#5Dp8F

Panicznie boję się występów przed publicznością, a ponieważ chodzę do szkoły muzycznej i kocham grać na skrzypcach, jest to wręcz nieuniknione.
Chciałabym grać w orkiestrach, ale żeby do tego dojść, trzeba zagrać wiele egzaminów i audycji, co jest dla mnie katorgą – trzęsą mi się ręce, nie mogę w nich nic utrzymać, prawie mdleję, kreci mi się w głowie, moje dłonie są jak sople lodu.
Każdy występ kończy się płaczem, gdy schodzę ze sceny leją mi się łzy i ledwo powstrzymuję się, żeby nie popaść w histerię.
Nauczyciele, rodzice, znajomi – boję się zagrać komukolwiek. Najprawdopodobniej za bardzo przejmuję się opinią innych, ale jakoś nie potrafię sobie z tym poradzić :(

#Dl3oe

Od zawsze się dobrze uczyłam, starałam się być uprzejma i dobra dla ludzi, zarażać optymizmem. Dlatego nigdy nie schodził mi uśmiech z twarzy.
Właśnie...
Ostatnio dowiedziałam się, że jestem niewychowaną bezbożnicą oraz córką Belzebuba, ponieważ, UWAGA, uśmiechałam się na lekcji.
Dostałam uwagę.

PS Rodzice porozmawiali z tą kobietą jeszcze tego samego dnia.

#5JWP0

Gdy byłam mała, na oko z 10-12 lat, z siostrą miałyśmy masę kreatywnych pomysłów podczas spędzania wakacji u babci na wsi.
W tym czasie u babci w kurniku grasował lis i porywał kury. Wujek postanowił założyć pułapkę na lisa i codziennie przed pracą sprawdzał, czy się udało. Pewnego razu postanowiłyśmy rozbić obóz na podwórku i nocować w namiocie, a że wujek nam podpadł, postanowiłyśmy zrobić mu kawał. 
Babcia miała szal z prawdziwego lisa, taki z głową, nogami i ogonem, tylko był pusty w środku. Wypchałyśmy go i w nocy zakradłyśmy się i podłożyłyśmy go do pułapki. Z ekscytacji nie spałyśmy całą noc i czekałyśmy na wujka. 
Wujek rano jak co dzień wybrał się sprawdzić pułapkę, my podglądałyśmy go z ukrycia i czekałyśmy. Nagle wujek wybiegł zza stodoły z okrzykiem radości i biegł do domu, krzycząc: „Chycił! Chycił się!”.
Pobiegłby obudzić babcię, ale nie wytrzymałyśmy ze śmiechu. Miał tak smutną minę, gdy się zorientował, że to żart, że aż mi trochę go było szkoda.
Ale wujek obmyślił plan zemsty, choć to opowieść na inny czas ;)

#JOy8w

O mało nie zostałam morderczynią.
W szkole była dziewczyna, która znęcała się między innymi nade mną. Biła, zabierała rzeczy, robiła zdjęcia w przebieralni i wysyłała chłopakom. Nikt nie mógł nic zrobić. Dostawała czasem naganę za złe zachowanie, co tylko pogarszało sprawę. Gnębiła też inne dziewczyny. Nigdy nikogo tak nie nienawidziłam. Miarka się przebrała, gdy napadła mnie w parku i kopnęła mojego psa... Miałam ochotę ją zabić. I właśnie taką podjęłam decyzję. Wracając, nazrywałam owoców cisa i zmieliłam jego nasiona. W szkole na wf wyszłam do łazienki i wtedy zaszłam do przebieralni. Dosypałam proszek do jej kanapki i wróciłam na lekcje. Obserwowałam ją do końca dnia. W końcu wyjęła swoje śniadanie na przerwie i... zajrzała do środka. Powiedziała koleżance obok, że nie lubi pieprzu i wyrzuciła kanapkę. Wtedy byłam zawiedziona, ale teraz czuję olbrzymią ulgę, że nie doszło do tego, co mogło się stać... Minęło prawie 10 lat, a ja dalej myślę o tym, jak mogłam skreślić sobie życie. Wiem, że tamta dziewczyna jest typową patologią +, chociaż tyle jej życie zwróciło.

