#9uaFy

W domu nigdy się nie przelewało. Nie miałam markowych ciuchów czy telefonu, przez co byłam, delikatnie mówiąc, odrzucana przez klasę. W liceum miałam tylko jedną koleżankę, co i tak było sukcesem, ponieważ w gimnazjum siedziałam sama w ławce przez 3 lata. Kiedy wyjechałam na studia, zaczęłam pracę i postanowiłam leczyć swoje kompleksy. Ubierałam się coraz lepiej, w końcu poszłam do fryzjera i z każdym dniem widziałam w lustrze coraz bardziej atrakcyjną kobietę. To był czas, kiedy poznałam pierwszego chłopaka i szybko okazało się, że ta zakompleksiona nastolatka nadal we mnie siedzi. Byłam tak głodna uwagi i zainteresowania, że dosyć szybko wchodziłam w związki z nieodpowiednim facetami. Byłam ślepa i głupio tłumaczyłam to, że nadużywają alkoholu czy traktują mnie jak rzecz. Często byłam bankomatem od pożyczania kasy czy cytuję „ładną niunią, którą będzie można wkurw... byłą dziewczynę”.  Dlaczego się na to godziłam? Bo ktoś mnie w końcu zauważył i mówił miłe rzeczy, w końcu nie byłam tą najgorszą.

Dziś mam 33 lata i jestem sama od roku. Dotarło do mnie, że nie warto się pchać w byle jakie związki. W końcu po roku bycia singielką nauczyłam się kochać samą siebie. 
Wiem, że nic na siłę i że kiedyś pojawi się ta odpowiednia osoba. Na razie chodzę na siłownię, biegam, uczę się języka hiszpańskiego i spotykam ze znajomymi.

#U2tKz

Nie przepadam za moją teściową, klasyczna sytuacja. Kiedy przyjeżdża do nas, mój mąż zamienia się w maminsynka, a ta kobieta wszystko nam dyktuje. Jak była ostatnim razem, to zarządzała: co mam ugotować na obiad, jak mamy spędzać wieczory i w którym pokoju trzeba zrobić generalne sprzątanie. Dała mi nieźle w kość, więc kiedy usłyszałam, że znowu przyjeżdża, trochę pobladłam. Postanowiłam, że tym razem jakoś sobie z nią poradzę i nie dam sobie wejść na głowę. Od początku jej pobytu u nas dodawałam do jej ulubionej herbaty rozdrobnione tabletki na przeczyszczenie... Już drugiego dnia z rana wylądowała w toalecie. Na owe „problemy żołądkowe” cierpiała przez cały tydzień – odjęły jej energii do gderania i krytykowania tego, jak prowadzę mój własny dom. W końcu postanowiła wrócić do siebie, niepocieszona, że wszczęła tak niewiele awantur. 
Ujarzmiłam potworę. Polecam każdemu, kto posiada niesympatyczną teściową.

#nDAKW

Wybrałam się na ślub znajomej. Uczesałam się ładnie, włożyłam elegancką sukienkę... I na szczęście długą kurtkę, gdyż zakładając rajstopki, część tyłu sukienki wyciągnęłam pod rajstopki i drogę około 12 km, w tym dwie przesiadki i spacer po Starówce, przebyłabym, świecąc tyłkiem niczym nowa ozdoba świąteczna...
Pani szatniarka w urzędzie stanu cywilnego zwróciła mi uwagę na moją elegancję. Jestem jej bardzo wdzięczna, bo mogłam skraść show pannie młodej.

#gfUev

Od czterech lat choruję na dość wstydliwą chorobę. Kilka miesięcy temu nie wytrzymałem i zdecydowałem się wyżalić o tym mamie. Błagałem, żeby nic o tym nikomu nie powiedziała. Obiecała, że oczywiście, nikt się nie dowie.

Ostatnio mama z ojczymem mieli ślub i wesele. Na weselu wyrazy współczucia z powodu choroby wyraziło mi chyba 15 osób, z czego połowy nawet nie znam, bo to bardzo daleka rodzina i koleżanki mamy.

