Moja 5-letnia siostrzenica dostała na urodziny świetne gadżety: poduszkę z brokatem, puchaty różowy notes, plecak w jednorożce, pidżamę w świecące flamingi, skarpetki z kolorowymi jednorożcami.
Popatrzyłam na to i uświadomiłam sobie, że wyglądają dokładnie jak prezenty, które dostałam na swoje ostatnie urodziny i z których cieszyłam się jak nienormalna.
Mam 35 lat.
Mam ją córkę, dziewczę 11-letnie. Młoda nie jest złym dzieckiem, dobrze się uczy, a jedyne, na co mogłabym narzekać, to że zanim coś powie, w ogóle się nie zastanawia. Jako że jajcarz jest z niej niesamowity, to i ja postanowiłam troszkę ja wkręcić.
Jakieś dwa dni temu poszliśmy do restauracji na obiad. Młoda zadowolona pałaszuje, aż uszy się jej trzęsą. Na jednej z zamówionych sałatek znajdowały się chipsy. Ponieważ to z czego powstały nie było oczywiste i zastanawiałyśmy się, z czego są zrobione, postanowiłam dopytać kelnera. Gdy młoda udała się do toalety, a kelner zjawił się, pytając, czy wszystko w porządku, zapytałam, z czego one są. Po uzyskaniu odpowiedzi postanowiłam z młodej zażartować...
Młoda wróciła, przyszło do płacenia rachunku. Kelner przyszedł, a młoda zadała mu pytanie, z czego były te chipsy. Gdy usłyszała odpowiedź, trochę zrzedła jej mina, ale jadła dalej, bo dobre było.
I nigdy, ale to nigdy się nie dowie, że chipsy z sałatki to nie opalana świńska skóra, a jedynie uprażony chlebek pita. :D
PS Kelner miał ubaw po pachy, ale ukłony w jego stronę za poczucie humoru. ;)
Moim pragnieniem jest ostry numerek z dwoma mężczyznami naraz. Jestem przykładną panią nauczyciel, matką dwójki dzieci, a mój mąż w tej sferze jest hmm... Wstydzi się poprosić nawet o seks oralny...
Kiedy nie mogę zapamiętać pisowni jakiegoś słówka z angielskiego, to ustawiam je jako hasło na fejsie. Loguję się wielokrotnie w trybie prywatnym i chcąc nie chcąc, w końcu je zapamiętuję.
Jestem matką od ponad roku. Mam zdrową, cudowną córeczkę i męża, którego kocham. Wszystko wygląda pięknie. Mąż na nas zarabia, mamy własne mieszkanie. Problem zaczyna się w momencie, w którym pomyślę o sobie. Każdy dzień wygląda tak samo, żadne zaskoczenie. Dom, sprzątanie, pranie, zabawy itd. Jedyną ucieczką od rutyny jest wyjście do szkoły zaocznej, więc dwa weekendy w miesiącu. Chcę się dostać do służb, odkładałam to, bo chciałam, żeby młoda spokojnie dorosła do żłobka. Teraz zaczynam myśleć o tym, żeby złożyć papiery. Powiedziałam o tym mężowi. Niestety powiedziałam to w taki sposób, że sam postanowił złożyć kandydaturę. Ja domyślnie zostaję z dzieckiem, on się realizuje...
Czy to takie dziwne, że chcę wrócić do pracy? Że chcę rozwijać się zawodowo? Cudownie jest siedzieć z dzieckiem, ale ile można? Mam 23 lata i chcę wreszcie zrobić coś dla siebie. Nie dla córki i męża, tylko wreszcie dla siebie.
Mam małą grupkę przyjaciół, jest wśród nich para, która za trzy miesiące bierze ślub. Problem w tym, że tydzień temu, kompletnie przez przypadek, dowiedziałam się, że przyszła panna młoda rok temu przespała się ze świadkiem swojego przyszłego męża, moim najlepszym przyjacielem, no i również jego najlepszym przyjacielem.
Rozmawiałam z nimi o tym i powiedziałam, że powinni powiedzieć o tym zdradzonemu, nawet jeśli to było „tylko raz i po pijaku”. Usłyszałam, że nic nie powiedzą, bo to zniszczy ich związek i mam się w to nie wpieprzać.
OK, ja nie zamierzam, tylko że kurczę... nie potrafię spojrzeć zdradzonemu w oczy, wiedząc, co się wydarzyło.
Mój kolega pracował jako kurier. Czas przeszły nie jest tu przypadkowy. Jego praca wyglądała tak, że część paczek miał dostarczyć jednego dnia, część następnego. Pewnego razu wszedł do samochodu po przesyłkę, a tam coś koszmarnie śmierdzi. Niuchał, niuchał... Aż w końcu dotarł do paczki, z której dochodził ten jakże sympatyczny zapach. Przez dziurę w paczce zobaczył, że w środku znajdował się martwy, rudy kot. Facet złapał się za głowę, zaczął zastanawiać się co zrobić. Miał tę paczkę dostarczyć poprzedniego dnia, więc uznał, że to przez niego zdechł. Złapał więc podobnego rudego kota i dostarczył przesyłkę...
