#WBGdZ
Z B. byłam ponad rok, mieszkaliśmy razem parę miesięcy, gdy na teście ciążowym pojawiły się dwie kreski. Szok i niedowierzanie, przecież zabezpieczaliśmy się, nigdy nie pękła nam prezerwatywa, a w dni płodne staraliśmy się nie kusić losu. Jednak jak widać los chciał inaczej.
Pierwsza reakcja: spokój, przecież mogę usunąć. Druga: w sumie kiedy jak nie teraz? Jak urodzę będę miała 21 lat, a mój partner 24, więc czas najwyższy.
Ojciec przyszłego dziecka jednak nie podzielał "zachwytu", w sumie nie dziwię się, miesiąc wcześniej wzięliśmy kolejny kredyt na to aby spłacić dwa poprzednie, mieliśmy długi i żadne z nas nie miało umowy o pracę.
Ponadto ja męczyłam się z nerwicą i czasem najprostsze rzeczy były dla mnie niewykonalne.
Postanowiliśmy (a w sumie bardziej on postanowił): usuniemy.
Tak uczyniliśmy. Tabletki poronne przez internet, żaden problem.
Nie było to dla mnie łatwe, bo zawsze powtarzałam, że jestem za prawem do aborcji, ale ja takiej nigdy nie dokonam. Jak widać życie pokazało inaczej.
Czemu o tym piszę?
To była najlepsza decyzja mojego życia, chociaż nie do końca podjęta przeze mnie.
Z B. byłam jeszcze przez parę miesięcy, ale nie potrafiliśmy się dogadać, bo miałam żal do niego, że wymusił na mnie tą decyzję. W międzyczasie dowiedziałam się, że prawdopodobnie mnie zdradzał (nie przyłapałam na samej zdradzie, ale na spotykaniu z obcą babką po kryjomu i owszem), oszukiwał, część pieniędzy, które zarobił wydawał na narkotyki, więc wychodziło na to, że na prochy miał, a na kredyt już nie. Ponadto raz w przypływie złości plunął mi w twarz i rzucił moim telefonem o podłogę. Byłam tak przestraszona, że zamknęłam się w łazience, bo patrząc w jego oczy bałam się, że mnie pobije.
Teraz wiem, że posiadanie z nim dziecka byłoby najgorszą rzeczą jaka mogła mi się w życiu przytrafić.
Trochę mi jednak smutno, bo teraz po dwóch latach od aborcji moja najlepsza przyjaciółka jest na finiszu ciąży i nie do końca rozumie czemu czasem płaczę, gdy ta znów nawija bez przerwy o dziecku (przyjaciółka nic nie wie).
Nie płaczę, bo dokonałam aborcji. Płaczę, bo trafiłam na dupka, któremu mogłam urodzić dziecko, ale tego nie do końca chciałam i boję się, że przez pieprz**ony zakaz aborcji w PL i robienie jej szemranymi lekami na wrzody, w przyszłości mogę nie mieć dzieci. I to boli mnie najbardziej. Zwłaszcza, że ja i mój partner zaczynamy właśnie poważne rozmowy na temat rodzicielstwa.
Nie wiedziałam, że 21 to czas najwyższy na dziecko. :/ To może powiedz przyjaciółce, co się stało, zawsze to wsparcie od bliskiej Ci osoby. :)
Znam mnóstwo osób, które sądzą, że to najwyższy czas. Wiele moich koleżanek ze szkół, gimnazjum i liceum, zaszło w ciążę w wieku 20/21 lat, u niektórych była to wpadka, ale większość to planowane ciąże. Po prostu, czuły się gotowe i chciały w tak wczesnym wieku założyć rodzinę, niektóre z nich, mając teraz po 23 lata, mają już dwójkę.
