#QLqIa

W wyniku wypadku moja dziewczyna dorobiła się ostatnio sporej blizny na czole. W związku z tym postanowiła, że zmieni fryzurę i zakryje czoło grzywką.

A ja mam prozopagnozję i teraz nie widzę jej, tylko znajomą, którą kojarzę z taką samą fryzurą. Trochę potrwa zanim przywyknę.

Nie potrzebuję rad.

#EySqR

Studiuję psychologię kliniczną z elementami seksuologii. Oglądałam ostatnio film dla dorosłych na jednej z polskich stron dla dorosłych. Wiecie, zawsze gdzieś z boku są dostępne transmisje dziewczyn, które aktualnie są online. Zobaczyłam tam dziewczynę z mojego kierunku, którą znam z widzenia, zabawiającą się jakimiś... przedmiotami, które absolutnie nie były do tego przeznaczone.


Trochę zszokowana podeszłam do mojej kumpeli z grupy następnego dnia i opowiadam jej, co widziałam. Uśmiała się, nie dowierzała i ogólnie rzecz biorąc był to główny temat naszych rozmów tego dnia.

Parę dni później odwiedzam tę samą stronkę w wiadomym celu (nie, nie po to żeby sprawdzać, czy tamta dziewczyna jest online) i co? Widzę w proponowanych online moją kumpelę, tę, która tak przeżywała, że laska z naszej uczelni kręci wygibasy dla żetonów. Moja kumpela siedzi tam w białej koszuli, okularach (których nie nosi na co dzień), z długopisem w ręce i udziela porad dotyczących związków. Miała dwa razy więcej oglądających niż roznegliżowane panie. I odpowiadała wszystkim tym facetom całkiem serio na ich rozterki sercowe.

Pomyślałam sobie - geniusz. Bo gdzie łatwiej znaleźć skrzywdzonych i/lub samotnych mężczyzn niż na stronie z pornografią?
Postanowiłam, że nie powiem jej, że wiem co robi, bo po co? Nie dość, że jest świetną koleżanką, to ma dziewczyna łeb na karku. Będę się jej trzymać!

#uPDTE

Z cyklu: historie rodem z MPK.

Mam taki mały apel do wszystkich ciężarnych - mówcie do cholerny wprost: jestem w ciąży, proszę o ustąpienie miejsca.

Ostatnio laska zrobiła mi awanturę, bo ona dziecko pod sercem nosi, a taki drań jak ja nawet miejsca nie ustąpi. Wykrzykiwała, że nie umiem się zachować i w ogóle gbur ze mnie, burak i wieśniak. Tyle, że po tej kobiecie w ogóle nie było widać błogosławionego stanu, więc nawet na to nie wpadłem. Pouczony złym doświadczeniem, tydzień później ustąpiłem miejsca innej ciężarnej, która...

...jak się okazało, wcale w ciąży nie była, tylko miała nadwagę... Nawet nie wspominam o awanturze, była jeszcze większa niż poprzednia.

Jakże łatwiej i przyjemniej było wszystkim, gdyby kobiety (nie tylko ciężarne!) mówiły wprost. Marzenie.

#AeSnL

Od pół roku uczęszczam na terapię z powodu problemów w stworzeniu związku. Mój terapeuta jest facetem koło 50-tki, ale od początku wytworzyła się między nami dobra relacja. Dzięki tej terapii zrozumiałam siebie, swoje potrzeby i nabrałam poczucia wartości. Czasami tylko miałam wrażenie, że mnie podrywa i w jakiś sposób mnie pożąda, ale nie przekraczał granic.

Był taki czas, że miałam problemy, byłam przybita i pod koniec terapii mnie przytulił. Na kolejnych sesjach ta sytuacja zaczęła się powtarzać. W pewnym momencie zapaliła mi się w głowie jakaś lampka tzn. odniosłam wrażenie, że on przytula mnie jak facet kobietę, a nie terapeuta pacjentkę. Zignorowałam to, bo dalej rozmawiał ze mną normalnie ani nie składał mi niemoralnych propozycji. Do czasu.

