#wsPXg

Było tu kiedyś wyznanie osoby, która była wyzywana z powodu wagi. W komentarzach zasugerowali jej, że w takim razie powinna schudnąć, żeby nie dawać pretekstu do szykan. Potem jakaś dziewczyna napisała wyznanie w obronie tamtej osoby. Tłumaczyła, że do odchudzania potrzebna jest silna psychika, a gdy jesteś wrakiem, to jest to niemożliwe. Została zhejtowana za bycie słabą. Teraz ja coś napiszę.

Przez całą podstawówkę i gimnazjum byłam wyśmiewana i wyzywana, głównie od krów. Nie, nie dlatego, że byłam gruba, chociaż później i to sobie dodali, choć miałam wtedy rozmiar 38. Nigdy nie zgadniecie, co było powodem tych wyzwisk. Chodziło o to, że miałam długie i gęste rzęsy.

Tak, byłam wyzywana z powodu takiego atutu. Wiecie, co robiłam? Podcinałam je nożyczkami, zanim nauczyłam się to jakoś robić, prawie w ogóle nie miałam rzęs, ale wolałam ból spowodowany brakiem ochrony oka, niż posiadanie długich rzęs, które uznawałam za ohydne. Za każdym razem mama na mnie krzyczała, jednak nikt nigdy nie zainteresował się, dlaczego to robię.

Szykany jednak nigdy nie ustały, skoro nie miałam już tej krowiej cechy, uczniowie zaczęli szukać innych pretekstów. Byłam więc gruba jak krowa, owłosiona jak krowa, niezdarna jak krowa, głupia jak krowa, żarłam jak krowa i śmierdziałam jak krowa. No i wciąż słyszałam, że mam rzęsy jak krowa, mimo że tych rzęs już prawie nie miałam.

Tak więc doprowadziłam się do niedowagi, całe ciało zaczęłam depilować w podstawówce, przestałam jeść publicznie i bałam się odzywać, żeby ktoś nie przekręcił moich słów i nie wcisnął mi głupoty. Usunęłam nawet najbardziej absurdalne powody szykan, jednak co chwilę słyszałam, że jestem jak krowa. Moje starania nie dały mi nic, prócz jeszcze większych kompleksów.

Zmienianie się tylko dlatego, że coś się komuś nie podoba i cię wyśmiewa z tego powodu, to najgorsza rada na świecie - nieważne, czy to okulary, rude włosy, nadwaga czy coś już zupełnie abstrakcyjnego. A ja do tej pory nie potrafię spojrzeć na moje rzęsy jak na coś ładnego. Przestałam je podcinać i słyszę wiele komplementów od zazdrosnych koleżanek, jednak wciąż ich nienawidzę.

#8mG0y

Kierownik w moim korpo rozmówił się ze mną i opierniczył za to, że wyjadam ludziom jedzenie z lodówki, a potem kazał wracać do pracy. 15 minut później popierniczał z MOIM obiadem do kuchni. Sytuacja ogólnie wygląda tak, że cała ekipa myśli, że to ja, a kierownik po prostu znalazł sobie kozła ofiarnego.

#gOL2i

Mam dziadka. Właściwie "przyszywanego", jest on ojczymem mojej mamy. Trzeba dodać, że moja mama była małą dziewczynką, kiedy związał się z moją babcią.

Znam go całe życie. Był dla mnie zawsze wspaniałym dziadkiem, z ogromną cierpliwością. Spędziłam z nim setki godzin na wspólnych grach, wspólnych spacerach, corocznych wakacjach. Z cierpliwością tłumaczył mi świat, kiedy jako mały grzdyl zadawałam tysiące pytań. Zabierał mnie do kina i kawiarni. Zaszczepił swoje pasje.

Niedawno dowiedziałam się, że dziadek molestował moją mamę, kiedy była dzieckiem.

