#j5kj8

Gdy moi rodzice się rozstali, spełnił się mój koszmar.

Ojciec wywalczył opiekę nade mną. Wygrał, bo mama chorowała na schizofrenię i sąd przez to ją zdyskwalifikował. I myślę, że jedna historia wystarczy do przedstawienia tego jak wyglądało moje życie z nim. Miałam zapalenie płuc, wysoką gorączkę i czułam się ledwo żywa. Ojciec stwierdził wtedy, że mam nie robić problemów, bo on nie ma czasu na lekarzy, więc mam nie wymyślać i iść do szkoły, bo tam mi przejdzie. Po drodze zemdlałam i musiałam trafić do szpitala. Gdy ojciec przyjechał, pierwsze co zrobił to uderzył mnie, za robienie mu problemów. Byłam przez niego tak terroryzowana i zastraszana, że o tym co się działo w domu, odważyłam się powiedzieć dopiero, gdy skończyłam 18 lat.

#dUKnp

Mam 21 lat i od kilku miesięcy współpracuję z dosyć znanym youtuberem. Nie, nie podam nazwy kanału i nie pojawiam się na filmach. To wyznanie o czymś zupełnie innym.
Zgłosiłam się do pracy, bo szukał kogoś do pomocy, zgadaliśmy się i w sumie nawet mogę nazwać to przyjaźnią. Mamy do siebie zaufanie i często rozmawiamy o sprawach poza "pracą".

Co do mojej pracy to zbytnio nie chwaliłam się nią i naszą znajomością nikomu, po prostu nie czułam takiej potrzeby. To jest człowiek jak każdy inny, tylko zarabia inaczej i sporo ludzi zna jego twarz.

Wracając do wyznania, jakoś z 2 tygodnie temu byłam ze znajomą z czasów gimnazjum na kawie, a mój telefon leżał na stoliku. W pewnym momencie usłyszałam połączenie z messengera, a na ekranie pokazało się zdjęcie profilowe i imię i nazwisko osoby dzwoniącej (tak, kolega youtuber). Koleżanka niestety przyczaiła to i widziałam, że przysłuchuje się naszej rozmowie, którą właśnie przez to szybko zakończyłam.
Od razu zasypała mnie gradem pytań "bo ona jest mega fanką" próbowała wypytywać, błagała o numer telefonu, a w końcu o autograf.

Trochę niechętnie przyznałam, że znamy się dosyć dobrze, chociaż o pracy nic nie wspomniałam. Dziewczyna mało nie piszczała z podniecenia, a teraz od kilku dni i ona, i dawni znajomi jeszcze z czasy gimbazy (podejrzewam, że wypaplała to komu tylko się dało) wydzwaniają do mnie, chcąc zrobić "spotkanie" po latach i że koniecznie muszę zabrać swojego znanego przyjaciela.

Z jednej strony przykro, że ludzie, których nie widziałam od kilku lat przypominają sobie o mnie ze względu na mojego znanego kolegę, z drugiej nie mogę uwierzyć, że ludzi w moim wieku aż tak "podnieca" osobowość ze świata wirtualnego.

#Lq7IB

Mam 32 lata i nie chce mi się żyć...

Pochodzę z normalnej rodziny bez odchyłów czy patologii. Niczego mi nie brakowało w dzieciństwie, szkoły pokończone.
W wieku 20 lat poznałam faceta, ślub, dziecko. Małżeństwo trwało 7 lat, a on prawie od razu stał się potworem. Poniżał, znęcał się, zabierał jedzenie, bo "nie jest Caritasem'' i nie będzie mnie sponsorował. Ja wychowywałam jego dziecko i prałam mu, sprzątałam itd. Seks miał zawsze kiedy chciał, bo nigdy nie wnikał czy ja chcę. Zaczął być agresywny. Odważyłam się i złożyłam pozew rozwodowy, a dziecko kończąc 3 lata poszło do przedszkola. Ja znalazłam pracę, by mieć pieniądze na takie luksusy jak np podpaski - wcześniej brałam pieniądze od taty z coraz dziwniejszymi wymówkami.