Dla mnie to za wcześnie, zwłaszcza, że wiele par w tym wieku szybko się rozstaje, często nie są to związki naprawdę stałe i takie "już do końca" , ale zdarza się, że jednak w tak młodym wieku można podchodzić do życia na poważnie i stabilne związki są możliwe. Sama jestem ze swoim już sześć lat, z tą różnicą, że dziecka nie planujemy, w odróżnieniu od wielu moich koleżanek.
Autorka, mimo wszystko, nie miała stabilnego życia, długi, brak stałego zatrudnienia, więc akurat JEJ myśl o tym, że ten wiek to "najwyższy czas" jest skrajnie nieodpowiedzialna.
@Amzi
A ty myślisz że każdy się tak przynaje do wpadki? Większość koleżanek cię okłamała po prostu, bo nie ma się co chwalić wpadką
@Lubiegruszeczki no tak. To przecież oczywiste, że nikt nie może zaplanować dziecka w wieku 21 lat. Spróbuj sobie wyobrazić, że część ludzi marzy o dużej rodzinie i dlatego zaczynają wcześnie bądź po prostu są pary, które poznały się już w podstawówce/gimnazjum i są na tyle dojrzałym związkiem że myślą już o dzieciach. Wiem, że to się nie wpisuje w dzisiejsze myślenie o samorozwoju i milionie rzeczy które trzeba osiągnąć przed choćby myślą o dziecku, ale to nie znaczy, że nie ma ludzi myślących inaczej.
@AnonimowyGlos oczywiście, przecież jak ktoś ma długi i bierze kolejne kredyty by spłacić te długi to z pewnością jest to najwyższy czas na dziecko. W myśl zasady "Bóg dał dziecko to i da na dziecko"?
Przecież podane przykłady nie dotyczą osób w sytuacji autorki. Tylko zwykłych par, które chcą mieć wcześnie dziecko. Co w tym złego w ogóle? Skoro ktoś ma stałego partnera, warunki, czuje się gotowy psychicznie to ma czekać, bo wam to się nie podoba? No litości. Dajcie żyć innym. Nikt tu nie pochwala mnożenia się jak króliki wśród patologii. Dla jednych (mówię tu o normalnych ludziach) czas na dziecko to 21 lat, dla innych 35. I nikt nie jest gorszy.
Skoro biorą ślub, mając 20/21 lat, a mniej więcej po pół roku/roku koleżanka zachodzi w ciążę i mówi, że się starali, to czemu mam nie wierzyć? Wiesz jak wiele moich koleżanek jest już po ślubie, mimo że mają teraz dopiero 23 lata? Inna koleżanka miała problemy zdrowotne, im później zdecydowałaby się na dziecko, tym mniejsza szansa że jej się uda, a że zawsze chciała być matką, zdecydowała się na dziecko, gdy miała 21lat. Urodziła i są szczęśliwi w trójkę. Inna wzięła z mężem kredyt i wybudowali domek, starają się o trzecie dziecko.
Prawda jest taka, że tylko ja i dosłownie garstka innych nie jesteśmy jeszcze matkami, można nas policzyć na palcach obu rąk. Wątpię więc, że wszystkie pozostałe w liczbie +/- 40 dziewcząt (koleżanki i z gimnazjum, i z liceum) wpadły, bo to by było niemożliwe, że aż tyle miało pecha. Część na pewno, ale większość dawno powychodziła za mąż, wiele z nich już w liceum wzdychało, jak to by chciały szybko mieć dziecko. A która wpadła, to wpadła, nie krzyczały co prawda na prawo i lewo, że wpadły, ale nie ukrywały tego.
Na wsi to się nie dziwię. W mieście mało kto bierze tak wcześnie ślub.
Jeżeli ktoś już się nie uczy, tylko pracuje i jest samodzielny to czemu nie.
