#5IYXi

Jestem psychologiem, który nienawidzi ludzi. Poszedłem na te studia, bo nie dostałem się na inny, nie-ludzki kierunek. Okazało się, że jestem w tym dobry (zdanie wykładowców), sprawdzam się (zdanie współpracowników) i umiem pomagać (zdanie pacjentów). I co z tego, skoro jak słyszę kolejną osobę, która mi opowiada o sobie, to mam ochotę wepchnąć jej knebel w dziób. Nie zrezygnuję z tej pracy, bo za dobrze zarabiam. Po prostu pewnego dnia to ja trafię na kozetkę.

#o3BQE

Często słyszę tekst, że "matka to zawsze matka" oraz że "trzeba ją kochać i szanować mimo wszystko". Tylko że ja po prostu nie umiem.

Wychowałam się w rodzinie dysfunkcyjnej.
Mieszkałam z matką i ojczymem.
Ojczym odkąd pamiętam bił matkę, ale ona i tak zawsze do niego wracała. Za kołnierz też nie wylewali.
Gdy miałam 6 lat, ojczym mnie molestował. Nie rozumiałam tego co zaszło, ale mówił mi, że to normalne i nikomu nie mogę powiedzieć, a zwłaszcza mamie, bo będzie na mnie bardzo zła, więc milczałam. Z wiekiem coraz bardziej rozumiałam sytuację, ale i tak czułam zbyt wielki wstyd, żeby cokolwiek powiedzieć. 6 lat zajęło mi zebranie się w sobie, żeby powiedzieć matce co się wtedy stało. Wydusiłam to poza domem, spontanicznie i w miejscu, gdzie jakby co nie mogłaby mnie uderzyć. Zapytała się, czy doszło do penetracji. Gdy odpowiedziałam, że nie, machnęła ręką i stwierdziła, że nic takiego się nie stało, że przesadzam i pewnie to przeze mnie.

Mniej więcej rok po tym trafiłam do psychiatry, który stwierdził depresję. Na dodatek dostaliśmy kuratora po tym, jak w szkole zauważyli siniaki na moim ciele. Oczywiście to była moja wina, za co zostałam ukarana złamanym nosem. Nie poszli ze mną nawet do szpitala.
W wieku 15 lat na popijawie moich rodziców zostałam zgwałcona przez kolegę mojego ojczyma. Dopiero rok później wykrzyczałam to matce, gdy po raz kolejny mówiła mi, że jestem niewdzięczna, a ona wychowała mnie najlepiej jak mogła i inne dziecko to by się cieszyło z takiej matki. Ze śmiechem odparła, że mogłam zrobić mu dobrze ustami. Bezsilność czy gniew to za mało.
Po mojej próbie samobójczej narzekała, że jestem na tyle tępa, że się zabić nie potrafię.
Kurator wiedział tylko o przemocy w rodzinie i próbie. Matka mówiła, żebym się nie chwaliła swoim "dziwkarskim" zachowaniem.
Straciłam nadzieję na pomoc od kogokolwiek, gdy powiedziałam kuratorowi, że się bardzo źle czuję psychicznie i nie mam już siły wstawać z łóżka, a on na to śmiejąc się "Nie dramatyzuj, jakie wy możecie mieć problemy w tym wieku? Żeby nie mieć czasu na pójście ze znajomymi na lody?". A matka tylko pokiwała głową uśmiechając się.

5 lat temu się usamodzielniłam. Byłam na różnych terapiach i biorę leki od psychiatry, ciągle nad sobą pracując. Ale nadal nie jestem w stanie zbudować normalnej relacji czy nie ryczeć po kątach, gdy ktoś mnie zaprosi na randkę, a ja mimo chęci nie mogę pójść, bo nie wyobrażam sobie kontaktu cielesnego z kimkolwiek.

#I2d6c

To będzie jedna z tych historii, których nie lubicie. Myślę jednak, że temat jest rzadko poruszany, a jednak bardzo potrzebny i może część z was zwróci na niego uwagę.

Cierpiałam na depresję poporodową, nie zdając sobie z tego sprawy. Przytłoczona opieką, zmęczona, niewyspana, sama, coraz częściej chciało mi się wyć, kiedy tylko słyszałam, że dziecko znowu się obudziło. Bałam się zastawać z nią sama, nie chciałam tego, a jednocześnie panicznie bałam się, że coś jej się stanie i nie zdołam jej pomóc na czas. Nie mogłam spać, co chwilę sprawdzałam, czy dziecko aby na pewno oddycha, czy nie ulała, czy czasem się nie dusi... Wszyscy zbywali moje problemy. Matka twierdziła, że to normalne. Mąż, że przecież bardzo kocham dziecko i nic jej nie zrobię. Nawet kiedy płacząc zapytałam się, czy mam zabić ją i siebie, żeby sobie uświadomił, że coś jest nie tak. Przed znajomymi natomiast zawsze udawałam szczęśliwą matkę.
Dopiero po prawie roku odważyłam się na telefon zaufania. Tam dowiedziałam się, że cierpię prawdopodobnie na depresję poporodową. Przeszłam terapię, już wszystko OK.

