#BIIla

Gdy byłam w przedszkolu, podobał mi się syn pracownicy, zawsze jak odwiedzał swoją mamę, to starałam się być jak najbliżej i go zagadywać. Taka subtelna byłam.

Któregoś dnia siedzimy w kółku, i ja, mając po przeszpiegach odpowiednie informacje, wypaliłam: „A ja słyszałam, że pani syn to złamał nogę”.
Na co pracownica: „A ja słyszałam, że ty się podkochujesz w moim synu”.

Uciekłam do schowka na klocki, dramatycznie padłam na brzuch i odwrócona dupą do świata płakałam w wykładzinę.

Myślałam, że to mój najgorszy dzień.
No, do czasu, aż nie umarł mi członek najbliższej rodziny.

#ou0pS

Kiedyś zostaliśmy na imprezie we troje (reszta jakoś szybko się zawinęła): ja, moja dobra kumpela i znajomy typ ze studiów, który — jakoś tak wyszło — chciał się spotkać i pogadać, bo się dawno nie widzieliśmy. Ja ogólnie mało piję, ale ten typ lubił ostre walenie shotów, no i co chwilę coś zamawiał z baru i się nieźle zrobiliśmy. Szczególnie ja — i to do tego stopnia, że podczas rajdu po klubach w pewnym momencie po prostu wstałem i zacząłem iść w kierunku domu na autopilocie. Następne wspomnienie to brat i bratowa, którzy wyprowadzają mnie pod ręce ze szpitala o siódmej rano. Na wypisie ze szpitala zobaczyłem później, że przekroczyłem dawkę śmiertelną...
Po południu (oczywiście ledwie kontaktowałem) zadzwoniła do mnie kumpela z pretensjami, że ją zostawiłem samą z tym typem, a on ją niby odprowadzał, zamówił taksówkę i chciał ją zabrać na chatę do siebie, wiadomo po co. W pewnym momencie wręcz próbował ją wciągnąć do środka. Ogólnie była mega wkurzona i się pokłóciliśmy.

Po jakimś czasie okazało się, że typ, z którym byliśmy (dowiedziałem się tego od barmana z ostatniego klubu), wzmacniał moje drinki wódą. Dlaczego? Żebym się szybciej upił, bo mu przeszkadzałem w zaplanowanej akcji z wykorzystaniem mojej koleżanki. 
Do tej pory ch..ja nie cierpię – prawie zgwałcił moją znajomą, a mnie prawie zabił tym dolewanym alkoholem...

#KNsLG

Pamiętam taką jedną sytuację z czasów, gdy byłam małolatą. Otóż miałam 15 lat, kiedy doznałam urazu głowy podczas meczu piłki ręcznej i wylądowałam w szpitalu na wschodzie naszego pięknego kraju. Okazało się, że nie mam wstrząsu mózgu i w zasadzie następnego dnia mogłam opuścić szpital, jednak moi rodzice znajdowali się po drugiej stronie Polski, był środek tygodnia, wiadomo, mieli pracę i nie mogli mnie odebrać od razu, więc umówiliśmy się, że przyjadą po mnie w sobotę. Mój trener razem z resztą drużyny ruszał w trasę, by grać inne mecze w różnych miastach. Więc zostałam sama, musiałam zostać w tym szpitalu jeszcze przez cztery dni.
Leżałam na sali z jakimiś dwoma chłopakami niewiele starszymi ode mnie, była też jakaś kobieta z ropniem i ktoś jeszcze, ale ci chłopcy odegrali kluczową rolę. Leżeliśmy tam i zapoznaliśmy się trochę, takie niewinne, szczeniackie flirty się tam odwalały. Codziennie rano przy obchodzie pielęgniarka pytała wszystkich: „Gazy były?”, „Stolec był?”. Chłopcy śmiali się z tego i wołali „Taaa... Wielki stolec był, psze pani”. Ja się wstydziłam mówić, że robiłam kupę, szczególnie przy tych chłopakach, i przez trzy dni z rzędu mówiłam, że nie było stolca... Czwartego dnia rano, gdy po południu już mieli mnie odbierać rodzice, dwie pielęgniarki wyprosiły wszystkich z naszej sali i powiedziały do mnie: „Dziecko, czy ty naprawdę od trzech dni nie zrobiłaś kupy?”. Trochę się przestraszyłam, ale dalej szłam w zaparte, że nie robiłam, bo już głupio mi było teraz mówić, że przez trzy dni ściemniałam. Zrobili mi lewatywę, a na koniec wepchnęli czopek.