21 Iat i najwyższy czas na dziecko... no może właśnie dla takiej pato- ekipy bez pracy, wykształcenia, tonącej w długach, dragach i przemocy. Nie obraź się autorko, ale ten stereotyp mnożącej się na potęgę patologii, łowców zasiłków, seryjnych beneficjentów 500+ i pasożytów społecznych skądś się wziął. I jak tak czytam wypowiedź młodej dziewczyny, bez chociaż grama stabilizacji w życiu, która stwierdza, że niedługo po skończeniu szkoły średniej jest najwyższy czas na posiadanie dzieci to chyba wiem skąd ten stereotyp...
Hola hola . Ja mam 22 lata i czuje że Podolam jako matka. Wiek to tylko 2 cyferki, jak ktoś ma stabilne zatrudnienie i odpowiedzialnego partnera ( przy czym sama matka jest też odpowiedzialna ) to wtedy pojawia się pytanie: jak nie teraz to kiedy?
Nie czuje się za cholerę patologią przez to , ze chce mieć dziecko od jakiś 2 lat ( bo na ślubnym kobiercu stanęłam jako 20-to latka)
To chciej i miej skoro uważasz, że możesz. Co nie znaczy, że jest to czas najwyższy. Jak nie teraz to kiedy? no nie wiem, kiedykolwiek indziej? Planujesz dożyć tylko do 25 roku życia, że to ostatni dzwonek? Jeżeli twierdzisz, że podołasz to okej, sama siebie znasz najlepiej. Statystycznie jednak najtrwalsze i najlepiej prosperujące rodziny to te założone nieco (lub nawet sporo) później, a przemawia za tym wiele argumentów. Prawdopodobnie wiele zależy od środowiska, w którym się obracamy ale naprawdę niewielu 22 latków ma status intelektualny, emocjonalny i ekonomiczny tak dobry jak osoby bliżej 30-stki, chociażby. Natomiast tak młode osoby mają jeszcze wiele fajnych, indywidualnych doświadczeń, nauki i przygód przed sobą. Dziecko to koniec samotnego rozwoju (na jakiś czas przynajmniej), po co więc kończyć go na samym początku skoro zakładanie rodziny nie ucieknie?
Dzieci są fajne gdy samemu doszło się do pewnej satysfakcji z siebie samego. To już każdy musi sobie sam ocenić na jakim etapie jest. Nie oszukujmy się jednak- większość osób na początku swych lat 20-tych naprawdę jeszcze nie wiele o sobie wie. Instynkt macieżyński to nie wystarczający powód by mieć dziecko, moim zdaniem. Należy jeszcze mieć świadomość, że to koniec egoizmu. A egoizm to zdrowa rzecz gdy się jeszcze samu dorasta :)
TylkoRaz - czas najwyższy to wiek, w którym dana osoba czuje się emocjonalnie, rodzinnie i finansowo gotowa na dziecko. Jak dawniej był nacisk, żeby dzieci rodzić wcześnie tak obecnie promowane jest późniejsze macierzyństwo. Każdy jest innym człowiekiem, ma inne priorytety, inne potrzeby. Dorasta w innym czasie. Doskonale rozumiem ono1996, bo sama od lat chciałam mieć dziecko tylko nie miałam warunków.
Matko bez przesady , ja mam 21 lat studiuje , pracuje i się w tym bardzo dobrze realizuje , mieszkam w pięknym domu w Piastowie , mam męża od 2 miesięcy jestem z nim mega szczęśliwa i marzę o dziecku , jestem patologia bo chce żeby dziecko miało młoda matkę? Płace podatki pomagam biednym i jestem pato-ekipą? Serio?
