#l0rN0
- Czy chce pani zobaczyć moją sowę?
Polonistka, żeby niewinnie wybrnąć z sytuacji i żeby zachować ładny język polonistyczny odpowiedziała:
- Nie chcę oglądać twojego ptaka.
Cała klasa nie mogła powstrzymać się od śmiechu :)
#PNXpd
#TYFs6
Nie chcę pisać tutaj epopei, postaram się więc nakreślić sytuacje zwięźle i w miarę możliwości - przejrzyście.
Mam 26 lat i nie jestem pewna, czy moja rodzina i partner to osoby, które kocham nad życie, czy też osoby, o które bardzo się troszczę, którym mocno współczuję, za których jestem w moim odczuciu odpowiedzialna i tym samym - przywiązana jak pies.
Wychowałam się w szanowanej rodzinie pełnej wykształconych ludzi znanych z dobrego serca i serdeczności. Byłam złotym dzieckiem, grzecznym, kochanym, zdolnym i pracowitym. Zawsze dbałam o to, żeby wszyscy byli szczęśliwi i dumni.
W wieku 22 lat wylądowałam na oddziale zdrowia psychicznego (z depresją, myślami samobójczymi, nerwicą, zaburzeniami odżywiania), po tym jak przez kilka dni z rzędu nie mogłam wstać z łóżka, na którym zwyczajnie wegetowałam.
Terapia była niesamowicie trudna, ale też bardzo wyzwalająca. Pokazała mi jak rezygnuję z siebie dla innych, że jestem wiecznie zestresowana tym, że ktoś kogo kocham, zostawi mnie bo nie zrobię czegoś, czego ta osoba chcę. Zaczęłam sobie uświadamiać, że jestem takim złotym dzieckiem na skutek szantażu emocjonalnego. Doszło do tego, że nie byłam w stanie zerwać z chłopakiem, przez którego prawie się pocięłam, bo ciągle mówił o tym, jak to sobie zrobi krzywdę. I jak moja rodzina go dopingowała, że no taki on biedny, taki biedny, a tak mnie kocha. Zobaczyłam, jak wiecznie usprawiedliwiałam toksyczne zachowania najbliższych, ze względu na ich własne trudne, życiowe doświadczenia.
Ale ciągle bardzo kocham moich najbliższych. Wiele rzeczy między nami się zmieniło, udało mi się wyegzekwować niektóre granice. Wyprowadziłam się do Szwecji, i to odcięcie dobrze na mnie wpłynęło.
Tylko, że ciągle mają nade mną władzę. Nie umiem rozegrać wielu spraw, tak abym czuła się z tym dobrze. Raz spróbowałam, słowa, które wówczas padły do dziś sprawiają, że drętwieję, a do oczu napływają mi łzy. Ta osoba dokładnie wiedziała, gdzie uderzyć. A ja? Nie wyobrażam sobie skrzywdzić w taki sposób nikogo, zwłaszcza kogoś tak bliskiego.
Moi partnerzy byli najpierw manipulującymi dupkami, od czasów terapii wybierałam dużo lepiej. Ale zawsze były to osoby po przejściach (o czym same nie raz nie wiedziały, wychodziło to w czasie rozmów).
Nie wiem czy do końca rozumiem jak działa miłość. Martwię się o nich, troszczę, gdy nie odbierają/nie odpisują, oblewa mnie zimny pot bo albo ta osoba jest na mnie zła i daje mi to odczuć, a może leży nieprzytomna, a ja nie mogę jej pomóc. Okazuje się, że ktoś nie słyszał telefonu i tyle, wszystko jest ok.
Chcę żeby byli szczęśliwi, staram się pomagać i wspierać na każdym polu. Pocieszam, motywuję, doceniam.
Kocham? Tak.
Czy tak powinna wyglądać zdrowa miłość?
Nie wiem.
#2Xl2p
Kiedy już wyskoczyłam do wody, to poczułam potworny ból brzucha... "Albo się zesram w wodzie, albo utopię z bólu" - pomyślałam. Tak... Zesrałam się do jeziora.
Najgorsze jest to, że ta kupa dryfowała na powierzchni skąpana światłem słońca. Kiedy koleżanka to zobaczyła, wkręciłam jej, że to pewnie facet, który w tym samym czasie pływał kajakiem po jeziorze.
Wieść o pływającej kupie rozniosła się bardzo szybko i wszyscy obwiniali tego biednego pana, wyzywając go od oblechów. Żodyn nie wie, że to ja... Żodyn.
#Aj96a
#BdirT
Kilka dni temu dostałam telefon, że moglibyśmy zostać rodzina zastępczą zawodową i przyjąć pod swój dach noworodka. Noworodek prawdopodobnie będzie do adopcji, a my będziemy mieć pierwszeństwo, jeśli tylko go przyjmiemy. Jestem mega szczęśliwa, nie mogę się już doczekać kiedy przytulę to maleństwo i będzie już z nami. Ale dręczy mnie jedna rzecz. Pieniądze.
