#9uaFy
Dziś mam 33 lata i jestem sama od roku. Dotarło do mnie, że nie warto się pchać w byle jakie związki. W końcu po roku bycia singielką nauczyłam się kochać samą siebie.
Wiem, że nic na siłę i że kiedyś pojawi się ta odpowiednia osoba. Na razie chodzę na siłownię, biegam, uczę się języka hiszpańskiego i spotykam ze znajomymi.
#U2tKz
Ujarzmiłam potworę. Polecam każdemu, kto posiada niesympatyczną teściową.
#nDAKW
Pani szatniarka w urzędzie stanu cywilnego zwróciła mi uwagę na moją elegancję. Jestem jej bardzo wdzięczna, bo mogłam skraść show pannie młodej.
#gfUev
Ostatnio mama z ojczymem mieli ślub i wesele. Na weselu wyrazy współczucia z powodu choroby wyraziło mi chyba 15 osób, z czego połowy nawet nie znam, bo to bardzo daleka rodzina i koleżanki mamy.
#4ySsY
Ojciec zabierał mnie co tydzień do siebie na kilka godzin, z moją mamą utrzymywał bardzo chłodne relacje, szczególnie że mama jest bardzo, ale to bardzo uparta i jak się już obraziła, to na amen. Trwało to rok.
Pewnego jesiennego popołudnia rodzice mieli spotkać się w parku, by ojciec mógł mnie wziąć jak zwykle do siebie. Znam to tylko z opowieści, w końcu byłam jeszcze bardzo mała, ledwo zaczęłam chodzić. Gdy zobaczyłam ojca, zaczęłam się mamie wyrywać, więc postawiła mnie na ziemi. I teraz scena: po jednej i drugiej stronie alejki kolorowe drzewa, z których sypią się liście, gdzieniegdzie prześwituje słońce, mój ojciec w oddali i ja nieporadnie „biegnąca” w jego kierunku z dziecięcymi piskami radości. I ta scena sprawiła, że coś w mamie pękło. Podeszła do ojca i ze łzami zapytała, czy mogą spróbować jeszcze raz.
Do dzisiaj jak mama wspomina tę historię, bardzo się wzrusza. Przyznaje, że gdyby nie ta sytuacja, nigdy nie zeszłaby się z ojcem. Do dzisiaj są razem, już w sumie 30 lat, i nie znam drugiego małżeństwa tak pełnego miłości i szacunku do siebie nawzajem.
#J17aw
Kolejne wspomnienie: nieco starszy ja wróciłem ze szkoły z pierwszą uwagą w dzienniczku. Ciesząc się, że ojczyma nie ma w domu, bez obaw pokazałem ją matce. Wtedy pierwszy raz dostałem wpier*ol od niej. Zaczęła krzyczeć, szarpać mną, a potem raz za razem policzkowała mnie. Gdy przestała, kazała mi iść do kąta, gdzie stałem bardzo, bardzo długo. W końcu zachlała mordę i mogłem wymknąć się do pokoju.
Od tamtego momentu awantury stały się codziennością, jakby właśnie tego dnia coś się w mojej matce przełamało. Przerosła nawet ojczyma, on używał tylko rąk, a ona znajdywała coraz „lepsze” rzeczy do karania takiego niechcianego, niewdzięcznego bachora. Noga od starego stołu? Wyśmienita. Kapcie? Tylko gdy miała lepszy humor. Chochla? Idealna, gdy napatoczę się w kuchni... Długo by tak wymieniać. Kiedyś pękłem i po prostu zapytałem ją dlaczego, za co mi to wszystko robi? „Bo jesteś zbyt podobny do ojca” – wywarczała.
Często również mawiała, że nikt mnie nie kochał, nie kocha i nie będzie kochać. Wpajała mi, że jestem zerem, niepotrzebnym gównem i nie zasługuję na nic.
Zatracałem się powoli w nienawiści do całego świata. Im starszy byłem, tym częściej myślałem o śmierci.
Bicie ustało wraz z dniem, gdy się postawiłem. Byłem już „dużym” chłopcem i chociaż nie jestem teraz z tego dumny, po prostu oddałem ojczymowi na oczach matki. Wtedy zostały im tylko słowa. Choroba? „Szkoda, że nie zdychasz”. Złamana ręka? „Szkoda, że nie kark” itd.
Gdybym kiedyś na szkolnym korytarzu nie zobaczył tego pięknego uśmiechu, tej radości w oczach koleżanki mojej siostry, nie wiem, jak bym skończył. Poprawczak, więzienie albo cmentarz. Poznałem swojego Anioła, który pomaga mi teraz jeszcze bardziej. Wcześniej sama jej obecność dodawała mi siły i wiary. Ona, nasze dzieciaki, wiem, że dla nich warto żyć, wiem, że dla nich jestem ważny.
Walczę z przeszłością, mimo że nawet po tylu latach wciąż śni mi się matka machająca przed moją twarzą swoją nową „zabawką” do bicia. Zapisałem się do psychologa, trzymajcie za mnie kciuki. Może niedługo nawet te koszmary znikną.
#trGfR
Jest coraz gorzej. Zabiera dzieci co drugi weekend, czasami nie przyjeżdża i nie informuje mnie o tym. Czasami odbiera dzieci z placówek i też mi o tym nie mówi, dowiaduję się, jak zastaję „puste” przedszkole.
Ostatnio ogolił dzieciom głowy, również z przodu, tłumacząc im, że jest ciepło na dworze. To dziewczynki, mają 6 i 8 lat. Nie 12-letni chłopak... Są oszpecone.
Eks jest wojskowym, starszy szeregowy od 12 lat. Ekhm.
Od dwóch lat sprawa jest w sądzie, zgłaszałam porwanie rodzicielskie na policji, starsza córka miała tiki nerwowe i lekarz zalecił psychoterapię oraz magnez na uspokojenie. Młodsza córka miała atak paniki przed weekendem ojca.
Byłam z tym w komitecie ochrony praw dziecka, doniosłam na jego przełożonego w wojsku. Szkoła odmówiła pomocy córce (psycholog).
NIKT oprócz mojej mamy nie pomaga. Co jest z tym je*abym krajem?
Co musi się jeszcze wydarzyć i jaka krzywda ma się stać dzieciom, żeby zacząć robić coś na takim etapie, żeby uchronić przed czymś gorszym?
#fGmSN
Budzę się nieświadomy następnego dnia, godzina 12, akurat mama wróciła z wymienionego wcześniej miasteczka, i przemówiła do skacowanego mnie tymi słowami: „Tej, drogę do miasteczka zamknęli i będą remonty”. I wtedy mnie olśniło...
Do dzisiaj zastanawia mnie, jakim cudem droga była zamknięta przeze mnie chyba ze 4 czy 5 dni, nim zaczęto działać (tylko z jednej strony).
Zapytacie, dlaczego ta sytuacja zmieniła moje życie? Ano nie zostałem drogowcem, ale często zdarza mi się biegać w odblaskowej kamizelce po drogach. ;)