#6Di0T

Siedząc w rogu kawiarni poczułam się nazbyt bezpiecznie i wypuściłam z siebie cichacza okrutnika. Raz w życiu trafia się tak niespodziewanie żrący pierd i raz w życiu zdarza się, że podchodzi do mnie przystojny chłopak, pyta o moje imię itd. No i to oczywiście nastąpiło jedno po drugim w odstępie może 30 sekund, więc chłopak był uśmiechnięty tylko do pierwszego wdechu, później wyjątkowo szybko się oddalił.

#Hy0gR

Kiedy poznawałem rodziców mojej dziewczyny, jej ojciec pokazał mi swoją kolekcję broni. Wytłumaczył, że pierwszą zasadą bezpieczeństwa jest to, żeby nie celować z broni (nawet nienaładowanej) do kogoś, do kogo naprawdę nie chcemy strzelać.

Kiedy to mówił, miał w oczach obłęd, a ja miałem lufę jego rewolweru przy samym nosie, wycelowaną prosto między moje oczy.

#xOuUB

Będzie w miarę krótko i kontrowersyjnie, ale mam to w sumie gdzieś.

Do niedawna byłam przeciw aborcji. To znaczy, jak najbardziej byłam za takim prawem, jakie jest obecne w Polsce, to są wyjątkowe wypadki, ale skoro jakaś idiotka nie potrafi się zabezpieczyć, to dlaczego ma mieć prawo do usunięcia dziecka, skoro zaciążyła przez własną głupotę, a dziecko temu niewinne?


Myślałam tak, dopóki nie zaczęłam chodzić na terapię grupową i nie spotkałam na zajęciach niesamowicie dużej ilości ludzi, których rodzice gnębili psychicznie, za to, że się urodzili.

Nastolatka, którą katoliccy rodzice zmusili do wychowania dziecka, które oczywiście było gorsze, bo to owoc grzechu. Samotna matka, która z powodu porodu została bez wykształcenia, bo przez dziecko musiała rzucić szkołę. Małżeństwo, które zaliczyło wpadkę, a rodzina namówiła ich do wychowania dziecka, bo co ludzie powiedzą. Karyna, która stwierdziła, że skoro już zaciążyła, to dziecko przyda jej się do zasiłków i taniej siły roboczej. Kobieta, którą rzucił facet, bo zaszła w ciążę. Alkoholicy, którzy mieli gdzieś i ciążę i dziecko.


Wszystkie te dorosłe już dzieci, które były wpadką, były dręczone psychicznie, a często też fizycznie, za to, że swoimi narodzinami zniszczyli rodzicom życie. Tylko jedno z tych dzieci nie miało w przeszłości próby samobójczej, myślę, że żadne z nich nie miałoby pretensji o to, gdyby po prostu zostało wyabortowane.


Już wtedy coś zaczynało mi świtać, że chyba jestem nie fair z tym moim myśleniem, jednak ostatecznie przekonała mnie depresja mojej siostry. Depresja spowodowana tym, że starała się o stypendium za granicą, a jej były już facet przebił gumkę, w wyniku czego zaciążyła. W ten sposób chciał ją przy sobie zatrzymać.
Nie jestem na tyle odważna, by rozmawiać o tym z kimś znajomym, bo zapewne skończyłoby się to awanturą, a miałam potrzebę, by z kimś podzielić się tym, jaka kiedyś byłam głupia.

#jk0BB

Dziś w pracy musiałam sobie zrobić test na obecność narkotyków. Okazało się, że ktoś zadzwonił do firmy i na mnie "doniósł". Później okazało się, że tą przemiłą i jakże kłamliwą istotą jest moja przyszła-niedoszła teściowa, która uważa, że powinnam robić jej synkowi obiad, żeby nie siedział głodny. Dlatego lepiej, żeby mnie zwolnili, bo przecież nie ugotuję obiadów, jak kończę codziennie o 18:00.

Gość ma 35 lat! W dodatku powiedział mi, że powinnam przeprosić mamę za to, że musiała się zdenerwować.
Urwa z kim ja żyję, a raczej żyłam.

