#nwUOS

Parę miesięcy temu, w dość przykrych dla mnie okolicznościach, rozstałem się z moją wieloletnią narzeczoną. Przez cały okres od kiedy nasze drogi rozeszły się, aż do wczoraj, nie uprawiałem z nikim miłości. Mimo że miałem bardzo silną potrzebę, byłem pogrążony w smutku graniczącym z depresją. W końcu jednak coś we mnie pękło i postanowiłem „wziąć się za siebie”. Pierwszym punktem przywracania radości w moim życiu była wizyta u… ponętnej madame uprawiającej najstarszy zawód świata. Nie oceniajcie mnie – to była spontaniczna decyzja.
Moje spotkanie z uroczą kurtyzaną było tak żenująco krótkie, że pani postanowiła mi oddać połowę pieniędzy, które jej za usługę zapłaciłem...

#B4FEj

Poznałam go w okularach przeciwsłonecznych i na kolejnych randkach cały czas miał je na sobie.

Coś tam było widać z boku, ale przecież to tylko oczy. Każdy ma takie same. Jak mu się znudzi taka stylówka, to może wreszcie je ściągnie. No i zrobił to wczoraj, a ja zaczęłam żałować, że go do tego namówiłam.

Już się nie dziwię, dlaczego zazwyczaj się ukrywa.
Ma tak małe oczy, że nawet dziecko ma większe. Do tego bardzo głęboko osadzone, przez co wygląda jeszcze dziwniej. Może to jakaś choroba genetyczna? A może tylko defekt urody? Nie wiem, widać, że ma kompleks na tym punkcie i ja to rozumiem.
Aż się przeraziłam. Jego wyglądem i moją reakcją, bo przecież nie jestem aż takim wzrokowcem. Prawda jest jednak taka, że chociaż jest zgrabny, świetnie się ubiera, ma piękny kształt twarzy i lśniące włosy, to coś mnie od niego odpycha.

Czułam się nieswojo patrząc w te maleńkie kurze ślepia wbite głęboko w czaszkę. Wygląda to dziwnie, niepoważnie i mało męsko. Wiem, że charakter jest najważniejszy, a w tej kwestii nie mam mu niczego do zarzucenia, ale bardzo stracił w moich oczach.

Nie jestem wybredna, ale chyba pierwszy raz wystawię chłopaka z powodu jego wyglądu. I trochę mi z tego powodu wstyd.

#OrFj0

Postanowiłem zrobić na pewnym portalu mały eksperyment: założyć na dwóch smartfonach dwa konta — żeńskie i męskie — i policzyć, ile lajków zbiorę, oraz dowiedzieć się, jacy chłopacy i jakie dziewczyny otwierają konta.

Na obu kontach ustaliłem zasięg na 10 km (mieszkam w centrum miasta powiatowego), podałem wiek 20 lat, a wiek szukanych osób zaznaczyłem w przedziale 18 — 30 lat.
Na koncie kobiecym szukałem tylko chłopaków, a na męskim — dziewczyn.
Eksperyment trwał 2 tygodnie, w tym czasie przesuwałem codziennie 50 osób w prawo, jeśli tylko były dostępne.
Na obu profilach zamieściłem zdjęcia przeciętnie wyglądających dwudziestolatków ze stocka. Nie zamieszczałem żadnych opisów.

Wreszcie uruchomiłem profile. W ciągu tych dwóch tygodni wyświetliło mi się aż 689 chłopaków i tylko 37 dziewczyn.
Z chłopakami miałem aż 667 matchów, a z dziewczynami tylko 3 (no cóż, płeć piękna może być wybredna ze względu na wysoką podaż facetów).
25 dziewczyn wg opisu chciało stałego związku, żaden z chłopaków nie miał podobnego życzenia.
5 dziewczyn miało zdjęcia w wyzywających pozach. 453 chłopaków wrzuciło zdjęcia nagiej, umięśnionej klaty.
328 chłopaków wrzuciło fotki z autem marki BMW, Audi albo Mercedes, a 172 — motocyklem.
Co warte odnotowania, 423 facetów podało swój wzrost, z czego 292 deklarowało 190 cm lub więcej, a 21 — ponad 2 metry.
27 dziewczyn i 212 chłopaków podało swoją uczelnie wyższą.

W październiku wyjeżdżam na studia do dużego miasta, w którym zamierzam przeprowadzić podobny eksperyment.

#EovFQ

Sytuacja miała miejsce na urodzinach kolegi na działce.
Kiedy ja i mój chłopak byliśmy już trochę podpici, postanowiliśmy zwiedzić strych szopy, która stała nieopodal. Jak to zwykle bywa w takich miejscach - było ciemno i nikt tu nie wchodził. Idealne miejsce dla zakochanej (przypominam - podpitej) pary. No i wyszło jak wyszło - zaczęliśmy "małe co nieco". Niestety na stojąco taka zabawa po czasie robi się niewygodna, ale gdy nasze oczy przyzwyczaiły się do ciemności, dostrzegliśmy materac!
No to było jak błogosławieństwo. Wygodnie się położyliśmy, dokończyliśmy co zaczęliśmy i nadszedł czas, żeby się ubrać...