Jestem rozbita. I nie wiem do kogo mam większy żal: do babci, że nie ochroniła mojej matki? Do dziadka, za jego dwie twarze? Czy do matki, która sama była ofiarą, ale pozwoliła, by dziadek miał wiele sposobności zostać ze mną sam na sam? No i pozwoliła mi zbudować z nim wiele, wiele dobrych wspomnień. Teraz czuję wielkie obrzydzenie. Z jednej strony nigdy nie spotkało mnie z jego strony nic złego. Z drugiej: skrzywdził bliską mi osobę.

Żałuję, że się o tym dowiedziałam. Życie w nieświadomości było łatwiejsze.

#1fuuy

Gdy miałam siedem lat, mama zaszła w ciążę. Ciocie się zleciały i kładły tarota, używały kryształów itp. - kiedyś to był odpowiednik USG. Wszystkim wychodziło, że będzie syn. Matka się załamała, ponieważ bardzo chciała córeczkę. I ta wymodlona córeczka się urodziła. Zachowywała się jednak jak chłopiec: wolała potwory, samochody i dinozaury, ale wszyscy myśleli, że to dlatego, ponieważ wśród rówieśników byli sami chłopcy. W wieku dojrzewania ścięła włosy, a wszyscy myśleli, że należy do kategorii hardcorowych feministek. Gdy próbowała odebrać sobie życie, był to ostateczny krzyk o pomoc.

W wieku około 20 lat, po pijaku, wreszcie usłyszałam prawdę. Mam brata. Chodzi na terapię, bierze hormony, a w przyszłym roku będzie operacja. Ja od zawsze miałam takie przeczucie. Informację przyjęłam z ulgą i go wspieram. Od kilku miesięcy pracuje u nas w firmie i wszyscy inni też wiedzą. Owszem, najpierw było trochę konsternacji, ale ludzie się przyzwyczaili.

Teraz mam i brata, i siostrę, i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa.

Pamiętam, że gdy uświadamiałam znajomych, zawsze się pytali jak mi z tym. A ja wam opowiem jak mi z tym: tak samo jak mam gdzieś kto z kim sypia, tak samo mam gdzieś, co ktoś ma w majtkach. Najważniejsze jest, aby ta osoba była szczęśliwa i była fajnym człowiekiem.

#sEPGP

Ewelinę poznałem 15 lat temu. Bardzo szybko stała się moją przyjaciółką, mogłem rozmawiać z nią o wszystkim. Przeżywałem wtedy zawód miłosny – moja pierwsza miłość opuściła mnie dla innego, a że jestem wierny i mocno się angażuję, to dmocno zabolało mnie tamto zdarzenie.

Ewelina stała się moją podporą i w przeciągu kilku miesięcy przyjaźń zamieniła się w miłość. Czułem wtedy, że tak naprawdę dopiero znalazłem swoją połówkę, nikt nigdy mnie tak nie rozumiał.
Żyliśmy wiele lat w szczęściu, zamieszkaliśmy razem. Było pięknie, aż zaczęło się psuć. Z jakiego powodu? Z żadnego. Dosłownie bez powodu dopadł nas kryzys, tak to bywa w związkach z długim stażem. Zaorała nas codzienność i rutyna, zaczęło mi się zwyczajnie „nudzić”, nie dostrzegałem już tego, jaka moja dziewczyna jest piękna. Zgubiłem się.

W tym okresie nawiązałem dwie szybkie znajomości. Zdradziłem moją dziewczynę łącznie jakieś 5 razy. I nie, nie czułem niczego do żadnej z tamtych kobiet, po prostu brakowało mi „wrażeń” i odbywałem przygody po pijaku. Nasz związek wyglądał tak przez prawie dwa lata: ja łaziłem na imprezy, ona spędzała większość czasu u swoich rodziców. Aż w końcu Ewelina powiedziała: „chodźmy do poradni, ratujmy naszą miłość”. Nie znałem nigdy bardziej mądrej, rozsądnej i kochanej osoby.

