#1MqrZ

Wczoraj dostaliśmy z partnerem telefon od jego mamy z informacją, że zapukała do niej straż miejska szukając mojego chłopa, więc podała im nasz aktualny adres. Siedzimy, myślimy o co może chodzić, nic do głowy nie przychodzi. Był piąteczek wieczór, koło 21, kiedy usłyszeliśmy pukanie do drzwi.

Mili panowie przeprosili za niedogodną porę i migusiem rozwiali nasze wątpliwości czego dotyczy wizyta. Okazało się, że w lutym dostaliśmy mandat za samochód zaparkowany na zakazie (zakaz jest od godziny 8 do 22, ale się komuś zaspało do pracy, a karteczka z mandatem znikła). Strażnik szepnął również, że nasza kochana sąsiadka przyłożyła do tego mandatu rękę, w zasadzie telefon. Poinformował nas, że sprawa została skierowana do sądu, że koszta sądowe, że odsetki, no generalnie czarna dupa, bo z kasą stoimy co najmniej cienko. Po prostu dupa.

Na szczęście strażnik okazał się zaradnym człowiekiem - polecił, żeby właściciel auta zeznał, że nie jest w stanie potwierdzić kto kierował pojazdem tego dnia, a za to grozi mandat w wysokości pięciu dyszek :) Upiekło się, uff :)
Coraz częściej spotykam poczciwych mundurowych :)
Mikser Odpowiedz

Czy tylko ja mam wrażenie, że kochana sąsiadka przyczyniła się również do zniknięcia karteczki z mandatem?

Biedronkawkropki Odpowiedz

W zasadzie szkoda, że napisałaś co trzeba zrobić. U mnie na osiedlu stają na zakazach w taki sposób, że nie mogę momentami wyjechać, więc jeśli poznają ten patent, będzie tylko gorzej...

Biedronkawkropki

U mnie na zakazach parkują, gdzie nie ma linii, bo jak pisałam, jest zakaz. Ale wymyślę jakąś kartkę, może do niech w końcu ogarną :D

vansen

Może nie wszyscy czytajo to gupio strone.

SammyWinchester Odpowiedz

Co jak co, ale sąsiedzi to największa zmora. Wprowadza się człowiek do nowego miejsca, chce być miły, a te kanalie (zwlaszcza starsi na emeryturze, którzy nie mają co robić z nadmiarem wolnego czasu) co chwila coś odwalają, począwszy od słuchania radia maryja od 6 rano w niedzielę, przez na rzucaniu psu jedzenia na balkon, bo niech sobie piesek podje, kończąc na rysowaniu samochodu, bo stanęło się na "kogoś" miejscu (podpisane miejsce parkingowe?). Zazdroszczę ludziom z normalnymi sąsiadami, powiedzcie gdzie mieszkacie, chętnie się tam przeprowadzę.

OnaJePierogi

Akurat ja sobie swoich "moherów na emeryturze" jako sąsiadów chwalę, mili, uśmiechnięci i szklanką cukru poratują. Za to młoda para która mieszka z drugiej strony to jakaś masakra. Buce totalne! Mieszkałam już w różnych miejscach. Szczególnie w czasie studiów, czyli czasy imprez, balowania do późna. I powiem, że jako sąsiadów bardziej sobie cenię osoby starsze. Najgorsze są młode pary i to takie bezdzietne (wbrew pozorom). Czepiają się wszystkiego, same od siebie nic nie dając. Prosty przykład z myciem korytarza. Sami nigdy nie umyją, ale po świeżo powycieranym brudnymi butami specjalnie przejdą. Specjalnie, bo idą tylko np. "akurat w tym momencie" sprawdzić licznik z prądu...I ten schemat powtarzał się praktycznie wszędzie gdzie mieszkałam. Ale za to moje kochane moherki nadrabiają w autobusach, kolejkach w sklepie i kościołach, więc równowaga we wszechświecie zachowana!

ototo Odpowiedz

sąsiedzi tacy są. Jak cię ktoś tłucze to udaja że nic nie słyszą, a jak wychodzi jakiś chłop którego nie zna to od razu łeb wystawia.

nata Odpowiedz

Coś mi świta, że jakiś sąd w Polsce orzekł, że nie można być ukranym za niezapłacenie mandatu wsadzonego za wycieraczkę auta. Ba, można go nawet nie przyjąć.

fpn Odpowiedz

ciekawe czy tak samo będziesz się cieszyć jak ktoś zastawi Ci garaż czy chociaż auto na cały dzień i się wymiga od mandatu

Dodaj anonimowe wyznanie