#t3Pxi

Ostatnio zjadłam w pracy fit super-eko surówkę, przez którą miałam MEGA ogromne wzdęcia. Podczas obsługiwania klientki (ona siedziała na fotelu, a ja stałam przed nią), raptem zachciało mi się kichnąć. Odwróciłam się szybko od klientki i tłumiąc odgłos kichnięcia, powietrze uszło mi drugim otworem... Tak! Pierdnęłam klientce w twarz!

#egPrI

Mam wymyślonych przyjaciół. W wieku 24 lat. Zacząłem sobie ich wyobrażać jakoś w wieku czternastu lat, z perspektywy czasu myślę, że mogła mieć na to wpływ śmierć mojego ojca i depresja mojej matki, ale nie wiem, przecież nie jestem jakimś psychologiem. Pomyślałem sobie wtedy, że w sumie mógłbym spróbować wymyślić sobie przyjaciela, bo co mi szkodzi? Byłem wtedy dosyć samotny. Tylko taka zabawa.

Dzisiaj nie mogę przestać sobie ich wyobrażać. Odruchowo w głowie słyszę ich głosy, nie panuję nad tym. Próbowałem parę razy już przestać ich słyszeć, ale to nic nie daje. Nic mi nie pomaga. Tak jakby mój mózg już był przyzwyczajony do tych moich przyjaciół i automatycznie, poza moją wolą, ich kreował. Nigdy ich nie „widziałem”, ale wiem jak wyglądają i bardzo często tak jakoś automatycznie sobie ich wyobrażam. To nie schizofrenia, przecież sam to sobie wmówiłem, więc co to jest? Męczy mnie to wszystko, ale jednocześnie nie mogę sobie wyobrazić bez nich życia. Nie mogę się przemóc, żeby pójść do psychologa, czuję się wtedy jakbym zdradzał własnych przyjaciół, a żyć z tym też nie mogę, bo odkąd wyszedłem do ludzi, zdałem sobie sprawę, że to nie jest zdrowe i mam wyrzuty sumienia.
Nawet teraz, gdy to piszę, to „słyszę”, jak gdzieś w tle ze sobą rozmawiają. Nie przeszkadza mi to, ale czasami w takich momentach czuję się jak opętany.

#CjtrO

Wierzycie w prorocze sny? Ja kiedyś nie wierzyłam.

Kilkanaście lat temu zaczęło mi się śnić, że wypadają mi zęby. Sny się nasilały, niemal nie dawało mi to spokoju. Pewnego dnia kolega ze szkoły wpadł pod samochód i zginął na miejscu. Wtedy przestały mi się śnić wypadające zęby. Do czasu. Za każdym razem gdy ktoś z mojego otoczenia ma umrzeć śni mi się, że wypadają mi zęby. Jednak co z tego? Nigdy nie wiem o kogo chodzi. Nie mogę nic z tym zrobić, mogę jedynie czekać. Chciałabym to przerwać, nie wiedzieć. Przyjaciele tłumaczą mi, że to zbieg okoliczności. Tak bardzo chciałabym w to wierzyć...

#KLZfk

Stałem sobie przy ratuszu, gdzie zawsze lata masa gołębi. Czekałem na kolegę i sobie oddychałem. Nagle poczułem, że w mojej jednej dziurce od nosa coś jest. Włożyłem dyskretnie palec tak aby nikt nie widział i pobawiłem się w górnika. Wydobyłem ogromnego gluta wielkości całego mojego palca. Byłem w szoku, że to zmieściło się do mojego nosa.

Nie wiedziałem co z tym zrobić, ponieważ jeść gile niedawno się oduczyłem. Zacząłem go kulkować niczym żuk gnojnik swoje dzieło życia. Powstała dosyć duża kulka, którą rzuciłem na ziemię. Nagle podleciał do tego gołąb i to zjadł. Moje sumienie jest czyste.

