#Lq7IB
Pochodzę z normalnej rodziny bez odchyłów czy patologii. Niczego mi nie brakowało w dzieciństwie, szkoły pokończone.
W wieku 20 lat poznałam faceta, ślub, dziecko. Małżeństwo trwało 7 lat, a on prawie od razu stał się potworem. Poniżał, znęcał się, zabierał jedzenie, bo "nie jest Caritasem'' i nie będzie mnie sponsorował. Ja wychowywałam jego dziecko i prałam mu, sprzątałam itd. Seks miał zawsze kiedy chciał, bo nigdy nie wnikał czy ja chcę. Zaczął być agresywny. Odważyłam się i złożyłam pozew rozwodowy, a dziecko kończąc 3 lata poszło do przedszkola. Ja znalazłam pracę, by mieć pieniądze na takie luksusy jak np podpaski - wcześniej brałam pieniądze od taty z coraz dziwniejszymi wymówkami.
Doszło do pierwszej rozprawy w sądzie, głównie o zabezpieczenie finansowe dla mnie i dziecka na czas procesu.
Dwa dni później on zaprowadził córkę do przedszkola, po czym wrócił i zaatakował mnie nożem. Chciał zabić, gwałcił i dźgał nożem na przemian. Uciekł z domu dopiero gdy myślał, że nie żyję.
Ja ledwo przeżyłam, on siedzi. Minęło prawie 5 lat, a ja ciągle na terapii. Z tamtą sprawą jestem, powiedzmy, pogodzona ale... w życiu, tak ogólnie nie mam wsparcia w rodzinie. Jedyny tata, który stał za mną murem, zmarł w tym roku. Przyjaciół też nie mam. Nikogo. Znajomi są, głównie gdy czegoś chcą, bo wiedzą, że nie odmawiam ludziom pomocy. Nikogo nie obchodzi, że co noc wyję w poduszkę z samotności, bólu. Ze wszystkimi problemami muszę radzić sobie sama, pozytywy raczej rzadko się pojawiają. Ludzie mnie lekceważą, pojęcia nie mam z czego to wynika. Jest mi źle i czasem myślę po co lekarze mnie ratowali. Za co mnie to spotyka? Doszło do tego, że nie ufam ludziom, liczę się z samotnością przez resztę życia, a depresja się pogłębia z każdym dniem. Szczęśliwego zakończenia tej historii nie ma.
Dziękuję, że Pani żyje. Wspomniała Pani o dziecku, które poszło do przedszkola. Gdyby któregoś dnia go Pani stamtąd nie odebrała, na pewno byłoby to dla niego okropne. Poza tym widać, że jest Pani naprawdę wspaniała. Proszę o siebie dbać, spróbować znaleźć pracę, która da Pani choć trochę radości i spróbować znaleźć coś, co Pani lubi. Może rysować razem z dzieckiem aż kolejne rzeczy będą coraz lepsze? Może tworzyć coś samej? I na pewno znaleźć milszych ludzi, którzy na pewno Panią lubią, nie tylko potrzebują.
Meannes dobrze, że są na świecie jeszcze tacy ludzie jak Ty...piękny komentarz ♥️
Dobrze powiedziane, podpisuję się pod tym komentarzem.
"Dziękuję, że Pani żyje".
^this.
Masz córkę dla, której jesteś najważniejszą osobą, dla niej warto walczyć. Pomyśl, że jej ojciec siedzi w więzieniu, dziadek zmarł a jest małym dzieckiem gdzie bez Twojej opieki sobie nie poradzi. Masz motywację do prowadzenia dalej terapię.Nie wiem czy jesteś na lekach jeśli nie to natychmiast do psychiatry i wprowadzenie leczenia farmakologiczne. Tak naprawdę ma to okropne znaczenie w leczeniu depresji. W internecie są grupy wsparcia gdzie możesz porozmawiać z ludźmi w podobnej sytuacji. Gdy trochę staniesz na nogi znajdź pasję, wiem, że może teraz wydaje się nie możliwe ale naprawdę pomaga. Nie dość, że poznasz ludzi z podobnymi pasjami to będziesz miała coś na czym będziesz mogła się skupić i rozwijać co przyniesie satysfakcję.
