#SF4R5
Teraz czas na część anonimową. Mój syn trzy razy umierał. Rak nerki zdiagnozowany tuż po urodzeniu, dosyć częsty nowotwór u dzieci, jednak dwa lata wyjęte z życia. Dwa lata bez rówieśników, placów zabaw, wyjść gdziekolwiek. Tylko do szpitala. Operacje, chemia, wszystko go wykańczało. Operacje przeszedł tak ciężko, że jestem pod ogromnym wrażeniem, że taki mały człowiek wciąż daje radę się uśmiechać po takiej ilości bólu jakiej doznał i po tym, jak widział, jak odchodzą jego koledzy z oddziału. O jego chorobie nie wie nikt poza najbliższą rodziną, przyjaciółmi i przedszkolankami. Dopiero kiedy ktoś zauważy blizny po operacjach, drenach lub porcie, to mówię w skrócie co mu było.
Nie da się opisać tego, jak bardzo wdzięczna jestem za każdy miły gest, jaki mój syn dostaje od przypadkowo spotkanych osób . Za każdy uśmiech u niego wywołany, kiedy w końcu może poznawać świat i zobaczyć, że w życiu już nie ma bólu. Mam też ogromną nadzieję, że jego chęć życia i radość zostanie z nim na lata, nawet kiedy zacznie poznawać świat od tych gorszych stron.
Coś w tym widać jest, że dzieci "szpitalne" i cierpiące rozwijają się szybciej i mocniej umysłowo i duchowo. To wypisz-wymaluj jak mój 4letni siostrzeniec z białaczką z którym rozmawiało się jak z mądrym dorosłym.
Koniecznie pozdrów ode mnie Synka :)
"4letni (...) jak z mądrym dorosłym" Z ciekawości co sądził o filozofii Nietzschego albo o sytuacji politycznej na Kubie i Korei Płn. A może rozmawialiście o wpływie imperium rzymskiego na UE?
A z mądrym dorosłym nie mozna porozmawiać o pogodzie, piosence którą się słyszy, wspólnych doświadczeniach, planach na wakacje, znajomych?
A skąd wiesz, że jest mądry. Chyba, że podstawowa znajomość meteorologii to już mądrość.
W każdej rozmowie, nawet na najprostszy temat można wyczuć czy rozmówca jest mądry czy nie. Budowa zdań, sposób wracania sie do drugiej osoby często zdradzają osobę glupszą od razu.
A ja podziwiam Ciebie, serio. Nie wyobrażam sobie jak wielkie jaja trzeba mieć by przeżyć ciężką chorobę własnego dziecka i nie skoczyć pod pociąg. Autentycznie, ja nie dałabym rady.
Dziś zdiagnozowano śmiertelną chorobę u mojego ukochanego kota. Dla wielu to śmieszne, ale dla mnie on jest rodziną. Od rana wyję jak syrena, nie mogę wstać z łóżka, mam ochotę walić głową w ścianę. Normalnie oddałabym rękę, żeby był zdrowy. Nie wyobrażam sobie nawet jaką trzeba mieć w sobie siłę by funkcjonować gdy coś takiego spotyka własne dziecko. Boże, świat jest niesprawiedliwy...
Życzę Wam obojgu długiego i zdrowego życia :)
Rozumiem Cię. Tak na prawdę szczerze nie lubię kotów, ale wiem jak bardzo zwierzę może być ważne w życiu. Mnie się wydaje, że śmierć swojego psa przeżywał bym na równi ze śmiercią kogoś bliskiego. Trzymaj się ciepło kochana
Współczuję strasznie. Jak mój królik zachorował, to siedziałam i płakałam dwa dni bez przerwy. Wyzdrowiał, ale dalej może mu to wrócić. Zdarza się, że płaczę przez kilka godzin bojąc się nawrotu. Pamiętaj, żeby spędzić z kotkiem jak najwięcej czasu, zrobić wszystko, żeby był jak najszczęśliwszy :(
@grzejniczek po stracie psa byłam nieporównywalnie bardziej załamana niz po stracie cioci czy prababci (z którą w dzieciństwie spędzałam bardzo dużo czasu), paru innych osób. Może to też między innymi dlatego że ludzie najczęściej odchodzą świadomi śmierci a psy w cierpieniu (nie mówię, że ludzie nie) i przerażeniu.
Bardzo Ci współczuję. Rozumiem doskonale ze choroba ukochanego futrzaka jest bolesna. Trzymaj się mocno, przesyłam Ci uściski.
A autorce i jej synkowi życzę wielu dobrych chwil!
