Jestem już w 8 klasie. Zawsze miałam problemy z matmą, ale jakoś tam sobie radziłam, jednak teraz czuję, że to mnie przerasta. Chodzę na korki dwa razy w tygodniu. Dodatkowo robię po pięć różnych ćwiczeń dziennie. Uczy mnie jeszcze wujek i mój tata. I co? I nic... Wciąż nic nie umiem. Może jestem wyjątkowo tępa? Nie wiem. Mój mózg po prostu nie przyswaja tej wiedzy. Nie wiem już co mam robić.
Dodaj anonimowe wyznanie
Jesteś po prostu produktem naszego pięknego systemu edukacji który kompletnie ignoruje fakt że nie musimy wszyscy być dobrzy we wszystkich przedmiotach w szkole. Nie idzie jedno? Poszukaj w czym innym jesteś dobra i to rozwijaj. Wbrew obiegowej opinii nie trzeba mieć 5 że wszystkiego. Poza tym w dorosłym życiu nikt nigdy nie zainteresuje się ocenami z podstawówki. Serio wszyscy będą mieli gdzieś czy tam był czerwony pasek czy nie ma świadectwie.
Ale nie dotyczy to matematyki. Jak sobie narobisz zaległości w podstawowce to potem nie ruszysz z miejsca.
Większość materiału nawet z matematyki też się nie przyda. Wzory skróconego mnożenia nie są niezbędne by wyliczyć resztę za zakupy a mam wrażenie że na tym kończy się zastowanie królowej nauk w życiu większości z nas. Nie ma co się więc spinać jeżeli ktoś dostanie ciut gorszą ocenę.
przyda sie np. do zdania matury czy innych egzaminow, do przechodzenia z klasy do klasy...
Cystof, to zależy co chce Aktorka robić w przyszłości.
Zresztą 30% na maturze to nie jest coś nieosiągalnego (tak wiem, Autorka jest dopiero w 8 klasie. Piszę ogólnie). Możemy się spierać czy jest potrzebne, na takiej samej zasadzie po co nam znajomość języka obcego, po co w ogóle czytamy literaturę na języku polskim, po co w ogóle uczymy się biologii, przecież to nam się nie przyda. W ogóle to niczego się nie uczmy, może co najwyżej jak wypełnić wniosek o rentę lub zapomogę z ZUSu.
Szkoła nie jest po to aby ktoś miał dobre wibracje, czuł się cały czas spoczko. Ma przekazać podstawowe zasady działania świata i społeczeństwa. Wzory skróconego mnożenia nie przydadzą się w życiu na kasie fiskalnej (nie obrażając oczywiście osób pracujących w sklepie) ale osoba np. techniczna będzie je stosować. Skąd niby osoba X ma od urodzenia wiedzieć, że będzie pracować w Żabce więc nie będzie się uczyć niczego co jej się w tej pracy nie przyda?
To jest takie "bo mi się nie przydaje to jest do niczego, a to że ktoś inny korzysta z tej wiedzy to mało istotne"
Trochę chyba wyolbrzymiacie intencje w tym co pisałem. Nie chodzi mi o ignorancje pokroju "2+2=6" (matematyka) nie odróżnianie ameryki południowej od Afryki (geografia), panikowanie bo w składzie produktu jest h2o (chemia) itp. Itd. Chodziło mi jedynie o to że jak ktoś z jednego przedmiotu nie dostaje więcej jak 3 niezależnie od tego ile się starał to żeby nie panikował od razu.
Argument, przedmiot jest potrzebny w szkole po to by pozostać w szkole jest po prostu śmieszny. Pokazuje też przy okazji jak bardzo koszmarnie zaplanowany jest ten system. Mówię to jako człowiek który przeszedł przez wszystkie szczeble edukacji aż do studiów magisterskich włącznie. Do liceum mniej więcej, miałem czerwony pasek i nerwicę. Potem już nie... I nic absolutnie nic się nie stało.
Taka ciekawostka. Znajomy zajmuje się wdrażaniem aparatury przepływowej w browarze. Za grube miliony. Odpowiedzialność leży na nim od rozpoczęcia projektu, poprzez zakup cześci, montaż, użytkowanie na konserwacji kończąc. Po 7 latach w robocie ilość momentów w których przydało mu się wzory skróconego mnożenie (lub całki) wciąż wynosi zero...
Może są Ci potrzebne inne metody nauki? A może masz dyskalkulię? Warto to sprawdzić. Natomiast nie daj sobie wmówić, że bycie słabym z matmy robi z Ciebie debila, bo tak nie jest. Każdy ma mocne i słabe strony.
Zmień korepetytora
Może czasem trzeba po prostu odpocząć? Odpuść sobie naukę przez tydzień lub półtora i zobaczysz :) Czasami po takiej przerwie coś do głowy wpadnie.
może pomóc? podciągnąłem trzem kolegom z klasy oceny o 1 lub 2 stopnie
Witaj w klubie. Z tym, że u mnie była jeszcze bardziej zabawna sytuacja, bo np ze statystyki, logiki, czy geometrii miałam 5, a ze "zwykłego" liczenia, gdzie w równaniu była więcej niż jedna niewiadoma ledwo 2. I nic nie pomagało. Na szczęście mój rocznik nie miał matury z matematyki, więc udało mi się zdać. I to jest jedyny przedmiot z którym mam taki problem.
Miałem tak samo , ale odpuscilem lecialem na 2 aż do matury. Maturę z matmy cudem zdałem na minimum.
Niemiecki to samo kilka lat nauki w szkole i nic nie potrafię powiedzieć.
To tylko i wyłącznie twoja psychika. Ja nie chciałem się uczyć w szkole ani niemieckiego ani niczego na języku polskim i mimo tego że czasem trzeba było coś umieć to później wszystko znikało z mojej pamięci.
Za to akurat matematyka zostawała - bo tego chciałem.
Jeśli umiesz liczyć to zrezygnuj z korepetycji, za te pieniądze wykup kurs związany z Twoimi zainteresowaniami i przestań się przejmować. Matematyka jest praktycznie bezużyteczna w codziennym życiu ( oprócz prostych obliczeń i umiejętności prostych pomiarów)
To rada pokroju: zostań youtuberką.
Racja, po co starać się pokonać swoje ograniczenia, a z matematyki wystarczy, jak policzysz sobie resztę w sklepie...
Tak bardzo ciebie rozumiem. Mój mózg też nie przyswaja matmy. Po prostu nie rozumiem i już.