Jestem skąpa. Boleśnie skąpa. Chodzę w starych butach, starych ciuchach, które kupuję już używane i donaszam. Nie wydaję na kino, pizzę i wyjazdy wakacyjne. Jedzenie kupuję na promocjach i nie jeżdżę na wakacje. Myję się w chłodnej wodzie, żeby oszczędzić na rachunkach za gaz. Gumkę do włosów mam z obciętej skarpetki, a moje auto ma ponad 20 lat.
Pracuję we własnej firmie. Zarabiam powyżej średniej krajowej i mam oszczędności. Nie lubię pieniędzy, nie delektuję się ich posiadaniem. Odkładam i nie myślę nawet, ile mam. Nie mam natomiast oporów przed pomaganiem charytatywnie. Łatwiej mi wydać na kogoś niż na siebie. Moje adoptowane psy i koty mają super karmę i opiekę – na nich nie oszczędzam. Kupując komuś prezent, nie oszczędzam.
Nie pochodzę z biednego domu, żeby uzasadnić ten nawyk obsesyjnego oszczędzania na sobie. Moi rodzice byli raczej zamożni, ale... nie dzielili się. O każdą złotówkę dla siebie jako nastolatka musiałam wręcz żebrać i byłam rozliczana. Później rzuciłam studia, poszłam do pracy, wyprowadziłam się i bywało, że jadłam tylko ryż przez cały miesiąc. I tak mi zostało do teraz, chyba podświadomie boję się, żeby te chłodne, głodne czasy nie wróciły. Nie potrafię wydać własnej kasy na przyjemności droższe niż lody raz na ruski rok. Chciałabym pojechać na urlop, ale boję się, że nie odpocznę, tylko będę sobie wyrzucać, że zmarnowałam pieniądze, za które można przeżyć cały miesiąc.
Postaram się opisać to krótko.
Moja koleżanka, że tak to ujmę... lubi mężczyzn, a ma 14 lat. Ciągle pisze z jakimiś chłopakami z Facebooka i wysyła im nagie zdjęcia.
W pewnym momencie zdenerwowałam się i kazałam jej przestać albo nigdy więcej się do niej nie odezwę. Poskutkowało. Na jakiś czas. Potem pojawił się kolejny i znów się zaczęło. Postanowiłam w końcu powiedzieć o tym komuś, bo wydawało mi się, że zachowanie tego chłopaka podchodzi pod pedofilię. Powiedziałam mamie i ona zadzwoniła do jej taty. Przekazała mu tę informację. Ta moja koleżanka będzie miała wielkie kłopoty. A sprawa tego gościa idzie na policję.
Ale czy dobrze zrobiłam?
Mam 25 lat i bardzo wstydzę się tego, że nie mogę sama kupić papieru toaletowego. Mam wrażenie, że wszyscy na mnie patrzą i myślą: „Ona to dużo sra”...
Na pierwszych jazdach na prawo jazdy, jadąc, kręciłam kierownicą tak jak w kreskówkach. Zapytana przez instruktora: „Dlaczego tak kręcisz tą kierownicą?”, odpowiedziałam: „Bo tak robią w kreskówkach”... Nabijał się ze mnie przez cały czas trwania kursu.
Egzamin zdałam za drugim razem i przez te 9 miesięcy, od kiedy mam prawko, nie spowodowałam żadnego wypadku. Chyba dlatego, że już tak nie macham kierownicą :)
Jesteśmy z przyjaciółką Kasią nieco zawiedzione. Nasza przyjaciółka Ania za kilka tygodni wychodzi za mąż. Dostałyśmy piękne zaproszenia, dla mnie z mężem i dla Kasi z osobą towarzyszącą. Na początku miałyśmy wizję pięknej uroczystości i wyśmienitej zabawy do rana. Jednak ja straciłam pracę, a wszelkie oszczędności się rozpłynęły, o wakacjach mogliśmy zapomnieć. U Kasi też krucho z pieniędzmi, ale Ania to jednak przyjaciółka sprzed parunastu lat, więc z Kasią pomyślałyśmy, że porozmawiamy o sytuacji z Anią. Ania pochodzi z dość zamożnej rodziny, my z Kasią natomiast nie śpimy na pieniądzach, to znaczy nie żyjemy w ubóstwie, ale z Anią nie mamy co się równać.
Jak pomyślałyśmy, tak zrobiłyśmy. Miałyśmy cichą nadzieję, że powie, że nie zależy jej na pieniądzach, a naszej obecności z racji przyjaźni. Usłyszałyśmy jednak, że jest jej przykro, ale rozumie naszą sytuację i to, że nie pojawimy się na imprezie...