I wiecie co? To nie był materac. To była wata szklana...

Ja nie wiem, jak tego nie poczuliśmy wcześniej. W każdym razie - prawdziwą udręką było noszenie przylegających ubrań (w sumie jakichkolwiek ubrań) przez dobre kilka dni, a wielokrotne prysznice nic nie dały.
Nie polecam!
Morał na dziś - patrzcie na co się kładziecie :D

#gd8Fd

Przez półtora roku byłam w sekcie.
Pochodzę z ostrej patologii i od dziecka czułam niesamowity ból emocjonalny, który na ogół był nie do zniesienia, czasami taki przytłumiony, tępy.
W dorosłym życiu chodziłam z terapii na terapię - bez oczekiwanych skutków. Szukałam pomocy w innych miejscach, warsztaty rozwoju itp. Aż w końcu trafiłam TAM. Partycja stała na czele tego biznesu i dokładnie wiedziała, co chciałam usłyszeć, nie uzależniłabym się od nich tak bardzo i szybko, gdyby nie tzw. przewodniki, które za ogromną kasę nam dawali, podczas tzw. procesów, które miały nas odprogramować. Nie miałam pojęcia, że to narkotyki, tak bardzo chciałam wierzyć w ich wersję, w ich miłość, no i w końcu czułam się rozluźniona.

Atmosfera zaczęła się jednak zagęszczać, Patrycja była coraz bardziej okrutna, a ja robiłam wszystko, by wrócić do łask. Sprzedałam mieszkanie, żeby móc za to płacić, byłam poniżana i upodlana. Pewnego dnia odcięli mnie za karę na jakiś czas. Przebłyskiem świadomości zobaczyłam siebie - wyczerpaną fizycznie, psychicznie, uzależnioną, z 2 zaniedbanych dzieci, bez pracy, ze środkami do życia na 2 miesiące. Usłyszałam w sobie głos - musisz w końcu zaufać SOBIE. Tego się bałam najbardziej, ale wiedziałam, że to jedyne wyjście. Odcięłam się od nich, wynajęłam inne mieszkanie, znalazłam pracę. Brakowało mi prochów - teraz mija 1,5 roku jak nic nie wzięłam, potwornie się bałam, byłam bliska załamania, ale musiałam walczyć o byt i to mnie trzymało w pionie. Wolny czas spędzałam tylko z dziećmi, odcięłam się od świata. To była droga krzyżowa, bałam się, że ONI mnie znajdą - wciąż dzwonili - sypało mi się zdrowie, nie dawałam rady z dzieciakami, mimo że dużo pracowałam ledwo mi starczało na życie, a czasem brakowało, no i przede wszystkim bałam się, że znowu wszystko spieprzę...

Doszłam do granicy bólu i strachu i się poddałam. Pogodziłam się z tym jak jest - cholernie ciężko, poczułam ten ból na maksa - bolało mnie emocjonalnie i fizycznie, myślałam, że oszaleję. Ale teraz już wiem - jeśli nie możesz z czegoś wyjść, to możesz przez to przejść. To było dno, od którego się odbiłam.
Dziś nie wypieram uczuć, ale się z nimi nie utożsamiam, one są, ale mnie nie definiują, tak jak nie definiuje mnie to, że gwałcił mnie ojciec i nienawidziła matka, wykorzystała jakaś sekta itd. Nie boję się ich, współczuję im, bo żeby kogoś tak krzywdzić, trzeba samemu strasznie cierpieć. Ja uwolniłam się od bólu, a oni wciąż w nim tkwią.
Nie czuję się już niczyją ofiarą, dopóki się nią czułam, wciąż przyciągałam nieszczęście, bo ból karmi się bólem.
Czuję się dobrze, moje dzieci mają się dobrze, widzę radość i zaufanie w ich oczach, mam lepszą pracę,. Czuję takie rozluźnienie, spokój, jakiego nie czułam nigdy wcześniej. Nikomu tego jeszcze nie opowiadałam.

#T2rl8

Z pamiętnika budowlańca.
Na przebudowie drogi jeden z robotników zagęszczał grunt wackerem 500 (dla niewtajemniczonych - taka duża ubijarka). W pewnym momencie wyżej wymieniony sprzęt zaczął mu niebezpiecznie schodzić na bok, więc został przez owego robotnika wyłączony, a sam kierujący wydarł się na pół miasta: "Gdzie k... idziesz?".
Pani przechodząca obok była w tak ciężkim szoku, że drugi budowlaniec musiał do niej podejść i powiedzieć, że jednak może przejść przez ulicę...

