#NWORl
W przyszłości nie zamierzam też mieć własnych dzieci, ale ja nie o tym.
Moja starsza siostra niedawno wyszła za mąż i urodziła syna. Ona jest moim zupełnym przeciwieństwem. Zawsze chciała mieć dużą rodzinę, więc niech sobie ma. Cieszę się jej szczęściem. Problem w tym, że kiedy oni do nas przychodzą, to ciągle wciskają mi to dziecko! "Weź się z nim pobaw, weź przytul, weź ponoś" - i tak w kółko. A ja nie chcę! Cała rodzina (szczególnie nasza mama) mi mówi, że muszę złapać z nim kontakt, mieć jakieś więzi, bo to w końcu mój siostrzeniec. Dobra, może i mają rację, ale ja nie umiem się przemóc, nie potrafię po prostu. Nie wiem jak. Ten dzieciak mnie nie lubi, bo wyczuwa chyba, że ja go nie lubię. Krzywi się, czasem płacze jak mi go dają, więc wtedy zabierają, ale za jakiś czas znowu dają!
Nie chcę, żeby on mnie znienawidził. Nie chcę, żeby się mnie bał. Chciałabym nawet mieć z nim jakieś relacje, chciałabym być fajną ciocią, ale, kurcze no, JAK? Ja naprawdę nie potrafię. Boję się, że w jakiś sposób skrzywdzę to dziecko albo mu zwichruję psychikę. Na razie więc kiedy przyjeżdżają, to unikam ich jak tylko mogę. Najczęściej staram się, żeby nie było mnie wtedy w domu. Tylko ileż można? Czasem czuję się jak jakieś dziwadło, potwór. Nie wiem, może jak mały podrośnie, to złapię z nim jakiś lepszy kontakt, ale na pewno nie teraz. Teraz pozostaje mi chyba tylko dalsza ucieczka, ale wiem, że to nie jest rozwiązanie na dłuższą metę.
,,jakieś dziwne, chaotyczne stworzenia, które są w dodatku dość głupie i irytujące'' - większość ludzi generalnie taka jest, bez względu na wiek
To, że akurat ty spotykasz takich na swojej drodze nie oznacza, że są oni większością 😉
To się postaw kiedyś raz a dobrze. Zrób awanturę jeśli trzeba, ale nie bierz w łapy dziecka, jeśli nie czujesz się z nim dobrze. Zwłaszcza takiego małego. Jak nawiążesz z nim relację kiedy będzie miało 5 lat (wystarczy się uśmiechać jak nawijają i dawać prezenty) to też się tragedia nie stanie. Tylko się kobieto nie zmuszaj. A co jeśli Ci z rąk wypadnie?
Też mnie to strasznie wkurza. W rodzinie wiecznie wpychano mi niemowlaki na ręcę, mimo że nie miałam z nimi żadnego obycia i czułam się niekomfortowo. Dla tych maluchów to też było nieprzyjemne i zawsze płakały. Nie wiem, co ludzie z tym mają. Swojego osobistego bobasa nikomu do gardła nie wpycham.
Dokładnie. Ile ty masz lat, że w tak trywialnej sprawie nie potrafisz postawić na swoim?
Dziecko miałoby cię znienawidzić bo unikasz z nim kontaktu? Już nie wyolbrzymiaj.
Moja ciotka została babcią, mały ma już 3 lub 4 lata i o ile rozumiem, że dla niej wnuk jest najcudowniejszy na świecie i mogłaby się nim zachwycać przez całą dobę, tak nie rozumiem jej wymuszania zachwytu u innych. Ile razy ją widzę, pokazuje setki jego zdjęć, pokazuje filmiki, na których młody coś tam zaczyna rozmawiać po swojemu, ciagle o nim gada. Nie ma nic prócz Krzysia, non stop wymusza zachwyty, nawet u mnie, bo przecież na filmiku Krzyś mówi „Baba, baba, ninozaul” i pokazuje jej dinozaura. Jak z nim przychodzi, wciska mi go, żeby się ze mną przywitał. OK, mogę się z nim przywitać, chłopak jest nawet fajny, ale ona nie rozumie, że nie będę się z nim bawić, bo ogólnie za dziećmi nie przepadam. A ta na siłę ględzi mi nad głową, żebym wzięła Krzysia i się z nim pobawiła, a kiedy widzi, że nic z tego, to bierze go na ręce i mi go przynosi, albo woła mnie, bo Krzyś się zaraz zsunie z krzesła i żebym to JA go poprawiła, bo jako kobieta MUSZĘ oswajać się z dziećmi. I to zdziwienie „Ale jak to nie chcesz mieć dzieci? Musisz mieć dzieci, taka jest rola kobiety, zobacz jaki Krzyś jest cudowny, co to ma znaczyć, że Ty nie chcesz”?
A później z takiego Krzysia wyrasta samolub i egoista.
Znam podobną rodzinę. Wszyscy zachwyceni. Dziecko od zawsze w centrum uwagi, każdy się podnieca, bo mały to, a tamto. Nauczony ciągłej uwagi skutkuje tym, że zrobienie czegokolwiek np.w domu, jest niemożliwe, bo dlaczego zajmujecie się czymś innym, a nie mną?
