Moja teściowa ma małe gnojowate psy - takie wredne yorki. Jak do nas przyszła, to spytałem, czy nie poprzegryzają mi kabli od komputera itd. "No co ty, głupi? One nigdy przenigdy by niczego takiego nie zrobiły, o nic się nie martw". No OK, nie ma problemu...
Dwie godziny później podchodzę do laptopa - kabel przegryziony i w strzępach. Idę z tym nieco wściekły do "mamusi" i wiecie co ona mi na to? Że to przecież nie jej psy, bo ona mówiła, że one takich rzeczy nie robią. I ona tak na poważnie! Znalazła każdy możliwy inny powód. Szczury, krzesło, wybuchające ładunki, sztuczna mgła, wszystko, tylko nie jej psy, bo one przecież takich rzeczy nie robią.
Zazwyczaj do lekarza chodziłam z mamą. Tego dnia musiałam iść z tatą. Gdy mnie przyjmowali, tata chciał mnie przyjąć nie moim imieniem. Zapomniał jak naprawdę mam na imię.
Innym razem, jak znowu byłam z nim u lekarza, zapytał mnie kiedy się urodziłam, bo on nie wie.
Chyba nie jest najlepszym rodzicem.
Dzisiaj mój chłopak obudził się z krzykiem i aż podskoczył na łóżku. Nie odważyłam się powiedzieć mu, że to mój głośny pierd tak go wystraszył.
Zostałam zaproszona z moim chłopakiem na imprezę na Halloween. Zastanawiałam się za co się przebrać, aż w końcu wymyśliłam, że będę dynią – taką wiecie, halloweenową i straszną. Gdy spytałam ukochanego o wskazówki, jak się za taką dynię przebrać, stwierdził, że nie potrzebuję przebrania – bo „już jestem okrągła i straszę bez makijażu”.
Chce go któraś? Oddam chłopaka w (nie)dobre ręce.
10 lat po ślubie zostawił mnie mąż. Jednego wieczoru było wszystko dobrze, a następnego dnia po pracy znalazłam list z wyjaśnieniem, że mój mąż jest gejem, zakochał się w facecie z innego kraju i do niego wyjeżdża. Mam go nie szukać.
Zostawił mnie i naszego 2-letniego synka. Od roku nie dał znaku życia. Wiem, że utrzymuje kontakt ze swoimi rodzicami. Prosiłam ich, by mnie z nim skontaktowali, ale kazali mi się od niego odwalić, bo on teraz jest szczęśliwy, a ja chcę to zniszczyć. Złożyłam wniosek o rozwód, ale bez niego to potrwa pewnie lata. O alimentach nie mam co marzyć, sama muszę utrzymać synka i tłumaczyć mu czemu nie ma taty. Ale przecież ważne, że mój mąż jest szczęśliwy...
Najlepsze, że nigdy wcześniej nie było znaków, by był innej orientacji. W łóżku było nam dobrze. Ciąża była planowana. Normalna rodzina.
Opowiem Wam o moim największym sekrecie, który w znaczącym stopniu odmienił moje życie. Sytuacja działa się 2 lata temu, kiedy z mamą wybrałam się na zakupy do dużego sklepu spożywczego. Moja cera wyglądała wtedy bardzo źle, a jej stan nie zmieniał się od długiego czasu. Mama kompletnie nie rozumiała, że nie jestem w stanie wychodzić z domu z taką twarzą.
Rozdzieliłyśmy się z mamą, więc poszłam na dział kosmetyczny. Nie myślałam wtedy o konsekwencjach, liczył się tylko wygląd. Schowałam do mojej torebki podkład, korektor i żel do twarzy.
Po zakupach podszedł do mnie ochroniarz i poprosił o pokazanie zawartości torebki. Wszystko wyszło na jaw. W tamtym momencie mama uświadomiła sobie, jak poważnym problemem jest dla mnie stan mojej cery. Kłótnie zamieniły się na rozmowy i wreszcie mama zabrała mnie do dermatologa, ale i psychologa, który pomógł odbudować moja samoocenę.