Na ostatnim spotkaniu od początku zaczął mnie przytulać, pieścić, rozbierać. Na początku nie wiedzieć czemu poddałam się temu. Po chwili jednak przyszło otrzeźwienie i zrozumiałam, że nie mam ochoty dalej tego kontynuować. Powiedziałam, że nie chcę. Na początku ciężko mu było to zrozumieć. Powiedział, że przecież możemy się przytulać i rozmawiać. Nie ukrywam, że odebrałam to negatywnie, bo to było zignorowanie moich potrzeb. W końcu jednak odpuścił. Stwierdził, że przeprasza, ale on też od dawna nie doznał bliskości, ma chorą żonę i ogóle nie układa mu się w małżeństwie, a to przytulanie mnie, moja uroda, kobiecość, sprawiły, że stracił zdrowy rozsądek. Do tego uznał, że po tym co zaszło...powinniśmy przejść na Ty. Jestem cudowna i on wcale nie chciał się ze mną przespać tylko poczuć moją bliskość...

Myślałam, że mam do czynienia z dojrzałym facetem zwłaszcza, że sam mi mówił, że prowadzi terapie dla par... Czuję się z tym źle i do tego mam wrażenie, że ta terapia była jedną wielką mistyfikacją. Tyle mówił o szacunku, empatii, wyczuciu. Tak samo połowa rzeczy, które mówił o mnie mogła mieć na celu tylko uwodzenie. Potem pisał do mnie wiadomości z podtekstami, jakby nigdy nic. Odpisałam, że to było przegięcie z jego strony. Przede wszystkim fakt, że na początku zignorował to, że czegoś nie chcę. Odpisał, że przeprasza... ale zaślepił go głód. To jakieś chore.

#Cl7Ff

Kiedyś w gimnazjum był taki chłopak. Generalnie ubrania kupowała mu mama, majtki, skarpetki, buty etc. W stylu każdego stereotypowego polskiego dziadka - kapcie w siateczkę, skarpety koniecznie długie, spodenki z paskiem podciągnięte pod pępek, Januszowa koszula i kamizelka (zależy jaka pora roku, latem taka na ryby, w zimę sweter bez rękawów). Również go obcinała, zeszyty też mama wybierała. Niebrzydki, ciało niewyćwiczone, aczkolwiek okej. Oto zarys wyglądu. A teraz charakter.

Mamusia mu mówiła, że jest super, przystojny, świetny, każda dziewczyna się za nim ogląda, dżentelmen, tylko brać. I on tak sobie to przyjął, że to prawda. W rzeczywistości mistrz arogancji, zadufany, generalnie cichy. Zawsze się alienował tak sam z siebie, inni nie są dla niego dobrym towarzystwem. Damy do berła - jego opinia.
Obrał sobie mnie za cel. Na początku tylko stawał na przerwie naprzeciwko klas, pod którymi siedziałam. Potem już siedział obok pod moją klasą. Zaczął chodzić za mną do domu i wracał do siebie. Potem już zostawał po lekcjach, albo się zrywał żeby za mną iść. Dołączył do grupy, do której należałam żeby być bliżej. Nigdy nie zagadał. Ale jak już zaczął, nękał mnie wiadomościami. Stał pod moim oknem. Czekał w parku, do którego chodziłam z psem, a że robiłam to zawsze w tych samych godzinach (pies miał w dupie zegarek nie pytajcie, trzeba było chodzić tak jak se panicz wybrał), to łatwo złapał rytm.

Przełomem były głuche telefony, puste dzwonienia domofonem, pukanie w drzwi moich klas.

Nie wytrzymałam, dobitnie lecz delikatnie, dałam do zrozumienia, że nigdy nie będziemy razem i żeby dał mi spokój.
Poszedł z tym do dyrektora, że go nękam, że moi znajomi go biją (sam się bił), że kazaliśmy mu zgolić głowę na łyso (sam zgolił w domu) i że takie dziewczyny jak ja powinny trafić do poprawczaka, bo niszczą tak dobrych chłopaków, a on był tylko miły.