#4ySsY

Nie miałam jeszcze roku, gdy moi rodzice się rozeszli. Mieszkali wtedy u rodziny mojej mamy, mój ojciec bardzo dużo pracował, moja mama siedziała ze mną całymi dniami i nie czuła jego wsparcia, jeszcze moja babcia ją trochę buntowała – taki standard, doszło w końcu do kulminacyjnej kłótni i finito.

Ojciec zabierał mnie co tydzień do siebie na kilka godzin, z moją mamą utrzymywał bardzo chłodne relacje, szczególnie że mama jest bardzo, ale to bardzo uparta i jak się już obraziła, to na amen. Trwało to rok. 
Pewnego jesiennego popołudnia rodzice mieli spotkać się w parku, by ojciec mógł mnie wziąć jak zwykle do siebie. Znam to tylko z opowieści, w końcu byłam jeszcze bardzo mała, ledwo zaczęłam chodzić. Gdy zobaczyłam ojca, zaczęłam się mamie wyrywać, więc postawiła mnie na ziemi. I teraz scena: po jednej i drugiej stronie alejki kolorowe drzewa, z których sypią się liście, gdzieniegdzie prześwituje słońce, mój ojciec w oddali i ja nieporadnie „biegnąca” w jego kierunku z dziecięcymi piskami radości. I ta scena sprawiła, że coś w mamie pękło. Podeszła do ojca i ze łzami zapytała, czy mogą spróbować jeszcze raz.

Do dzisiaj jak mama wspomina tę historię, bardzo się wzrusza. Przyznaje, że gdyby nie ta sytuacja, nigdy nie zeszłaby się z ojcem. Do dzisiaj są razem, już w sumie 30 lat, i nie znam drugiego małżeństwa tak pełnego miłości i szacunku do siebie nawzajem.

#J17aw

Moim pierwszym wspomnieniem jest lanie. Nie pamiętam dokładnie, ile mogłem mieć lat, ale ledwo co sięgałem głową do stołu, z którego chciałem ściągnąć kawałek ciasta urodzinowego mojej siostry. Ojczymowi się to nie spodobało, odepchnął mnie, a potem kopnął. Zapłakany podczołgałem się pod ścianę i zacząłem wołać mamę. Wyglądała przez okno, nie zerknęła na mnie nawet przez ułamek sekundy.

Kolejne wspomnienie: nieco starszy ja wróciłem ze szkoły z pierwszą uwagą w dzienniczku. Ciesząc się, że ojczyma nie ma w domu, bez obaw pokazałem ją matce. Wtedy pierwszy raz dostałem wpier*ol od niej. Zaczęła krzyczeć, szarpać mną, a potem raz za razem policzkowała mnie. Gdy przestała, kazała mi iść do kąta, gdzie stałem bardzo, bardzo długo. W końcu zachlała mordę i mogłem wymknąć się do pokoju.

Od tamtego momentu awantury stały się codziennością, jakby właśnie tego dnia coś się w mojej matce przełamało. Przerosła nawet ojczyma, on używał tylko rąk, a ona znajdywała coraz „lepsze” rzeczy do karania takiego niechcianego, niewdzięcznego bachora. Noga od starego stołu? Wyśmienita. Kapcie? Tylko gdy miała lepszy humor. Chochla? Idealna, gdy napatoczę się w kuchni... Długo by tak wymieniać. Kiedyś pękłem i po prostu zapytałem ją dlaczego, za co mi to wszystko robi? „Bo jesteś zbyt podobny do ojca” – wywarczała.
Często również mawiała, że nikt mnie nie kochał, nie kocha i nie będzie kochać. Wpajała mi, że jestem zerem, niepotrzebnym gównem i nie zasługuję na nic.
Zatracałem się powoli w nienawiści do całego świata. Im starszy byłem, tym częściej myślałem o śmierci.

Bicie ustało wraz z dniem, gdy się postawiłem. Byłem już „dużym” chłopcem i chociaż nie jestem teraz z tego dumny, po prostu oddałem ojczymowi na oczach matki. Wtedy zostały im tylko słowa. Choroba? „Szkoda, że nie zdychasz”. Złamana ręka? „Szkoda, że nie kark” itd.