Zazdrosny o inne dzieci robi cyrki, żeby każdy skupił się na nim, a nie na niemowlaku sąsiadki. Dramat.
Pomarancza007 myślę, że podobną sytuacja może mieć miejsce z dzieckiem moich sąsiadów. Niedawno się przeprowadziłem i u mnie balkony są połączone z sąsiadami obok i gdy było ciepło i miałem otwarte okno, słyszałem czasem strzępki rozmów. Ciągle przebywają tam babcie, a jedynym tematem mała. Nie ma jeszcze roku, a babcie zachwycone. A to słyszę, jak foty robią, a to komentują: ''ooooo coś je, zobacz'', albo reagują na ryk: ''ooo znów płacze, tak słodko wygląda''. Sam swoich dzieci nie mam, ale zastanawiałem się, czy takie rozpieszczanie dziecka od samego wózka, wiecznie branie go na ręce, tulenie ciągłe, nie jest skutkiem tego, że dziewczynka wciąż płacze i domaga się kontaktu z kimś. Bo to nie jest normalne, gdy mam wolny dzień, słyszę jak wyje w nocy, rano, południem i wieczorem, praktycznie całą dobę.
Jeszcze będzie czas na bycie fajną ciocią jak dziecko podrośnie, a teraz powiedz im co myślisz i wcale się nim zajmować nie musisz, to nie Twoje dziecko i nie Twój obowiązek.
Mój przybrany brat ma dwóch małych synków. Od razu dałam jasno do zrozumienia, że nie mam zamiaru się nimi zajmować, bawić ani spędzać czasu. Mama chwilę próbowała mi ich wciskać na spacery z psem czy coś ale nie było mowy. Chyba się poddała w końcu. Ja też dzieci nie lubię, chłopacy czują, że nie pałam miłością do nich i też mnie omijają - i nie, też nigdy bym im nic nie zrobiła, jednak nie mam zamiaru mieć z nimi kontaktu większego niż trzeba podczas rodzinnych spotkań.
Doskonale Cię rozumiem, przeżywam dokładnie to samo. Dodatkowo, nie wprost, ale jednak, "wymaga" się ode mnie wiecznych zachwytów, jaki mały jest śliczny, a jaki mądry, na małym rowerku już jeździ och. Oczywiście, jest super, ale nie potrafię bez przerwy szczerzyć się w wymuszonym uśmiechu i podziwiać jego zachowań. Wstyd mi powiedzieć przed rodziną, że uważam go za NORMALNE przeciętnie rozwijające się dziecko, bo przecież ten mały musi być dla mnie najlepszy na świecie. Też nie wiem, co robić, dość mam udawania.
Znam to niestety, ale ja raczej staram się być szczera. Niedawno urodziło się kolejne dziecko brata i na pytanie mojej mamy "czy te dziecko nie jest przepiekne" zgodnie z prawdą powiedziałam, że nie. Było czerwone, całe odciśnięte i jak to niemowlę, które dopiero co się urodziło najzwyczajniej w życiu brzydkie, jak każde dziecko zaraz po porodzie. Swoimi przemyśleniami podzieliłam się z bratową (to jej dziecko) i bez problemu przyznała mi rację, po co na siłę kłamać. I nie, nie było to obraźliwe, wiem co i przy kim mogę powiedzieć, z nią już kiedyś na ten temat rozmawiałam, dlatego znałam jej zdanie. I nie, nie mówię obcym ludziom, że ich dzieci są brzydkie, spokojnie, zwykle przytakuję, albo mówię, że dla mnie wygląda po prostu jak dziecko, nie jestem obraźliwa ani też ludziom nie słodzę, bo po co.
00n Fajna bratowa:) normalna kkobieta
Powiedz po prostu ze ne lubisz dzieci i nie ważne czyjś to dziecko, nie chcesz, nie lubisz i koniec.
Dzieci się zaczynają robić fajne jak mają około 4 lat. Mniejszych też za bardzo nie lubię.
Ja znów mam odwrotnie, kiedy zaczynają za dużo gadać to wtedy są strasznie irytujące. 😒
dla mnie wiek szkolny, a najlepiej 10+
dzieci stają się fajne jak wyjeżdżają na studia. a najlepiej, jak już idą do pracy i stają się niezależne finansowo. 😅
Dzieci są chaotyczne, głośne. Tylko rodzice je rozumieją (tzn. rodzic rozumie swoje dziecko). Są jeszcze wielbiciele dzieci kochającej wszystkie dzieci. Ja nie toleruję innych dzieci. Drażnią mnie. Irytują. Ale swoje kocham, rozumiem, podobają mi się.
Rozumiem cię. Ja też nie przepadam za dziećmi (chociaż chcę mieć kiedyś), a najbardziej jak mi je ludzie wciskają albo zostawiają pod "opieką" na chwile. To jest okropne, że oczekują od ciebie żeby się zachwycać cudzym dzieciakiem. Kiedy poznałam siotrzeńca (1 l.) mojego chłopaka tylko mu pomachałam i powiedziałam "hej". Potem go ignorowałam, bo co będę robić z siebie debila "a puci puci" tylko po to żeby dorośli byli zadowoleni. Jeśli już to wolę kontakt z dziećmi 5 + które potrafią się konkretnie bawić i wyartykułować swoje myśli, a nie tylko drzeć paszczę.