#9tUT2
W skrócie o mnie: od ponad 10 lat cierpię na depresję, brałem już chyba większość dostępnych w naszym kraju leków, próbowałem różnego rodzaju terapii, badałem się na inne możliwe przyczyny depresji, tarczyca itd. Generalnie jest bardzo ciężko i marzy mi się, by po prostu "zniknąć", no ale nie o tym chciałem.
Trzykrotnie do tej pory usłyszałem od psychiatry czy psychologa, że zmyślam, przesadzam i zwyczajnie powinienem ruszyć tyłek z łózka i cieszyć się życiem, bo inni mają gorzej albo jeszcze inny powód. Wczoraj, po zasugerowaniu nowemu lekarzowi, że skoro nic nie działa i próbowałem już wszystkiego, to może warto zastanowić się nad np. elektrowstrząsami, usłyszałem po raz czwarty, że udaję.
I zastanawiam się, czy to ze mną jest coś nie tak, czy to nasi specjaliści to takie dno? Nierzadko taki lekarz to dla chorego człowieka ostatnia deska ratunku, jedyna podpora i osoba w jego życiu, a takie słowa mogłyby zwyczajnie pchnąć do samobójstwa.
Zrób proszę badania na witaminę D3. Okazało się, że moja potworna depresja była po części związana z niedoborem i trudnością w wytwarzaniu tej witaminy przez mój organizm.. to dziwnie zabrzmi, ale od kiedy zaczęłam ją suplementować, moja psychika drastycznie się zmieniła. Mam o wiele więcej siły i czuję, że mogę sobie poradzić. Wiem jak to brzmi, nie jestem w stanie tego dokładnie określić.. poczułam nagle chęć do życia, przestałam się przejmować, zaczęłam być sumienna, regularna. W pewnym stopniu depresja napędza się sama. Przychodzi złe samopoczucie, które człowiek sam pielęgnuje nie wychodząc z domu, bo po prostu nie ma na to siły. Nie wychodzisz na słońce, nie masz wystarczająco ruchu-twoj organizm sam siebie osłabia. Wiem, że to brzmi banalnie, ale depresja depresji nierówna. Być może tym komentarzem komuś pomogę, być może nie.. Mój psychiatra bardzo cieszy się z postępów.. w moim przypadku wystarczyło tylko to, zmiana otoczenia i dobrze przepracowana trauma, czyli dobry lekarz. Psychotropy mają tylko zagłuszyć złe samopoczucie. To jak morfina. Dodatkowo możesz się od nich uzależnić. Naprawdę wierzę, że z pomocą prostych środków można dać sobie radę. Widzę, że szukasz złotego środka, ale prawda jest taka, że nie ma idealnego leku na schorzenia psychiczne. To nie angina.. Trzymaj się mocno! Wierzę w każdą osobę, która się zmaga z jakimkolwiek choróbskiem. :)
Oczywiście to nie tak, że jestem w 100% zdrowa. Cały czas jesten chora, tylko w tym momencie daję sobie radę. Gdybym odrzuciła regularność to być może sama znowu wpędziłabym się w błędne koło beznadziei. Znalazłam swój sposób na poradzenie sobie z chorobą i życzę tego każdemu.
Od tygodnia właśnie biorę D3, bo mam problemy z kręgosłupem, więc kto wie, może i na to coś mi to pomoże, dziękuję za radę i życzę powodzenia w dalszym radzeniu sobie z trudnościami :)
Od razu szybka informacja. Jeśli ktoś suplementuje D3 obowiązkowo bierzemy do tego K2 oraz MAGNEZ. To bardzo ważne. Inaczej można sobie narobić sporego bałaganu w organizmie. A większość lekarzy Wam tego nie powie. Szczegóły doczytajcie sobie w necie. Niedobór magnezu również skutkuje obniżeniem nastroju, a w poważnych stanach także depresją. Co ważne, magnez nie przyswaja się przez 24 godziny po wypiciu coli. A wypłukuje go z organizmu chociażby kawa. Ważna jest też forma substancji, które suplementujemy. W zależności od postaci, wchłaniają się one lepiej, gorzej lub prawie wcale. I ciężkie pieniądze wydane na suplementy idą w błoto. Np magnez można suplementować jako cytrynian, mleczan, tlenek, chlorek, glicynian, asparaganian...
