Byłam ostatnio na małym rozeznaniu sklepów na krakowskim rynku. Stojąc sobie w jednym z nich na Floriańskiej, czuję, że ktoś mnie zaczepia. Odwracam się lekko zdezorientowana i patrzę na człowieka z podkładką, na której leży jakaś lista. Przeczytałam, że zbierają na pomoc osobom głuchoniemym, w ramach jakiegoś projektu.
Myślę: "Okej, co tam dyszka, za niedługo wypłata, to do końca miesiąca przeżyję". Pan widząc w moim portfelu ostatni mój banknot 50 zł pokazał na niego i pokiwał ochoczo głową. Wystawiłam rękę z 10 zł, a pan grzecznie się uśmiechnął, powiedział, że jestem niewychowaną gówniarą i zamiast na pierdoły wydawać, mogłabym komuś pomóc. Po czym pieniędzy nie wziął, odwrócił się i poszedł zbierać dalej.
Co się tu odje**ło?!
Wyznanie z pogranicza #metoo i historii o złych nauczycielach.
Szkoła podstawowa. Mieliśmy w klasie chłopaka z patologicznej rodziny. Był emocjonalnie kompletnie niedojrzały. Wychowawczyni zostawiła go dwa razy w pierwszej klasie podstawówki. Za trzecim razem poszedł z nami dalej z litości – nasza podstawówka była przekształcana w gimnazjum i już więcej klas pierwszych miało nie być. W efekcie chłopak był dwa lata starszy od reszty dzieci w klasie i niezbyt lubiany.
To było w drugiej lub trzeciej klasie szkoły podstawowej. W tym czasie mieliśmy zwyczaj, że jak wychowawczyni przychodziła po przerwie, musieliśmy ustawić się w parach przed drzwiami do klasy. Akurat tego dnia nie było mojej psiapsióły i jako osoba bez swojej pary musiałam stanąć z tyłu. Teoretycznie powinnam była stanąć w parze z nielubianym spadochroniarzem, ale że nie miałam na to ochoty, stanęłam grzecznie za resztą dzieci, a tamten stanął za mną. Po chwili poczułam uszczypnięcie w pośladek. Bardzo mi się to nie spodobało. Odruchowo obróciłam się i spoliczkowałam go, wykorzystując do tego siłę obrotu. Jego zdziwionej miny nigdy nie zapomnę.
Oczywiście uwagę od wychowawczyni do dzienniczka dostałam ja, nie on. Przy całej klasie, czerwona jak burak, upokorzona do kwadratu. „Powinnaś była mi powiedzieć, a nie rozwiązywać sprawy siłowo!”
Moi rodzice kompletnie nic nie powiedzieli. Podpisali tylko uwagę.
Minęło prawie 20 lat od tego wydarzenia. Właściwie zapomniałam o tym kompletnie. Nawet spotkałam tego kolesia jakiś czas temu i bez problemu rozmawialiśmy. Aktualnie bardziej wkurza mnie reakcja wychowawczyni – to, jakie piekło kobiety są w stanie sobie same zgotować. Broniłam się przed, jak by na to nie spojrzeć, formą molestowania seksualnego, co dla 8- czy 9-letniej dziewczynki, która do tej pory w ogóle nie znała takiego zachowania, było szokiem, i jeszcze dostałam za to uwagę od wychowawczyni – też kobiety.
Nienawidzę psów. Nie to, że zawsze tak było, to zweryfikowało życie.
Jak miałam może 3 lata, biegałam sobie po łące, za mną rodzice. Nagle w oddali ukazał się pies. Wielki wilczur, bez kagańca. Krzyknęłam: „Tata, zobacz, piesek!” i całe szczęście, bo następne co pamiętam, to wielkie szczęki tego bydlęcia, które próbują mnie dosięgnąć, jak ojciec podrywa mnie do góry.
Kiedyś ktoś wyrzucił jamniczkę z samochodu, parę metrów przede mną. Przygarnęłam, w domu się nią zajęliśmy, miała wszystko. Aż w końcu, tak po prostu, rzuciła się na moją 10-miesięczną siostrę.
