#SfmUd

Założyłem na Wykopie konto jako dziewczyna. Wrzuciłem kilka zabawnych wpisów o zabarwieniu lekko erotycznym, które zyskały dużą popularność, na pierwsze nieprzyzwoite zdjęcia wysyłane mi w wiadomościach prywatnych nie musiałem długo czekać.

Zrobiłem to wszystko, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie jestem gejem. Jestem. I choć wcale tego nie planowałem i wcześniej o tym tak nie myślałem, to teraz mam bazę nagich zdjęć chłopaków! :D

#xqbUu

Jestem królową "cichaczy".

Generalnie to mam po prostu problemy jelitowe i czasem brzuch tak boli, że jeśli sobie nie "popuszczę", nie idzie wytrzymać.
Problemów nie da się ot tak wyeliminować dietą (trzymam dość restrykcyjną), bo wynikają ze stresu. A trybu życia nie zmienię, bo to nie on jest stresujący, tylko ja jestem nadwrażliwa - pracuję nad tym, ale cóż, idzie mi powoli... [to był akapit dla ludzi, którzy w komentarzach uwielbiają udzielać złotych rad typu "idź do dietetyka"].

No więc puszczam te bąki masowo. Czasem nawet nie są śmierdzące - ot, jakbym powietrze z materaca gumowego spuszczała. Co ciekawe, mam już tak bogate doświadczenie, że wiem, czy nadciąga mega śmierdzący zabójca (mam sumienie i staram się wtedy jednak powstrzymać, gdy w pobliżu są ludzie), czy tylko lekko nieświeży bączek. No i mięśnie mam wyćwiczone na tyle, że umiem wypuszczać bezgłośnie nawet "grubsze salwy", które dawniej "pyrkałyby" aż miło lub brzmiały jak wybuch bomby. Wpadka zdarza mi się raz na kilkadziesiąt/kilkaset (no, nie prowadzę spisu, więc nie wiem, jak często dokładnie), a i wtedy nie jest jakoś przesadnie głośna.

Więc jeśli czasem zdarza wam się poczuć, że ktoś uwolnił swojego potwora, ale za Chiny Ludowe nie idzie zidentyfikować winnego - to mogę być ja. Sorki.

#ifYas

Na urodzinach jakichś pięcioletnich bliźniaczek występowałem jako przystojny i czarujący Książę Czaruś. Po odegranej scence kolega spytał dzieciaki „Czy książę jest przystojny?”, a dzieci chórem krzyknęły „Nieeee!”.

Dzieci nie kłamią... tak mówiła babcia... dzieci nie kłamią...

#13CAd

Mojej 5-letniej córce zawsze szalenie podobały się moja dość obfita broda i wąsy. Można wręcz powiedzieć, że to jej fetysz. Nie mniejszym jest owłosienie na moich rękach, nogach i torsie. Każdy kot ma +100 do urody za sam fakt posiadania wąsów (wiem, że to są wibrysy), podobnie jak pies, ryba czy ptak, która posiada coś na kształt zarostu. Teriery, sumy, dorsze, niektóre żuki i jarząbki to jej ulubione zwierzątka, bo mają "zarost" jak tata. Czesanie albo zwyczajne głaskanie mojej brody to jej ulubione zajęcie. Po prostu tak ma i już. Cóż, pewnie po mamie...

Ostatnio przywitał mnie w domu karłowaty wilkołak. Żona raz, że chciała, abym to zobaczył, a dwa, nie bardzo wiedziała, jak to ogarnąć.

Córka dorwała się do szuflady, gdzie trzymam zapas wszelakich klejów, w tym cyjanopanu. Nie umiała rozbroić zamka, więc po prostu niczym dzięcioł, na raty, przez kilka dni wydłubywała z "pleców" PRL-owskiej komódki sklejkę, aż nie powstała dziura. Następnie bardzo ostrożnie brała po kępce każdej zebranej w domu sierści/włosów, maczała w kleju i się tym oklejała. Materiał podobno zbierała od miesięcy.

Operacja odwilkołaczania była długa, ale dziecko nie odniosło żadnego uszczerbku na zdrowiu, a jedynie na dumie. Tak rozpaczała, że wyciągnąłem z szafy prababcine futro i zaniosłem do kolegi kuśnierza, żeby uszył jej własny, kudłaty kożuszek. Zostało nam wybaczone i mała chodzi w nim po domu/u rodziny/po ogródku od wiosny dzień w dzień. W te nieludzkie upały ostatnio też w nim chodziła. Ludzie mają nas za chorych psychicznie, nasłali na nas MOPS, byliśmy z tym u dziecięcego psychologa i cóż... ten typ tak po prostu ma. Przynajmniej jest szczęśliwa.

#lxFmJ

W tym wyznaniu chciałabym opisać moją teściową, a tym samym pewnie potwierdzić krążący o takich kobietach stereotyp.
Nigdy jakoś specjalnie nie lubiłam matki mojego partnera. Gdy na świat przyszła nasza córka, nic jej nie pasowało, chociaż nie miała nic do powiedzenia, gdyż to moje dziecko. A to imię nie takie, a to ubranka zbyt męskie, a to zabawki nieodpowiednie.

Ostatnio nie miałam z kim zostawić córeczki (mała ma teraz trzy latka), więc musiałam z bólem serca zadzwonić do niej. Posapała, pojęczała (a taka kochająca babcia), ale w końcu zgodziła się przyjechać.