W przedszkolu miałam przyjaciółkę - Dorotę. Bardzo się lubiłyśmy. Potem kontaktu nie było do czasu liceum. W pierwszy dzień od razu rozpoznałyśmy znajomą twarz. Okazało się, że również do mat-fizu chodzimy razem. I się zaczęło: jak za dawnych czasów - papużki nierozłączki. Razem w ławce, podobne zainteresowania, wspólne wypady na pizze, imprezy itp. Dorota zawsze była ode mnie mądrzejsza i zdolniejsza. Zawsze była Dorota i "jej koleżanka". Mnie nauczyciele kojarzyli tylko dlatego, że byłam obok niej. Nie przeszkadzało mi to. Byłam przeciętną uczennicą, a Dorota wzorową. Od początku liceum wiedziałam na jakie studia chcę iść, okazało się że Dorota chce iść na ten sam kierunek co ja. Chodziłyśmy razem na kurs przedegzaminacyjny. Wyczuwałam wyścig szczurów u Doroty, ale była bardzo skrytą osobą i nigdy mi bezpośrednio tego nie okazała. Miała mamę nauczycielkę i wiedziałam, że w liceum musiała mieć super oceny, bo inaczej się na nią w jakiś sposób obrażała.
Egzamin na studia zaliczony przez nas obie. Sukces. I się zaczęło. Dorota nie zaliczała kolokwiów i nie oddawała projektów, nie radziła sobie z systemem "teraz uczysz się sam, bez prac domowych, albo zaliczasz albo nie". Proponowałam jej pomoc, że oddam jej swój projekt, wspólną naukę. Ale chyba jej duma na to nie pozwalała. Opuszczała zajęcia. Zaczęła mnie wystawiać. SMS-y, telefony - cisza. Zaczęłam odpuszczać zadręczanie się co u niej słychać, pisanie, dzwonienie - jakby chciała, toby się odezwała, zawsze mogła na mnie liczyć.
Po roku dowiedziałam się od jej koleżanki z grupy, że Dorota miała problemy psychiczne. Wiedziałam od początku, że od zawsze była smutną osobą: rodzice nie byli razem, mocno to przeżywała w liceum, ale nie wiedziałam, że jej stan psychiczny doprowadził ją do szpitala... Jej kumpela nic więcej nie wiedziała. Niestety, od tamtej pory przez kolejne 8 lat nie odezwała się do mnie ani do koleżanki z grupy. Telefonu do jej mamy nie miałam nigdy.
Rok temu przed świętami byłam w sklepie. Zobaczyłam ją jako pracownicę, wiedziałam, że patrzyła na mnie. Od razu poszłam do niej, a ona poszła w innym kierunku. Pomyślałam - chociaż się przywitam, bo szczerze mówiąc bardzo mi jej brakuje i często o niej myślę. Ale nie, ona ewidentnie szła slalomem, żebym do niej tylko nie podeszła. Jak się zatrzymałam, ona na końcu sklepu tylko zerknęła, czy dalej idę. Mam nadzieję, że widziała mój smutek i milion pytań na twarzy. I wiem, że nie lubicie takich zakończeń, ale do tej pory nie wiem co u niej słychać. Nie powiedziała mi dlaczego zrezygnowała z naszej przyjaźni, co się stało, że tak się odcięła,co zrobiłam źle, że skreśliła naszą przyjaźń. Chciałabym usłyszeć wszystko z jej strony, jej wersję. Nawet jeśli ma mi powiedzieć rzeczy, których nie dostrzegałam i byłyby bolesne dla mnie.
Choruję na nadciśnienie, mimo leków moje ciśnienie potrafi wywindować grubo ponad normę. Mam wtedy zawroty głowy, jestem osłabiona, zdarzało się omdlenie itp.
Prowadzimy z mężem niewielką firmę i mieliśmy przed sobą bardzo ważne spotkanie, od którego zależało być albo nie być naszego przedsiębiorstwa. Postanowiłam, że muszę wyglądać naprawdę dobrze. Moim minusem są bardzo cienkie, przyklapnięte włosy, a w planach miałam fryzurę z warkoczem. Chciałam. by nie wyglądał on jak zawsze, czyli ledwo widoczny warkoczyk, jak u dwuletniej dziewczynki. Postanowiłam zainwestować w piankę nadającą objętości. Stronię od wszelakich tego typu kosmetyków, bo po nich moje włosy są w jeszcze gorszym stanie, dlatego moje doświadczenie w używaniu takich specyfików jest znikome.