Zawsze z zastanowieniem przysłuchuję się, jak ludzie rozczulają się nad psami. Jakie to wierne, mądre, szczęście daje. Dla mnie to są durne, śmierdzące darmozjady, a ta ich wierność to płaszczenie się i zrobienie wszystkiego w zamian za odrobinę żarcia. Zero godności.
Do tego wyznania skłoniła mnie obecna sytuacja. Mieszkam w pewnym miejscu, a naprzeciwko pies. Pies, który szczeka DZIEŃ I NOC. Trzecia w nocy, a mnie budzi rytmiczne, tępe „szczek-szczek-szczek”, które potrafi trwać ponad godzinę. W dzień zresztą to samo. A zatyczki nie pomagają, tak samo jak rozmowy z właścicielem. „Po to jest pies, żeby szczekał”.
Te bezsenne noce spędzam na planach morderstwa tego bydlaka. Nienawidzę go ze szczerego serca. Zawsze wydawało mi się, że nie jestem skłonna zabić nic większego niż karalucha. Ale ten tępy gnój wyzwala we mnie żądze, o które bym się nie podejrzewała.
Skończy się na tym, że będę musiała wyprowadzić się z powodu średniej wielkości kundla sąsiadów.
Moja Babcia uwielbia wynosić śmieci oraz prześwietlać ich zawartość. Mieszka naprzeciwko mojego domu. Wielokrotnie wyrywała mi worek z rąk, kiedy byłem w drodze do pojemnika z odpadami. Jej konikiem są plastikowe opakowania pochodzące z gospodarstwa domowego mojej mamy: wiaderka od twarogu, kubki po lodach czy jogurtach. Umyte i wysuszone służą babci jako pojemniki do przechowywania drobiazgów.
Najcenniejszym okazem znalezionym na śmietniskowych łowach jest okrągły pojemnik po świątecznych cukierkach - nikt nie ma prawa go dotykać. Kiedy babcia odwiedza moją mamę, nie omieszka sprawdzić, czy „Przypadkiem nie mamy pełnego kosza"... I hyc, worek na plecy! W sekundę przejmuje kontrolę nad naszymi nieczystościami.
Niegdyś przecierałem oczy ze zdumienia, kiedy nestorka rodu paradowała po podwórku w znoszonej koszulce z napisem „Szacunek ludzi ulicy” - należała do mnie, zanim ją wyrzuciłem. Teraz pełni rolę stroju dzienno-domowego seniorki. Za nic w świecie nie chce się jej pozbyć.
Bardzo kochamy babcię i razem z mamą troszczymy się o nią, materialnie niczego jej nie brakuje. Nie mamy sąsiadów, więc nikt oprócz Was nie wie o jej niecodziennej, hmm... "pasji".
Najczęściej mówi się o molestowaniu kobiet. Ja co prawda jestem chłopem, ale z obrzydliwymi sytuacjami też miałem styczność.
Pracuję jako krupier, pewnego dnia lekko pijana kobieta po 40., z którą grałem w pokera, po tym, jak otworzyłem swoje karty i powiedziałem "para waletów", pani powiedziała "na waleta to tu, kochanie, stać przede mną powinieneś". Uśmiechnąłem się mocno niezręcznie, udając, że nie usłyszałem, ale pani szła w zaparte.
Mam 197 cm wzrostu i 120 kg wagi, pani grając ze mną dalej, zapytała, czy "wszędzie jestem taki duży, bo chętnie by sprawdziła".
Ale czekaj, czekaj! Myślicie, że to koniec?! Nieee!
Potem rzuciła "O której, kotku, kończysz zmianę, bo hotel mam blisko, a jak mi się spodobasz, to i trochę napiwku się znajdzie"...
Jak ktokolwiek mógł pomyśleć, że takie teksty zadziałają? Dla mnie to było obrzydliwe.