Jak się okazało, właścicielka kota, dojrzała kobitka, była ze swoim pupilem na wakacjach, kiedy kot zdechł. Wymyśliła, że wyśle go paczką do Polski. Jakież było zdziwienie pani, kiedy otworzyła paczkę, a z niej wyskoczył żywy kot...
Moja mama była samotną matką, w wychowywaniu często pomagała jej babcia, która krótko mówiąc, lubiła nas straszyć i nie była typową czułą babcią. Wręcz przeciwnie – potrafiła na nas głównie krzyczeć i znęcać się psychicznie. Jednym z jej „pomysłów” na tego typu karę było napisanie tabliczki na kartonie z nazwą miejscowości, gdzie mieszkał nasz biologiczny ojciec (nie utrzymywał z nami kontaktów) i wyganianie nas na ulicę, żebyśmy do niego wracali.
Mam już 30 lat i wciąż pamiętam jej sadystyczne kary.
Wyznanie z gatunku odkryć zupełnie rzeczywistych, jednak mnie oświeciło – właśnie oświeciło mnie, że NIE MUSZĘ, nie muszę w imię źle pojmowanej lojalności uznawać za swoje i emocjonować się przekonaniami osoby mi bliskiej.
To, że dobijająca 80. teściowa chce niańczyć 50-letnią córkę i gotować jej obiadki, mogę mieć w dupie.
To, że moja żona, młodsza siostra tej niańczonej, odczuwa i przeżywa to jako odrzucenie (pewnie tak jest), to przykro. Ona nie ma obiadu ani żadnego wsparcia. Ale ja nie muszę w imię źle pojmowanej lojalności przeżywać tego tak jak ona. Mając to gdzieś, nie zdradzam jej. Po prostu – widzę, że to porąbane i zgadzam się, że to porąbane. Ale ja nie muszę tego tak przeżywać, nie muszę tego tak samo emocjonalnie widzieć.
Moje wielkie odkrycie.
Całkiem niedawno zostałam matką. Pierwsza ciąża, nie wiedziałam właściwie z czym to się wiąże, jakie wizyty są lepsze, nikt mnie nie uświadomił o możliwości wyboru sposobu porodu - za dopłatą czy też nie. Po prostu byłam w tym nowa.
Zdecydowałam się na wizyty na NFZ, pani w recepcji okazała się straszną jędzą, chodzącą do pracy jak za karę. Pamiętam sytuację, kiedy umawiałam się na wizytę, zazwyczaj mówiła ,między którymi godzinami przyjść. W tym wypadku 9-10, jeszcze zaznaczyła, żebym może wpadła chwilę wcześniej, to szybciej załatwimy KTG (wejdę pierwsza) i zaraz po konsultację z lekarzem. Miałam już dosyć duży brzuszek, siedzenie powyżej pół godziny sprawiało mi ból, a dodatkowo strasznie spuchłam. Tamtego dnia spędziłam w poczekalni w sumie 6 godzin. Pod koniec ledwo powstrzymywałam płacz. Może komuś się to wydać błahostką, ale w tamtym czasie dla mnie nie było, tym bardziej że to nie był pojedynczy przypadek. Denerwowałam się, gdy któraś z pań, przychodząc kawał czasu po mnie, dostawała wcześniejszy numerek, a ja jeszcze po jej wyjściu kwitłam, czekając na swoją kolej.
Poród zaczął się od odejścia wód, nie miałam skurczów, nie było rozwarcia. Rozumiem, że masaż szyjki nie należy do najprzyjemniejszych, jednak różnica między opryskliwą położną a lekarzem, który akurat miał dyżur, była kolosalna, dlatego też uważam, że można to było zrobić delikatnie, jeśli ktoś chciał. Problem w tym, że mało która z pracujących wtedy pań chciała. Komentarze, które w ogóle nie powinny mieć miejsca, na temat ślubu, którego nie mamy. W końcu zdecydowano się na cesarskie cięcie i do tej pory zastanawiam się, co by się stało, gdyby go nie zrobiono. Podczas zabiegu usłyszałam: „Jakby rodziła sama, to byśmy go połamali”. Zdaję sobie sprawę, że w ciągu doby trzeba wstać, ale zwracanie uwagi, że już powinnam skakać z rękami podniesionymi do góry również nie jest na miejscu, gdy przez ranę nie daję rady wyprostować ciała.
Uważam, że OBOWIĄZKIEM lekarzy i pielęgniarek jest być dla ludzi. Wybrali taki zawód, więc powinni ludzi szanować. Wiem, że nie każdy jest taki jak osoby z mojego wyznania, mam w rodzinie przynajmniej dwie osoby pracujące w służbie zdrowia, jednak przez jedną osobę mijającą się z powołaniem cierpi wizerunek ogółu.
Dodaj anonimowe wyznanie