Jestem już w 8 klasie. Zawsze miałam problemy z matmą, ale jakoś tam sobie radziłam, jednak teraz czuję, że to mnie przerasta. Chodzę na korki dwa razy w tygodniu. Dodatkowo robię po pięć różnych ćwiczeń dziennie. Uczy mnie jeszcze wujek i mój tata. I co? I nic... Wciąż nic nie umiem. Może jestem wyjątkowo tępa? Nie wiem. Mój mózg po prostu nie przyswaja tej wiedzy. Nie wiem już co mam robić.
Dodaj anonimowe wyznanie
A może masz dyskalkulie?
Może warto się przebadać
Dyssrakulie
Czasem umysł płata figle i sami bronimy się przed próba zrozumienia czegoś. Przykład podstawowa(na prawdę podstawowa) obsługa komputera przez nieco starsze osoby, nawet nie tak stare. Nie rozumiem i już.
Badania mówią, że nie trzeba zrozumieć podstaw matmy w dzieciństwie(jeszcze pokolenie temu panowało takie przeświadczenie)
Musisz chcieć i pogodzić się z tym, że czujesz się jak idiotka. Odpowiednia ilość grindu i złapiesz.
Nikt nie mówi, że będzie lekko: najprawdopodobniej na podświadomym poziomie upierasz się na tym, że nie zrozumiesz i już. I wyłączasz się jak ktoś Ci tlumaczy.
Przy odrobinie wprawy dosłownie widać moment, gdzie ktoś się wyłącza.
Aktualny system nauczania kara za błędy, potem panicznie boimy się je popełniać.
Będąc na studiach, mój wykładowca mawiał: "Matematyki się nie nauczysz. Albo ją rozumiesz, albo nie".
Różniczki i całki, to był pikuś przy zajęciach z logiki.
Wujek i tata mogą Ci robić więcej szkody niż pożytku. Skoro chodzisz na korki, trzymaj się tego. Pogadaj z mamą. Z własnego doświadczenia, w LO miałam problem z matmą. Na sprawdzianach, niezależnie ile czasu poświęcałam w domu, 1 i 2. 1 potrafiłam poprawić na 1+... jednocześnie nie miałam większych problemów na samych lekcjach czy oficjalnych egzaminach. W klasie maturalnej poszłam na korki. Babeczka po pierwszym kwadrans rozpoznała problem: za dużo stresu oraz mój tata, który choć matmę ogarniał, to po latach bez typowo szkolnych zadaniach nie pamiętał już schematów rozwiązywania zadań. Nie pamiętał, więc odtwarzał je na nowo, ucząc mnie złych nawyków. Zamiast rozwiązywać zadanie w 5 linijkach, nam potrafiło to zająć stronę A4... babeczka zakazała tacie dotykać moje zadania, a sama wzięła się ze mną do roboty. Już po pół roku 1 i 2 zamieniły się w 5 a nawet 6. Oczywiście, uczciwie pracowałam w domu, rozwiązywałam zadania codziennie, ale słuchałam korepetytorki i uczyłam się jej schematów. Więc pogadaj z mamą, że chciałabyś na razie tylko pracować z korepetytorka, odpuść trochę, bo myślę, że dużo zamieszania robi Twój własny mózg.
I pamiętaj, egzamin nie definiuje Twojej przyszłości. Szkoły z czołówki rankingów nie zawsze są rzeczywiście najlepsze. I niezależnie od szkoły będziesz musiała pracować indywidualnie. Natomiast warto umieć matematykę. Matematyka to myślenie logiczne, przyczynowo-skutkowe. To umiejętność dostrzegania wzorców i ich zastosowania. Więc ucz się uczciwie, rób zadania, ale nie popadaj w histerię i obsesję. Zadbaj o głowę, a serio będzie lepiej.
Zaproponowałabym korki u siebie, kiedyś prowadziłam. Bo aż mi się wierzyć nie chce, że nie ogarniasz mimo tylu starań. Ale to anonimowe ;P
Może spróbuj oglądać zabawne filmiki o matematyce?