#IjTRI

Jakiś czas temu zacząłem gorzej oddychać. Jedna dziura w nosie po prostu przestała wpuszczać i wypuszczać powietrze. Na początku jakieś okłady, krople do nosa itd. – nic nie pomagało. Poszedłem do lekarza. Skierowanie do laryngologa. Krzywa przegroda. Operacja. Czas oczekiwania ponad rok... OK, czekam. 
Ostatnio w pracy coś zaczęło mnie swędzieć w nosie. Nikt nie patrzył. Palec w nos i jazda... W pewnym momencie poczułem coś twardego. Szarpnąłem. Zaczęło iść. Wyciągnąłem z nosa największego gluta z jakimiś skrzepami, jaki istniał chyba na świecie. Kilka kropel krwi z nosa i... zacząłem normalnie oddychać. Od tamtej pory minęły ze trzy miesiące i oddycham normalnie...

#jzPFt

Wychowywałam się w rodzinie, w której okres, depilacja, cielesność i wszystko, co związane z tą tematyką było tematem tabu. Mama od zawsze zbywała moje pytania z takimi tematami. Jedyną odpowiedzią było: „Dowiesz się tego w szkole” – niestety, nie dowiedziałam się.
Od zawsze byłam estetką, a włosy na ciele były dla mnie czymś nienaturalnym, czego należało się pozbyć. Gdy zaczęłam dojrzewać i owe włosy pojawiły się na moich nogach, pod pachami i w okolicach intymnych, zapragnęłam się ich pozbyć. Stwierdziłam, że to nie musi być wcale takie trudne, toteż podebrałam maszynkę mamy, jakieś mydło i zaczęłam jechać maszynką po wszystkich włosach, a jakże!  I o ile skóra na nogach i pod pachami była gładka, to okolica bikini paliła się żywym ogniem już następnego dnia. Nie wiedziałam, co robić, ale przecież nie wypada pójść do mamy, bo co sobie pomyśli? I tym sposobem przez kilka dobrych lat chodziłam po tym świecie z nieumiejętnie wydepilowaną okolicą bikini. 
Nawet nie wiecie, ile bólu, stresu i infekcji kosztowała mnie moja przygoda z depilacją. 
Dlatego będę uświadamiać swoje dzieci, rozmawiać z nimi, bo dzieci to tacy sami ludzie jak my, tylko mniejsi.

#WjjGh

Często są tu wyznania o tym, jak to ciężko jest żyć w rodzinie, że kobieta ma dużo na głowie, jest niedoceniana i się „wypala”. 

W moim rodzinnym domu panowało partnerstwo. Każdy miał swoje obowiązki, rodzice wspierali się nawzajem i wszystko było cacy i nadal jest. Zero kłótni. Mój mąż wychował się w domu, w którym mama robi wszystko, a reszta leży i pachnie, a to jest rodzina wielodzietna. Oczywiście przed ślubem pięknie się kamuflował i zapewniał, że tak być nie może. Życie jednak pokazało co innego i teraz próbuje na mnie zrzucić wszystkie, absolutnie wszystkie obowiązki, bo od tego jest kobieta. Walczę sobie z nim i o swoją autonomię, bo nie wyobrażam sobie życia spędzić nad garami i na usługiwaniu mężczyźnie (bo do tego to się sprowadza). 
Oczywiście głos zabrała szwagierka, która mówi, jak to ona dba o męża. Sama ma trójkę małych dzieci, jeździ na dodatkowe zajęcia, wstaje przed mężem, kładzie się spać po nim, ogarnia lekcje, lekarzy, obiady, koszenie ogrodu, zakupy, czyli również wszystko, jak to mój mąż sobie wymarzył. I oczywiście swoje złote myśli sprzedaje nachalnie, mówiąc mi, jak mam żyć. A gdy mąż wraca do domu, biegnie z obiadem, bo on jest zmęczony po całym dniu za biurkiem. Bo od tego jest kobieta. Kuchnia to jej królestwo, a dzieci to przecież tylko jej.