Zamknięto mnie kiedyś w psychiatryku, bo jestem osobą obdarzoną. Widzę aury i czuję więcej niż większość ludzi. Wyczuwam energię miejsc, mam częsty kontakt z duszami. Nie mogłam się bronić, bo z tego samego powodu jestem ubezwłasnowolniona i ponoć uznano, że muszę być w tym szpitalu. Nie wiem po co. Nie byli skorzy mnie wypuścić, a obiecywali, że będę 3 miesiące, byłam dużo dłużej.
Już na początku dawali mi leki i czułam się apatyczna, czułam się źle i miałam ochotę wymiotować. A potem zaczęłam odwiedzać palarnie i nikotyna sprawiła, że przestałam czuć więcej. Straciłam tymczasowo dar (potem na chwilę rzuciłam i dar wrócił). Słyszałam od wszystkich wokół, że mam straszne oczy. Straszne oczy czyniły mnie realnie straszną. Miałam zamglony wzrok - od papierosów i od leków. Odsiadka była straszna, bo straciłam wszystko, na co pracowałam. Opanowałam klasyczny sposób ruszania oczami, żeby nie mówili o tym wzroku i mnie wypuścili. Ale nie wypuścili i trzymali dalej. Oni robili to specjalnie i grali ze mną w tę grę, chcieli mnie zniewolić psychiatrykiem. I wiecie co? Po odsiadce czuję się źle, zniewolona. A wcześniej byłam wolna i nawet pracowałam jako wróżbita mimo niezdolności do pracy.
W sensie od początku nie lubiłam życia na ziemi, tam gdzie wcześniej było mi lepiej. Ale żyję tu, żeby innych uchronić i wskazać im drogę. A oni ze strachu przede mną zamknęli mnie w szpitalu.
Opowiem wam o szpitalnej rzeczywistości. Miałam na zmianę ubrania, raczej piżamy, dresowe spodnie. Życie toczyło się na palarni - tam można było wyjść, porozmawiać. Papierosy mieliśmy od takiej pani, ewentualnie ktoś zawsze miał papierosa do skręcenia. Jedzenie było wstrętne, ale kazali jeść te paskudztwa, obrzydliwości.
Na dodatek miałam pokój z kobietą starszą, która załatwiała się pod ścianą. Później ją wymienili na inną kobietę i było lepiej. Miałam bardzo rzeczywiste sny. Dało się oszukiwać władze i nie brać leków, ale niestety pilnowali czasami. Nie dało z kolei się uciec, bo na korytarzu wszyscy wszystko widzieli. Ale miałam spacery po terenie całego kompleksu szpitala wśród zieleni i podczas tych spacerów rozmawiałam przez okno z mężczyzną z innego oddziału - dobra dusza, zamglone spojrzenie. Cierpiał tak jak ja.
Pobyt naprawdę mnie skruszył. Mam nadzieję, że teraz odbuduję siły. A wiecie, co jest najgorsze? Mają mnie za wariatkę, a ja wiele miesięcy temu już mówiłam o 5G i o wielkim upadku człowieczeństwa.
Boję się, że kiedy odbuduję siły, to znowu mnie wsadzą. Tym razem muszę włączyć tryb ucieczki i naprawdę nie dopuścić do wsadzenia mnie drugi raz. W szpitalu zachęcali mnie do rysowania i pisania, bo chcieli poznać moje dalsze plany, przepowiednie i proroctwa, więc kłamałam i pisałam na kartce wróżby nieznaczące, żeby nie wyssali informacji.
Mój mały brat wczoraj chodził za mną i nudził: "Ja chcę pluszowe jabłko!", "Daj mi pluszowe jabłko!". Myślałam, że to jakaś jego zabawa, ale okazało się, że chodzi mu o brzoskwinię, tylko zapomniał nazwy...
W marcu ubiegłego roku przeprowadziłam się do nowego mieszkania. Sąsiedzi mieszani narodowościami (mieszkam za granicą). Przez parę miesięcy był spokój. Sąsiedzi mili, spokojni, nie awanturujący się, nie hałasujący. Cud, miód, orzeszki. W mieszkaniu zawsze mam ciszę, serio nigdy nie było słychać sąsiadów. Po prostu raj. Do czasu...