Mąż pojechał umyć auto, a ja nalałam wody do wanny, umyłam się, w tym też włosy, wyszłam z wanny, rozczesałam włosy i zabrałam się za czytanie instrukcji na opakowaniu z pianką. Było napisane, żeby wmasować piankę także u nasady i w tym celu należy opuścić głowę, aby włosy swobodnie zwisały w dół. Wzięłam więc zamach niczym Axl Rose machający swymi piórami na koncercie i opuszczając głowę z impetem przywaliłam w umywalkę.
Kiedy się ocknęłam, zobaczyłam ratowników medycznych i zapłakanego męża. "Ciśnienie w normie, jak się pani czuje? Pamięta pani co się stało?". Skłamałam, że nie. A tak naprawdę zapewne kąpiel była zbyt ciepła i skoczyło mi ciśnienie, przez co doszło do osłabienia i zemdlałam. Nigdy się nie przyznam, że sama to sobie zrobiłam.
Jak miałam z 4-5 lat, widziałam w jakiejś bajce żuczki gównojadki. Żuczki te turlały kupkę, a później ją jadły. Naprawdę nie mam pojęcia skąd wziął się ten motyw.
Jako mała, dobra duszyczka postanowiłam pomóc biednym żuczkom. Łatwo się domyślić co zrobiłam. Zabrałam jakieś malutkie wiaderko, zrobiłam do niego dwójeczkę i poszłam do lasu obok domu nakarmić te stworzonka. Niestety nie zainteresowały się prezentem ode mnie, więc po prostu wróciłam na podwórko pobawić się w coś innego.
Dwa lata temu związałem się z pewną dziewczyną. Układało nam się znakomicie. Ania nie dość, że była pięknością, to na dodatek jej charakter mnie onieśmielał. Wiadomo, miała wady. Każdy jakieś ma niedoskonałości. Jednak kochałem ją całą, nawet w tej "najgorszej" odsłonie, akceptowałem ją. Dla mnie zawsze była najlepsza.
Mieliśmy mały problem na początku naszego związku. Otóż przed Anią miałem kilkanaście partnerek. Były to moje eksdziewczyny, ale też przygody na jedną noc. Ania sama nie była dziewicą, ale miała problem z tym, że mogłem uprawiać seks z laskami, których kompletnie nie znałem. Dla Ani nie było mowy o seksie bez miłości. Spała jedynie ze swoim byłym, którego kochała. Jednak po czasie dała spokój z tym tematem, bo uznała, że przeszłość nie ma znaczenia i przecież mamy takie samo podejście do wierności. Taaa.. Takie samo podejście do wierności, do czasu.
Pewnego dnia stało się coś, czego nigdy bym się nie spodziewał. Ania zaproponowała mi otwarty związek. Byłem zszokowany. Ania stwierdziła, że ona dostatecznie się nie wyszalała i jest jeszcze młoda, a ja też zapewne tęsknię za swoimi seksualnymi podbojami. Nie, wcale tak nie było. Kochałem ją i wystarczała mi tylko ona. Na inne nawet nie patrzyłem. Chciałem tylko ją. Oczywiście nie zgodziłem się i uznałem, że ten pomysł jest kiepski. Okej, nie wracała już do tego tematu.
Kilka miesięcy później przyznała mi się do zdrady. I to nie jednej. Nie była w stanie powiedzieć, z iloma poszła do łóżka. Tłumaczyła mi się, że chciała spróbować seksu bez zobowiązań, zobaczyć jak to jest i się jej to spodobało, szukała wciąż nowych wrażeń. Ale nie mogła znieść dłużej okłamywania mnie, dlatego przyznała się do wszystkiego.
Rozstałem się z nią. Do dzisiaj męczy mnie, dlaczego moja cudowna Ania zmieniła się do tego stopnia. Chyba nigdy nie poznam powodu.
Dodaj anonimowe wyznanie