#WBGdZ

O tym jak usunęłam ciążę (jeśli temat Cię meczy przewijaj dalej).


Z B. byłam ponad rok, mieszkaliśmy razem parę miesięcy, gdy na teście ciążowym pojawiły się dwie kreski. Szok i niedowierzanie, przecież zabezpieczaliśmy się, nigdy nie pękła nam prezerwatywa, a w dni płodne staraliśmy się nie kusić losu. Jednak jak widać los chciał inaczej.


Pierwsza reakcja: spokój, przecież mogę usunąć. Druga: w sumie kiedy jak nie teraz? Jak urodzę będę miała 21 lat, a mój partner 24, więc czas najwyższy.
Ojciec przyszłego dziecka jednak nie podzielał "zachwytu", w sumie nie dziwię się, miesiąc wcześniej wzięliśmy kolejny kredyt na to aby spłacić dwa poprzednie, mieliśmy długi i żadne z nas nie miało umowy o pracę.
Ponadto ja męczyłam się z nerwicą i czasem najprostsze rzeczy były dla mnie niewykonalne.
Postanowiliśmy (a w sumie bardziej on postanowił): usuniemy.
Tak uczyniliśmy. Tabletki poronne przez internet, żaden problem.

Nie było to dla mnie łatwe, bo zawsze powtarzałam, że jestem za prawem do aborcji, ale ja takiej nigdy nie dokonam. Jak widać życie pokazało inaczej.

Czemu o tym piszę?
To była najlepsza decyzja mojego życia, chociaż nie do końca podjęta przeze mnie.
Z B. byłam jeszcze przez parę miesięcy, ale nie potrafiliśmy się dogadać, bo miałam żal do niego, że wymusił na mnie tą decyzję. W międzyczasie dowiedziałam się, że prawdopodobnie mnie zdradzał (nie przyłapałam na samej zdradzie, ale na spotykaniu z obcą babką po kryjomu i owszem), oszukiwał, część pieniędzy, które zarobił wydawał na narkotyki, więc wychodziło na to, że na prochy miał, a na kredyt już nie. Ponadto raz w przypływie złości plunął mi w twarz i rzucił moim telefonem o podłogę. Byłam tak przestraszona, że zamknęłam się w łazience, bo patrząc w jego oczy bałam się, że mnie pobije.


Teraz wiem, że posiadanie z nim dziecka byłoby najgorszą rzeczą jaka mogła mi się w życiu przytrafić.



Trochę mi jednak smutno, bo teraz po dwóch latach od aborcji moja najlepsza przyjaciółka jest na finiszu ciąży i nie do końca rozumie czemu czasem płaczę, gdy ta znów nawija bez przerwy o dziecku (przyjaciółka nic nie wie).
Nie płaczę, bo dokonałam aborcji. Płaczę, bo trafiłam na dupka, któremu mogłam urodzić dziecko, ale tego nie do końca chciałam i boję się, że przez pieprz**ony zakaz aborcji w PL i robienie jej szemranymi lekami na wrzody, w przyszłości mogę nie mieć dzieci. I to boli mnie najbardziej. Zwłaszcza, że ja i mój partner zaczynamy właśnie poważne rozmowy na temat rodzicielstwa.

#4rJUj

O tym, jak okradłam niesłyszącego (?).

Jesienne, dość ciepłe popołudnie. Wracałam samochodem do domu po kilku dniach na uczelni, trasa kilkadziesiąt kilometrów, dlatego w aucie na wszystkich siedzeniach porozwalane różnego rodzaju rzeczy, w tym coś do jedzenia i do picia na drogę.

Jest na mojej trasie odcinek remontowany, wprowadzony ruch wahadłowy i światła w miejscu, gdzie robią nowy most. Pech chciał, że światło zmieniło się akurat przy mnie i byłoby już dużym przegięciem wciskać się na czerwonym, stanęłam pierwsza w kolejce i czekam, radośnie przygryzając bułkę.

