#nxzip

Mam 38 lat, żonę, dwie córki i syna. Bardzo dobrą pracę, mieszkanie w centrum Warszawy, po prostu miód. No, nie do końca. Pracuję w dość specyficznej branży, specjalistów takich jak ja w PL jest może ze 100 (zabezpieczenia dla IT). Całkiem niedawno dostałem propozycję, do odrzucenia (kolejną zresztą) wyjazdu na kontrakt, tym razem Irlandia + USA (firma jest obecna i tu i tu), piękny kraj. Kasa, właśnie nie najwyższa ani nie jakaś super, dobra, z wyższej półki na takim stanowisku + benefity jak mieszkanie (dopłata do czynszu), auto itp. Kontrakt - 5-7 lat. Brałbym od razu, ale problemem jest... żona...

Moja żona to piękna i mądra kobieta, jest nauczycielką, uczy języka polskiego i historii i za żadne skarby nie chce opuścić na jakiś czas naszego kraju. Mimo tego, że miałaby możliwość pracy w zawodzie w szkole międzynarodowej + przez pierwsze kilka miesięcy nie byłoby problemu abym ja wszystko utrzymał - nie, bo:
- tata (mama nie żyje)
- kredyt na mieszkanie (??? wynajmujesz i spłacasz z zagranicy)
- koleżanki
- dzieci stracą kontakt z krajem (są zachwycone możliwością zdobycia wykształcenia za granicą, szczególnie nasza 12-latka)
- ona będzie musiała być kurą domową... eee nie.
- ona już nie wróci... ???
- nie zna języka (tak... magisterkę pisała też w wersji angielskiej bez tłumacza, zaznaczam, mówi też płynnie)
- nie bo nie
- po co wyjeżdżać jak jest tak dobrze (tu tylko powiem, że żadne racjonalne argumenty nie przemawiają do niej, sytuacja polityczna (tę akurat mogę pominąć, bo to nie jest jakoś super ważne), podatkowa... nie - tu jest super)

Brak jakichkolwiek racjonalnych powodów, są tylko obawy, mam serdecznie dość, po kilkunastu latach małżeństwa mam dość zatrzymania rozwoju (same kursy i szkolenia to nie wszystko, zaznaczam, rozwój nowych technologii nie odbywa się u nas w kraju - my tylko implementujemy i używamy) i stagnacji. Odrzuciłem już chyba z 5-7 takich propozycji, gdzie moi koledzy skupiają się na tym aby jak najczęściej wyjeżdżać i wracać, rozwijać się, kształcić.

Chyba kupię bilet sam.
Jest mi źle i tyle, to jest moje wyznanie - jakże anonimowe.
gummygirl Odpowiedz

Dlaczego argumenty żony przedstawione są jako te mało ważne? To autor wydaje się być raczej mało empatyczny - mówi o swojej karierze, a co z żoną, która musiałaby poświęcić swoją? Trudno byłoby jej być nauczycielką polskiego w Stanach. Czy to w czym się kształciła i co robi jest mniej ważne od tego co robi autor?

W Polsce autor ma dobrze płatną pracę i jego żona ma pracę, która odpowiada jej wyksztłceniu. Za granicą istnieje bardzo realne zagrożenie, że autor będzie miał świetną pracę, a jego żona pracę znacznie poniżej swoich kwalifikacji. Dodajmy do tego fakt, że dla osoby związanej z rodziną i przyjaciółmi zostawienie wszystkiego łącznie ze swoją pracą może mieć bardzo negatywne konsekwencje - np. poważną depresję.

Autor sam pisał, że jego żona jest mądra - może nie chce stać się utrzymanką swojego męża, szczególnie, że wyjazd nie poprawiłby znacząco ich sytuacji materialnej - już teraz żyją na bardzo komfortowym poziomie.

Mam wrażenie, że autor zapomina, że jest w małżeństwie i decyzje powinien podejmować wspólnie z żoną, uwzględniając potrzeby całej rodziny i przedstawia się jako pokrzywdzonego w sytuacji, kiedy raczej zachowuje się jak buc.

zbiniuinformator

Nie istnieje zagrożenie, że moja żona będzie miała gorszą pracę.