Doszło do pierwszej rozprawy w sądzie, głównie o zabezpieczenie finansowe dla mnie i dziecka na czas procesu.

Dwa dni później on zaprowadził córkę do przedszkola, po czym wrócił i zaatakował mnie nożem. Chciał zabić, gwałcił i dźgał nożem na przemian. Uciekł z domu dopiero gdy myślał, że nie żyję.

Ja ledwo przeżyłam, on siedzi. Minęło prawie 5 lat, a ja ciągle na terapii. Z tamtą sprawą jestem, powiedzmy, pogodzona ale... w życiu, tak ogólnie nie mam wsparcia w rodzinie. Jedyny tata, który stał za mną murem, zmarł w tym roku. Przyjaciół też nie mam. Nikogo. Znajomi są, głównie gdy czegoś chcą, bo wiedzą, że nie odmawiam ludziom pomocy. Nikogo nie obchodzi, że co noc wyję w poduszkę z samotności, bólu. Ze wszystkimi problemami muszę radzić sobie sama, pozytywy raczej rzadko się pojawiają. Ludzie mnie lekceważą, pojęcia nie mam z czego to wynika. Jest mi źle i czasem myślę po co lekarze mnie ratowali. Za co mnie to spotyka? Doszło do tego, że nie ufam ludziom, liczę się z samotnością przez resztę życia, a depresja się pogłębia z każdym dniem. Szczęśliwego zakończenia tej historii nie ma.

#uu0uq

Miałam jakieś 8-10 lat. Moja mama z ciociami zrobiły sobie małą imprezkę, ja z bratem korzystając z okazji siedzieliśmy do późna jak nigdy i oglądaliśmy bajki.
Mama z ciocią chciały sobie kupić jeszcze jedną flaszkę, no ale jak? Była 2 nad ranem, sklepy pozamykane, tylko nocny w centrum miasta...
Wpadły więc na pomysł, że zamówią wódkę taksówkową. Oczywiście kosztowało to trochę więcej, no więc zaczęły liczyć miedziaki, wszędzie szukały kasy, po kieszeniach, w szafach etc.
W końcu uzbierały, szczęśliwe zamawiają, czekają. Jest!
Mama poszła na dół, żeby odebrać pakunek od taksówkarza. Wchodzi po schodach (4 piętro) i nagle huk i krzyk.
Wchodzi do domu z reklamówką pełną szkła.Walnęła butelką o schody i ta się rozbiła.

Nigdy w życiu nie widziałam jej tak wkurzonej! Nie mogłam uwierzyć, że tak potrafiła przeklinać!

Byłam na nią wściekła, że wódka potrafiła ją doprowadzić do takiego stanu. Nie mogłam zrozumieć czemu musiała aż tak zareagować. Byłam na nią taka zła i pamiętałam to przez lata.

Musiało minąć 20 lat i rozbita butelka wódki, żebym zrozumiała i jej wybaczyła.

#9tUT2

Słów kilka o naszych polskich lekarzach, konkretnie o psychiatrach.

W skrócie o mnie: od ponad 10 lat cierpię na depresję, brałem już chyba większość dostępnych w naszym kraju leków, próbowałem różnego rodzaju terapii, badałem się na inne możliwe przyczyny depresji, tarczyca itd. Generalnie jest bardzo ciężko i marzy mi się, by po prostu "zniknąć", no ale nie o tym chciałem.

Trzykrotnie do tej pory usłyszałem od psychiatry czy psychologa, że zmyślam, przesadzam i zwyczajnie powinienem ruszyć tyłek z łózka i cieszyć się życiem, bo inni mają gorzej albo jeszcze inny powód. Wczoraj, po zasugerowaniu nowemu lekarzowi, że skoro nic nie działa i próbowałem już wszystkiego, to może warto zastanowić się nad np. elektrowstrząsami, usłyszałem po raz czwarty, że udaję.