Gdyby nie nagrania znajomych z klasy nie udowodniłabym nikomu, że to nie moja wina. Rozeszło się po kościach, bo był to mój ostatni rok. Wyjechałam, nie spotkałam go nigdy.

Ostatnio w internecie czytałam podobną historię, tylko ze strony chłopaka. Wykreowane tak, że ona była potworem i blacharą, która leci tylko na bogatych chłopaków i że ci dobrzy nie mają szans.
Ten też był "dobry" ale zgodzicie się, że nie ja tutaj zawiniłam. Nie wszystkie dziewczyny są takie jakie opisują je rozgoryczeni chłopcy. I nie, nie dawałam mu żadnych aluzji czy złudzeń, nawet nie wiedziałam o jego istnieniu. Lęk pozostał do dziś, bo mam wrażenie, że zaraz wyjdzie zza drzewa albo zobaczę go za oknem. Okropne.

#upZbB

Pracuję w szpitalu, każdy pacjent ma prawo do poszanowania swojej prywatności, ale czasami już nie daję rady. Potrafię powstrzymać się od śmiechu w obecności pacjenta, ale bywa tak, że muszę wyjść się "wyśmiać". Szanuję każdego pacjenta, ale jak się nie śmiać jeśli na oddział trafia pan, który umieścił swoje przyrodzenie w butelce, a gdy ten przybrał właściwy rozmiar, butelka już nie chciała zejść.

Pani, która umieściła "plaka" w odbycie, nie byłaby fenomenem, gdyby nie zrobiła tego korkiem do góry i po wyciągnięciu puszki, ten korek nie został tam gdzie słońce nie dociera.

Młody chłopak, który bez próby użył kremu do depilacji na swoich klejnotach (panowie nie polecam tego), dość że spalił skórę, która i tak jest wrażliwa, to dostał jeszcze reakcji alergicznej i jego klejnoty zwiększyły objętość tak 3 razy. Jak to powiedziała jego mama "jak widać, chyba chciał fałdy sobie wyprostować".

Młoda dziewczyna która wsadziła rozgrzana prostownicę w pochwę, tłumaczyła że zapomniała, że prostowała włosy wcześniej.

Takich wypadków jest masa, każdy wypadek to tragedia, ale wiele z nich jest spowodowanych czystą głupotą. Nie da się nie śmiać w takich wypadkach. Może i będę się smażyć w piekle, ale ludzie sami sobie odbierają własną godność.

#7xt7S

Straciłam pracę, do której bardzo chętnie przychodziłam.

Znacie kogoś, kto prawie mieszka w pracy i idzie do niej z uśmiechem na mordce jakby szedł na piwo i plotki ze znajomymi? Kto pracował świątek piątek czy niedzielę? Kto ogarnął, że mamy długi weekend po ilości klientów? Otóż to ja!

Pracowałam około 300h miesięcznie (nigdy nie dostałam umowy o pracę przy tylu godzinach). W takiej ekipie, że po sześciu godzinach ogarniałam, że w ogóle w pracy jestem. Mieliśmy podobne poczucie humoru. W skali od 1 do 10 byliśmy dojrzali na 69. Klienci mnie (nas) uwielbiali. Bo ciągle się śmialiśmy, a klienci z nami. Stali klienci mieli u mnie taryfę ulgową. Przychodzili ze słodyczami, alkoholem. Wychodzili z uśmiechem od ucha do ucha i wielkim 'dziękuję'. Część z nich specjalnie wyszukiwała naszą zmianę. Część z nich pisała ciągle na nas pochwały (które przekładały się w pieniądze, których nie miałam kiedy wydawać bo mieszkałam w pracy).

Warunki pracy miałam dość utrudnione... nic nie działało. Zgłaszałam i byłam olewana z góry na dół. Było pod tym względem chu... ale stabilnie. Przyzwyczaiłam się i dawałam radę w wyjątkowo hardcorowych sytuacjach.