Anonimowane Odpowiedz

Emigracja nie jest taka kolorowa - ludziom bardzo ciężko odnaleźć się w nowym kraju, znaleźć znajomych, przyzwyczaić do kultury. Aż błagają, żeby tylko wejść do sklepu i porozmawiać po polsku.
Poza tym 5-7 lat to naprawdę dużo. Masz tak roszczeniową postawę, że aż współczuję Twojej żonie. Twój rozwój, Twoja stagnacja, Twoja kariera. A co z jej karierą, jej znajomymi, jej życiem? Uważasz, że jest mniej istotne?
Dzieci są podekscytowane i fajnie, ale nie mają pojęcia z czym to się wiąże i jak będzie im ciężko nadrabiać różnice programowe i uczyć się w innym języku. Jak ciężko będzie znaleźć znajomych i odnaleźć się w miejscu obcym pod każdym względem.

Vampire7 Odpowiedz

Ten kij ma dwa końce. Rozumiem, że chcesz wyjechać, rozwijać się, pracować gdzie indziej i jak najbardziej jest to zrozumiałe. Z drugiej strony rozumiem też Twoją żonę, bo to jest jej dom, tu się urodziła, tu ma rodzinę/znajomych i po prostu nie chce wyjeżdżać - to tez musisz Ty zrozumieć, że nie każdy marzy o UK, USA itd. Może Twoja żona lubi być tutaj, może lubi swoją prace, swoje miasto. Tu jej się żyje dobrze i tu najwidoczniej chce zostać. Może czas porozmawiać z nią i pomyśleć o tym czy sam mógłbyś na jakiś czas wyjechać?

Niezywa Odpowiedz

Jak na moje autor jest żałosny, jedz i daj tej kobiecie spokój tylko uważaj żeby nie zachłystnąć się nowym amerykańskim życiem.

layne00 Odpowiedz

Powody dla których twoja żona nie chce wyjeżdżać SĄ racjonalne. Też nie wyobrażam sobie zostawić mojego ojca samego w kraju, też nie chciałabym rzucać pracy którą lubię, też nie chciałabym opuszczać przyjaciół. Mam wrażenie, że jesteś tak zaślepiony wizją wyjazdu, że nawet nie przeanalizowałeś argumentów żony. Może faktycznie powinieneś pojechać sam, a rodzina odwiedziłaby Cię w wakacje.

czarnalandryna

Podzielam w zupełności! Oczywiście, to nie jest przyjemna sytuacja, ale nie ma co oczerniać żony. Może po prostu warto spróbować zrozumieć i z takim nastawieniem przeprowadzić rozmowę?

PS. Czy Twój nick nawiązuje do zmarłego już wokalisty Alice In Chains? ;>

Franz1983

Też uważam, że to żona ma bardziej racjonalne powody by zostać. Opieka nad ojcem, bliskość przyjaciół są o wiele ważniejsze niż kariera. A dzieci może na początku są zachwycone ale szybko zaczną tęsknić za dawnymi przyjaciółmi.

Iamcunt

Dałem się namówić na emigrację mojej byłej żonie. Od czasu wyjazdu stałem się zupełnie innym człowiekiem w negatywnym znaczeniu. Zajęło mi 4 lata zanim jakoś się tu ogarnąłem. Teraz jest mi tu w sumie dobrze, mimo że z dala od rodziny a z kumplami się już kontakt dawno urwał. Nie każdy musi chcieć wyjeżdżać i nie dla każdego to będzie dobre. Argumenty twojej żony są bardzo trafne, wiem z doświadczenia.

layne00

@czarnalandryna
Hahah nie sądziłam, że ktoś zwróci uwagę 😱 taak, uwielbiam Alice in Chains 🙏🏽

zbiniuinformator

Opieka nad Ojcem... ten facet jeździ na snowboardzie lepiej niż ja :)

ohlala Odpowiedz

Może i powinieneś kupić sam, bo nie widzisz, albo zupełnie Cię to nie obchodzi, że żona straci wszystko, na czym jej zależy i na co zapracowała. Skąd pewność, że dostanie pracę w zawodzie? Zwłaszcza ucząc polskiego? 😂 Ponadto, zwykła znajomość języka angielskiego, a znajomość języka w takim stopniu, aby móc w nim uczyć historii, to dwie różne rzeczy. Ale co Cię to obchodzi, Twoja kariera jest ważniejsza, bo więcej zarabiasz i możesz pojechać do USA (ta, a w USA przecież taki raj :)) Nie zasłaniaj się dziećmi, bo dzieci widzą sytuację tylko z jednego punktu widzenia, swojego.
5-7 lat to nie jest na chwilę. Na chwilę, to jest kilka miesięcy, a nie lat.
(a jak jeszcze zachłyśniesz się Ameryką i zostawisz żonę, to dopiero będzie w ciemnej dupie)

Druk Odpowiedz

Rozumiem żonę.. Ciężko jest całe życie rzucić. Zwłaszcza jak ona jest szczęśliwa. To może pracuj dalej.. Rób to co robisz.. Plus kursy itp i spróbuj się rozwijać w jakiś innych dziedzinach życia.. Jakieś nowe hobby.

zbiniuinformator

Nowe hobby za 4x0 miesięcznie... dobre.