I zastanawiam się, czy to ze mną jest coś nie tak, czy to nasi specjaliści to takie dno? Nierzadko taki lekarz to dla chorego człowieka ostatnia deska ratunku, jedyna podpora i osoba w jego życiu, a takie słowa mogłyby zwyczajnie pchnąć do samobójstwa.

#Ahw69

Historia #0LsFy przypomniała mi o przegranej walce szwagra z rakiem.

Walka z robakiem trwała tylko pół roku. Dwie operacje (2 guzy mózgu, 1. wielkości jajka, 2. wielkości piłki golfowej). Dwie solidne chemie w dość krótkim odstępie czasu, szereg badań, leków, zastrzyków zakończone diagnozą: przerzuty na większość organów wewnętrznych. Decyzja lekarzy - uśmierzanie bólu silnymi środkami przeciwbólowymi i czekanie na "panią z kosą". Ostatnie tygodnie szwagier spędził w domu z rodziną.

Przez te pół roku spędziłam prawie wszystkie weekendy będąc z nimi najpierw w szpitalu, później w domu. Ze względu na pracę co drugi tydzień popołudniami przyjeżdżałam w miarę możliwości pomóc im w domu.

Aż nastąpił ten dzień. Wieczorna zmiana, 2 godz do końca, siostra dzwoni i prosi, żebym przyjechała, bo sytuacja się mocno pogorszyła. Ledwie zamknęłam sklep, pędzę prosto do nich, niestety firma pogrzebowa zdążyła mnie wyprzedzić.
Noc spędziłam biegając pomiędzy łóżkiem dzieciaków a przytulaniem zrozpaczonej siostry.

Kolejne dni to głównie wyciąganie siostry z chłodni kościelnej. W dniu pogrzebu musiałam wyciągnąć ją z trumny na oczach wszystkich żałobników, bo ona musi "ostatni raz przytulić i pocałować swojego ukochanego". Odprowadzając trumnę siostra wisiała uczepiona mojego ramienia, dodatkowo niosłam na rękach dzieciaki (11 i 8 lat), które nie były wstanie z rozpaczy iść o własnych siłach.

Sam moment wkładania trumny do grobu wspominam najgorzej. Pytania siostry "czy może wskoczyć tam do niego", dzieciaki proszące, żebym usiadła z nimi przy dole, bo chcą "widzieć tatusia". Do tej pory czuję zimno ciągnące od ziemi i ciężar ciała dzieciaków, gdy siedziałam przy tym dole trzymając ich, żeby nie wpadli.
Tłum dzieciaków z klasy siostrzeńców wrzucający róże na trumnę i ich przytulanie się do naszej trójki siedzącej na ziemi.

W tym wszystkim najtrudniej było starać się być silnym dla nich. Starać się wysłuchać, otrzeć łzy, wytrzymać to wszystko fizycznie i psychiczne, samej nie pokazując zbyt wielu łez, aby dać im choć trochę siły. Dając upust emocjom w samotności.

Ich łzy wyschną, rozpacz i bólu z czasem zmaleją, pozostaną wspomnienia i zdjęcia.
A w mojej głowie już na zawsze pozostaną krzyki rozpaczy, twarze pełne cierpienia i to uczucie bezsilności...

PS. Uprzedzając komentarze dotyczącego tego, gdzie w tym czasie była reszta rodziny, dlaczego nikt mi nie pomagał. Relacje rodzinne były dość zawiłe, kłótnie, konflikty etc. Zbyt dużo żeby wyjaśniać i niepotrzebne, żeby opowiadać w tej historii.

