#8EwbJ
#yJTDu
Tylko że ja nie chciałam mieć dzieci i mąż wiedział o tym od początku znajomości. Bez żadnej rozmowy ze mną, zdecydował że będziemy rodzicami. Zrobił dziurkę w prezerwatywie i przystąpił do działania. Czuję się po prostu zgwałcona. Jeszcze wymagał ode mnie żebym się cieszyła i mu dziękowała bo najwidoczniej dojrzał szybciej ode mnie do tej decyzji.
Byłam na niego wściekła jak nigdy na nikogo innego. Nie chciałam mieć dzieci tylko dlatego, że ich po prostu nie cierpię. Otóż prawie każdy w mojej rodzinie miał lub nadal ma raka. Ja sama miałam nowotwór piersi.
Po urodzeniu syna długo nie musiałam czekać na potwierdzenie mojej obawy. Mając pół roku, mały dostał diagnozę guza mózgu. Lekarz powiedział że jest jakieś 10% szans na wyzdrowienie.
Według męża i jego rodziny wina za to nieszczęście była moja. Tylko że on wiedział dlaczego nie chciałam mieć dzieci, a mimo wszystko nic do niego nie dotarło. Co zrobił mój dojrzały mąż? Odszedł od nas.
#rPOEU
Zaczęłam się masturbować w wieku 3 lat: pamiętam to, maluchy w przedszkolu, małe łóżeczko przed przeprowadzką...
Nie wiedziałam co właściwie robię, ale podobało mi się. Podświadomie wiedziałam, że lepiej to ukrywać.
W wieku 6 lat:
Byłam od tego uzależniona, robiłam to każdego dnia nawet po kilka razy.
Zauważyłam ze podniecają mnie wszelkie rzeczy związane z bólem, torturami, zabiegami medycznymi, zniewoleniem i poniżeniem.
Wtedy też skojarzyłam, że siusiak chłopca i dziurka dziewczynki pasują do siebie jak puzzle i wykorzystywałam to w swoich fantazjach jako coś bolesnego i upokarzającego.
Nieświadoma jeszcze istnienia czegoś takiego jak seks, 6-letnia ja wymyśliłam gwałt...
7 lat:
W jakimś czasopiśmie dla kobiet znalazłam ilustracje różnych pozycji seksualnych - w ten oto sposób się wyedukowałam. Coś, co do tej pory wyobrażałam sobie jako podniecającą upokarzającą torturę okazało się naprawdę istniejącą rzeczą i to na dodatek konieczną do urodzenia dziecka. Zaczęłam eksperymentować z wkładaniem do pochwy różnych przedmiotów – zaczynając od ołówka i rączki szczoteczki do zębów. Wymyślałam przy tym scenariusze rodem z filmów porno BDSM.
11 lat:
Rodzice udostępnili mi komputer z internetem, pod ich nieobecność w domu w oknie incognito zaczęłam oglądać pornografię. Odkryłam, że wszystko co do tej pory wymyślałam i o wiele więcej naprawdę istnieje. Początkowo mnie to szokowało i przerażało, z czasem zaczęłam oglądać coraz więcej coraz bardziej brutalnych filmów BDSM.
12 lat:
Przerwałam błonę dziewiczą wkładając do pochwy grubą rączkę od szczotki do włosów. Jedyne co wtedy pomyślałam to: no trudno, przynajmniej teraz będę mogła wkładać grubsze rzeczy.
14 lat:
Uzależniona od masturbacji i pornografii. Zauważyłam, że coraz trudniej było mi osiągnąć orgazm, a kiedy mi się udawało trwał on chwilkę. Uświadomiłam sobie jak bardzo byłam uzależniona, że to nienormalne i powinnam zacząć z tym walczyć.
Miałam poważną infekcję intymną, o której nie powiedziałam mamie, bo bałam się, że jak pójdę z nią do ginekologa, to wszystko się wyda – łącznie z przerwaną błoną dziewiczą.
16 lat:
Po 2 latach prób udało mi się zwalczyć uzależnienie. Znalazłam sobie chłopaka.
