Jestem z dziewczyną już ponad rok. Jest nam ze sobą świetnie, mega się dogadujemy, powtarzamy sobie na każdym kroku jak to bardzo się kochamy. Spędzamy ze sobą naprawdę bardzo dużo czasu. Jest tylko jeden problem.
W przeszłości miała bardzo bujne życie towarzyskie. Robiła z facetami już praktycznie wszystko i do wielu rzeczy się zraziła. Już na początku związku mi zaznaczyła, że nie będziemy robić tego co mi przyjdzie na myśl, bo zwyczajnie ona już tego nie zrobi, bo wystarczająco dużo razy to robiła. Najgorsze jest to, że ona o wszystkim mi regularnie opowiada, wiem z którym facetem to robiła, gdzie, co i jak, i strasznie siada mi to na psychikę, ale boje się jej o tym powiedzieć, porozmawiać, bo mam wrażenie, że może to coś zniszczyć w naszym związku.
Bardzo ją kocham i ona mnie też, ale zwyczajnie mnie to wyniszcza, to nie jest toksyczny związek, ale no każde jej opowiadanie to sto różnych myśli w głowie, wyobrażam sobie ją jak jest z innym i nie potrafię tego kontrolować. Co robić?
Mam problem, który mnie przerasta. Chodzi o mojego chłopaka.
25 lat - wydawałoby się dorosły, ale niestety, maminsynek.
1) Historia z dziś. Urodziny jego matki. On bierze wolne, na wieczór wychodzi z nią wypić „kieliszek wina” i pogratulować jej punktualnie o 00:00. Z rana zabiera ją na śniadanie.
2) Kupił mieszkanie (na kredyt, choć to nieistotne), o każdy najmniejszy detal w sprawie umeblowania, remontu itp pyta mamy.
3) Każde jedne święta spędza z nią, wyjeżdżają do nowych miast, w zeszłym roku np. Praga, wyszukuje najlepsze hotele, super restauracje, ogólnie robi wszystko by była zadowolona.
4) Jest z nią w ciągłym kontakcie.
5) Na każdą próbę rozmowy o tym, że nie uważam, że jest to w porządku, bo dla mnie czegoś takiego nie robi, reaguje złością, twierdzi, że jestem zazdrosna, że powinnam się cieszyć, że ma z nią dobry kontakt...
To są tylko przykłady, które wpadły mi na tą chwile do głowy. Nie daję przez to rady, czuję się źle, że mnie nie zaprasza gdzieś tak często, na moje urodziny nie stara się aż tak..
Ja nie chcę, żeby zerwał z nią kontaktu. Ale nie wydaje mi się, że to zdrowa relacja. Jak byście reagowali w takiej sytuacji?
Jak przemówić do niego? Może dać sobie spokój? A może to ja przesadzam?
Mój chłopak poprosił mnie, żebym w ramach dowodu miłości do niego wytatuowała sobie jego imię na pośladku. Zrobiłam to i pokazałam mu skończone dzieło.
"To był test na głupotę" - powiedział. I zerwał ze mną.
Mam 38 lat, żonę, dwie córki i syna. Bardzo dobrą pracę, mieszkanie w centrum Warszawy, po prostu miód. No, nie do końca. Pracuję w dość specyficznej branży, specjalistów takich jak ja w PL jest może ze 100 (zabezpieczenia dla IT). Całkiem niedawno dostałem propozycję, do odrzucenia (kolejną zresztą) wyjazdu na kontrakt, tym razem Irlandia + USA (firma jest obecna i tu i tu), piękny kraj. Kasa, właśnie nie najwyższa ani nie jakaś super, dobra, z wyższej półki na takim stanowisku + benefity jak mieszkanie (dopłata do czynszu), auto itp. Kontrakt - 5-7 lat. Brałbym od razu, ale problemem jest... żona...
