#aoslP

Przykład żelaznej logiki w mojej rodzinie: matka wrzeszczy na mnie za każdym razem, kiedy wspominam jej o tym, że chciałabym zrobić sobie tatuaż czy piercing. Mam więc całkowity zakaz od matki robienia takich rzeczy. Ciekawe jest to, że jak miałam kilka miesięcy, to matka przekłuła mi uszy bez mojej zgody, wiedzy czy nawet świadomości, bo chciała, żebym mogła nosić kolczyki jak mamusia. Super. Mojemu bratu nikt nie przekłuł uszu, a na jego tatuaże nikt nawet nie zareagował, bo przecież sam może decydować o tym co robi ze swoim życiem i ciałem. I nie, nie mam 13 lat, jestem już dorosła i samodzielna w życiu, po prostu mówiłam o tym rodzicom, bo nie chciałam sprawić im jakiejś przykrej niespodzianki.

#kriJd

Bardzo często po powrocie z pracy słyszałam w domu płacz mojego synka, że jego starsza siostra go bije. Dostawała kary, ale to nie pomagało, w dodatku tłumaczyła się jak to młoda pannica, że to nieprawda i wymyślała jakieś głupoty. Razu pewnego miałam w pracy wolne, ale nie powiedziałam o tym dzieciom. Kiedy wróciły ze szkoły, ja schowałam się w domu, żeby raz w końcu przyłapać ją na gorącym uczynku, żeby już więcej nie kłamała.

Okazało się, że młody wpadł do domu, zwyzywał siostrę od najgorszych, biegał, krzyczał, rozrzucał jej rzeczy po mieszkaniu, a ona spokojnie wszystko sprzątała i próbowała go delikatnie opanować. W końcu mały krzyknął, że i tak wszystko będzie na nią, że powie mamie, że ona go bije i zaczął nabijać sobie siniaki. Kiedy się ujawniłam, młody kłamał jak z nut, a córka wyszlochała: "mamo, ja codziennie płakałam z bezsilności".

Tym sposobem sama przed sobą zostałam najgorszą matką na świecie. Brawo...

#bWkNE

Ostatnio przez przypadek dowiedziałam się, że laska, która zarywa mojego faceta przez internet to dziewczyna, którą sama zatrudniłam w naszej rodzinnej firmie miesiąc temu. Wszyscy oczywiście udają niewinnych, a ja nie mogę jej w żaden sposób zwolnić i tak sobie będziemy koegzystować w tej chorej sytuacji.

#h1U61

W dniu mojego ślubu zabrakło tylko jednej rzeczy. Mojej narzeczonej. Dzień wcześniej normalnie się widzieliśmy, na noc każde z nas pojechało do swojego rodzinnego domu się przygotować, a rano zniknęła. Zmieniła numer telefonu, pozamykała swoje profile w internecie i wyjechała.

Minął właśnie rok, odkąd nie zamieniłem z nią nawet słowa. 365 dni, w trakcie których czułem się za każdym razem tak samo beznadziejnie, jak w dniu "naszego ślubu". Wciąż nie mogę się z tym pogodzić.

#d539n

Mam wrażenie że wszystkie kobiety jakie znam chcą bym pozbyła się włosów, bo one tak chcą.

1. Koleżanki w szkole, bo chcą zobaczyć jak w krótkich wyglądam, bo mam za długie (niektóre z nich mają dłuższe i jakoś nie mają z tym problemu) i są zniszczone (by to sprawdzić poszłam na badanie specjalną kamerką, i były w normalnym stanie, a nawet w bardzo dobrym).
2. Teściowa i jej matka, bo mi wypadają włosy. Co z tego, że każdemu wypadają, tylko moje bardziej widać, bo długie, chociaż nawet jak teściowa podniesie swój włos z podłogi, to i tak mówi, że to moje i mam ściąć.
3. Na praktykach, obie tak jakby moje "nauczycielki" miały krótkie włosy, jedna to nawet jeżyka, bez przerwy namawiały mnie na tę samą fryzurę. Jak powiedziałam, że lubię swoje włosy, to tak niby przypadkiem jak miałam przerwę stawały tyłem do mnie i do siebie mówiły, jakie to długie włosy są beznadziejne, nic z nimi nie zrobisz, tylko je zwiążesz, a krótkie ułożysz jak chcesz. Tylko długie włosy zwiążę na pierdyliard sposobów, mogę je zakręcić, pofalować lub wyprostować, a z krótkimi co zrobię? Zaczeszę na lewo, na prawo, do góry i tyle.

