#ugvIk
Nie jestem w stanie jeść gdy jestem sama - szczyt moich możliwości w dobry dzień to jajko na miękko, w zwykle jest to raczej budyń, zupa krem albo jogurt, ale w gorsze dni, jak dzisiaj, nawet przy tego typu pokarmach wkręcam sobie, że jakiś kawałek utknął i stopniowo zatyka mi drogi oddechowe.
Przy ludziach jest lepiej, ale zauważyłam, że to też zależy od osoby. Naprawdę swobodnie potrafię jeść tylko przy mamie (związana zawodowo z medycyną) i chłopaku (wiem, że umie udzielić pierwszej pomocy i ogólnie bardzo mu ufam). Problemem natomiast jest to, że nawet przy nich w gorsze dni jem po prostu nieestetycznie - odkasłuję i chrząkam gdy wydaje mi się, że coś utkwiło w gardle, absurdalnie długo żuję i wiercę się nerwowo przy stole. Wstyd mi iść do restauracji.
Najgorsze jest to, że naprawdę kocham jeść, od zawsze lubię gotować i eksperymentować z kuchniami świata, ale ta fobia bardzo mi w tym przeszkadza. Jestem też na takim etapie życia, że powinnam myśleć o wyprowadzce, ale naprawdę boję się, że sobie nie poradzę - nawet mieszkając z chłopakiem nie uniknęłabym dni, w których musiałabym być sama.
Nie mam żadnych problemów zdrowotnych mogących powodować problemy z przełykaniem, wszystko zostało bardzo dokładnie sprawdzone. To siedzi w głowie. Idę na dniach do psychologa, zamierzam wrócić na terapię, ale bardzo chętnie przyjmę też porady od kogoś, kto być może ma lub miał podobny kłopot.
Kup krzeslo z oparciem na wysokosci splotu slonecznego. Bedziesz mogla zastosowac rekoczyn Heimlicha sama. Moze swiadomosc, ze sama sie mozesz uratowac ci pomoze.
Autorko, miałam taki sam problem w wieku 9-14 lat. Schudłam 15 kg,podejrzewano u mnie pierwotnie anoreksję A okazało się,że mam zaburzenia obsesyjno-kompulsywne . Wiele lat leczenia i mam to za sobą,choć wciąż mam problemu przy połykaniu np tabletek bo boję się że się zadlawie ,ale jem już chociaz normalnie...
Ja raz jajko na miękko podczas zwyczajnego spożywania niefortunnie wciągnęłam nosem i potem przez pół dnia nie mogłam go odkaszlnąć z dróg oddechowych.
Właśnie zmniejszyłaś autorce menu :c
I na pewno pomożesz tym autorce.
Mi kiedyś utkwiło w przełyku całe jajko na twardo. :(
Jak to zrobiłam? Sama nie wiem... nie w tę dziurkę wpadło i dotarło do nosa :c
Ale budyniem też się można zakrztusić
Zakrztusić ale nie zadławić
Od 8 lat mam tak samo. Najgorszy okres minął po długotrwałym przyjmowaniu leków od psychiatry. Spędziłam wiele czasu w szpitalach, żeby wykluczyć przyczyny fizyczne. Nie mogłam nawet śliny przełknąć, nie mowiac juz o jedzeniu-odkrztuszałam i dusiłam się. Pytałam sie najbliższych jak łykają pokarmy żeby się nie zakrztuszać, a oni nie rozumieli pytania, bo to przecież odruch, działa automatycznie... Teoretycznie nic mi nie dolegało, a lekarze traktowali mnie jakbym udawała i to bolało najbardziej, bo skoro moje problemy wynikały z psychiki to zarzut że "odstawiam przedstawienie" pogłębiał mój stan jeszcze bardziej.
Jednak autorko! Po tych przeżyciach, pomimo lęku udało mi się wyprowadzić z domu, a w ciągu dnia jem już normalnie, poza sytuacjami bardzo stresowymi. Gdy jestem chora i idę do lekarza to specjalnie pytam się czy leki które mi dał da się rozpuścić w wodzie bo jednak strach przed polykaniem większych , szczegolnie gdy jestem sama-pozostał. Dobrze że wracasz na terapię, jestem w pełni przekonana że jej kontynuacja Ci pomoże i że dalsze życie będzie pod tym względem łatwiejsze! Powodzenia ❤
Jak mnie denerwują te wszystkie "śmieszkowe" komentarze pod wyznaniami o fobiach. Serio, ludzie? Jak nie macie nic mądrego do powiedzenia to po prostu nie piszcie nic. Nie pogłębiajcie takich problemów jeszcze bardziej.
Nerwica, tez w stacjach stresowych mam problem z jedzeniem, ale nie w takim stopniu.
Zadławiłam się czytając to
Myslalam, ze tylko mnie dotyczy takie dziwactwo. Wszystko na tle nerwicowym. W bardziej stresujacych momentach zycia również nie jadłam ze strachu przed zadlawieniem, a gdy już się zmusilam to kazde przelkniecie wiązało się z paniką, że kawałek stanął mi w gardle, że duszę się, że zaraz coś mi się stanie. To samo z tabletkami, staram się unikać, ale gdy już muszę ją polknac to przez kolejne pół h panikuję, że wleciała tam gdzie nie trzeba chociaz wszystko jest ok. Do tego normalnie oddycham, a mam wrażenie, że nie mogę wziąć pelnego oddechu.7 (Wtedy zmuszam się do ziewniecia) W skrajnych momentach dochodzi bardzo szybkie i głośne bicie serca, duszność, zawroty glowy. Mam swiadomosc, ze to atak paniki jak i w przypadku jedzenia posiłków, dlatego staram się wtedy to uspokoić ale czasami mam ochotę wybiec z mieszkania do ludzi by mi pomogli. A po chwili wszystko ustaje. Badania wszystkie w normie. Wszystko siedzi w głowie.
Masz 'normalny' irracjonalny lęk, który skąd się wziął - zapewne jakieś relacje albo wydarzenie z dzieciństwa, które nie było nawet związane z połykaniem.
Fobie i leki nie biorą się znikąd.