Moja żona to piękna i mądra kobieta, jest nauczycielką, uczy języka polskiego i historii i za żadne skarby nie chce opuścić na jakiś czas naszego kraju. Mimo tego, że miałaby możliwość pracy w zawodzie w szkole międzynarodowej + przez pierwsze kilka miesięcy nie byłoby problemu abym ja wszystko utrzymał - nie, bo:
- tata (mama nie żyje)
- kredyt na mieszkanie (??? wynajmujesz i spłacasz z zagranicy)
- koleżanki
- dzieci stracą kontakt z krajem (są zachwycone możliwością zdobycia wykształcenia za granicą, szczególnie nasza 12-latka)
- ona będzie musiała być kurą domową... eee nie.
- ona już nie wróci... ???
- nie zna języka (tak... magisterkę pisała też w wersji angielskiej bez tłumacza, zaznaczam, mówi też płynnie)
- nie bo nie
- po co wyjeżdżać jak jest tak dobrze (tu tylko powiem, że żadne racjonalne argumenty nie przemawiają do niej, sytuacja polityczna (tę akurat mogę pominąć, bo to nie jest jakoś super ważne), podatkowa... nie - tu jest super)
Brak jakichkolwiek racjonalnych powodów, są tylko obawy, mam serdecznie dość, po kilkunastu latach małżeństwa mam dość zatrzymania rozwoju (same kursy i szkolenia to nie wszystko, zaznaczam, rozwój nowych technologii nie odbywa się u nas w kraju - my tylko implementujemy i używamy) i stagnacji. Odrzuciłem już chyba z 5-7 takich propozycji, gdzie moi koledzy skupiają się na tym aby jak najczęściej wyjeżdżać i wracać, rozwijać się, kształcić.
Chyba kupię bilet sam.
Jest mi źle i tyle, to jest moje wyznanie - jakże anonimowe.
Po wielu latach, już jako dorosła osoba przyznałam się mamie, że byłam molestowana. Moim oprawcą był jej ulubiony siostrzeniec, a mój kuzyn. Zastraszał mnie, oszukiwał i wykorzystywał. Robił okropne i ohydne rzeczy, które śnią mi się w koszmarach do tej pory.
Przy następnym spotkaniu moja mama stwierdziła, że czytała na forach internetowych o zabawach "w doktora" i że musiało mi się coś pomylić, bo takie zachowanie jest normalne dla dzieci odkrywających swoją seksualność.
Siedemnastolatek z ośmiolatką. To według niej jest norma.
Teraz muszę wytłumaczyć moim dzieciom, czemu nie pojadą do babci na wakacje...
Wstyd mi za siebie, nigdy nikomu o tym nie powiem.
Kilka lat temu, jako studentka jechałam autobusem. Ścisk był taki, że igły by nie zmieścił. Za mną stało małżeństwo około 50 lat. Kobieta w kółko gadała, a to o zepsutym kranie, a to o rachunkach. Taka typowa (przepraszam bardzo wszystkie panie o tym imieniu) Grażyna. Swój monolog co chwilę przerywała tekstem skierowanym do męża: 'czemu mnie nie słuchasz', 'co Ty taki zamyślony?' itp.
I tu się zaczyna anonimowa część.
Otóż mąż jej nie słuchał, bo musiałam stać tak blisko niego, że tyłkiem dotykałam jego przyrodzenia. Nie przesunęłam się, bo nic mnie nigdy tak nie podnieciło jak jego coraz twardszy członek, który znajdował się idealnie między moimi pośladkami. W pewnym momencie zaczęłam bardzo delikatnie, niby przez przypadek, żeby nikt nie zauważył ruszać biodrami. Wiem, że jemu też się podobało, raz tylko gwałtownie się odsunął na zakręcie, ale pewnie tak jak ja prawie doszedł.
Po powrocie do domu całe majtki i spodnie miałam mokre. Ledwo dałam radę iść, bo każdy krok sprawiał, że prawie miałam orgazm na środku ulicy. Musiałam się 3 razy masturbować.
Do dzisiaj wystarczy, że pomyślę o tej sytuacji i jestem w stanie dojść w kilka sekund.