W rodzinie męża jestem skreślona, bo marzy mi się, żeby mąż śmieci wyrzucał albo zakupy raz na jakiś czas na czwarte piętro przyniósł, bo akurat dzieci wnoszę. 

Za jakiś czas szwagierka obudzi się jak wiele innych pań i będzie narzekać, że sił na nic już nie ma, że mąż tylko wymaga, że ona całe życie oddała, a teraz nic, nawet dziękuję nie usłyszy. Ale cóż. Tego nauczyła, do tego przyzwyczaja męża, ba! Tego uczą się jej córki. I jak na początku byłam skłonna jej posłuchać i faktycznie przywdziać fartuch i ubranie pokutne, a następnie grzecznie z talerzykiem w drzwiach czekać, tak na szczęście szybko oprzytomniałam i przypomniałam sobie, na czym związek i rodzina polega. I nie, nie chodzi o to, że cały dzień czekam na męża, a później zarzucam go obowiązkami, których sama nie wykonałam, ale uważam, że nic się nie należy z racji płci – że kobieta robi, a mężczyzna odpoczywa. Mąż kończy pracę, więc i ja kończę swoją zmianę w domu, przy zadbanych dzieciach, obiad jest i czysto również, ale później wspólnie ogarniamy rzeczywistość. I nikomu korona z głowy nie spadnie, jak talerzyk do zmywarki włoży albo dzieciom kolację przygotuje. Żeby później mąż nie mówił, że jemu się należy, bo przecież iks lat tak było. Dzięki temu wieczorem mamy czas dla siebie, każdy wie, ile pracy kosztuje prowadzenie domu i docenia się te prace, a mąż może liczyć na pomoc w sprawach zawodowych, bo zwyczajnie mam na to więcej czasu. Tylko to kwestia wychowania synów i mężów.

#uK6Dz

Nie przepadam za jedzeniem. Nie sprawia mi to żadnej przyjemności. Przez to wszyscy wmawiają mi, że mam anoreksję, bo ważę 47 kg przy 169 cm wzrostu. Jestem bardzo wychudzona i wcale się sobie nie podobam. Z zazdrością patrzę na kobiety o pełniejszych kształtach. Niestety nie umiem jeść dużo, nie lubię za bardzo jedzenia. Jestem bardzo wybredna w tej kwestii. Całe życie jadłam bardzo mało. Ponoć byłam strasznym niejadkiem i płakałam, krzyczałam, uciekałam, jak mama chciała mnie karmić. Gdy próbowali mnie karmić na siłę, plułam jedzeniem. Ta niechęć do jedzenia jakoś tak mi została.

Zaczęłam zmuszać się do jedzenia. Zaczęłam parę dni temu, ale dopiero dzisiaj, pierwszy raz od 18 lat, zjadłam 3 posiłki. Co prawda małe, ale to, co sobie nałożyłam na talerz, to zjadłam. Wcześniej albo nie jadłam wcale (nie potrafiłam jeść nawet 3 dni), albo bardzo mało, czytajcie: talerz zupy i jabłko/banan przez cały dzień. Na szczęście picie nie sprawia mi takiej trudności, więc każdego dnia, aby podbić kcal, wypijam kawę z mlekiem i cukrem i jakiś litr soku owocowego.

Dzisiaj zaś zjadłam płatki z mlekiem, talerz zupy i kanapkę z łososiem i jestem z siebie cholernie dumna. Niestety, gdy pochwaliłam się rodzicom, usłyszałam tylko, że to, co zjadłam to i tak za mało i że powinnam jeść dwa razy więcej, jeśli nie chcę umrzeć.

