mam dziewczyny i nigdy jeszcze nie byłem w poważnym związku. Cały czas samotny, nawet nie miałem prawdziwego kolegi. Jedyne co to gdy byłem nastolatkiem, w sieci poznałem Marka, mieszka 3 godz. ode mnie, z którym złapałem świetny kontakt. Rozmawialiśmy bardzo często i to przez lata. Rok temu pojechaliśmy, wraz z innym kumplem z neta, na wakacje za granicę. Wiele nas różni – ja ambitny, po studiach, z małym biznesem, a on nie zaliczył matury (to nie znaczy, że jest gorszy), w pracy za najniższa krajową, od 5 lat bez awansu. Cały czas go motywuję, namawiałem na poprawę matury, chciałem go uczyć. Pożyczałem mu kasę. Zawsze może na mnie liczyć, czego by nie potrzebował. Zależy mi na tym, by sobie ułożył życie jak najlepiej. Wyznał mi dopiero po wakacjach, że coś zatajał przez 3 lata, a miałem do niego duże zaufanie. I że wolał kłamać. Też mu się ze wszystkiego nie spowiadałem, ale nocy po tej rozmowie nie przespałem. Od tego czasu nie mamy już żadnych tajemnic i gadamy o wszystkim, praktycznie codziennie po pracy i to są co najmniej godzinne rozmowy. On ma teraz dziewczynę, boję się, że nie będzie miał już dla mnie czasu, nie będzie wspólnych wyjazdów. Zabolało mnie to, że planuje wyjazd tam, gdzie my mieliśmy kiedyś jechać. Jest przyjacielem, ale bardzo się do niego przywiązałem i chciałbym, by ta przyjaźń trwała po grób, ale przeraża mnie to, że zostanę bez dziewczyny i bez kumpla, jedynie z majątkiem i karierą.

#si8vn

Rozstałem się z dziewczyną. Stopniowo oddaliliśmy się od siebie i ona postanowiła mnie zostawić. Jest to ciężkie przeżycie. Jak szukam informacji, jak do siebie wrócić, to jest tak:
Dla niego: „musisz zrobić wszystko, żeby ją odzyskać”.
Dla niej: „nie bądź głupia, nie wracaj do niego”.

Czy naprawdę to ma tak wyglądać, że facet ma robić wszystko, żeby kobietę odzyskać, a kobieta mimo wszystko ma do niego nie wracać??

#E4BXy

Piątek, 7:58 rano, wsiadam do pociągu i przypominam sobie, że właśnie skończył mi się miesięczny. Otwieram portfel i o zgrozo okazuje się, że nie mam ze sobą ani grosza... Wsiadam, gdzieś z tylu głowy panika — nie mogę się spóźnić, muszę jechać! Konduktorka spaceruje sobie po peronie, podchodzę i pytam, czy można opłacić bilet kartą, odpowiada, że niestety nie.... I w tym momencie objawia nam się AUTOMAT na bilety! Biegniemy przez cały peron i rzucamy się, jakby od tego miało zależeć życie, a pani konduktor naprędce pomaga mi kupić bilet.
Jest 8:02, wpadamy do pociągu i ruszamy z dwuminutowym opóźnieniem. Jestem uratowana!

Piszę to dlatego, że mam ostatnio straszne doświadczenia z ludźmi, za sobą okropny tydzień i ten mały gest, ta pomoc wlała miód w moje serce...
Może to kiedyś Pani przeczyta, dziękuję bardzo, sprawiła Pani, że znowu chce mi się uśmiechać :)

#ixCe5

Jakiś czas temu zapytana o rocznik podczas kontroli biletów w miejskim autobusie odpowiedziałam: „2025”. Pan kontroler spojrzał na mnie z politowaniem.

Dzisiaj wracając ze szkoły, podałam kanarowi zamiast biletu własny telefon...

Jak na złość był to ten sam mężczyzna, co ostatnio.

#IHyZW

Kilka lat temu, podczas kupowania biustonosza w sklepie z bielizną, nie byłam pewna co do rozmiarówki, więc poprosiłam panią, żeby spróbowała pomóc mi w wyborze. Popatrzyła na mnie i skomentowała: „A to na takie malutkie pani chce?”.
Teraz mam 19 lat i za każdym razem, kiedy w sklepie chcę kupić sobie biustonosz, to strasznie mi głupio, bo mam wrażenie, że wszyscy wokół mnie myślą sobie, na co ja go właściwie chcę założyć...