4. I tutaj coś, czym mnie dosłownie terroryzują nawet obce baby. Mam oddać na fundację, bo to wyleczy (!) dzieci i im pomoże i jestem bezduszna, jak nie chcę ich oddać. Tylko wiem z dobrego źródła, że te włosy nie trafiają za darmo do tych dzieci. Tylko parę peruk z nich wykonanych trafia za darmo do potrzebujących, reszta musi za nie zapłacić mnóstwo pieniędzy. Poza tym dużo włosów jest odrzucanych, dla przykładu mojej znajomej, bo były według fundacji o 1 cm za krótkie, mimo że jak mierzyła, to było 5 cm nadwyżki tego, co mieli podane na stronie.

Może to wydaje się być głupie, bo włosy to tylko włosy, ale to strasznie wkurza, że ktoś się wtrąca do tego, co mam na głowie.

#nm6Wd

Był to dzień piękny i słoneczny, wstałem skacowany o poranku (czyli koło 11) i poczułem zew natury. W kiblu jednak brak papieru toaletowego. Przyodziałem więc ubranie i ruszyłem do sklepu.
W tym miejscu muszę wyjaśnić, że sklep mam może ze 20 metrów od domu. Dom mam piętrowy, na piętrze mieszkam ja i moi rodzice, a na dole dziadek. "Kanalizacja" jest wspólna, tak więc jeśli u niego kibel się zatka, to jak u nas spuści się wodę, to u niego wywala gówno z klopa. A słowo "kanalizacja" ująłem w cudzysłów, bo to nie kanalizacja. Tylko szambo.
Do tego jeszcze muszę dodać, że wraz z ojcem swym zrobiliśmy sobie pasiekę. Mamy taki układ z właścicielem sklepu (który zarazem jest mym stryjem i ojcem chrzestnym), że dajemy mu kilka słoików miodu i on je sprzedaje, a zyskiem się dzielimy.
A, i od śmierci babci matka gotuje obiad dziadkowi i trzeba mu go zanieść.

Wracając do opowieści właściwej: Ruszam do sklepu. Oczywiście kolejka. W żołądku mnie wierci. Stoję prawie 10 minut, w końcu moja kolej. "Dwie rolki srajtaśmy, pls". Dostaję, wychodzę. A matka z balkonu krzyczy: "WEŹ WODĘ JESZCZE MINERALNĄ KUP".

No cóż, wracam do sklepu. Kolejka wciąż duża. Kolejne 10 minut. Woda jest, wracam do domu. Ledwo wchodzę, pełen nadziei patrzę na drzwi kibla. Ale czuję też zapach żarcia...
"ZANIEŚ DZIADKOWI OBIAD, BO WYSTYGNIE" - rzecze matula (ona serio mówi z caps lockiem, chyba inaczej nie umie).
No to zaniosłem. Wracam już w podskokach, bo ciśnie coraz mocniej...
"MACIEK (ten chrzestny, właściciel sklepu - przyp. red.) MÓWI, ŻE MIÓD IM SIĘ SKOŃCZYŁ, IDŹ MU ZANIEŚ".
No to już pobiegłem z tym miodem, no bo już na skraju wytrzymałości byłem.
I w końcu wracam, pytam matkę z nieukrywanym żalem: "Coś jeszcze?!".
Na co ona odpowiada: "CO?".
Na co ja: "COŚ JESZCZE?".
Na co ona: "CZEMU KRZYCZYSZ?".
Na co ja: "Bo nie słyszysz, jak mówię normalnie".
Na co ona: "CO?".

Nie chciało mi się już kontynuować tej rozmowy. A właściwie to już nie mogłem jej kontynuować z przyczyn oczywistych. Wbiłem do kibla, siadłem, uwolniłem krakena, podcieram dupsko, spuszczam wodę. I wtedy rozlega się pukanie do drzwi toalety i uszu mych dobiega tubalny głos matuli mej: "TYLKO WODY NIE SPUSZCZAJ, BO SZAMBO WYBIŁO I DZIADKA ZALEWA".

No rychło w czas mnie informujesz - pomyślałem rozżalony. No bo kto będzie sprzątał te gówna, co u dziadka z kibla się wymykają?
Dziadek nie, bo stary; stryj nie, bo pracuje; matka nie, bo ma wrażliwy nosek i rzygać jej się chce od zapachu. Tak więc resztę dnia spędziliśmy z ojcem na sprzątaniu gówna i przepychaniu kibla. No bo jak się okazało, to nie szambo wybiło, tylko dziadek przez nieuwagę urwał uchwyt od sedesu, a uchwyt ów wpadł do klopa, powodując zator.

Ale dziadek wie lepiej: Szambo wybiło, przecież on nie jest tak głupi, żeby jakieś uchwyty do kibla wrzucać, prawda?

I tym oto pytaniem retorycznym kończę sagę o sraniu.
Dodaj anonimowe wyznanie