@TylkoRaz rodzice biora siłę ze świadomości, że muszą być oparciem dla swoich dzieci w tych ciężkich chwilach. Zwierzęta też czują emocje ludzi - spraw by nie odchodzil z tego świata zdenerwowany Twoim samopoczuciem, to mu bardzo pomoże:)
Mój piesek na Wielkanoc się rozchorował, miesiąc go leczyli objawowo, bo nie wiedzieli co mu jest. Potem jak wyrok - rak trzustki. Nic nie jadł, nie pił już nawet wody. Całymi dniami siedziałam zaryczana na podłodze ze szmatą i wycierałam jego wymioty. Cały się trząsł z bólu, wygryzał sobie rany, tak bardzo cierpiał... Ale dał radę. Mój dzielny chłopiec. Wprawdzie teraz ma niewydolność trzustki, cały czas jest na diecie i lekach, jeden dzień lepiej, drugi gorzej, ale idzie do przodu. Trzymam kciuki za ciebie i twojego kociaka
Poszła mi łezka
"a to kierowca na końcowym zaproponuje mu zabawę w jego kabinie"
Czy to ze mną jest coś nie tak, czy nie tylko mi coś nie pasuje w tym zdaniu?
uff, czyli nie tylko mi właśnie to najbardziej rzuciło się w oczy
Moze mnie zjecie, ale w takich momentach jestem zła na Boga.
A ja właśnie w takich momentach dostrzegam Bożą moc, bo chłopiec 3 razy mógł umrzeć i mimo wykończenia jest szczęśliwy i radosny.
Czy to nie oznaka Bożej opieki nad nim?
Woda, A bo ja wiem? Jak dla mnie gdyby Bóg był opiekuńczy to do takich sytuacji wcale by nie doszło.
Chłopiec pojawił się już na świecie z chorobą. Uratowali go lekarze, współczesna medycyna i jego własna wola życia. Ja dostrzegam tu tryumf człowieka, nie opatrzności. Chociaż każdy pewnie widzi co chce.
Woda, trochę mi sie to kojarzy z przypowieścią: "Dwa Sebki uratowali życie staruszce. Przestali ją kopać."
Czyli tylko zesłał chorobę, a mógł zabić...Mógł też dać dziecku normalnie żyć!
Ja jestem matką, kocham swoje dzieci. Wg wiary chrześcijańskiej Bóg kocha nas tak, ze nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, czyli nieporównywalnie bardziej niż ja moje dzieci. A ja nie wyobrażam sobie, ze zsylam na swoje dziecko chorobę, tudzież inne nieszczęście i sie temu przyglądam.
Bóg nie istnieje. :)
Zawsze gdy czytam jakieś brednie dotyczące Boga i wiary chrześcijańskiej, to zamiast się kłócić, modlę się za te osoby, które piszą wredne i złośliwe słowa. Także Selim - dziś modlitwa za Ciebie...
Gdyby nikt nie umierał - oznaczałoby, że jesteśmy nadal w raju...
Masakra czasem mam wrażenie że na anonimowych są same niewierzące osoby...przykre to bardzo.
PannazMarsa A co w tym przykrego?
Trochę teorii nie mówiąc o tym, w co kto ma wierzyć.
Wiara chrześcijańska polega między innymi na tym, że Bóg stworzył świat dobrym, Adama i Ewe zdrowymi i szczęśliwymi. Wszystkie choroby, nieszczęścia itd powstały przez grzech, czyli ludzie strąceni z raju na ziemię stali się na nie narażeni nie dlatego, że Bóg sobie to wszystko wymyślił, tylko dlatego, że zgrzeszyli i ten grzech ciągnie się przez wszystkie pokolenia.
I uwaga! Nie mówię, czy ma to sens, czy ktokolwiek ma w to wierzyć, nie chodzi mi o włażenie w dyskusje. Po prostu, osoby wierzące raczej nie mają na co wkurzać się na Boga, bo ta religia prosto informuje, że wszystko złe na tym świecie to nie jego "wina".
Jeśli ktoś jest niewierzący, to po co ma się denerwować na byt, który nie istnieje? Jeśli ktoś jest wierzący, to nie bardzo ma ku temu argumenty, bo każda istniejąca na świecie religia ma swoje dogmaty, którym jak się już na nią człowiek zdecyduje, trzeba się podporządkować.
A co do wyznania, nie rozumiem sensu cierpienia małego, niewinnego człowieka, przy okazji to chyba najgorsza rzecz, jaka może się przytrafić rodzicom. Bardzo współczuję i życzę żeby ta seria miłych zdarzeń o której pisze autorka nigdy się dla niego nie kończyła :)
ToTylkoJa co to za pytanie? Tak ciężko się domyślić co w tym przykrego? 🤔😊😊
To wspaniale, że spotkacie tyle ciepła w ludziach 😊 dużo zdrowia życzę synkowi, mimo choroby dzielnie się trzyma, jestem pod wrażeniem. Takich dzieciaków brakuje na świecie- radosnych i grzecznych co docenią gest, a takim aż chce się coś dać
Uściskaj malucha od nas wszystkich!!