#1MqrZ

Wczoraj dostaliśmy z partnerem telefon od jego mamy z informacją, że zapukała do niej straż miejska szukając mojego chłopa, więc podała im nasz aktualny adres. Siedzimy, myślimy o co może chodzić, nic do głowy nie przychodzi. Był piąteczek wieczór, koło 21, kiedy usłyszeliśmy pukanie do drzwi.

Mili panowie przeprosili za niedogodną porę i migusiem rozwiali nasze wątpliwości czego dotyczy wizyta. Okazało się, że w lutym dostaliśmy mandat za samochód zaparkowany na zakazie (zakaz jest od godziny 8 do 22, ale się komuś zaspało do pracy, a karteczka z mandatem znikła). Strażnik szepnął również, że nasza kochana sąsiadka przyłożyła do tego mandatu rękę, w zasadzie telefon. Poinformował nas, że sprawa została skierowana do sądu, że koszta sądowe, że odsetki, no generalnie czarna dupa, bo z kasą stoimy co najmniej cienko. Po prostu dupa.

Na szczęście strażnik okazał się zaradnym człowiekiem - polecił, żeby właściciel auta zeznał, że nie jest w stanie potwierdzić kto kierował pojazdem tego dnia, a za to grozi mandat w wysokości pięciu dyszek :) Upiekło się, uff :)
Coraz częściej spotykam poczciwych mundurowych :)

#oOCCk

Moja babcia jest typowym moherem z pierwszej ławki w kościele. Niekiedy myślę, że żywi się tylko kłótnią. Potrafi przychodzić pod byle pretekstem i wyprowadzać cię z równowagi, a gdy już brakuje jej pomysłów, idzie do siebie na naradę sama ze sobą i wraca z nowymi pomysłami. Jej charakter zmusił wszystkich domowników do opuszenia domu.

Dziś podczas kolejnej jej wizyty w moim pokoju w celu najedzenia się gniewem, powiedziałam, że się wyprowadzam. Zabrała mi kluczyki do auta, wyciągnęłam jej je z ręki. Żeby postawić na swoim po kilkusekundowym przemyśleniu sytuacji jak wygrać i zostać ofiarą postanowiła upaść na kolana, tylko po to by zrobić ze mnie potwora, który ją popchnął. Dodała, że rozpowie wszystkim jakim jestem niewdzięcznikiem. Dla obcych jest miłą babuszką i aż trudno uwierzyć jakiego potwora w sobie trzyma. No bo kto nie stanąłby po stronie babci, którą popycha wnuczka?

#SF4R5

Mój syn ma 4 lata i jest specyficznym dzieckiem. Wyjątkowo dobrym, uczynnym i wrażliwym. Nie jest to tylko moja opinia, bo wiadomo, że dla każdej matki jej dziecko jest takie "naj". Jest to opinia wszystkich ludzi, którzy spędzają z moim synem trochę więcej czasu. Wszyscy mówią, że takiego dziecka w życiu nie spotkali. Mój syn ma też niesamowitego farta. Za każdym razem jak wychodzimy z domu, coś mu się dobrego przytrafia, a to kierowca na końcowym zaproponuje mu zabawę w jego kabinie, a to dostanie naklejki od pani z kiosku, w restauracjach zawsze gratisy i upominki "bo taki grzeczny i uśmiechnięty". Syn nie płacze, nie marudzi, jak się przewróci, to wstanie, otrzepie się, przyjdzie po buziaka i po sprawie.

Teraz czas na część anonimową. Mój syn trzy razy umierał. Rak nerki zdiagnozowany tuż po urodzeniu, dosyć częsty nowotwór u dzieci, jednak dwa lata wyjęte z życia. Dwa lata bez rówieśników, placów zabaw, wyjść gdziekolwiek. Tylko do szpitala. Operacje, chemia, wszystko go wykańczało. Operacje przeszedł tak ciężko, że jestem pod ogromnym wrażeniem, że taki mały człowiek wciąż daje radę się uśmiechać po takiej ilości bólu jakiej doznał i po tym, jak widział, jak odchodzą jego koledzy z oddziału. O jego chorobie nie wie nikt poza najbliższą rodziną, przyjaciółmi i przedszkolankami. Dopiero kiedy ktoś zauważy blizny po operacjach, drenach lub porcie, to mówię w skrócie co mu było.

