#H4GDs

Jak zniszczyłem nastolatce życie?


Pewna dziewczyna dokuczała mojej siostrze, przedział wiekowy dzieciaków z podwórka był od 8-12 lat. Jedna osoba uwzięła się na moją siostrę. Non stop dogadywania, śmiania się za plecami, wytykanie każdego błędu.

Młoda przychodziła do domu z płaczem i nie chciała wychodzić na podwórko, bała się. Byłem wściekły, że takie rzeczy się dzieją pod moim nosem. Rozmowy z matką dziewczyny nie dawały kompletnie nic, pogarszały sprawę. Jako starszy brat przez 2 miesiące cały czas podsuwałem dzieciakom różne informacje.


Teraz po 2 latach, ta sama dziewczyna nie wychodzi już na dwór. Dosłownie nikt jej nie lubi, każdy się naśmiewa. Śmieją się z niej jak to latała za chłopakami, nazywają ją ladacznicą. Te dziecko widzę jedynie jak idzie do szkoły. Bardzo rzadko wychodzi na podwórko.


Szczerze Wam powiem, serce me cieszy się jak przechodzę koło grupek dzieci i ją obgadują. To piękne wyśmiewanie się z niej. Moja siostra można powiedzieć, że zapomniała o całym zajściu jakie kiedyś było. Lecz sam jakoś nie czuję kompletnie żalu, współczucia jakim jest teraz śmieciem dla swoich byłych kolegów, koleżanek. Ma tylko te swoje zaparchane koty. Ciekawi mnie wasza reakcja na wynik moich działań.

#RCCvX

Mam 20 lat, właśnie dowiedziałem się, że moja mama jest tak naprawdę moją macochą. Moja prawdziwa mama zmarła, gdy miałam półtora roku. Miała raka. Mój ojciec nigdy mi nie powiedział o tym. Choć może się wydawać to dziwne, ale ja zawsze wiedziałem, że z moją macochą jest coś nie tak. Kocham ją, jest dla mnie wspaniała, ale zawsze miałem takie wrażenie, że nie jesteśmy ze sobą tak blisko.



Jak dowiedziałem się o tym, że urodziła mnie inna osoba? Sprzątałem dom. Znalazłem szkatułkę, a tam zdjęcia. Ja w objęciach swojej mamy. Ja układający klocki z mamą, ja karmiony piersią przez moją mamę, ja śpiący w objęciach mamy. Było ich dużo. Oglądałem je i płakałem jak bóbr. Widziałem jaki byłem wtedy szczęśliwy, widziałem że na tych zdjęciach bije ode mnie miłość do mamy i mamy do mnie. Zaniosłem zdjęcia swojemu ojcu. Nie chciał źle, chciał mnie chronić. Nie mam do niego żalu. Tato opowiedział mi wszystko o mojej mamie. Choć może wydawać się to dziwne strasznie, mi ulżyło. Moja prawdziwa mama naprawdę mnie kochała z całego serca. Robiła dla mnie wszystko abym był szczęśliwy. Miała raka piersi. Jeśli ta historia ma mieć jakąś puentę to badajcie się drogie Panie, aby ta historia się nie powtórzyła.

#ibT1E

Pracuję w Stanach w sklepie. Któregoś dnia do sklepu wpadł facet z pistoletem i kazał spakować wszystkie pieniądze do torby i mu dać. Scena filmowa, ale jakoś nie przypominałem sobie, żebym był Brucem Willisem, więc posłusznie wykonałem polecenia w panice.

Szef powiedział mi po obejrzeniu taśmy z monitoringu, że w tym stanie można nosić ze sobą broń na widoku, więc jeśli koleś nie wycelował we mnie spluwy, to po prostu oddałem mu hajs za frajer. Ze swojej wypłaty, rzecz jasna.

#7w8Sf

Moja jakże przeze mnie uwielbiana teściowa zjawiła się u nas bez zapowiedzi. Żeby uniknąć natychmiastowych emocjonalnych przywitań, udałem, że rozmawiam przez telefon i przeszedłem do innego pokoju. Po chwili telefon wydarł mi się z całą mocą głośniczka, dzwoniąc mi prosto w ucho. Tak, to moja kochana teściowa pozwoliła sobie do mnie zadzwonić, patrząc przy tym na mnie, jak na kawał leżącego na białym obrusie gówna.

#ke2Bi

Niniejsze wyznanie dedykuję (już byłej) nauczycielce, którą doprowadziłam do wydalenia z zawodu.

Droga nauczycielko.

Pamiętasz, jak 15 lat temu (wtedy byłam w liceum) "umiliłaś mi życie" poprzez znęcanie się nade mną, głównie psychicznie? Wtedy codziennie odpytywałaś mnie z różnych tematów (uczyłaś matmy), głównie tych, których nie miałam okazji przerobić i notorycznie mnie przy tym karciłaś/śmiałaś się ze mnie? Nawet jeśli na dany temat dobrze odpowiedziałam, to wstawiałaś mierne oceny za "wymowę sugerującą pyskowanie". Pamiętasz, jak mi dokuczali na przerwach i nie reagowałaś, chyba że to JA komuś dokuczałam, to nawet z ziemi się wynurzałaś. Pamiętasz, jak raz przez ciebie (tak, nie zasługujesz na to żeby zwracać się per pani) powtarzałam rok, mówiąc mi w twarz, że nic nie osiągnę w życiu? Pamiętasz, jak raz przez ciebie próbowałam targnąć się na swoje życie, będąc doprowadzoną do ostateczności, wtedy powiedziałaś "nawet zabić się nie umiesz"?