Pode mną mieszka rodzina pochodząca z Rosji, a w moją sąsiadkę jakby diabeł wstąpił. Przez bite dwa miesiące darła ryja na swojego męża od rana do nocy jak poje*ana (wybaczcie, ale inaczej się tego nazwać nie da). Potrafiła nawet o 2 w nocy wstać i zaczynać się na niego drzeć. Jego głosu ani krzyku nie usłyszałam ani razu. O ile jestem w pracy, to mam wywalone, ale jak wracam do domu, to chcę mieć po prostu święty spokój. Jak zaczyna swój monolog potocznie zwany darciem ryja, włączałam muzykę na full i miałam wywalone, ale kiedy człowiek schodzi z nocki, to jednak chciałby pospać, bądź kiedy mam poranną zmianę, to chce się kuźwa wyspać.
Ciszę nocną u nas mamy od 22 do 7 rano. Jest jeszcze jedna w południe od 13 do 15. Pani jednak ma to w leju. W końcu nastąpił przełom. Od tygodnia cisza. Cudowna, upragniona, za którą tak bardzo tęskniłam. Co się takiego wydarzyło? Ano już mówię. O 22 poszłam spać, by wstać o 4.30 i udać się na 6 do pracy. Droga sąsiadka natomiast chwilę po 22 zaczęła znowu swój koncert. O 1 w nocy jej mąż w końcu nie wytrzymał (i tak podziwiam typa, że 2 miesiące dawał radę), ryknął na nią i jej zdrowo wpier*olił. Latało chyba wszystko w mieszkaniu, bo hałas był nieziemski. Były jej krzyki i płacz, a na koniec cisza. Błoga cisza. Z domu nie wychodzi, bo ze skrzynki wysypują się listy, zawsze musiała ona się tym zajmować, bo sąsiada nigdy na oczy nie widziałam.
Co w tym anonimowego? Ano to, że zamiast coś zrobić, zareagować to ja... z szatańskim uśmieszkiem słuchałam, jak sąsiadka dostaje lanie, które sama nie raz miałam ochotę jej spuścić nie tylko przez te krzyki, ale też inne sytuacje, którymi napsuła mi krwi.
Pozdrawiam - zła kobieta, która leży na kanapie i delektuje się błogą ciszą.
Jednym z powodów, dla których poślubiłam męża był fakt, że świetnie nam się razem tańczyło. Ja taniec uwielbiałam, on często przed ślubem zabierał mnie na różne dyskoteki.
Ostatni raz tańczyliśmy na jednej z imprez przed ślubem - bo „przecież już znalazłem sobie żonę, to po co mam się włóczyć po klubach”.
Pracuję w biurze z trzema osobami, siedzimy tak, że obok mnie jest jeden facet i naprzeciwko mnie jeszcze dwie osoby. Z tymi dwoma nie ma problemu, ale z tym obok mnie mam poważny problem.
Facetowi okropnie śmierdzi z ust. Jest to odór tak ohydny, jakby przed chwilą zjadł solidny kawałek gówna. Kiedy się odzywa, rozmawia przez telefon (a robi to często), mimo że siedzimy ok. 1,5 metra od siebie, dociera do mnie z każdym jego słowem nieprzeciętny smród. Nawet kiedy oddycha, z nosa wypuszcza żrące, gówniane opary. Czasem podjeżdża bliżej na swoim krześle i coś mi opowiada. Zazwyczaj wtedy staram się przeżyć na bezdechu. Niestety, minutowa historyjka w jego wykonaniu skutkuje rozsianiem dookoła mnie smrodliwej chmurki, która towarzyszy mi kilka kolejnych minut. Siedzę przy oknie, ale to niewiele daje. Rozważam zmianę pracy, bo po prostu nie daję już rady. To jest smród z ligi tych, które wyciskają łzy w oczach i duszą w gardle...
Dodaj anonimowe wyznanie