Jeszcze inna sprawa - nasz "drugi mózg" to jelita. Stan flory bakteryjnej jest bezpośrednio powiązany ze stanem psychicznym. Na ten temat też już jest sporo artykułów w necie.
Dlatego ważne jest doprowadzanie do prawidłowej równowagi bakteryjnej w jelitach. Ktoś poniżej słusznie doradził bakterie probiotyczne. Doskonałe są wszelkie kiszonki, picie soku z kiszonej kapusty chociażby.
Jesteśmy niesamowicie skomplikowanymi organizmami i zachowanie odpowiedniej homeostazy organizmu jest absolutnie konieczne nie tylko dla naszego zdrowia fizycznego ale przede wszystkim psychicznego właśnie.
Prosty przykład - wystarczy zwiększona podaż cukru i na poziomie psychicznym odbija się to agresją. Dlatego dzieci przekarmiane słodyczami bywają nadpobudliwe, niespokojne i agresywne.
Zatem Mmm - nie ma nic dziwnego w tym, co piszesz. To po prostu fakty. :)
Zaczynasz mi sie podobac, pani Czaroit.
Czaroit - w takim razie która forma jest najlepiej przyswajalna?
Ajsjdjkkkjdssjju. Trza się samemu dokształcać. Nie dam Ci gotowych odpowiedzi.
Mogę Ci natomiast napisać, czego ja używam.
Biorę chlorek magnezu sześciowodny, farmaceutyczny. Kupuję na allegro, kosztuje parę złotych.
Dla mnie sprawdza się świetnie.
Nie polecam natomiast Slow-Magu. To również chlorek magnezu, ale w tabletkach.
Jest tylko jeden problem. Slow-Mag jest powlekany i rozpuszcza się dopiero w jelitach. Wg producentów, to ma być jego wielka zaleta, wg mojego organizmu oraz niektórych lekarzy - wada.
Moje ciało źle reagowało na Slow-Mag. Natomiast zwykły chlorek magnezu - rozpuszczony w małej ilości wody, wypity na wdechu (niezbyt smaczny) i szybko popity czystą wodą - działa u mnie fantastycznie.
Jeśli chodzi o magnez, to moje ciało samo zgłosiło zapotrzebowanie. Po rozpoczęciu suplementacji D3 zaczęło strasznie puchnąć. Do tego doszło osłabienie, zawroty głowy, złe samopoczucie. I nagła chcica na czekoladę. To mnie zastanowiło - skąd nagle potrzeba codziennego picia kubka rozpuszczonej czekolady? Co takiego ma czekolada, że moje ciało dostało na jej punkcie świra? No tak, magnez.
Idąc tym tropem wystarczyło tylko przeszukać internet i od razu znalazły się odpowiednie badania wskazujące, że przy D3 nieodzowna jest suplementacja magnezu.
Po wprowadzeniu magnezu ciało błyskawicznie samo odstawiło czekoladę. Już mi nie wchodzi. Nie ma zapotrzebowania, zatem i nie ma apetytu na nią.
Dlatego ZAWSZE należy słuchać swojego ciała. Obserwować jego zachcianki. Ono wie najlepiej, czego potrzebuje. Ciało jest dużo mądrzejsze od umysłu, jeśli chodzi o zaspokajanie jego potrzeb :)
Czaroit, dzięki! Suplementuję D3 i K2 ale od długiego czasu ciągnie mnie do czekolady jak nigdy wcześniej. Nie wpadłam na to, że to może być powiązane. Naprawdę dziękuję bo ta chcica na czekoladę jest dość uciążliwa i ciężka do powstrzymania..
Podobno jest tak, że w przypadku depresji kobiety bywają "przediagnozowane", a mężczyźni "niedodiagnozowani". Natomiast gdy mężczyzna ma już stwierdzoną depresję, często ocenia się ją jako poważniejszą niż w rzeczywistości. To przykre, że wśród psychologów czy psychiatrów tak żywe są stereotypy. Niestety, trochę wiem, jak to wygląda od kuchni i jest mi zwyczajnie przykro, że ludzie pełni nienawiści, uprzedzeń czy zwyczajnie wypaleni, którzy minęli się z powołaniem, nie zdają sobie sprawy z tego, że w ich rękach może ważyć się ludzkie życie.