Ps. Wiem, że dużo kobiet spotyka takie molestowanie w komunikacji miejskiej. Zawsze to było dla mnie obrzydliwe, dopóki tego nie doświadczyłam.
Mój najlepszy kumpel się ostatnio oświadczył swojej dziewczynie. Powiedziała "tak", ale pod jednym warunkiem, że on zerwie ze mną kontakt. Zgodził się.
Po ostatniej imprezie całe moje pranie w koszu było całkowicie mokre. Okazało się, że któryś z imprezowiczów wysikał się do mojego kosza na pranie.
Moja mama nigdy o mnie nie dbała. Jak miałam 3 lata, to zostawili mnie samą w domu. Nie przejmowała się gdy szłam sama do szkoły czy do sklepu. Nie pytała jak się czuję po próbie samobójczej po śmierci taty. Nie pytała czy sobie z tym radzę. Nie broniła mnie gdy ojczym mnie próbował uderzyć, nawet się na mnie wydarła i obraziła gdy wezwałam policję jak się awanturował po alkoholu i ją uderzył, a mi groził nożem. Natomiast moja siostra, mimo 10 roku życia, nawet nie wychodzi nawet sama do sklepu, który jest 50m od naszego domu, nie odrabia sama zadań. Gdy ona tylko zapłacze, to wszyscy lecą na jej zawołanie.
Mam 22 lata i aktualnie zgłosiłam się do poboru do wojska. Zawsze było to moim marzeniem, o którym raczej nikomu nie wspomniałam, bo nigdy nie miałam za dużego wsparcia w rodzinie. Gdy szłam do klasy sportowej to usłyszałam, że jestem za gruba i nie dam rady. Później moja mama była tylko na jednych zawodach. Nawet zbytnio nie interesowała się wynikami, później gdy w szkole średniej byłam na dość trudnym kierunku to usłyszałam od babci, że po co tam szłam i tak nie dam rady. Przy naborze na studia, usłyszałam, że i tak po nich nic nie osiągnę. Każdy mój sukces uważają za owoc swojej motywacji i chwalą się koleżankom, rodzinie.
Najgorsze jest to co usłyszałam teraz, mama nie będzie miała czasu przyjść na przysięgę, a babcia twierdzi że i tak jej nie złożę, bo nie dam rady. To wszystko doprowadza mnie do załamania i odbiera mi satysfakcję z wyników i rozwoju. Chciałabym chociaż raz otrzymać od nich wszystkich takie wsparcie jakie ma moja siostra. Do niej wszyscy jeżdżą na treningi, zawody itp. Mimo, że nie odnosi sukcesów. Chciałbym żeby chociaż raz mnie przytuliły i powiedziały, że są ze mnie dumne, oraz to że mnie kochają.
Z mężem często wyjeżdzamy w delegacje i kilka miesięcy temu tak się złożyło, że nasze terminy wyjazdów się pokryły. Niewiele myślać poprosiliśmy teściową, aby zajęła się przez ten tydzień naszą córką. Muszę zaznaczyć, że mała jest fanką literatury fantasy oraz lubi zbierać różnego typu bibeloty (pamiątki z wakacji, słoniki, delfinki itp.). Zawsze na urodziny lub święta córa dostawała od nas nową część Harry'ego czy Wiedźmina.
Jakie było nasze zdziwienie, gdy po powrocie z jej pokoju zniknęło parę książek oraz nie było słoników. Młoda powiedziała, że to babcia wyrzuciła, argumentując, iż jest to okultyzm wręcz satanizm, a czytając takie książki i trzymając w domu takie pamiątki, sprowadza szatana do domu.
Oczywiście jako nastolatka wiedziała jakie mamy zdanie o Kościele. Książki zostały przez nas odkupione, a teściowa ma zakaz zbliżania się do naszego domu, dopóki nie przemyśli swojego zachowania oraz nie przeprosi.
Swoją drogą przeraża mnie jakie Kościół robi pranie mózgu starszym osobom...
Dodaj anonimowe wyznanie