#YvLzk

Mam 22 lata. Mój mąż jest o 7 lat starszy. Trochę poszalał w młodości i kiedy miał 16 lat urodził mu się syn. Wychowujemy go razem.
Więc w wieku 22 lat, mam 13letniego syna.
W dodatku ma już prawie 170 cm wzrostu i mnie przerasta.
Uwielbiam miny ludzi, kiedy usłyszą jak mówi do mnie "mamo".
Do tego stopnia, że często sama o tym wspominam, np. w sklepie z ubraniami mówię wyraźnie: "szukam spodni dla syna, 13 lat". Robię to, bo bawią mnie ich reakcje. Poza tym wtedy pewnie wszyscy myślą, że jestem po trzydziestce, tylko tak młodo wyglądam ;')

#MgsJu

Nie wrzucam wszystkich do jednego wora, ale krew mnie zalewa.

Mieszkam za granicą, pracuję w firmie, w której pracują też głównie inni młodzi Polacy. Oni przyjeżdżają i od poniedziałku do piątku wynajmują pokój, a na weekend zawsze zjeżdżają do domu. 8 na 10 żonatych mężczyzn nawet się nie kryje z tym, że chodzą na dziwki, ba, jeden przed drugim się przechwala gdzie i z jaką nie był. Ostatnio jeden wyszedł z panią z busa, w którym robili wiadomą czynność, a przy uchu trzymał telefon i rozmawiał z córeczką, która akurat zadzwoniła. Potrafią się w paru umawiać na wieczorne podboje, a za 5 minut rozmawiać o swoich żonach i dzieciach. Sprawdzam na Facebooku jak wyglądają i najczęściej to śliczne młode dziewczyny, nieświadome, co zapewniający jak bardzo tęskni, mężuś wyprawia.

Czy 5 dni to naprawdę tak długo, żeby nie wytrzymać bez kobiety? Wiem, że zaufanie i każda myśli, że jej facet by tego nie zrobił, ale dziewczyny nawet nie wiecie ile z was się myli.

#XDxGx

Moje dzieciństwo było koszmarem. Najpierw dom dziecka, potem pobyt w rodzinie zastępczej, do której trafiłam w wieku 6 lat. I wtedy zaczęło się piekło. Ja i mój młodszy brat byliśmy molestowani seksualnie przez "przyszywanego brata" - syna rodziców zastępczych. Oprócz tego gnębił nas psychicznie, bił nas, oddawał mocz do naszych kubków na herbatę, sikał nam także do jedzenia i picia. Wkładał ludzki i zwierzęcy kał do posiłków.

Za każdym razem gdy rodzice wyjeżdżali, trzęsłam się cała ze strachu, wiedząc co się będzie z nami działo... Groził, że jak komuś powiemy, to nas zabije. Mówił, że ma w razie czego kolegów, którzy mu w tym pomogą. Na rodziców zastępczych nie mogliśmy liczyć. Mieli nas za margines społeczny, stosowali wobec nas przemoc. Zaczęło się od klapsów pasem, potem było bicie po piętach, rękach, wykręcanie rąk, ciągnięcie za włosy, bicie po twarzy, wyzwiska. Przy innych ludziach grali czułych, troskliwych rodziców. W wieku 17 lat pierwszy raz uciekłam z domu. Później coraz częściej nie wracałam na noc, aż do mojej 18. Po jakimś czasie już tam nie wróciłam. Mój brat został wyrzucony z domu w dniu swoich 18 urodzin, w święta.

Poznałam chłopaka, z którym aktualnie jestem szczęśliwa, mamy dwójkę wspaniałych dzieci. Minęło trochę czasu, zanim opowiedziałam Mu o tym, co mnie spotkało. Stara się mnie wspierać jak tylko potrafi. Od 15 roku życia męczę się z nerwicą lękową, dopiero od zeszłego roku przełamałam się z tym, żeby pójść do psychiatry. Jest mi ciężko, miewam koszmary, boję się wychodzić do ludzi, czasami dochodzi też derealizacja. Mam już dość tego, jak się czuję. Mam nadzieję, że wizyty u psychiatry mi pomogą. Jak skończę karmić piersią, będę musiała zacząć brać leki psychotropowe.
Mój brat wyjechał za granicę do pracy.