#tfDIr

Mam 16 lat. Większość ojców moich kolegów to alkoholicy. Mój jest pracoholikiem. Potrafi z jednej pracy 12-godzinnej, ciężkiej fizycznie, iść rano układać kostkę. Ma swoją firmę. Haruje cały czas na nas. Na moich braci, na nasz dom, na mamę. Ale nienawidzę go. Przez całe życie się go bałem. Zawsze jak byłem mały, darł się na mnie, jak coś zrobiłem źle, wytargał za ucho. Jak miałem z 10 lat, zaczął mnie bić po twarzy. Raz za to, że się nie uczyłem, potrafił mnie tak uderzyć, że lała mi się krew z nosa. A jak to nie poskutkowało, pojechał ze mną do lasu. Wyciągnął pałę policyjną i powiedział, że za każde kłamstwo dostanę od niego tą pałą. Na szczęście nie kłamałem.
Jak miałem 14 lat, wróciłem pijany do domu, on spał. Mama mnie widziała, jak wróciłem pijany, i mu powiedziała. Na następny dzień mama pojechała do pracy, ojciec był w domu. Rano wparował mi do pokoju, budząc mnie. Po chwili wrócił, położył się na mnie i zaczął mi dawać liść po liściu. Od tego czasu boję się go cały czas. Cały czas haruje, wykańcza siebie i nas, jak wraca do domu, to wszystko musi być na tip-top, bo znowu się zacznie na mnie drzeć i się go będę bał.

Mam młodszego brata, ma 3 lata, nie chcę, żeby on się bał ojca tak jak ja. Starszy się ojcu stawia, ma 21. Patrząc, jak on się stawia, ja czuję się jak jakiś frajer. Myślę, że jestem pi*da i nic nie potrafię ojcu wypomnieć, bo znowu od niego dostanę.

#GyCvk

Chłopak, z którym się kiedyś spotykałam, okazał się po roku kompletnie inną osobą. Na początku było dobrze, a później gdy nie miałam siły sprzątać czy zrobić obiadu (chorowałam na silną depresję), zaczęły się wyzwiska, które mu wybaczałam za każdym razem, gdy przepraszał.

W końcu nadszedł dzień, gdzie stwierdziłam, że mam tego dosyć i nie wytrzymam tego dłużej. Powiedziałam, że chcę to zakończyć, wtedy zaczęło się szarpanie mnie, podduszanie, łapanie za szczękę, nie dawał mi spokoju przez kilka miesięcy. Sprawa skończyła się polubownie, nie mam z nim kontaktu, moi przyjaciele, którzy wyzywali go na każdym kroku, dalej się z nim przyjaźnią, a ja urwałam kontakt też z nimi.

Poznałam mężczyznę swojego życia, z którym planujemy dziecko, żyjemy w dwójkę w spokoju, widując się ze znajomymi co jakiś czas. Wiem, że mnie nie skrzywdzi, troszczy się o mnie jak nikt nigdy, kocha i wspiera. Jestem dumna z tego, że wyszłam z toksycznego związku i mam nadzieję, że uda się to każdemu, kto w nim tkwi.

#QIynn

Gdy miałam 7 lat, byłam bystra jak na swój wiek i — jak się okazało — bardzo przedsiębiorcza.

Tego lata wraz z rodzicami pojechaliśmy samochodem na wakacje do Hiszpanii. Podczas pobytu w pewnym malowniczym miasteczku udałam się za potrzebą do publicznej toalety. Skorzystanie z niej wymagało uiszczenia opłaty klozetowej u bardzo miłej starszej pani, która zawodowo trudniła się tą profesją. Jako że od dziecka miałam żyłkę do biznesu, mój bystry umysł podsunął mi pewien pomysł na założenie własnej działalności gospodarczej. Byłam bowiem pulchnym dzieckiem i miałam sporo słodyczowych wydatków.

Po powrocie do domu zabrałam się od razu za rozkręcanie mojego własnego biznesu. Ustawiłam stołek pod drzwiami do toalety, zabarykadowałam drzwi do łazienki i zaczęłam pobierać opłaty od domowników. Ustaliłam cennik – 20 groszy za siku do 2 minut. Przekroczenie tego czasu oznaczało grubszą sprawę, a to oznaczało opłatę w wysokości złotówki.

Tak właśnie zostałam babcią klozetową w wieku siedmiu lat. Mój biznes trwał 30 minut i zarobiłam 1,20 zł, a potem rodzinka się wkurzyła i zniszczyli mój biznes.
Dziś, zawiedziona wcześniejszym splajtowaniem biznesu, nie pracuję już w danej branży. Szkoda.
Dodaj anonimowe wyznanie