To nie tak, że miałyśmy przyjść z niczym, chciałyśmy wykupić im prezent, który i tak by sobie sami wybrali, tj. lot balonem, lekcja nurkowania, czy też weekend w spa. Dla nas obu wyszłoby to akurat na naszą kieszeń, a wolałyśmy to niż dawać pieniądze w kopercie. Sytuacja wygląda tak, że jednak pójdziemy tylko do kościoła na ślub, a impreza nie dla nas, bo nas nie stać.
Kiedyś gdzieś przeczytałam, że gdy zasypiamy, organizm obniża temperaturę naszego ciała i podobnie się dzieje w przypadku, gdy szykuje się na śmierć.
Teraz za każdym razem, gdy budzę się w nocy z dreszczami, trzęsąc się z zimna, obawiam się, że mój organizm przez pomyłkę (bądź nie) za bardzo obniżył temperaturę mojego ciała i próbował mnie uśmiercić.
Piszę to wyznanie jako przestrogę oraz swoiste katharsis, ponieważ wciąż ciężko mi uwierzyć we własną naiwność.
Byłam z nim półtora roku. Pierwszy rok związku to była sielanka: długie rozmowy o uczuciach, planach na przyszłość, masa wspólnych tematów, chemia aż iskry lecą... Wiecie, miłość przez duże M. A przez ostatnie pół roku miał drugą dziewczynę. Spotykał się z nami normalnie, na zmianę raz ze mną, raz z nią. Oczywiście w tajemnicy. Zaczęłam się domyślać po paru miesiącach, ale że nie miałam dowodów, a on pięknie tłumaczył wszelkie moje wątpliwości, trwałam w zawieszeniu dość długo.
Zaczęło się od zwykłego nieodpisywania na wiadomości. Po prostu czasem stawał się nieosiągalny. Ja byłam z tych, co szanują wolność w związku – skoro nie ma czasu, to nie naciskam, przecież nie będę dorosłego faceta kontrolować. Mamy do siebie zaufanie, prawda? No właśnie. Tylko jednak intuicja jakoś nie dawała spać. Narastała we mnie frustracja. A on chyba stwierdził, że jest j***nym mistrzem lecenia w c**ja, bo ukrywał się coraz bardziej nieudolnie. Umawiał się na ostatnią chwilę albo w ostatniej chwili odwoływał spotkania, cyklicznie chował z półki kartki ode mnie... W końcu zobaczyłam dość jednoznaczne SMS-y, no ale przecież on wciąż był taki kochany... Tyle mówił o wspólnych wyjazdach, o podróżach, nawet coś tam wspominał czasem o zaręczynach. Jak zadawałam coraz bardziej dociekliwe pytania, on odpowiednio coraz czulej mnie przytulał, całował...
No dosłownie nie miałam odwagi się przyznać, że coś wiem, bo bałam się, że może jednak mi się wydaje (!!!) i że coś popsuję. Przecież on był taki milutki... I tak sobie trwaliśmy.
Mały przełom nastąpił, gdy zadzwoniła do niego, jak był ze mną. Tu już nie miał jak się wyprzeć. Zaczął mi TŁUMACZYĆ, że już dawno z nią nie gada, próbował to zakończyć już parę razy, to ja jestem jego JEDYNĄ. Żebym dała mu szansę, że to się nie powtórzy. I co zrobiłam? Po kilku dniach wiadomości, że jest w desperacji, że nie wyobraża sobie beze mnie życia, co zrobiłam? Byłam idiotką, wybaczyłam mu. Tak oto dalej miał dwie dziewczyny, o czym dość boleśnie dowiedziałam się po kolejnym miesiącu. Przeczytałam ich rozmowę na fb, okazało się, że potrafił jednego dnia zabrać ją na wycieczkę „z happy endem”, by następnego jechać do mnie na powtórkę z rozrywki. I co ja na to? Wciąż (!) nie miałam jaj, żeby z nim zerwać. Wciąż miałam głupią nadzieję, że i tak jestem ważniejsza, przecież on mnie tu pyta o rozmiar pierścionka! Zamiast wygarnąć mu wszystko w twarz, napisałam do tej dziewczyny. I to ona ruszyła akcję. Jaki był efekt? Wygarnęła mu od razu, on szybciutko ze mną zerwał, wymógł, żebym już do niej więcej nie pisała. Mocno to przeżył.
A już następnego dnia mnie przepraszał i przytulał.
Wtedy już dałam sobie spokój.