Czasami mijam na ulicy rodziców zastępczych, gdy tylko mnie zobaczą, udają, że mnie nie znają.

P. S. Oboje są nauczycielami, jedno z nich jest dodatkowo psychologiem w szkole.

#jGLiq

Nienawidzę siostry swojego faceta.

Kasia ma 32 lata i niestety, ale dotychczas na jej drodze nie stanął facet, który byłby jej godzien. A to za biedny, albo za brzydki, albo ma stare auto. Ona sama jakoś wybitnie piękna nie jest, a z pensji przedszkolanki też nie wyciąga kokosów.

Wiele kobiet narzeka na chorą relacje syn-matka. Ja za to narzekam na relacje mojego faceta z Kasią. Ma wobec niej jakieś poczucie obowiązku by się nią zajmować, choć jest od niej młodszy o 7 lat. Wynika to po części z charakteru jego siostry. Co chwilę do nas dzwoni, odwiedza dosłownie codziennie, nie możemy nigdzie bez niej wyjść. Każda impreza, każdy wyjazd ze znajomymi musi być z nią, bo ona nikogo nie ma itp. Trzeba ją potem niańczyć jak dziecko. Ostatnio nie mogłam płynąć kajakiem z moim facetem, bo Kasi nie odpowiadało towarzystwo naszego sympatycznego kolegi. Zrobiła aferę i ostatecznie płynęła z moim Michałem, a ja z tamtym kolegą.

Kasia mieszka nadal z rodzicami, którzy posiadają duży dom w centrum miasta. Ostatnio wzięli się coś za sprawy spadkowe. Zaprosili mnie z mężem na kawę, żeby omówić wszystko na spokojnie. Z mężem zgodnie stwierdziliśmy, że dom niech weźmie Kasia pod warunkiem, że weźmie na siebie większość obowiązków z opieką nad rodzicami. Zapewniliśmy, że pomożemy jak tylko się da, ale to ona będzie z nimi mieszkać. Kasia zaczęła drzeć mordę (inaczej nie potrafię tego nazwać), że ona nie ma zamiaru zajmować się rodzicami na starość, bo nie jest służącą. Teściowie przyjęli to spokojnie i tylko się uśmiechnęli, ale mi szczęka aż do podłogi opadła, bo nie rozumiem jak można być tak niewdzięcznym, tym bardziej, że ciągle ją utrzymują.

Ostatnio stan zdrowia teściowej pogorszył się i musiała na trochę zrezygnować z obowiązków domowych. Chciałam im trochę pomóc, więc codziennie gotowałam im obiady i woziłam je jeszcze ciepłe w pudełkach. Jednego dnia musiałam zostać dłużej w pracy, więc zadzwoniłam do Kasi, że dzisiaj nie dam rady im nic zrobić. Darła się na mnie przez 15 minut, że jestem nic nie warta i nawet obiadu nie potrafię ugotować. Ona przez te 3 tygodnie kiedy teściowa nie mogła się przemęczać, nie robiła w domu nic. Mój mąż chodził do nich w weekend i sprzątał im dom.

Teściowie to ludzie o złotym sercu i nie są w stanie nad nią zapanować, a ja boję się co będzie gdy umrą. Już teraz nie jestem w stanie czasami nerwowo wytrzymać z Kasią. Mój mąż powoli stara się ograniczać kontakt, ale to nie takie proste kiedy ona wymusza wszystko płaczem i szantażem emocjonalnym. Rozmowy z nią to jak rzucanie grochem o ścianę. Nie wiem co mam robić. Nie mogę przecież powiedzieć mężowi żeby zerwał kontakt z siostrą. Poza tym, ona mieszka nadal z rodzicami, więc jesteśmy zmuszeni ją widywać.
Dodaj anonimowe wyznanie