FKaa

"Bardzo dobrą pracę, mieszkanie w centrum Warszawy, po prostu miód. No, nie do końca. Pracuję w dość specyficznej branży, specjalistów takich jak ja w PL jest może ze 100 (zabezpieczenia dla IT)." - i zarabiasz ledwie 4000 miesięcznie?

zbiniuinformator

Odpowiem słownie "cztery zera".

AleksanderV Odpowiedz

Masz mądrą żonę. Widziałem trochę świata i wróciłem.

zbiniuinformator

Ja widziałem sporo świata i dziwię się, że ludzie tu żyją. No cóż podatkowi i życiowi masochiści :).

Mavis113 Odpowiedz

Ja tam rozumiem Twoją żonę. Nie każdy marzy o mieszkaniu za granicą. Ja mieszkałam 3 lata w Danii i każdego dnia tęskniłam za krajem. Nigdy nie poczułam się tam jak w domu. Dzień powrotu do Polski był najpiękniejszym w moim życiu.

Kotkot

Tez gdzieś kiedyś nie pojechałam bo (byly)chłopak (moze to nie ten level ci żona i dzieci ale mieszkaliśmy razem, myśleliśmy o ślubie) nie chciał. Do dzisiaj niczego tak nie żałuję jak tego że sie go posłucham i zostałam

Redhairdontcare

A żona jest ewidentnie na "ja", bo dzieci też chcą wyjechać i się rozwijać. A ona nie i wszyscy mają podporządkować się jej. Ja jako dziecko miałabym żal, że miała szansę i jej nie wykorzystała

yookine

Żyje się tylko raz, szkoda zamykać się na świat tylko z powodu obaw i wygody. Nie wyjeżdżają na stałe więc to nie tak, że już nigdy nie wróci.

Vampire7

@Yookine: to, ze ktoś nie chce wyjeżdżać ze swojego kraju, to nie znaczy, że się zamyka na świat i rozwój. W naszym kraju tez się można rozwijać i pracować. Jakoś nie widzę tego wielkiego rozwoju u ludzi, którzy nagminnie wyjeżdżają do UK na zmywak/sprzatanie/magazyn. Pozornie mają więcej rzeczy, bo kurs funta jest lepszy, a rzeczy w UK tanie, ale czy to jest ten wielki rozwój i otwieranie się na świat? Akurat w przypadku Autora rzeczywiście sytuacja jest skomplikowana, bo tam miałby szanse na rozwój w zawodzie, ale dlaczego jego żona ma wszystko rzucać? W wyznaniu jest tez napisane, że jedno dziecko chciałoby wyjechać, ale co z resztą? Czy reszta tez tak chętnie opuści swoje szkoły? Tego nie wiemy.

yookine

@Vampire Ja się odniosłam tylko do tej sytuacji, a nie do wszystkich ludzi na świecie. Jeśli już tak chcesz generalizować i czepiać się niedopowiedzeń to tylko dodam, że wszystkie podróże poszerzają horyzonty i ubogacają w doświadczenia.. nawet te na zmywak i do magazynu.

Fallin Odpowiedz

Uważam, że w USA jest większa możliwość rozwoju i zdobywania doświadczenia więc nie widze nic złego w tym. Gdybym ja miała możliwość wyjechania do dalekiego kraju i zdobycia doświadczenia nawet bym sie nie zastanawiała. Skoro Pan i córka chcą jechać to jak dla mnie można spróbować - dla niej tez to ogromna możliwość rozwoju

Vampire7

No i co w takim razie? Ma zabrac córkę od mamy i rodzeństwa i sobie wyjechać? Życie to nie tylko praca, a rodzina chyba też się liczy?

Zobacz więcej komentarzy (23)
Dodaj anonimowe wyznanie