W tym momencie pan, który do tej pory stał przy drodze w odblaskowej kamizelce, a którego wzięłam za kogoś z ekipy budowlanej, zaczął pukać mi w szybę. Zauważyłam, że trzyma plik jakichś kartek, pomyślałam, że dorabia na rozdawaniu ulotek, z chęcią otworzyłam mu i zabrałam z uśmiechem, bo zawsze staram się pomóc osobom pracującym w ten sposób. Nie była to ulotka, tylko choinka zapachowa do samochodu i karteczka, coś w stylu "Jestem osobą niesłyszącą. W Państwa rękach jest choinka warta 8 zł, jeżeli dadzą mi Państwo więcej, to znaczy, że mają Państwo dobre serce". Na końcu jakieś Bóg zapłać i tyle.

Myślę sobie - halo, ja przecież takiego badziewia nie potrzebuję za 8 zł (przypominam mój status materialny: student). Kątem oka widzę w lusterku, że ów pan robi już rundkę powrotną i ludzie stojący za mną dają mu przez szybę jakąś gotówkę. Ruszyło mnie sumienie, może pan faktycznie potrzebuje pieniędzy na jakieś leczenie, 10 zł mnie nie zbawi jak mu dam. Problem tylko, czy mam. Pan już stoi za moją szybą. Szukam w skrytce na drobne, nie ma, tylko same grosze. Portfel. Gdzie ja w tym syfie znajdę portfel... A no tak, na tylnym siedzeniu, w torbie, pod kurtką, między inną torbą z pustymi pudełkami po jedzeniu, a jeszcze inną torbą z książkami z biblioteki. Trudno, walczę, grzebię i szukam. Pan za oknem nerwowo tupie w miejscu. Aż tu nagle słyszę trąbienie za sobą, no tak, mamy zielone, a ja stoję pierwsza w korku. Nie mogę stać dłużej i blokować takiej masy samochodów, pan już zaczął mi pukać w szybę, a ja szybko wrzuciłam jedynkę i odjechałam... Z choinką zapachową, za którą nawet nie zapłaciłam. Którą kupiła osoba niesłysząca. No kradzież jak nic!

Do samego domu gryzły mnie wyrzuty sumienia. Ale... coś mi nie gra. Czy ten pan na pewno nie był oszustem? Stać w korku i wciskać ludziom coś, czego tak naprawdę nie chcą? Nie prosiłam się o tę choinkę, nawet chciałam zapłacić, ale nie zdążyłam. Tak właśnie w myślach się usprawiedliwiałam przez resztę dnia. Całkowita złość przeszła mi w momencie, kiedy następnym razem jadąc tą samą trasą w drugą stronę, zapukała mi w szybę inna pani z tym samym plikiem choinek. Zamknęłam się od środka i odwróciłam wzrok w drugą stronę.
Do tej pory nie wiem co o tym myśleć.

#ewGJk

Mój były miał urodziny, ja nie znając jego kompanów i towarzystwa postanowiłam się nie upijać. Było dużo alkoholu i jedzenia, większość jego kompanów od wódki skończyła przy sedesie albo przy umywalce. Kiedy już łazienka była podtopiona w wymiotach kumpli, wrzuciliśmy ich z mieszkania i stwierdziliśmy, że posprzątamy to rano i idziemy razem spać.

Rano obudziłam się z włosami w wymiotach, ale mojego byłego nie było obok mnie. Znalazłam go w salonie na kanapie. Zwymiotował w nocy na mnie i nie budząc mnie, poszedł sobie spać na kanapę do salonu.

#zRvky

Moja dziewczyna była o mnie chorobliwie zazdrosna. Zawsze, kiedy chciałem wyjść z kumplami, to robiła mi sceny, płakała, mówiła, że tam na pewno będzie dużo ładnych dziewczyn i że będą chciały mnie poderwać. Nigdy bym jej czegoś takiego nie zrobił, ale nie chciałem robić jej przykrości, więc częściej zostawałem w domu.

Po dłuższym czasie nie wytrzymałem już z jej zazdrością, zerwałem z nią. Po rozstaniu zacząłem chodzić częściej do barów i witano mnie tam słowami "O, to twoja była bzykała się tu ze wszystkimi?".

Tak, przeleciała wszystkich, od klientów, po ochroniarza.
Dodaj anonimowe wyznanie