W domu wszystko jej wyjaśniłam, rozpisałam, kiedy nakarmić małą - wyjeżdżałam tylko na kilka godzin, ale przypuszczałam, że gdybym nie wspomniała, dziecko byłoby głodne. Przekazałam także, żeby posiedziała z małą w salonie, a gdy ta zajmie się swoimi zabawami, może w tym czasie obejrzeć coś w telewizji.
Co ważne w tym wyznaniu - w salonie stoi moja ukochana wieża i stosy płyt, które zbieram przez lata. W sypialni natomiast mój mąż ma jakiś stary odtwarzacz na kasety, który ostatnio mu się zepsuł i nie zdążył go naprawić.

Teściowa wpadła na pomysł, że posłucha sobie Marylki Rodowicz, ale skoro odtwarzacz męża nie działa, to najlepiej do tego posłuży moja wieża. Gdy wróciłam do domu zastałam obrażoną teściową i rozwaloną wieżę. Ta szalona kobieta wyrwała z mojego kochanego sprzętu tackę na płytę i do powstałego otworu grubości centymetra próbowała wcisnąć kasetę magnetofonową.
Wpadłam w istny szał i wywaliłam ją za drzwi, na końcu płacząc już z bezsilności. Teściowa obraziła się na maksa, przez co mój mąż był przez kilka dni naburmuszony jak stary Niemiec. W końcu jednak przeprosił za nią i kupił mi nową wieżę.

#OZ8lv

Gorący, sierpniowy dzień.
Przejażdżka z chłopakiem starym rzęchem bez klimatyzacji. Zdjął koszulkę, więc i ja postanowiłam zostać w samych spodenkach (i staniku).

Położyłam dłoń na jego udzie, uśmiechnął się do mnie zalotnie, a po chwili uczynił to, co ja. Z każdą chwilą atmosfera rozgrzewała nas coraz bardziej.

Zjechaliśmy gdzieś na wiejskie dróżki, by ukryć się za kępą zielska przed oczyma zbyt ciekawskich.

Udało się. Tylko my. Z tyłu auta. Niewidoczni. Zatopieni w swych objęciach. Totalny odlot.

I nagle słyszę hałas. W pierwszej chwili pomyślałam, że ktoś zbliża się do nas ciągnikiem.
Ale gdy spojrzałam przez szybę, cały świat wirował. Wystraszyłam się, to działo się tak szybko.

Mój napaleniec nie zaciągnął ręcznego i samochód zaczął zjeżdżać po bardzo nierównym terenie. Na szczęście na dole była łąka i się zatrzymaliśmy, ale tego strachu nigdy nie zapomnę :D

#oiAri

Historia najłatwiej zarobionych przeze mnie pieniędzy.

Godzina ok. 1 w nocy. Rozeszłam się z koleżanką i wracam do domu z klubu, gdy nagle zatrzymuje mnie pewien pan "żul". Zaczyna do mnie gadać o prośbie i pewnej przysłudze. Myśląc, że chodzi o drobne, od razu próbowałam wymówić się ich brakiem, jednak on zaczął zapewniać mnie, że nie o to mu chodzi. Wskazał na moje... stopy i powiedział, że jeśli dam mu polizać moją piętę, da mi 1300 zł. Zaczęłam się śmiać i szukać ukrytej kamery, ale nie, on był poważny.
Mówiąc szczerze wyglądał bardzo menelowato i byłam pewna, że tych pieniędzy nie ma i nigdy nie miał. A on widząc, że się waham, wyciągnął portfel i banknoty, kazał mi je nawet przeliczyć. No 1300 jak nic. Będąc biedną studentką przemyślałam to i zdjęłam but i podniosłam stopę. Po wszystkim wzięłam kasę i wróciłam do kawalerki.

Rano budząc się z kacem nawet nie pamiętałam o sytuacji, dopóki nie poszłam do sklepu i nie otworzyłam portfela.

Nie żałuję tego i jakbym miała to zrobić jeszcze raz... za taką forsę zrobiłabym na 100%.

#1qmU4

Kraków. Poniedziałek. Około godziny 4:30.
Wracałam z imprezy. Siedziałam na przystanku, na którym czekało kilka osób. Dosiadł się do mnie jakiś śmierdzący koleś. Zaczął paplać coś po angielsku, wiec mu grzecznie odpowiadałam. W pewnym momencie podjechał autobus i na przystanku zostaliśmy tylko my. Koleś zaczął powtarzać jak mantrę "You're beautiful, I'm stupid" i niebezpiecznie się zbliżać. Przestałam mu odpowiadać, a że był to przystanek podwójny, to przesiadłam się na drugą ławkę, trochę dalej. Bałam się, że jak zacznę uciekać, to będzie mnie gonił i coś mi zrobi, więc siedziałam. Niestety przesiadł się do mnie. Postanowiłam zacząć machać na samochody w nadziei, że ktoś by mnie podwiózł, bo mój autobus miał być dopiero za 20 minut. Koleś był coraz bardziej natarczywy. Ja dalej rozpaczliwie próbowałam złapać stopa. Przejechała obok nas nawet policja i nic.
W pewnym momencie koleś po prostu rzucił się na mnie, przycisnął mnie do siebie i próbował całować. Wyrywałam się jak mogłam. Na szczęście był trochę pijany, więc w końcu udało mi się go odepchnąć i zaczęłam uciekać. Biegłam dość długo, z początku mnie nie gonił, ale potem zobaczyłam, że rusza za mną. Akurat na czerwonym zatrzymał się samochód, więc podbiegłam do niego. Ludzie w środku byli na tyle mili, że kiedy usłyszeli, że facet mnie goni, to zdecydowali się mnie podwieźć prawie pod sam dom, choć nie było to im do końca po drodze. Jeśli jakimś cudem to czytają, to niech wiedzą, że jestem niesamowicie wdzięczna.
Mi się udało uciec.
Girls... Stay safe.
Dodaj anonimowe wyznanie