Ty może nie, w końcu byłam tylko jednym z kilkuset uczniów, których uczyłaś, ale ja ciebie doskonale pamiętam.
Wbrew temu, co mi wmawiałaś, ukończyłam prawo administracyjne i przez kilka lat pracowałam jako inspektor w Kuratorium Oświaty.

A teraz właściwe wyznanie.

Dwa lata temu wpływały do kuratora skargi na nauczyciela szkoły, którą nazwę doskonale pamiętam. W końcu kurator wydał polecenie o wywiadzie, który Ja miałam przeprowadzić (dobrze, że zmienili nazwę szkoły i kurator nie wie, że TAM się uczyłam, oczywiście też zachowując profesjonalizm). Ku mojej radości okazało się, że skarga dotyczyła TEJ właśnie nauczycielki (dobrze, że mnie nie poznała, raz, że zmieniłam wygląd, dwa, że mam nazwisko po mężu). Po dokładnym wywiadzie okazało się, że ona nadal znęca się w taki sposób nad uczniami, mimo to dalej pracowała. Po moim wywiadzie kurator wydał polecenie wszczęcia postępowania dyscyplinarnego wobec niej (w tym celu wysłał delegację, której ja przewodziłam, oczywiście niczego nie podejrzewając). Po przeprowadzeniu postępowania wyszły na jaw inne przewinienia, m.in. uwikłała się w romans z uczniem z klasy maturalnej. Moja decyzja mogła być tylko jedna... Wydalenie z zawodu nauczyciela z tzw. "wilczym biletem" (dodam, że ona miała wtedy 47 lat). Wierzcie mi albo nie, ale to nie była decyzja podjęta z powódek odwetowych, tylko dla dobra przyszłych pokoleń, żeby ich nie uczyła taka szumowina.

Tydzień przed napisaniem tego wyznania miałam okazję ją spotkać, nadmienię, że już nie pracuję w kuratorium. Rozpoznała mnie jako ową kuratorkę i nawrzucała mi trochę. Wtedy jej przypomniałam o uczniu sprzed 15 lat, czyli o mnie, o tym, jak nade mną się pastwiła. I tym razem to ja się śmiałam, kiedy to ona płakała.

Tak jak ona umiliła mi kawałek życia (nie tylko mi), tak ja umiliłam resztę JEJ życia.

#faKQJ

Kawa, fajka - i cyk dwójeczka. Tak zaczynał się każdy dzień, kiedy jeszcze paliłam papierosy. Decyzję o rzuceniu odkładałam bardzo długo - głównie przez to, że bez papierosa ciężko mi było się załatwić.
W końcu nastał ten dzień. Obiecałam sobie, że wytrzymam. Choćby miał mi brzuch pęknąć - nie zapalę. Nie wezmę środków na przeczyszczenie. Przetrzymam ten najgorszy okres.

Pierwszy dzień rzucania palenia był straszny. Myślałam tylko o papierosie. Niestety siedząc w pracy, nie miałam czym zająć myśli - pracę mam biurową, w pokoju siedzę sama. Praca monotonna, nikt nie wchodzi do pokoju (tylko czasem przychodził szef, ale to rzadkość).

Każdy kto rzucał palenie wie, jaki ma się wtedy apetyt. Pierwszego dnia musiałam tylko chrupać paluszki, ale kiedy zaczął mi wracać smak, jadłam jak opętana. Kebaby, pizze, hot dogi, czekolady, cukierki. Były też zachcianki jak u kobiet w ciąży - ziemniaki z musztardą i schabowy z chrzanem - cóż to było za połączenie!

Po tygodniu opychania się i zatwardzenia  (aż dziwne, że po takim ostrym kebsie i pizzy z papryczkami nie dostałam sraczki), postanowiłam użyć domowych sposobów na oczyszczenie jelit.
Pierwszego dnia na stół wjechały suszone śliwki (jedzone na "sucho" i moczone przez noc w wodzie - nie pomogło.
Następnie siemię lniane - nic.
Kolejnego dnia kefir, ogórki i woda - nic, kompletnie nic.
Otręby, hektolitry wody, zielonej herbaty, nawet stary, dobry sposób + jabłko i kawa - nic nie było w stanie pobudzić jelit.

I tak sobie siedziałam w pokoju w pracy i pierdziałam w stołek. Na początku gazy były takie, że mogłam nad nimi zapanować i donieść do toalety, ale później po mieszance jedzenia, które wymieniłam wyżej, to bąki leciały co minutę (wyobraźcie sobie ten smród - dwutygodniowe zaparcie z taką mieszanką w jelitach).
Oczywiście w pokoju śmierdziało gorzej niż w szambie, a zerowa wentylacja przy zamkniętych drzwiach, choć otwartym oknie, nie była moim sprzymierzeńcem. Ale co tam! Przecież nikt i tak nie wejdzie, prawda?