Mi na nich nie zależy, wolałbym całą trójkę adoptować i nie dostawać ani grosza, ale przynajmniej bym wiedziała, że maleństwa zostaną z nami. Jednak boimy się reakcji ludzi. Pewnie powiedzą, że robimy to dla pieniędzy, a nie dla dzieci. Ta myśl mnie paraliżuje, nie chcę być tak oceniana. Wcześniej pracowałam, aktualnie jestem na urlopie macierzyńskim. Mój mąż cały czas pracuje i nie zamierza z pracy zrezygnować. Moja mama twierdzi, że nie mamy myśleć o innych, bo nikt o nas też nie myśli, że mamy robić to co nam podpowiada serce, bo ludzie i tak będą gadać. Teściowa znów mówi, że ona by tego dziecka nie przyjęła, że powinniśmy doprowadzić sprawę Emilki i Adasia do końca, a nie że myślimy już o następnym. Ona nie rozumie, że to jest rodzina zastępcza, a nie adopcja. Cały czas nam mówi , że mamy je adoptować itd. Ale to nie jest tak, że ja chcę i już. Dzieci mają rodziców alkoholików, ale jednak oni są. Nie wrócą do nich, ale te spotkania raz w miesiącu będą się odbywały. Teściowa nie może zrozumieć tego, a ja nie mam siły jej non stop tłumaczyć, że na tym to polega. Kocham MOJE dzieci, wiem, że zostaną u nas do 18 roku życia, co później zrobią? Nie wiem. Ale wiem, że ja i mąż zrobimy wszystko, żeby miały jak najlepiej, kochamy ich. I pragnę tego noworodka, boję się, że będzie ciężko, że nie będę dawała rady. Boję się zarwanych nocek, kolek i ciągłego płaczu. Boję się, ale jestem na to gotowa. Zawsze chcieliśmy mieć troje dzieci. Jednak ta myśl z tyłu głowy co powiedzą inni mnie dołuje. Nie chcę pieniędzy, chcę szczęście dzieci, bo tylko to jest najważniejsze.
Życzcie mi szczęścia, anonimowi, przyda się.
#dw8Ex
Później ją jeszcze przez godzinę trzymałam na rękach, zanim przyjechał lekarz i stwierdził zgon.
Umyłam ją i przebrałam.
I zabrali ją do domu pogrzebowego.
To jest nie do opisania, jak w jednej chwili dziecko spokojnie śpi, a w następnym momencie nie słychać bicia serca i to małe ciałko jest po prostu puste. Tak po prostu...
I zostaje tylko wspomnienie.
#aApNo
Były to czasy mojego gimnazjum, kilka lat temu. Naszą klasę zaczęła uczyć nowa anglistka, nazwijmy ją panią Asią. Od razu było widać, że coś jest z nią nie tak.
Przychodząc do klasy, nie zaczynała lekcji od razu, tylko zaczynała sprzątać salę lekcyjną. Przez dobre kilka minut przesuwała ławki tak, żeby były poustawiane równiutko co do centymetra, poprawiała firanki, żeby były symetrycznie powieszone, zbierała śmieci z podłogi. Dopóki nie było idealnego porządku, nie potrafiła zacząć lekcji. Poza tym przeszkadzały jej również rzeczy pozostawione przez uczniów na ławkach, jak tylko zobaczyła, że leży na niej coś poza książką i piórnikiem, zaczynała wrzeszczeć, że uczeń ma to natychmiast schować. Przy najmniejszej odmowie rzucała z wściekłością różnymi przedmiotami o biurko z taką siłą, że słychać było to chyba na drugim końcu szkoły.
Najgorzej było w zimie, bo przeszkadzały jej również - uwaga - kurtki u uczniów. W drugiej klasie gimnazjum moja klasa większość zajęć miała w sali, w której w ogóle nie było ogrzewania, temperatura tam potrafiła dochodzić do 5 stopni... Panią Asię nic to nie obchodziło, kazała wszystkim zdejmować ubrania, nie tolerowała nawet szalików, mówiąc, że ona "nie będzie prowadziła lekcji w takich warunkach". Jak ktoś odpowiadał, że jest chory, to znowu rzucała przedmiotami i krzyczała, że trzeba było do szkoły nie przychodzić w takim razie (i narobić sobie zaległości, za które potem były pretensje od wychowawcy).
Jednak najgorsze zdarzyło się podczas pewnej lekcji na temat części ciała. Pani Asia wskazała palcem jednego z moich kolegów i powiedziała "Chodź no tu". Kiedy chłopak zapytał w jakim celu, wrzasnęła tylko, że ma przyjść i koniec. Poszedł, kazała mu stanąć prosto na środku klasy i powiedziała, że teraz ona na tym chłopaku będzie wskazywać części ciała, a klasa ma je nazwać po angielsku. Niestety na wskazywaniu się nie skończyło, pani Asia tego chłopaka zaczęła zwyczajnie obmacywać! Kazała mu również przybierać różne dziwne pozy, gdy chciała np. wskazać jego tyłek... Do dziś pamiętam jego zażenowanie i śmiech reszty klasy.
Nie wiem, czy rodzice tego chłopaka coś z tym zrobili, nie miałam z nim zbyt dużego kontaktu. Wiem, że pani Asia uczy dalej w tej szkole. Do niej samej nie mam pretensji, teraz studiuję psychologię i wydaje mi się, że ta kobieta ma zaburzenia i wymaga terapii. Pytanie brzmi, dlaczego tacy ludzie w ogóle są dopuszczani do pracy z dziećmi?
#gGJG8
Myślę: "Okej, co tam dyszka, za niedługo wypłata, to do końca miesiąca przeżyję". Pan widząc w moim portfelu ostatni mój banknot 50 zł pokazał na niego i pokiwał ochoczo głową. Wystawiłam rękę z 10 zł, a pan grzecznie się uśmiechnął, powiedział, że jestem niewychowaną gówniarą i zamiast na pierdoły wydawać, mogłabym komuś pomóc. Po czym pieniędzy nie wziął, odwrócił się i poszedł zbierać dalej.
Co się tu odje**ło?!