Nie da się opisać tego, jak bardzo wdzięczna jestem za każdy miły gest, jaki mój syn dostaje od przypadkowo spotkanych osób . Za każdy uśmiech u niego wywołany, kiedy w końcu może poznawać świat i zobaczyć, że w życiu już nie ma bólu. Mam też ogromną nadzieję, że jego chęć życia i radość zostanie z nim na lata, nawet kiedy zacznie poznawać świat od tych gorszych stron.

#vp6ki

Od kilku tygodni boję się, że śmierdzę.

Zaczęło się od żarciku kolegi, który nawet nie wiem, czy był o mnie. Teraz myślę o tym po kilka razy dziennie, wącham siebie i swoje ubrania. Boję się, że tak naprawdę ode mnie capi, chociaż ja niczego nie czuję. Pytałam mamy, czy źle pachnę, ale stwierdziła, że nie.

Mimo wszystko mam tę myśl z tyłu głowy, chociaż wiem, że to głupie. Czasami nie mogę się przez to skupić. Żyję w opłakanych warunkach, więc wszystko jest możliwe. Biorę prysznice codziennie, ubrania też zmieniam, ale znam ludzi, którzy mimo tego po prostu capią. Boję się, że jestem jedną z takich osób. Mam nadzieję, że to nie początek fobii. Nie jestem z nikim na tyle blisko, żeby go poprosić o opinię, a swojego smrodu się nie czuję.

#f7XgC

Jak miałam 3-5 lat, wymyśliłam, skąd się biorą dzieci. Otóż jak kobieta je, to w jej brzuchu robi się powoli dziecko. Ziemniaczek to serduszko, kotlecik - główka itp. Jako iż byłam niejadkiem, musiałam się zmienić. Bardzo chciałam mieć dzidziusia, więc zaczęłam więcej jeść. Rodzice myśleli, że po prostu się zmieniłam. Nikt nie wie, co było przyczyną nagłego jedzenia. Nikt. (Nie lubię słowa "żodyn").

#uf3SG

Zawsze lubiłam ruch. Sport był w moim życiu obecny odkąd pamiętam. Miałam wiele pasji, nie mogłam w miejscu usiedzieć. Dzięki temu, że tyle się ruszałam, miałam fajną, zgrabną figurę, której wiele kobiet mi zazdrościło, a jeszcze więcej mężczyzn pożądało.

Problem pojawił się, kiedy dopadło mnie milion życiowych zmartwień, czasu na rozwijanie sportowych pasji było coraz mniej. Jednak po paru latach sytuacja się unormowała, czas znowu dałoby się znaleźć. Jest tylko jeden problem. NIC mi się nie chce. Na samą myśl o trenowaniu zbiera mi się na płacz, najchętniej całymi dniami siedziałabym i oglądała seriale o innych ludziach spełniających marzenia.

Przez brak ruchu przytyłam. Nie jestem gruba, wiem, że obiektywnie patrząc wciąż wyglądam przyzwoicie, ale pamiętam jaką "żyletą" byłam kiedyś, kiedy jeszcze miałam chęć do robienia w życiu czegokolwiek. Utknęłam we własnym lenistwie, nie potrafię się zmobilizować do niczego, a coraz bardziej nie lubię swojego ciała to raz, a dwa - przestaję lubić siebie za to, że stałam się taką mamałygą okropną.

Pozdrawiam serdecznie - jeśli znajdziecie jakąś motywację, podzielcie się, proszę, bo ja już nie wiem gdzie jej szukać i co zrobić, żeby nie przesiedzieć życia na coraz grubszej du*ie.
Dodaj anonimowe wyznanie