@TylkoRaz naprawdę uważasz, że w młodym wieku jedyną przesłanką do posiadania dzieci może być instynkt macierzyński? Jest wiele racjonalnych powodów dla których lepiej jest zostać matką w młodym wieku - tu oczywiście nie urażając starszych matek, rozumiem że różnie się życie układa i różnie kształtują się dojrzałość i potrzeby ludzkie, Wy też jesteście super. A więc w młodym wieku mniejsze jest ryzyko chorób genetycznych, które rośnie DRASTYCZNIE po 30 roku życia. Po drugie coraz większym problem we współczesnym świecie jest niepłodność. Pary starają się latami o dzieci, czasem jest tego ustalona przyczyna u jednego bądź drugiego z pary, a czasem zdrowotnie niby jest w porządku ale mimo 2, 3 lat starań ciąży nie ma. Jeżeli ten problem dotknie ciebie i partnera, gdy zaczniecie się starać w okolicach 30 to być może nie zdążycie założyć tak licznej rodziny jak planowaliście, bądź dziecko urodzi się z chorobą (nikomu tego nie życzę ale statystyka w przypadku starszych matek jest nieugięta). Mogłabym wymienić jeszcze kilka powodów ale takie zdrowotne wydają mi się najważniejsze.
Poza tym piszesz jakby dziecko było końcem szczęśliwego życia. Co to za zdanie, że nie można się samemu rozwijać przez jakiś czas po urodzeniu dziecka? Zaryzykowałabym wręcz stwierdzenie, że macierzyństwo może rozwinąć kobietę jeszcze mocniej jako człowieka. Jeśli nie zgadzasz się z tą tezą to też nie widzę żadnych przeciwskazań żeby z dzieckiem rozwijać się tak jak gdyby go nie było.
Ostatnią rzeczą jaką chciałam tu napisać to to, że dużo zdrowsza od egoizmu jest empatia i wyczulenie na drugiego człowieka. Wbrew pozorom to daje nam więcej niż myślenie o sobie.
TylkoRaz - statystycznie to , statystycznie tamto ... W dupe SE to wsadzcie.
A można pójść do lekarza i zrobić USG, badania róznorakie i nie musisz mówić, że miałaś aborcję. Czaisz?
Robią Ci badania i leczą, takie rzeczy!!
I szczerze, sama bym pewnie nie usunęła, a też mnie czekają prenatalne, bo stara już jestem i wszelkie możliwe ryzyka mam, ale w Twojej sytuacji - na dobre wyszło Ci.
Wyobraź sobie, że ktoś taki mialby prawa do tego dziecka, albo, że dziecko miałoby jego geny i predyspozycje.
Autorka boi się powikłań po stosowaniu szemranych środków. Nie może iść do lekarza i powiedzieć "hej zażyłam to i to". Może się zbadać na płodność ale co jeśli stan jej narządów jasno wskazuje na aborcję nielegalnym środkiem? Nie zgłoszą jej nigdzie na 100%? Ja bym nie była tego taka pewna.
Szturchnij tajemnica lekarska? Słyszałeś?
Nie ważne kogo dziecko ma geny - bo to nie jest wyznacznikiem inteligencji czy zachowania dziecka. Co za bzdury!!!
Dziecko staje się NOWYM człowiekiem, a nie bezmyślna kopią swoich rodziców >:v Się nie dziwię, że społeczeństwo chce aborcji skoro nie wie podstawowych rzeczy i wierzy w takie przedhistoryczne stereotypy...
Może iść do lekarza i powiedzieć co zrobiła, bo w Polsce prawo nie przewiduje kary dla kobiety, która dokonała aborcji. Karze podlega lekarz, który dokonał takiego zabiegu oraz osoby, które zmuszały, namawiały, bądź pomagały kobiecie w dokonaniu aborcji. Ukarany mógłby zostać jej były, bo ją zmusił do usunięcia ciąży. Ona nie.
Poza tym aborcja farmakologiczna daje skutki nie do odróżnienia od samoistnego poronienia
No i chyba nie wyobrażacie sobie, że kobieta, która dokonała aborcji w wieku 21 lat miałaby już do końca życia nie odwiedzić ginekologa.
Co do genetyki, to oczywiście, zachowanie, wrażliwość, relacje z innymi ludźmi, to wszystko da się w jakiś sposób wypracować poprzez odpowiednie wychowanie. Ale już inteligencję nie bardzo. Inteligencję się dziedziczy i nie za wiele da się z tym zrobić.