Teraz - 17 lat:
Masturbuję się mniej więcej raz na 2 tygodnie, a do pornografii sięgam nie częściej niż raz na 3 miesiące. Mam chłopaka sfrustrowanego tym, że ciężko mi osiągnąć orgazm. Miałam problem, kiedy podczas naszego pierwszego razu zapytał jak straciłam dziewictwo, ale powiedziałam, że przez używanie tamponów, co o dziwo łyknął. Nie wie nic o moim wcześniejszym uzależnieniu i nie rozumie czemu jestem przeciwna temu, żeby oglądał porno.
Zastanawia mnie, czy rodzice cokolwiek zauważyli i jeśli tak, to co muszą sobie o mnie myśleć...
#laRDK
#ugvIk
Nie jestem w stanie jeść gdy jestem sama - szczyt moich możliwości w dobry dzień to jajko na miękko, w zwykle jest to raczej budyń, zupa krem albo jogurt, ale w gorsze dni, jak dzisiaj, nawet przy tego typu pokarmach wkręcam sobie, że jakiś kawałek utknął i stopniowo zatyka mi drogi oddechowe.
Przy ludziach jest lepiej, ale zauważyłam, że to też zależy od osoby. Naprawdę swobodnie potrafię jeść tylko przy mamie (związana zawodowo z medycyną) i chłopaku (wiem, że umie udzielić pierwszej pomocy i ogólnie bardzo mu ufam). Problemem natomiast jest to, że nawet przy nich w gorsze dni jem po prostu nieestetycznie - odkasłuję i chrząkam gdy wydaje mi się, że coś utkwiło w gardle, absurdalnie długo żuję i wiercę się nerwowo przy stole. Wstyd mi iść do restauracji.
Najgorsze jest to, że naprawdę kocham jeść, od zawsze lubię gotować i eksperymentować z kuchniami świata, ale ta fobia bardzo mi w tym przeszkadza. Jestem też na takim etapie życia, że powinnam myśleć o wyprowadzce, ale naprawdę boję się, że sobie nie poradzę - nawet mieszkając z chłopakiem nie uniknęłabym dni, w których musiałabym być sama.
Nie mam żadnych problemów zdrowotnych mogących powodować problemy z przełykaniem, wszystko zostało bardzo dokładnie sprawdzone. To siedzi w głowie. Idę na dniach do psychologa, zamierzam wrócić na terapię, ale bardzo chętnie przyjmę też porady od kogoś, kto być może ma lub miał podobny kłopot.
#P4zGq
#Hfmiz
#khnzv
Pomijam to, że jest agresywna w stosunku do mnie (zawsze byłam wrażliwa i reagowałam na to płaczem, żałuję własnej słabej natury), tylko starszy brat potrafił ją doprowadzić do względnego porządku, bowiem naszą mamę też potrafiła zawrzeszczeć (ostatnio przegięła i miała zwrócić świeżo kupiony telefon, to na oczach moich i mamy rzuciła nim w kartonie o podłogę).
Ale dziś zniszczyła wszystko.
Nasz ojciec od kilku lat pracuje ciężko daleko za granicą, zjeżdża do kraju dwa razy na rok na kilka dni - przez sporą część dzieciństwa nie jest obecny, ale zawsze cieszymy się na jego przyjazd. Dziś ma urodziny.
Ona wrzasnęła do niego, że nie może się doczekać jego wyjazdu z powrotem. W jego urodziny. Z samego rana.
Nie, gówniara nie ma zamiaru przeprosić. Ba! Ona oczekuje, że tata będzie błagał ją o wybaczenie. I jeszcze wyjeżdża do mnie z mordą, że powinnam wyprowadzić się z domu (jestem w trakcie ciężkich studiów, staram się jak mogę pomóc w domu, w przeciwieństwie do niej) bo "skoro jestem taka dorosła, a zachowuję się jak bachor, to nie mam liczyć u niej na szacunek i mam zjeżdżać jej z oczu". Do tego wyjeżdża z tym jakie to ona ma prawa (prawa dziecka).
Wiem, że się żalę. W chwili pisania tego płyną mi łzy. Co mogę zrobić?
Wstyd mi, że muszę nazywać ją swoją siostrą.