Mnie diagnozowano po siedmiu minutach wywiadu, przepisując leki na choroby, których nie mam (cierpię na mieszane zaburzenie osobowości, nie chorobę afektywną dwubiegunową... leki wyjęły mi z życiorysu pół roku). Raz Cię zdiagnozują, to nawet przy zmianie specjalisty opinia będzie się za Tobą ciągnąć. Nowy psycholog czy psychiatra będzie się bał wystawić odmienną diagnozę, bo w grę może wchodzić Twoje życie.
Trudno znaleźć dobrego specjalistę (w moim wypadku prób było siedem, jedna udana, ale nie mogę sobie pozwolić na wydatek rzędu siedmiu tysięcy rocznie). Nie twierdzę, że takich nie ma. Pewnie warto szukać dalej, trzymam za Ciebie kciuki i mam nadzieję, że wreszcie trafisz na kogoś, kto Cię porządnie wesprze w Twojej walce z depresją. Dziesięć lat to cholernie dużo, ale wciąż tu jesteś i to najważniejsze. Moja opinia jest taka, że ci ludzie zwyczajnie nie wiedzą, jak pomóc Tobie czy mi. Błądzą po omacku. Obawiają się ryzyka. Chcą się zabezpieczyć. Oni też są ludźmi, tak jak księża, nauczyciele, osoby wykonujące zawody zaufania publicznego, ale trudno im się do tego przyznać. Bo czy chciałbyś, żeby Twój terapeuta w pewnym momencie bezradnie rozłożył ręce i powiedział "nie wiem, co z panem zrobić"? Terapeuta zakłada, że nie, i gra dalej. Może sam ma trudną sytuację życiową lub jest niedouczony. To nie jest żadnym usprawiedliwieniem dla jego niekompetencji i nie ma prawa bagatelizować Twoich problemów.
Trzymaj się ciepło.
Niestety to problem nie tylko w Polsce. Ostatnio spędziłam trochę czasu w Hiszpanii i dowiedziałam się na przykład, że w ogóle nie mają tam czegoś takiego jak refundowana psychoterapia, chyba że ktoś był już naprawdę w strasznym stanie, próbował popełnić samobójstwo i trafił do szpitala psychiatrycznego.
Co się tyczy psychiatrii, wydaje mi się, że zwyczajnie jest jeszcze bardzo niedoskonała, nie znamy przyczyn wielu chorób i nie wiemy jak z nimi walczyć. Ale to w sumie działa podobnie w wielu dziedzinach. Praktycznie przy każdej poważniejszej chorobie, gdzie lekarz nie ma 100% pewności co robić, będzie Cię faszerował różnymi lekami, aż coś w końcu nie zadziała. Ja miałam np. trzy razy zmieniane hormony i parokrotnie leki przeciwbólowe. Ostatecznie nie działało, ale miałam już dość i odstawiłam sama.
I w sumie mam taką traumę, że do psychiatry boję się w ogóle pójść.
Niestety, ale leczenie depresji to w większości praca własna pacjenta. Mój mąż leczy się od lat i właściwie rola psychiatry ogranicza się do wpisania recepty raz na kilka miesięcy i kilku tekstów w stylu "proszę skupić się na hobby" czy "trzeba częściej wychodzić", czyli rady, które można sobie wsadzić w D, kiedy padają w kontekście myśli samobójczych. Jakkolwiek strasznie to brzmi - musisz sobie radzić samodzielnie i liczyć tylko na siebie. Trzymam za Ciebie kciuki.
Psychiatra męża zamiast chrzanić o spacerkach powinien mu dać skierowanie do psychoterapeuty. Faktycznie, sam lekarz niewiele zrobi dla pacjenta poza diagnozą i dobraniem leków, ale przecież mamy jeszcze psychologów i psychoterapię!