Dbałam o klientów. Interesowałam się. Pogadałam. Wytłumaczyłam. Pośmiałam się. Potroszczyłam się. Tak dobrze wszystko ogarniałam, że dokonywałam cudów. Byłam niesamowitym strategiem. Znałam konkurencję. Klienci nie posługiwali się wyłącznie językiem polskim, ale cześć z nich nie znała angielskiego. Ni w ząb. Okazało się, że moja znajomość hiszpańskiego, włoskiego, ukraińskiego i czeskiego wystarczy żeby klient był zadowolony. Im dłużej pracowałam tym lepiej gadałam.

Praca sprawiała mi przyjemność. Co dziwne nic nie nabroiłam. W kwietniu się dowiedziałam, że już nie będzie mnie w grafiku. Bo są na mnie skargi. Ponoć. W co szczerze wątpię. Doskonale wiem jak wyglądała moja praca. Wiem też, że pracowałam lepiej od innych (tak jak pisałam - nic nie działało, a ja dawałam radę, oni nie). Zawsze byłam dyspozycja i chętna do pracy.
Dzwonią do mnie koledzy. Pytają kiedy wrócę. Klienci uparcie dopytują i mówią ponoć, że będą interweniować.
A ja się czuję jakbym spadła z Mount Everestu...

#8SW4F

Odkąd pamiętam lenistwo jest moim największym 'wrogiem' w życiu. Nie zrozumcie mnie źle, wiem że każdy ma czasem przysłowiowego lenia, ale w moim przypadku to zaczyna mnie przerażać. Studiuję już kilka lat, inżynier w tym roku, to już jest ten wiek, gdzie człowiek powinien być systematyczny, dbać jako tako o swoje odżywianie, zdrowie i w miarę ogarniać swoje życie. U mnie niestety jest inaczej. Przytoczę wam kilka sytuacji z mojego życia:

- Uczelnia, koło/poprawka/sprawozdanie etc. WSZYSTKO robię/uczę się dzień, dwa przed. Mimo świadomości konsekwencji jakie wynikną z nieprzygotowania się na daną rzecz, nie rusza mnie to, nie stresuje. Nie pójdzie? Trudno, bywa.
- Higiena? Dbam o nią kiedy wychodzę do ludzi. Mam kilka dni wolnego? Potrafię przez 2-3 dni się nie myć, czuję się ze sobą nieswojo, jednak mimo wszystko nie chce mi się, więc odwlekam to tak długo w czasie, aż w końcu będzie to nie do zniesienia.
- Sport/zdrowie - mam nadwagę i to dość sporą. Samemu ze sobą czuje się źle, wiem że to moja wina, sam się tak zapuściłem i wystarczyło by tylko jako tako uregulować posiłki, jeść mniej syfu i zapychaczy, dodać jakąkolwiek aktywność fizyczną i pewnie byłaby poprawa. Nie, nie chce mi się. Potrafię nie jeść cały dzień mimo głodu, bo ugotować trzeba, pójść do sklepu, ruszyć dupę.
- Porządek? Nie skomentuję.. W pokoju mam wszystko oprócz resztek jedzenia, bo te regularnie wynoszę, jedyna rzecz, która mi przeszkadza. Wszystko inne leży wszędzie, dosłownie.

Głupie przykłady typu chce mi się siku, nie chce mi się wstać, wstrzymam kilka godzin aż do limitu. Ostatnia szansa na poprawę przedmiotu, inaczej awans i trzeba płacić? Pouczę się noc przed, gdzie wiele osób powtarza mi, że naprawdę jestem zdolny i wystarczyłoby przysiąść troszkę dłużej... nie i koniec. Wiecie najgorsze jest to, że ja to wszystko rozumiem, że samemu to sobie robię i wiem, że wystarczy wstać i zrobić, aby diametralnie zmienić swoje życie. NIC mnie nie motywuje. Jak coś sobie postanowię, może tydzień będę się trzymał swoich wytycznych, po czym i tak to rzucam w piz*u. Boję się, że przez to zrujnuję swoje życie i mimo, że wiem to, nie mogę po prostu tego zmienić. Leń jest silniejszy od reszty i to mnie przeraża.
Dodaj anonimowe wyznanie