Ostatnio coraz więcej mówi się o zachowaniach niektórych rodziców i dzieci w miejscach publicznych. Pracując w sklepie, widziałam wiele sytuacji, kiedy rodzic zajmował się sobą, a dziecko w tym czasie robiło, co chce. Bardzo często zwracanie uwagi i prośby nic nie dają, niekiedy wywołują wzywanie kierownika, pisanie skarg, oczernianie na forach (gdzie można skomentować i ocenić sklep i jego personel), awantury, wyzwiska, kłótnie i zażenowanie.
Najczęstsze sytuacje:
- obrywanie metek od ubrań (często wpychanie ich w kieszenie innych ubrań, o czym dowiadujemy się, dopiero gdy zażenowany klient „pika” przy wyjściu ze sklepu),
- zrzucanie wszystkiego z półek i wieszaków na podłogę (często zakończone deptaniem po tych rzeczach),
- brudzenie ubrań czekoladą, lodami (mimo zakazu wnoszenia jedzenia i napojów na witrynie, upomnienie zazwyczaj kończy się tekstem „oj tam, to tylko batonik, dziecko jest głodne”, „niech pani nie przesadza” albo wyjściem z fochem),
- podglądanie ludzi w przymierzalniach, rozsuwanie kotar, kiedy w przymierzalni są klienci.
Sytuacja sprzed kilku dni:
Pani z ok. 5-letnią dziewczynką przechadzała się po sklepie. Z czasem kobieta zajęła się sobą, a dziecko zaczęło samo „zwiedzać” sklep. W pewnym momencie rozległ się wrzask. Kiedy podeszłam do dziecka ukrytego za regałem z butami, okazało się, że dziewczynka przewróciła się na szpilkach (nic jej się nie stało). Dziecko założyło na nogi (w swoich butach) damskie, wysokie botki. Buty był całe połamane, łącznie z obcasem.
Kiedy poinformowałam matkę, że za zniszczone buty będzie musiała zapłacić, zrobiła ogromną aferę, że nie zapłaci za coś zniszczonego, a w ogóle to wina personelu, że nie zajął się dzieckiem, w czasie kiedy klientka robiła zakupy.
Oczywiście do całej sprawy wezwana została kierowniczka, klientka darła się jak oszalała, bo ona nie zapłaci i już. W końcu, kiedy pogrożono jej policją, łaskawie zapłaciła za buty i oburzona wyszła ze sklepu.
Drodzy rodzice: pracownicy sklepów, restauracji i innych miejsc publicznych to nie wasi służący i niańki dla dzieci. Nikt z nas nie ma obowiązku zabawiać WASZYCH dzieci, kiedy wy jesteście na zakupach. Jeżeli zabieracie gdzieś, gdziekolwiek, swoje dzieci, to ich pilnujcie, żeby nic im się nie stało i żeby nie denerwowały wszystkich dookoła.
Wasza pociecha to wasz obowiązek i odpowiedzialność. Jeżeli nie umiecie zająć się waszym dzieckiem, to zostawiajcie je z kimś innym i nie ciągajcie ich np. po sklepach.
Wyjdzie to na dobre wam, dzieciom, personelowi i innym klientom.
A dzieci należy nauczyć szacunku dla cudzej i publicznej własności oraz innych osób.
Mam szczerą nadzieję, że chociaż jeden rodzic po przeczytaniu tego, co napisałam, zastanowi się nad swoim podejściem do własnego dziecka.
Prawdopodobnie jestem jedyną striptizerką, która jest dziewicą i nigdy w życiu się nie całowała.
Jak miałam 7-9 lat, to z rok starszym kolegą z podwórka lubiłam „bawić” się w trochę inny sposób niż reszta dzieciaków. Nie wiem, kto na to pierwszy wpadł, w każdym razie na początku rozmawialiśmy o obejrzanych przez nas filmach dla dorosłych. Po jakimś czasie wkładaliśmy sobie nawzajem ręce pod bieliznę. Robiliśmy to, chowając się w ustronne miejsca podczas gry w chowanego. Potem kolega zaproponował, żebyśmy posunęli się dalej – na szczęście nie ogarnął, co gdzie się wkłada. Pokazał mi też film, gdzie kobieta robi facetowi Ioda, on też tak chciał, więc mu zrobiłam, ale stwierdziłam, że to jest „fu” i już więcej tego robić nie będę.
Teraz nie mamy już kontaktu, ale jak widzimy się gdzieś na mieście, to strasznie dziwnie się czuję i modlę się w duchu o to, żeby nie pamiętał.
Dodaj anonimowe wyznanie