Trochę Cię autorko nie rozumiem, nie chodzi tu o kwestie aborcji, bo popieram jej legalizacje, ale Ty w swoim wyznaniu tak mącisz co do kwestii urodzenia tego dziecka, że aż to jest dla mnie dziwne.
Serio? Mozesz nie miec? sprawdz czy bedziesz miec a nie zamartwiaj sie od razu. I bawcie sie z partnerem a nie miejcie cisku dupy, ze trzeba miec dziecko.
Dziękuję, przewinęłam.
21 to czas najwyzszy? czuje sie przeterminowana
ja w tym wieku jeszcze bylam dziewica ;p
Wiek to tylko cyferki . Kiedyś dziewczyny rodziły mając 18 , 21 to już była Stara panna :D
"O tym jak usunęłam ciążę (jeśli temat Cię meczy przewijaj dalej)."
Dzięki autorko. To było mega. Przewinąłem. Zatrzymałem się tylko w komentarzach by poinformować, że zostawiam plusa za tą informację. See you
Przewinąłem.
Myślałam, że każda dorosła i świadoma osoba wie, że prezerwatywa nie daje 100% zabezpieczenia przed ciążą.. Oraz że plemniki mogą przetrwać kilka dni w ciele kobiety, czyli akurat do dni płodnych. Każdy kto decyduje się na seks powinien mieć świadomość, że z tego biorą się dzieci, jeśli bardzo nie chce się mieć dzieci, to większą skuteczność daje zastosowanie kilku środków zabezpieczających... (Tym bardziej jeśli zna się partnera i wie o jego nieodpowiedzialności - mieszkając z kimś dużo widać)
Moja koleżanka już rok stara się z mężem o dziecko i nic... Dziecko byłoby kochane, chciane, wyczekiwane... Żali mi się, prawie płacze z tego powodu... Tym bardziej przykro czytać wyznania, w których ktoś tak łatwo zachodzi w ciążę i z taką samą łatwością usuwa "płód", "wpadkę", "przeszkodę", a decyzję o aborcji nazywa najlepszą decyzją życia... Życie jest niesprawiedliwe.
PS. Teraz płacz? Prawda taka, że gdybyś chciała urodzić, to nikt do aborcji nie byłby w stanie Cię zmusić.
PS2. Co do planowania kolejnej ciąży - lepiej zastanów się jeszcze sto razy, bo potem wiatr inaczej zawieje i np. pokłócisz się z partnerem lub pokój okaże się za mały i będzie kolejna aborcja...
Niestety u nas jest społeczne przyzwolenie na byle jakie zabezpieczanie się. Odpowiedzialna osoba rozumie, że skoro aborcja jest nielegalna to po jej stronie w tym momencie stoi niedopuszczenie do niechcianej ciąży. Za to wszyscy uznają za fanaberie dodatkowe środki ostrożności. I nikt nie uderzy się w pierś, że mógłby zrobić lepiej. Przyjemniej i łatwiej jest zrzucić wszystko na wadliwą antykoncepcją. Tak, cały świat wie, że bywa zawodna.
Co do reszty to bardzo niesprawiedliwie odnosisz się do autorki, która opłakuje swoje dziecko.
szinigami - nie wykluczam, że takie sytuacje zdarzają się, jednak jest to tylko maleńki odsetek niechcianych ciąż. I chyba normalny człowiek wolałby zrzucić winę na wadliwą antykoncepcje niż przyznawać się do przebicia gumek.
"Nawet nie wyobrażam sobie, co taka osoba musi czuć, prawdopodobnie są to odczucia podobne do rozwijającego się nowotworu."
Bardzo dziękuję za to porównanie- określenie "niechciana ciąża" niby jest w naszym społeczeństwie, ale jednak nie spotkałam się z tak trafnym stwierdzeniem
I mówię tutaj, na przykład o sytuacjach na przykład gwałtu, a nie o ludziach w związku, świadomych konsekwencji stosunkowo.