#4qFCv

Mam własną firmę w branży informatycznej. Współpracuję z klientami z kilku europejskich państw. Kilka lat temu przyszła do nas na staż młodziutka dziewczyna. Przeciętnej urody, nie zauważyłam, żeby na męskiej części załogi, w tym moim mężu, zrobiła jakiekolwiek wrażenie. 

Pewnego razu, z okazji zakończenia bardzo dochodowego projektu, było zorganizowane spotkanie dla pracowników. Nie mogłam się na nim zjawić, ale reprezentował nas mój mąż. Bardzo rzadko pije alkohol, tym razem przesadził i na drugi dzień rano śmialiśmy się, że film mu się urwał jak nastolatkowi. 

Wieczorem dostałam email z nieznanego adresu. Po przeczytaniu myślałam, że zemdleję. Jak już się pewnie wszyscy domyślają, mąż zdradził mnie z tą małolatą na imprezie. Płakał, przepraszał, przysięgał, że nic nie pamięta. 

Po kilku tygodniach, gdy emocje odrobinę opadły poszłam do lokalu, w którym się to stało. Zapłaciłam właścicielowi i dał mi wgląd w monitoring. Faktycznie pijany tak, że ledwo stał na nogach, poszedł za nią jak cielę do toalety. Za parę dni poinformowała nas, że jest w ciąży i oczywiście będzie żądać ogromnych alimentów na dziecko i siebie, bo musiała przerwać studia, wróciła na wieś do rodziców. Od początku sobie to zaplanowała. Usiadłam na spokojnie z butelką wina i obmyśliłam plan. Powiedziałam mężowi, że do niego wrócę i wybaczę pod jednym warunkiem – przepiszemy firmę wyłączenie na mnie. Skontaktowaliśmy się z naszym prawnikiem. Wszystko przygotował, formalności związane z rozdzielnością majątkową w trakcie małżeństwa, umowę dla męża jako serwisant za najniższą krajową. Stażystka o niczym nie wiedziała. Jak dziecko się urodziło, zrobiliśmy badania DNA dla pewności – było jego. 

Trochę jej mina zrzedła, jak na pierwszej rozprawie mąż przedstawił swoje zarobki jako zwykły pracownik. Zamiast w sumie 10 tys. (!!!), o które wnioskowała, dostała 650 zł. Miał być interes życia, a została sama z dzieckiem, praktycznie bez środków do życia. Mąż zrzekł się praw rodzicielskich. Wiem, że dziecko niczemu nie winne, ale zagroziłam, że jak kiedykolwiek się z nim spotka, nie zobaczy więcej ani mnie, ani naszych dzieci. Niczego nie żałuję, moje dzieci na pewno nie będą się dzielić majątkiem ani tym bardziej ojcem. Ostatnio ją widziałam, jej syn jest bardzo podobny do mojego, cały ojciec. Mam nadzieję, że dzieci kiedyś zrozumieją, że zrobiłam to dla ich dobra.

#eCioE

Gdy rozpoczęłam kurs na prawo jazdy, bardzo stresowałam się swoją pierwszą jazdą. Być może wynikało to z tego, że nigdy w życiu nie siedziałam za kierownicą. Nadszedł w końcu ten dzień, dostałam ze szkoły informację gdzie i jakie auto przyjedzie. Szybko nauczyłam się ruszać, nie było to wcale takie trudne. Gdy wyjechaliśmy na ulicę, nie mogłam opanować zerkania na skrzynię biegów, za co dostawałam co chwilę upomnienia od swojego instruktora, więc chcąc nie chcąc, musiałam w końcu okiełznać mój zły nawyk.

Jechaliśmy dalej w terenie niezabudowanym, szło mi coraz lepiej i w pewnym momencie nadszedł czas, żeby wrzucić „piątkę”. Noga na sprzęgło, ręka na... No właśnie. Ręka w emocjach zamiast na drążek poszła na... instruktora, który podsumował to: „Przecież się prawie nie znamy, poza tym mam żonę” :D
Dodaj anonimowe wyznanie