#4rJUj
Jesienne, dość ciepłe popołudnie. Wracałam samochodem do domu po kilku dniach na uczelni, trasa kilkadziesiąt kilometrów, dlatego w aucie na wszystkich siedzeniach porozwalane różnego rodzaju rzeczy, w tym coś do jedzenia i do picia na drogę.
Jest na mojej trasie odcinek remontowany, wprowadzony ruch wahadłowy i światła w miejscu, gdzie robią nowy most. Pech chciał, że światło zmieniło się akurat przy mnie i byłoby już dużym przegięciem wciskać się na czerwonym, stanęłam pierwsza w kolejce i czekam, radośnie przygryzając bułkę.
W tym momencie pan, który do tej pory stał przy drodze w odblaskowej kamizelce, a którego wzięłam za kogoś z ekipy budowlanej, zaczął pukać mi w szybę. Zauważyłam, że trzyma plik jakichś kartek, pomyślałam, że dorabia na rozdawaniu ulotek, z chęcią otworzyłam mu i zabrałam z uśmiechem, bo zawsze staram się pomóc osobom pracującym w ten sposób. Nie była to ulotka, tylko choinka zapachowa do samochodu i karteczka, coś w stylu "Jestem osobą niesłyszącą. W Państwa rękach jest choinka warta 8 zł, jeżeli dadzą mi Państwo więcej, to znaczy, że mają Państwo dobre serce". Na końcu jakieś Bóg zapłać i tyle.
Myślę sobie - halo, ja przecież takiego badziewia nie potrzebuję za 8 zł (przypominam mój status materialny: student). Kątem oka widzę w lusterku, że ów pan robi już rundkę powrotną i ludzie stojący za mną dają mu przez szybę jakąś gotówkę. Ruszyło mnie sumienie, może pan faktycznie potrzebuje pieniędzy na jakieś leczenie, 10 zł mnie nie zbawi jak mu dam. Problem tylko, czy mam. Pan już stoi za moją szybą. Szukam w skrytce na drobne, nie ma, tylko same grosze. Portfel. Gdzie ja w tym syfie znajdę portfel... A no tak, na tylnym siedzeniu, w torbie, pod kurtką, między inną torbą z pustymi pudełkami po jedzeniu, a jeszcze inną torbą z książkami z biblioteki. Trudno, walczę, grzebię i szukam. Pan za oknem nerwowo tupie w miejscu. Aż tu nagle słyszę trąbienie za sobą, no tak, mamy zielone, a ja stoję pierwsza w korku. Nie mogę stać dłużej i blokować takiej masy samochodów, pan już zaczął mi pukać w szybę, a ja szybko wrzuciłam jedynkę i odjechałam... Z choinką zapachową, za którą nawet nie zapłaciłam. Którą kupiła osoba niesłysząca. No kradzież jak nic!
Do samego domu gryzły mnie wyrzuty sumienia. Ale... coś mi nie gra. Czy ten pan na pewno nie był oszustem? Stać w korku i wciskać ludziom coś, czego tak naprawdę nie chcą? Nie prosiłam się o tę choinkę, nawet chciałam zapłacić, ale nie zdążyłam. Tak właśnie w myślach się usprawiedliwiałam przez resztę dnia. Całkowita złość przeszła mi w momencie, kiedy następnym razem jadąc tą samą trasą w drugą stronę, zapukała mi w szybę inna pani z tym samym plikiem choinek. Zamknęłam się od środka i odwróciłam wzrok w drugą stronę.
Do tej pory nie wiem co o tym myśleć.
,,O tym, jak okradłam niewidomego (?)"
,,Jestem osobą niesłysząca [...]"
Jeśli już to głuchoniemego, a nie niewidomego. 😉
Ostatnio dowiedxiałam się na migowym, od niesłyszącego profesora, że mówienie głuchoniemy jest niepoprawne, bo Ci ludzie mówią, ale w swoim (migowym) języku. Wystarczy powiedzieć: „osoba niesłysząca”, „głuchy” jest akceptowalny, ale głuchoniemy już nie.
I pomyśleć, ze tacy ludzie studiują. Masakra.