@minuSH terapeuci byli jeszcze większą porażką niż lekarze. Jeśli pacjent wraca bardziej przybity lub wkurzony z terapii niż był, kiedy tam szedł, a jeszcze płaci za to kupę pieniędzy, to na dłuższą metę to nie ma sensu. U nas najlepszą konfiguracją okazały się leki i własny wysiłek w domu, ale nie twierdzę, że wszyscy są źli, a nasze wyjście sprawdzi się u każdego. Trzeba metodą prób i błędów wypracować własny system i tyle :)
no bo i nie kazdy wykonujacy ten zawod jest kompetentny
znam o wiele bardziej drastyczne przypadki osob, ktore popelnialy zawodowo tkaie rzeczy, ze powinno sie im odebrac prawo do wykonywania tego zawodou ( pomijam fakt, ze ustawa o zawodzie psychologa nadal w powijakach, nic sie nie zmienilo odkad konczylam studia 10 lat temu)
mialam szczescie trafic na 2 bardzo fajne panie psychiatrow i dwoje fajnych psychologow, nie wsyzscy sa tacy
a jesli osoba wyskakuje z tego typu tekstem to juz wiesz, ze nie warto kontynuowac terapii akurat z nia, taka szybka selekcja
Sugeruję zmianę diety i szukanie dobrego specjalisty. Jedz dużo produktów mlecznych, warzyw, owoców i chudego mięsa. Do tego suplementuj bakterie probiotyczne. Postępowanie dietetyczne ma bardzo duży wpływ na leczenie depresji. Zalecana jest również aktywność fizyczna, jednak ze względy na chorobę może być to niewykonalne.
Psychiatrzy słabo pomagają. Trzeba samemu wyrobić w sobie odpowiedni sposób myślenia, nauczyć się blokować natrętne myśli. Mi to sporo lat zajęło. Może i optymistką nie jestem, żyć na 100% też mi się nie chce, ale depresje już nie wracają, czasem takie doły tylko są. Z farmakoterapii możesz ogólnego poprosić o coś na sen, że niby spać nie możesz to może hydroksyzynę Ci da. Spokojniejszy umysł łatwiej ujarzmić.
To, o czym napisałaś, to jest dokładnie zadanie dla psychologa lub psychoterapeuty. Oni są od otwarcia Ci oczu i wyrobienia nowych nawyków myślowych. Słabo, że lekarz Cię nie skierował na terapię.
To elektrowstrząsy jeszcze są legalne, stosowane i w ogóle? Bo mi się dotychczas wydawało, że to tak jak lobotomia - szkodliwe w ciul i dawno porzucone przez medycynę... 😱
To tylko tak źle brzmi ale sam zabieg jest bardzo prosty, bezbolesny i generalnie bez ryzyka, kiedyś też mi się to tak źle kojarzyło.
A kardiowersja jest stosowana? Bo to też prądy itp. Serio, ludzie, jak nie macie pojęcia o działaniu jakiś metod, doczytajcie zanim zaczniecie się wypowiadać. Elektrostrząsy zostały zdemonizowane przez horrory, ale jest to przykładowo jedna z najskuteczniejszych metod leczenia schizofrenii.
Dawid Myśliwiec na kanale Uwaga Naukowy Bełkot super to wytłumaczył - polecam! Elektrowstrząsy są dla niektórych nawet bezpieczniejsze od leków i nie mają nic wspólnego z lobotomią.
Kiedy wpadłam w tak głęboką pranoję, że bałam się nieistniejącego klauna śledzącego nie ma każdym kroku 24/7, nie mogłam spać przez codzienne, wielokrotne paraliże senne, a moje ręce wyglądały jak po włożeniu w drut kolczasty to psychiatra do której poszłam po zobaczeniu i usłyszeniu co się dzieje kazała mi wypełnić jakiś test na depresję, przepisała tabletki i wysłała do domu. Cud, że się nie zabiłam, bo byłam na skraju wytrzymałości.
Może faktycznie sam sobie wymyślasz i lekarze już nie wiedzą jak Ci to powiedzieć? Większość tego to twoje nastawienie i codzienne smęcenie i na takie rzeczy to leków nie ma a placebo nie działa jak ktoś sobie tłumaczy, że jest zbyt oporna jego depresja?