Oczywiście, że nieprawda. Akurat jakoś w połowie zmiany do mojego smrodu przyszedł szef, w towarzystwie informatyka z innego miasta, który odwiedza nas raz na rok. Niestety, informatyk miał coś zrobić na moim komputerze, i tak sobie siedzieliśmy przez godzinę. Cicho i unikając kontaktu wzrokowego...


PS Kupę zrobiłam jakoś parę dni później - była największa i najbardziej śmierdząca w moim życiu (mam zdjęcia).

#GK3bR

Moja dziewczyna należała do osób, które gardzą podręczną technologią w postaci smartfonów. Przez dwa lata naszego związku usiłowałem ją przekonać, że w nowoczesnych komórkach jest potężny potencjał. No, bo zobacz kochanie – tu masz GPS i mapy, więc nigdy się nie zgubisz. A tu jest program do słuchania muzyki. Tutaj natomiast możesz sprawdzić pogodę, a jak wejdziesz w tę aplikację, to uzyskasz dostęp do kamerek on-line transmitujących na żywo życie pingwinów w australijskim zoo. No, bo przecież lubisz pingwiny, prawda?



W końcu odłożyłem trochę kasy i na gwiazdkę wręczyłem mojej ukochanej nowiutkiego Samsunga. Trochę trwało zanim ogarnęła wszystkie funkcje telefonu. Kiedy to jednak zrobiła, zanurkowała w niezliczonej ilości programów, które można sobie pobrać. Jakże cieszyła się, gdy znalazła aplikację do liczenia kalorii, jakże dziękowała mi, gdy odkryła apkę z przepisami kucharskimi, jakże szczęśliwa była, gdy ściągnęła soft do rozpoznawania muzyki lecącej w radio…

… jakże się wku#wiłem, gdy pobrała sobie Tindera i zaczęła mnie radośnie zdradzać z jakimiś napalonymi fraglesami z Internetu!

#Ao4hz

Mam 25 lat i jestem bezdomny.

Jednak nie jestem takim zwykłym panem, który prosi pod sklepem o drobniaki. Mam bardzo wielką determinację, aby z tego wyjść. Nie piję i nigdy nie nadużywałem alkoholu. Jak wylądowałem na ulicy?

Początkowo zaczęło się od ojca, on był alkoholikiem, matka zmarła, gdy byłem młody. Jednak pewnego dnia przestał, powiedział, że chce się zmienić. Na początku w to nie wierzyłem, jednak po 3 miesiącach jego abstynencji faktycznie mnie przekonał. Miał marzenie, by zmienić auto na inne, poprosił mnie o wzięcie pożyczki. Jak idiota się zgodziłem. Gdy tylko otrzymałem gotówkę, kupił swoje wymarzone auto. I nagle powrót traumy mojego dzieciństwa, zaczął pić... Musiałem się wprowadzić.

Wynajmowałem skromny pokój w Gdańsku, żyłem także skromnie. I spłacałem raty. Jednak kilka miesięcy temu wszystko się posypało. Straciłem pracę, z racji braku oszczędności z pokoju także zostałem wyrzucony. Nie miał mi kto pomóc. Pomoc społeczna zaproponowała mi miejsce w schronisku znajdującym się 70 km od Trójmiasta. W jakiejś wiosce, gdzie nie miałbym możliwości stanąć na nogi. Odmówiłem.
Przedwczoraj udało mi się znaleźć pracę, w warzywniaku. Jednak teraz moim problemem jest to, że w związku z podjęciem pracy nie jestem w stanie załatwić sobie jedzenia, gdyż pracuję od rana do późnego popołudnia. Udało mi się poprosić szefa o tygodniówki. Nie powiedziałem mu, że jestem bezdomny. Nie chcę, aby źle na mnie patrzał.

Drodzy anonimowi, życzcie mi, abym jakoś przetrwał na ulicy do soboty. Marzę o tym, aby znaleźć dzisiaj w drodze do pracy coś do jedzenia, aby nie dać ciała i z tego wyjść. Nie poddam się. Muszę sobie poradzić i z tego wyjść.

#KAF0z

Za dwa miesiące biorę ślub. W mojej narzeczonej - szczupłej i pięknej blondynce - jestem zakochany po uszy. Ale ostatnio coś się z nią stało…

Codziennie objada się słodyczami i fast foodami, przestała chodzić na basen, znacznie przytyła przez ostatni miesiąc i jakoś tak… jest po prostu zaniedbana. Zapytałem ją dlaczego prowadzi taki niezdrowy tryb życia, zacząłem nawet podejrzewać, że może jest w ciąży.

Nie jest. „Sprawdza, czy aby na pewno nigdy jej nie opuszczę, nawet jak będzie mieć nadwagę i stanie się brzydka”.
Dodaj anonimowe wyznanie