Dlaczego o tym piszę? Co w tym anonimowego? Ano to, jak się przez ten czas zachowywałam. Nie umiem sobie wybaczyć, że kiedy mała płakała, ja wychodziłam do drugiego pokoju i wyłam razem z nią, zamiast przytulić ją do siebie. Że kiedy nie chciała jeść, niemal na siłę wciskałam jej butelkę do buzi. Gdy nie chciała zasnąć, potrafiłam potrząsać ją w nerwach, krzycząc. Raz nawet ją uderzyłam...

To wszystko już za mną. Dziś córka ma ponad dwa lata. Kocham ją nad życie i ona kocha mnie. Poświęcam jej każdą wolną chwilę. Razem się bawimy, gotujemy, sprzątamy... Nie umiemy żyć bez siebie, jestem najlepszą matką, jaką mogę dla niej być. Tylko czy ktoś, kto zachowywał się jak ja, może w ogóle mówić, że jest dobrą matką?

#zibQQ

Też się cieszycie, jak przychodzi do Was paczka? Często zamawiam coś przez internet, potem nawet nie pamiętam ile czego i czy wszystko przyszło, więc za każdym razem jak przychodzi paczka, której się w ogóle nie spodziewam, to cieszę się dwa razy bardziej. Tak też było ostatnim razem. Kurier, paczka, super! Już się zastanawiałam cóż to może być, czy jakieś ciuchy, o których zapomniałam, czy jeszcze może coś innego. Pobiegłam więc szybko do pokoju, wskoczyłam na łóżko, wzięłam nożyczki, otwieram szybciutko, a tam... przegląd gnijącego mięsa. Smród nie z tej ziemi, "sok" z pudełka wylał mi się na łóżko, no apokalipsa! Pościeli i nawet materaca nie udało się już uratować, a smród z pokoju nie wyszedł przez dobry miesiąc.

"Najlepsze" jest to, że nie jestem w stanie dojść do tego, kto wysłał paczkę i jeśli ktoś chciał mi dać znać, że mnie nienawidzi, to nawet nie domyślam się kto to może być.

#3zFU9

Byłem umówiony z moją dziewczyną, mieliśmy zjeść kolację na mieście. Przyjechałem po nią, czekam i czekam, ale nie wychodzi. Dzwonię, ale nie odbiera. Wyszedłem więc z auta i poszedłem do jej mieszkania, sprawdzić co się dzieje.

Zastałem ją na łóżku, w płaczu i spazmach. Przestraszyłem się, że stało się coś strasznego, podbiegłem, przytuliłem ją i zapytałem, dlaczego tak strasznie płacze.
Odpowiedziała, że skończył się jej ulubiony serial...

#CjGPf

Jak byłem na studiach, to często chodziłem po różnych klubach. Jako, wówczas jeszcze, wolny mężczyzna lubiłem czasem poznać jakąś dziewczynę i niezobowiązująco sobie poromansować. Zazwyczaj jednak miałem jakiegoś straszliwego pecha i poznawałem niewiasty tak samo ładne, jak i bardzo dziwne.

Jedna piękność podczas rozmowy ze mną nieoczekiwanie wylała sobie piwo na głowę, bo uznała, że to dobry, podprogowy sposób na „pokazanie mi, jak bardzo jest mokra”. Inna dziewczyna, prześliczna blondynka z burzą kręconych włosów, miała dziwny fetysz i podczas seksu udawała kurę. Poważnie – podniecało ją to! Mnie natomiast nie, więc sami rozumiecie…
Najdziwniejszą z białogłów, które spotkałem, była pewna ruda okularnica o urzekającym spojrzeniu i absurdalnie wręcz wyzywającym seksapilu. Po piętnastu minutach tańca i rozmowy, dziewczyna patrząc na mnie w przeszywający sposób, zapytała: „Czy chcesz pójść ze mną do mojego domu i posłuchać mojej <tutaj przysunęła się do mojego ucha i zamieniła głos na szept> poezji…?”.
Nie zdążyła skończyć, a ja już byłem ubrany i gotowy do wyjścia, wizualizując sobie wszystkie złe rzeczy, które zaraz mieliśmy robić.

Przyszliśmy do niej do domu, zdjęliśmy kurtki, ona zapaliła klimatyczną lampkę, rozpaliła kadzidełko, puściła stonowaną muzykę relaksacyjną, chwyciła mnie za rękę i zaprowadziła do łóżka. Kazała mi się położyć i zamknąć oczy.
I tak sobie właśnie leżąc przez trzy godziny słuchałem, jak ona czytała mi kolejne tomiki napisanych przez siebie wierszy.

#8wUTZ

Mój chłopak uważa, że jeśli będzie szedł pod prysznic po dwójce, to nie ma potrzeby wycierać tyłka, bo przecież gąbka zrobi robotę dwa razy lepiej i jest wielorazowa.