Gdybym kiedyś na szkolnym korytarzu nie zobaczył tego pięknego uśmiechu, tej radości w oczach koleżanki mojej siostry, nie wiem, jak bym skończył. Poprawczak, więzienie albo cmentarz. Poznałem swojego Anioła, który pomaga mi teraz jeszcze bardziej. Wcześniej sama jej obecność dodawała mi siły i wiary. Ona, nasze dzieciaki, wiem, że dla nich warto żyć, wiem, że dla nich jestem ważny.

Walczę z przeszłością, mimo że nawet po tylu latach wciąż śni mi się matka machająca przed moją twarzą swoją nową „zabawką” do bicia. Zapisałem się do psychologa, trzymajcie za mnie kciuki. Może niedługo nawet te koszmary znikną.

#trGfR

Rozwiodłam się przed trzydziestką, z eks mam dwie córki.
Jest coraz gorzej. Zabiera dzieci co drugi weekend, czasami nie przyjeżdża i nie informuje mnie o tym. Czasami odbiera dzieci z placówek i też mi o tym nie mówi, dowiaduję się, jak zastaję „puste” przedszkole.
Ostatnio ogolił dzieciom głowy, również z przodu, tłumacząc im, że jest ciepło na dworze. To dziewczynki, mają 6 i 8 lat. Nie 12-letni chłopak... Są oszpecone.
Eks jest wojskowym, starszy szeregowy od 12 lat. Ekhm.
Od dwóch lat sprawa jest w sądzie, zgłaszałam porwanie rodzicielskie na policji, starsza córka miała tiki nerwowe i lekarz zalecił psychoterapię oraz magnez na uspokojenie. Młodsza córka miała atak paniki przed weekendem ojca.
Byłam z tym w komitecie ochrony praw dziecka, doniosłam na jego przełożonego w wojsku. Szkoła odmówiła pomocy córce (psycholog).
NIKT oprócz mojej mamy nie pomaga. Co jest z tym je*abym krajem?
Co musi się jeszcze wydarzyć i jaka krzywda ma się stać dzieciom, żeby zacząć robić coś na takim etapie, żeby uchronić przed czymś gorszym?

#fGmSN

Było to już kilka dobrych lat temu. Piątek. Miałem chyba wtedy 18 wiosen za sobą. Jak wiadomo, w tym wieku „chłopcy” lubią sobie trochę pofolgować z alkoholem, tak było i z nami. No w czterech słowach, to upiłem się jak szpadel. To był ten stan, gdy idziesz sobie spokojnie, ktoś puka cię od tyłu, odwracasz się, a tam chodnik, droga, jezdnia, pobocze czy inna nawierzchnia – niepotrzebne skreślić. Muszę w tym miejscu dodać, że mieszkam na wsi, a tego dnia uchlaliśmy się z kolegami w miasteczku oddalonym około 5 kilometrów, a ja musiałem wracać sam. I tak po zakończonej libacji powoli toczę się ku miejscu zamieszkania, za chwilę wschód i w tym romantycznym plenerze ujrzałem to – obraz, który zmienił moje życie. Na poboczu drogi powiatowej drogowcy przygotowali znaki informujące o objeździe – nawierzchnia miała być remontowana. Szybka kalkulacja i stwierdziłem, że im pomogę. Tak, kochani. Zamknąłem drogę, wystawiłem znaki na środek (taki duży na dwóch nogach również – sam nie wiem, jak w tym stanie to zrobiłem), przetarłem ostatnią chusteczką świecący się na żółto „objazd” i spokojnie wróciłem do domu.
Budzę się nieświadomy następnego dnia, godzina 12, akurat mama wróciła z wymienionego wcześniej miasteczka, i przemówiła do skacowanego mnie tymi słowami: „Tej, drogę do miasteczka zamknęli i będą remonty”. I wtedy mnie olśniło...
Do dzisiaj zastanawia mnie, jakim cudem droga była zamknięta przeze mnie chyba ze 4 czy 5 dni, nim zaczęto działać (tylko z jednej strony).

Zapytacie, dlaczego ta sytuacja zmieniła moje życie? Ano nie zostałem drogowcem, ale często zdarza mi się biegać w odblaskowej kamizelce po drogach. ;)
Dodaj anonimowe wyznanie