Inną formą Romów są Rumuni. Może wolą tak? Przecież to nie jest od Rzymu /facepalm/
@kikiriki mi też ten Rzym nie pasował, ale doszłam do wniosku, że może chodzić o Rumunię
Hahaha. Przepraszam, ale skąd ja to znam :D
Kiedyś stałam w podobnym miejscu, na światłach przy remoncie drogowym. Pamiętam jak dziś, byłam pierwsza w kolejce. Nagle do okna podszedł mężczyzna w odblaskowej koszulce i wręczył mi coś na kształt ulotki. Wzięłam, powiedziałam "dziękuję" i ruszyłam, bo światło się zmieniło na zielone.
W domu zajrzałam co to... A to jakaś samochodowa zawieszka św. Krzysztofa za "minimum 5 zł" bo szanowny pan jest "niepełnosprawny" i oczywiście zawieszka została "poświęcona".
Się uśmiałam...
A jeszcze bardziej się uśmiałam jakiś tydzień później, kiedy ten sam koleś udawał niewidomego z białą laską w centrum handlowym :D :D :D
Raz przy wyjściu ze sklepu zaczepił mnie chłopak, czy nie mam czegoś do jedzenia. Wyglądał normalnie, miły był, smutny, szkoda mi się zrobiło. Nie miałam żarcia, myślę dam mu parę drobnych. I wtedy zaraz, zaraz..."Gościu, a dlaczego pytasz mnie o jedzenie, pod sklepem motoryzacyjnym, skoro na przeciwko jest hipermarket i ludzie wychodzą tam z całymi koszami? Tobie chodzi o kasę!" Chłopaczek się zmieszał i zwiał.
Podły prawie jak mój ojczulek:
- Kierowniku, może pisiont groszy?
- Nie, dzieki.
Ja nie wierzę w takie akcje, bo osobiście byłam świadkiem, jak taki właśnie "głuchoniemy" chłopak rozdawał takie ulotki albo obrazki w busie, a potem widziałam go na przystanku, jak radośnie nawijał do telefonu xDDD
To byli zwykli oszuści
Miałam kiedyś podobna sytuacje, kiedy stałam w przy światłach bo remontowali drogę i podszedł do nas jakiś pan, otworzyliśmy szybę, pan wcisnął mi jakąś naklejkę, nie wiedząc co to, otworzyłam to obejrzałam, było tam napisane „jestem niesłyszący itp itd proszę o pomoc” spoko sobie myśle ale brak pieniędzy przy sobie skutkowało tym ze musiałam oddać naklejkę czy co to tam było panu i odmówić, ten złapał mnie za rękę i zaczął krzyczeć ze jestem złodziejka ze otworzyłam „to coś” i mam to teraz kupić, bo on nikomu innemu tego nie sprzeda? Trochę się przestraszyłam ale heloł dostałam coś do auta bez słowa, patrzę ziomka nie ma, to sobie otworzyłam żeby zobaczyć co to, prawda? Na szczęście był ze mną mój chłopak który pogonił naciagacza, ale osobiście jakbym była sama nie wiem co bym miała zrobić. Juz w ogóle nie wspominając o tym ze jego zachowanie wcale nie wyglądało na to żeby był jakiś głuchy haha
Ale na przyszłość radze uważać na takich naciągaczy.
spoko w pewnej galerii natknęłam się na takich oszustów, wtedy dałam się nabrać na bycie tamtej babki "głuchoniemą" potem już nie bo widziałam ją kilka godzin wcześniej rozmawiającą przez telefon :T
Mnie krępują takie sytuacje. Nie mam ochoty kupować czegoś, czego nie potrzebuję. Ostatnio już nie otwieram szyby po prostu.
Jak ja się ciesze że najczęściej jeżdżę z psami, moje auto najczęściej jest wtedy omijanie bo "niewychowane bestie" szczekają na obcych😂 ale kilka lat temu zaczepił mnie i moją mame młody Cygan czy kupimy mu coś ciepłego do jedzenia, no ok różnie bywa mama poszła z nim a on zamiast coś taniego zamówić to jakiś droższy bigos i jeszcze najdroższy napój jaki mieli. Mamie było wtedy głupio już odmówić i zapłaciła ale od tamtej pory nawet nie słucha o co im chodzi tylko jak najszybciej ich spławia.
Kiedyś po moim osiedlu także krążył Pan "niesłyszący"
, który sprzedawał kalendarze po 10 złotych. Podobną notatkę miał przy sobie. Po wyjściu z mojej klatki usłyszałam jak jego kolega pyta czy coś sprzedał a on SŁYSZĄC pytanie odpowiedział, że tylko dwa. Więc od tej sytuacji jestem sceptycznie nastawiona do podobnych sytuacji.