Morał? Przyznawajcie się do własnego gówna, bo narobicie sobie jeszcze większego smrodu.

#SgAat

Po 3 latach w związku chłopak spytał mnie o moją przeszłość, do której tak bardzo nie chciałam wracać myślami, a tym bardziej o niej mówić.
Otworzyliśmy wino, chipsy, położyliśmy się na podłodze. Chciał opowieść chronologiczną, więc jako tako starałam się mówić po kolei — toksyczna atmosfera w domu od małego, m.in. uciekanie po nocach bez butów w zimę do babci razem z rodzeństwem, brak książek przez całą edukację („bo możesz wziąć od starszej siostry”), brak znajomych, próby samobójstwa, gwałt przed maturą, po której rodzice zresztą stwierdzili, że nie będą kogoś takiego trzymać w domu. Problemy z policją, pierwsze kradzieże, mieszkanie z bezdomnymi, pierwsza praca na zmywaku, mieszkanie socjalne — wyjście na prostą po 4 latach od matury. Opowiadając mu to, nie płakałam... za to on płakał, i to bardzo. Przytulił mnie, powiedział, że mnie kocha i żałuje, że tak bardzo naciskał na moją przeszłość.
Tygodnie mijały, nie rozmawialiśmy o tym, coraz częściej słyszałam: „Hej, mam dziś sporo na głowie, nie dam rady przyjść na spotkanie”. Zaczęłam podejrzewać zdradę i tym podobne rzeczy. Pewnego wieczoru wyznałam mu swoje obawy, rozmowa wyglądała tak:
Ja: Mógłbyś mi powiedzieć, gdyby w twoim życiu pojawiła się jakaś kobieta, dasz mi znać, prawda? Nie chcę ci psuć szczęścia, jeżeli ze mną jest ci źle, masz inną opcję, to idź do niej.
On: Nie ma innej kobiety i nie będzie. Czuję ogromne wyrzuty sumienia, że nie znalazłem cię wcześniej, że nie mogłem pomóc.
Zaczął płakać, zapewniał o swoim uczuciu do mnie i powtarzał w kółko „Gorzej nie będzie, może być tylko lepiej”. Nie mieszkaliśmy razem — odprowadził mnie na przystanek, pomachał i poszedł.

Nazajutrz dostałam telefon od jego mamy z płaczem, że to moja wina i przeze mnie to wszystko. Ale co? Zerwałam się z pracy, serce biło jak oszalałe, pojechałam prosto do niej. Na miejscu policja, przy okazji przesłuchali również mnie na komisariacie.
Okazało się, że tamtego wieczoru słyszał krzyki o pomoc. Dwóch dresów kopało leżącego, wdał się w bójkę, dresy uciekły. Dzwoniąc po karetkę, spytał ofiarę, o co poszło. Odpowiedział „Miałem ochotę z obcą dziewczyną, ona nie bardzo chciała, ale taką spódniczkę krótką miała...”. Chłopak, słysząc to, zaczął go tłuc... Przyjechała karetka, stwierdzono zgon. Sprawa w sądzie, wyrok: 12 lat.
Przez rok chodziłam do niego, czekałam, aż wyjdzie. Na każdym spotkaniu na do widzenia mówił: „Będzie już tylko lepiej”.
Idąc na kolejne odwiedziny, usłyszałam: „Hmm... ale on nie żyje, powiesił się w zeszłym tygodniu”. Nikt mnie nie poinformował.

Usiadłam na kafelkach, zaczęłam wyć, czułam, jak serce pęka na miliony kawałków.

Minęło ponad 10 lat, nadal pamiętam te piękne 3 lata związku, pokazał mi nowe życie... A mój obecny mąż właśnie pyta, czemu płaczę, pisząc coś na laptopie.