#AF3Yq

Mam 30 lat i mimo że już dawno nie chodzę do szkoły, to nadal co roku, gdy zbliża się wrzesień, a w telewizji zobaczę reklamy dotyczące przygotowania do nowego roku szkolnego, to jadę do supermarketu i kupuję sobie całą szkolną wyprawkę: zeszyty, długopisy, piórniczki, plastelinę, ołówki, kredki, bloki i inne przybory.

Kiedy w domu nie ma mojego narzeczonego, wyjmuję wszystkie rzeczy i rozkładam na dywanie. Oglądam kolorowe okładki zeszytów, rozplanowuję, który zeszyt przeznaczyłabym na dany przedmiot, wącham nowiutkie kartki, sprawdzam kolory brokatowych długopisów.

A kiedy te rzeczy już mi się znudzą, to dokupuję jeszcze trochę słodyczy, ubranek i zanoszę wszystko do pobliskiej świetlicy, która zajmuje się dziećmi z ubogich rodzin. Rzeczy przynajmniej się nie zmarnują i obie strony mają z tego korzyść :)

#qfnuR

Dzisiaj wracałem z nocki autobusem, gdy kierowca gwałtownie zatrzymał się na pustej drodze i zaczął zmieniać pas na przeciwległy. Po przejechaniu paru metrów przez boczna szybę zobaczyłem małego jeża, który akurat w tym miejscu przekraczał jezdnię i to właśnie jego wymijał kierowca.

Każdy może zostać bohaterem!

#NWORl

Nie lubię dzieci, nigdy nie lubiłam. Właściwie to się ich boję, nie wiem dlaczego, tak już po prostu jest. To są dla mnie jakieś dziwne, chaotyczne stworzenia, które są w dodatku dość głupie i irytujące. Dlatego unikam ich jak mogę. Nigdy żadnemu dziecku krzywdy nie zrobiłam i robić nie zamierzam. Nie to, że ich nienawidzę, po prostu nie chcę mieć z nimi kontaktu i tyle.
W przyszłości nie zamierzam też mieć własnych dzieci, ale ja nie o tym.

Moja starsza siostra niedawno wyszła za mąż i urodziła syna. Ona jest moim zupełnym przeciwieństwem. Zawsze chciała mieć dużą rodzinę, więc niech sobie ma. Cieszę się jej szczęściem. Problem w tym, że kiedy oni do nas przychodzą, to ciągle wciskają mi to dziecko! "Weź się z nim pobaw, weź przytul, weź ponoś" - i tak w kółko. A ja nie chcę! Cała rodzina (szczególnie nasza mama) mi mówi, że muszę złapać z nim kontakt, mieć jakieś więzi, bo to w końcu mój siostrzeniec. Dobra, może i mają rację, ale ja nie umiem się przemóc, nie potrafię po prostu. Nie wiem jak. Ten dzieciak mnie nie lubi, bo wyczuwa chyba, że ja go nie lubię. Krzywi się, czasem płacze jak mi go dają, więc wtedy zabierają, ale za jakiś czas znowu dają!

Nie chcę, żeby on mnie znienawidził. Nie chcę, żeby się mnie bał. Chciałabym nawet mieć z nim jakieś relacje, chciałabym być fajną ciocią, ale, kurcze no, JAK? Ja naprawdę nie potrafię. Boję się, że w jakiś sposób skrzywdzę to dziecko albo mu zwichruję psychikę. Na razie więc kiedy przyjeżdżają, to unikam ich jak tylko mogę. Najczęściej staram się, żeby nie było mnie wtedy w domu. Tylko ileż można? Czasem czuję się jak jakieś dziwadło, potwór. Nie wiem, może jak mały podrośnie, to złapię z nim jakiś lepszy kontakt, ale na pewno nie teraz. Teraz pozostaje mi chyba tylko dalsza ucieczka, ale wiem, że to nie jest rozwiązanie na dłuższą metę.

#xrCkz

Mam dziecko i jestem o nie zazdrosna.
Nie zrozumcie mnie źle, kocham je i bardzo dbam, ale denerwuje mnie to, że teraz nie jestem jedyną miłością mojego męża.

Kiedy przychodzi z pracy, nie wita się już z radością ze mną, tylko najpierw z dzieckiem. Mówi do dziecka z czułością w oczach, a wcześniej tylko do mnie się tak zwracał.

Musiałam zrezygnować ze swojego życia. Kiedyś kochałam weekendowe poranki. Teraz nie mamy czasu sam na sam, bo dziecko od nas rano przychodzi i zabiera nam prywatność.
Chciałabym.w końcu pojechać na dalsze wakacje, ale nie mogę.
Życie jest do bani.
Dodaj anonimowe wyznanie