Dowiedziałam się o tym dzisiaj. Od 3 miesięcy mieszkamy razem i używamy wspólnie wszystkich rzeczy, nawet gąbek...

#727pM

We wsi, gdzie mieszkali moi dziadkowie i gdzie spędzałam całe lato, mieszkał niepełnosprawny umysłowo Zdzisiu (tak na niego wołali). Zdzisiu był nieślubnym dzieckiem, kozłem ofiarnym całej wsi. Głupkowaty, otępiały, dobroduszny matoł - tak o nim mówili. Fizycznie dorosły, psychicznie może ośmiolatek. Jego biedna matka poświęciła mu całe życie, by bez pomocy specjalistów (wtedy zupełnie niedostępnych, zwłaszcza w pipidówce na 20 chałup) wyprowadzić go na ludzi. To znaczy, że nie robił nikomu ani niczemu nic złego, umiał poprosić o pomoc, był uprzejmy, miły, wykonał proste prace, nie robił w spodnie i nie obnażał się publicznie.

Raz ja i moje wakacyjnie "przyjaciółki" usłyszałyśmy zza ich płotu, jak matka właśnie mu tłumaczy, że nie wolno mu dotykać innych ludzi, rozbierać się przy nich, robić siku ani kupy na widoku, a już w szczególności tam, gdzie są dziewczynki, bo go zabiorą do więzienia. Zdzisio bardzo się tym przejął, a gdy jego mama poszła pracować w gospodarstwie, poszedł w pola i do pobliskiego lasku połazić tam sobie, jak to zwykle robił.

Moja kuzynka zaproponowała, by się z nim pobawić, bo taki samotny i smutny. Ja miałam wtedy 8 lat, najmłodsza z nas 6, a najstarsza 10. Poszłyśmy do niego. Zdzisio był bardzo miły, dziwny, ale miły. Nie umiem określić, kiedy zaczęłyśmy mu kazać robić dziwne rzeczy pod groźbą naskarżenia, że pokazał nam siusiaka.

Zjadł krowią kupę, wepchnął sobie trawę w pupę, bo mu groziłyśmy więzieniem za dotykanie nas. Gdy się rozpłakał, że to nieprawda, moja kuzynka powiedziała mu, że jest głupi i nikt mu nie będzie wierzyć. Potem zdjęła majtki spod sukienki, rzuciła do rowu i powiedziała, że jak je znajdą, albo on je podniesie żeby jej oddać, to i tak będzie dowód i utną mu głowę.

Z jednej strony było mi go żal, a z drugiej nie wiem dlaczego, ale miałam z tego frajdę, bo moja kuzynka i jej koleżanka ją miały. Kazano mi się jej słuchać, bo jest starsza i ma same szóstki.

Męczyłyśmy tak biednego człowieka przez trzy miesiące wakacji. Było mi z tym źle, ale nic nie mówiłam nikomu. W święta u babci okazało się, że zabrali go do psychiatryka za molestowanie dwóch 9-letnich dziewczynek. Wtedy zaryczana powiedziałam prawdę. Nikt mi nie uwierzył.

Po latach spotkałam kuzynkę, z którą od tamtej pory unikałam kontaktu. U dziadków nie bywałam poza świętami. Podobno rzeczywiście się na nią rzucił z łapami, bo zaczęła pokazywać mu nagi tyłek dla zabawy, a jej koleżanka biła go gałęzią, by go rozdrażnić. I ta kuzynka uważa się za ofiarę. Ja uważam się za potwora, bo w tym uczestniczyłam.

#fw0Yx

Wyjazd brata z kumplami na Węgry, tak o, pozwiedzać. Taki wypad na 5 dni miał być. Oczywiście, wieczorem imprezowanie w hotelu. Było już późno, piwka się skończyły, flaszka by się przydała, to dwóch poszło do sklepu całodobowego, który gdzieś w pobliżu się znajdował. Brat z kolegą idą, już nie bardzo wiedzą gdzie są. Gdzieś z zakrętu wychodzi grupka węgierskich kiboli i od razu każe oddawać co mają. Oni delikatnie zamroczeni, języka nie znają, a tamci w tym momencie rzucili się do bicia. Gdy mój brat upadł na ziemię, rozchyliła mu się bluza, a pod nią jakże oryginalny t-shirt z polskim orłem i flagą państwową. Brat już szykował się na kolejny cios, gdy nagle usłyszał tylko jakiś krzyk jednego z Węgrów do reszty napastników. Po chwili jeden z nich wyciągnął do brata rękę i łamanym polskim powiedział "Polak, Węgier, dwa bratanki, i do szabli, i do szklanki". Po tym dodał już po angielsku, że był u nas na Woodstocku i kocha od tamtej pory Polaków. I sobie poszli.

Żeby nie było, że historia nieskończona, to chłopaki wrócili od razu do hotelu, bez flaszki.
Dodaj anonimowe wyznanie