#jwdFQ

Sytuacja miała miejsce w listopadzie ubiegłego roku. W końcu zdecydowałem się ściąć włosy — zwlekałem z tym dość długo, boję się fryzjera. Pokazałem fryzjerce zdjęcie — chłopaka z pięknie ułożonymi włosami, podciętymi tu i tam. Kobieta przyjęła to do wiadomości i wzięła do ręki nożyczki. Przemiła, ach, świetnie mi się z nią gawędziło! Kiedy zobaczyłem efekt jej pracy, byłem nieco zaskoczony — moja fryzura była niesamowicie kobieca. Chyba zobaczyła moją minę, bo od razu zaczęła się tłumaczyć: „Trochę zmieniłam, bo wyglądałaby pani jak mężczyzna”...

Z głupkowatym uśmiechem na ustach i bólem w sercu grzecznie podziękowałem pani, położyłem na ladzie pieniądze i wyszedłem z salonu.

#Sdaly

Ktoś ukradł moją komórkę, ale był na tyle głupi, by jej używać, a mam na niej włączoną lokalizację i wiem gdzie mieszka i gdzie pracuje. Ja uczciwie i ciężko pracowałam na ten telefon, więc odwiedzę go w pracy, żeby narobić mu wstydu. Zastanawiam się tylko, co mu odwalić, żeby było jak najbardziej dotkliwie.

#voESh

W dzieciństwie w sąsiedztwie miałam kolegę w moim wieku, którego życie toczyło się w kiepskim kierunku, zresztą wciąż tak jest. Gdy miał rok, zmarła mu mama. Miał kilkoro starszego rodzeństwa, ale, nie wiedzieć czemu, to on był tym najgorszym. Bity, poniżany i obojętny rodzinie, wciąż żebrał o ich miłość. Mimo to zawsze mówił o ojcu z szacunkiem. Lubiłam go, mimo kilku odpałów, bo kolegą był OK.
Było dużo strasznych sytuacji, po których do dziś chce mi się płakać, dlatego nie rozumiałam, dlaczego moi rodzice nie reagowali. Ostatnio jednak, po rozmowie ze znajomymi, uświadomiłam sobie, że wiem dlaczego. Przecież moi rodzice bili mnie tak samo jak ojciec sąsiada, tyle że bardziej „po cichu”.

#aj0mU

Kumpel zlokalizował mojego skradzionego psa. Okazało się, że jakiś czas temu kupiła go rodzina z autystycznym dzieckiem. Policjant na komendzie powiedział, że mogę odzyskać psa, ale dzieciak się z nim już zaprzyjaźnił i jak to zrobię, to okażę się zwykłym  ̶s̶k̶u̶r̶w̶  skurczysynem.

#PqvCY

Dość bycia grubą! – tak postanowiłam i chcąc tę decyzję podeprzeć praktycznymi krokami do zmiany mojej wagi, poszłam dzisiaj pobiegać. A mam gdzie – mieszkam w małej wsi i dookoła jest mnóstwo lasów, łąk i pięknych, malowniczych tras. Rano, zaraz po tym, jak mój mąż wyjechał na spotkanie z klientem, ubrałam się w lekkie ciuchy i mimo chłodu panującego na dworze oraz lekkiego deszczu, który zaczął siąpić z nieba, wybiegłam z chaty niczym okrągła i dość zaniedbana rakieta. Przebiegłam kilometr, dostałam zadyszki, zrobiło mi się zimno i doszłam do wniosku, że dość już tego sportu. Kiedy dotarłam do domu, telepiąc się niczym osika, z przerażeniem odkryłam, że drzwi się zatrzasnęły, a ja nie wzięłam ani kluczy, ani telefonu.
Mój mąż wrócił ze spotkania jakieś trzy godziny później i zastał mnie w budzie, siną z wyziębienia i mocno przytuloną do naszego psa, który w ramach uprzejmości zrezygnował z hasania po podwórku i postanowił trochę mnie ogrzać.
Dodaj anonimowe wyznanie