Jesteś mega silna. Jesteś wzorem. Masz na pewno cudne dziecko, dla którego warto żyć. Może spróbuj zmienić otoczenie, zacząć wszystko od nowa ?
Może to małe pocieszenie, ale jeśli chcesz możemy spróbować się zakumplować. Mam 26 lat,ale kumpele w wieku 34 i 46 lat.
Mam 32 lata, chętnie z Tobą porozmawiam.
Musisz być silna dla dziecka, a ludźmi się nie przejmuj. Spróbuj poszukać nowych znajomości, takich niezobowiązujacych. Może mama kolezanki dziecka też chciałaby wyjść na kawę? Pomyśl też o jakimś miejscu, w którym można zostawić dziecko na godzinę - dwie (sala zabaw) i zrób coś dla siebie. Choćbyś miała po prostu odpoczać.
Terapia, terapia i jeszcze raz terapia. Ogólnie jeśli jest taka możliwość to może jakaś terapia w grupie? Nie znam się za bardzo na tym, ale to mogłoby być dobre rozwiązanie. Dla dziecka naprawdę warto walczyć. Poza tym na Internecie pewnie są grupy, gdzie można porozmawiać z ludźmi w podobnej sytuacji. A przyjaciele? Raz są a raz nie ma. Nie ma sensu zatrzymywać przy sobie ludzi na siłę. Może za jakiś czas znajdziesz jakieś hobby, przez które poznasz inne fajne osoby :) A może gdzieś w okolicy będzie jakieś fajne wydarzenie? Zawsze można wyjść i może się kogoś pozna :) Teraz i tak pewnie to co piszę nie ma dla ciebie sensu, ale warto spróbować. Chociaż za jakiś czas. Nie raz tak zawalił mi się świat, że nie chciałam żyć. No ale trzeba spróbować ruszyć z miejsca. Trzymam kciuki ;)
Po czyms takim kazdy by mial zryty czerep. Nie ma szczesliwego zakonczenia, bo nie przerobilas tej traumy. Jakas dobra psychoterapia wskazana, a wtedy przyjdzie czas na szczesliwe zakonczenie. Choc Cie nie znam, to szczerze Ci kibicuje. Walcz o siebie i o swoje dziecko. Jestes wartosciowa osoba, tylko musisz sama miec do siebie wiecej szacunku.
Napisz do mnie na priv jeśli potrzebujesz się wygadać albo po prostu chcesz. Jesteś dobrym człowiekiem, daj czas karmie by do ciebie wróciła
Powazne wyznanie, a ten o rzyganiu...
z tej historii wyłania mi się morał: nie bądź ufny i uległy. nigdy nie pomagaj nieproszony. w relacjach zawsze licz na wzajemność i nie wahaj się wypominać swoich przysług i rządać rewanżu. kochaj tylko interesownie - chyba, że swoje dzieci. nigdy nie licz na to, że ludzie będą traktować cię lepiej, niż ty traktujesz siebie.
aha, ten sam komentarz mi się wciska.
Nie pomagaj tym, na których nie możesz liczyć. Odmów im raz, drugi, trzeci, piąty. Bez fałszywych wymówek, Zwyczajnie powiedz - nie. Bez tłumaczenia. I oglądaj sobie przedstawienie - jak ich trafia szlag, że nie mogą już tobą manipulować :)
Bo służby i popychadła się nie szanuje. A ludzie, którzy rezygnują z siebie dla innych, tym właśnie są i tak są postrzegani. Pomagają kosztem samych siebie, często nawet nieproszeni.
Bo mają takie dobre serduszka... Tylko tych serduszek nie mają dobrych dla siebie. O samych siebie nie dbają tak, jak o innych. Ich własne potrzeby są zawsze na końcu. Ich pragnienia, marzenia, pasje - zawsze mogą poczekać. A potem zdziwko - czemu ludzie mnie nie szanują? Ano temu.