Poszliśmy do poradni, wyjawiłem jej wszystkie sekrety, a ona ze łzami w oczach wybaczyła mi moje błędy. Oczywiście Ewelina była czysta – ona nigdy mnie nie zdradziła. Mówcie co chcecie, ale taka terapia naprawdę pomaga. Otworzyło mi to oczy, nazywam to cudem, bo WSZYSTKO w naszym związku diametralnie się odmieniło. Zaczęliśmy ponownie rozmawiać jak przyjaciele, eksperymentować w łóżku i… ogień znów się wzniecił. Po tym kryzysie nasza relacja była jeszcze silniejsza, a ja czułem, jakbym ponownie się zakochał. Byłem niesamowicie szczęśliwy i oświadczyłem się mojej ukochanej. Mieliśmy zaplanowaną datę ślubu, powoli przymierzaliśmy się do dziecka, od lat mieliśmy mieszkanie, które ostatecznie urządziliśmy do końca.

Wciąż odtwarzam ten dzień w głowie. Ewelina pojechała z przyjaciółką wybierać suknię ślubną. Pamiętam nasz dialog przed jej wyjściem z domu:
- Wybiorę najlepszą, żebyś nie próbował uciec mi sprzed ołtarza! – żartowała sobie.
- Wiesz, że dla mnie jesteś najpiękniejsza, nigdy cię nie opuszczę.
Pocałowałem ją wtedy po raz ostatni… W drodze do salonu miała wypadek i zostawiła mnie tu samego, na pastwę nędznego losu. Właśnie mija rok od jej śmierci.

Jestem przekonany, że to co piękne, zostało mi odebrane przez moje błędy z przeszłości. Chciałem Wam tylko przekazać, że w każdym związku są kryzysy, nie warto wyrzucać miłości do śmieci tylko dlatego, że wymaga pracy. To przecież nadal miłość - doceniajcie ją, zanim ją stracicie, jak ja.

#8qYMT

Stało się to wtedy, gdy Pokemon Go było popularne. Wyszedłem na lekcji do toalety i postanowiłem sprawdzić, czy nie ma jakichś rzadkich okazów przy mojej szkole. Spuściłem wodę, włączyłem Pokemony, sprawdziłem i już miałem je wyłączyć, gdy nie wiadomo jak telefon wpadł mi do kibla. Nie był wodoszczelny, tak że wiecie, panika. Szybko go wyciągnąłem z kibla, wytarłem w mundurek... i pod wpływem emocji wyssałem USTAMI wodę z gniazdek.

Zrobiłem tak, bo to był mój pierwszy porządny telefon. Wszystko skończyło się dobrze. Nie działał tylko środkowy, największy przycisk.

#mrSyu

Mój 5-letni syn od kilku dni cały czas śpiewa hymn Polski, którego nauczył się w przedszkolu. Jestem z niego bardzo dumny - pomimo że robi trochę hałasu w autobusie i sklepie spożywczym, to spotyka się wyłącznie z uśmiechami mijających nas osób.

Jednocześnie jest mi niesamowicie wstyd, bo… to od niego nauczyłem się trzeciej i czwartej zwrotki. Po prostu po latach je zapomniałem, aż wstyd się przyznać. Dało mi to do myślenia.

Nie bądźmy ignorantami, pamiętajmy i śpiewajmy hymn, głosujmy podczas wyborów, pomagajmy sobie nawzajem i dbajmy o nasz kraj, bo to my decydujemy o tym, jaka jest Polska.

#1ovnX

Nasz 7-letni syn wyznał, że jego opiekunka go bije. Zrobiliśmy wszystko co się dało, żeby za to zapłaciła. Ona zmieszała nas z błotem w internecie i koniec sprawy wygląda tak, że... tak naprawdę nasz syn nas okłamał dla zabawy, dziewczyna została fałszywie oskarżona, do nas kompletnie nikt w mieście nie chce już przyjść w charakterze opiekunki, a sąsiedzi patrzą na nas krzywo, bo taką mamy opinię w okolicy, więc musiałam zrezygnować z pracy. Dzieci to skarb...
Dodaj anonimowe wyznanie