#Ahw69
Walka z robakiem trwała tylko pół roku. Dwie operacje (2 guzy mózgu, 1. wielkości jajka, 2. wielkości piłki golfowej). Dwie solidne chemie w dość krótkim odstępie czasu, szereg badań, leków, zastrzyków zakończone diagnozą: przerzuty na większość organów wewnętrznych. Decyzja lekarzy - uśmierzanie bólu silnymi środkami przeciwbólowymi i czekanie na "panią z kosą". Ostatnie tygodnie szwagier spędził w domu z rodziną.
Przez te pół roku spędziłam prawie wszystkie weekendy będąc z nimi najpierw w szpitalu, później w domu. Ze względu na pracę co drugi tydzień popołudniami przyjeżdżałam w miarę możliwości pomóc im w domu.
Aż nastąpił ten dzień. Wieczorna zmiana, 2 godz do końca, siostra dzwoni i prosi, żebym przyjechała, bo sytuacja się mocno pogorszyła. Ledwie zamknęłam sklep, pędzę prosto do nich, niestety firma pogrzebowa zdążyła mnie wyprzedzić.
Noc spędziłam biegając pomiędzy łóżkiem dzieciaków a przytulaniem zrozpaczonej siostry.
Kolejne dni to głównie wyciąganie siostry z chłodni kościelnej. W dniu pogrzebu musiałam wyciągnąć ją z trumny na oczach wszystkich żałobników, bo ona musi "ostatni raz przytulić i pocałować swojego ukochanego". Odprowadzając trumnę siostra wisiała uczepiona mojego ramienia, dodatkowo niosłam na rękach dzieciaki (11 i 8 lat), które nie były wstanie z rozpaczy iść o własnych siłach.
Sam moment wkładania trumny do grobu wspominam najgorzej. Pytania siostry "czy może wskoczyć tam do niego", dzieciaki proszące, żebym usiadła z nimi przy dole, bo chcą "widzieć tatusia". Do tej pory czuję zimno ciągnące od ziemi i ciężar ciała dzieciaków, gdy siedziałam przy tym dole trzymając ich, żeby nie wpadli.
Tłum dzieciaków z klasy siostrzeńców wrzucający róże na trumnę i ich przytulanie się do naszej trójki siedzącej na ziemi.
W tym wszystkim najtrudniej było starać się być silnym dla nich. Starać się wysłuchać, otrzeć łzy, wytrzymać to wszystko fizycznie i psychiczne, samej nie pokazując zbyt wielu łez, aby dać im choć trochę siły. Dając upust emocjom w samotności.
Ich łzy wyschną, rozpacz i bólu z czasem zmaleją, pozostaną wspomnienia i zdjęcia.
A w mojej głowie już na zawsze pozostaną krzyki rozpaczy, twarze pełne cierpienia i to uczucie bezsilności...
PS. Uprzedzając komentarze dotyczącego tego, gdzie w tym czasie była reszta rodziny, dlaczego nikt mi nie pomagał. Relacje rodzinne były dość zawiłe, kłótnie, konflikty etc. Zbyt dużo żeby wyjaśniać i niepotrzebne, żeby opowiadać w tej historii.
To jest to, czego boję się najbardziej w życiu... nie potrafię wyobrazić sobie takiego bólu, trzymajcie się cieplutko, dużo sił 😥
ja niestety nie musze sobie wyobrażać.
I zycze Ci, bys nigdy, przenigdy nie musiał(a) tego przeżywać.
Najbardziej boję się w życiu nie tego, że umrę, tylko tego, że moi najbliżsi umrą przede mną, a tym bardziej, że umrą w wielkim cierpieniu, w którym nie będę w stanie im ulżyć...
@Kkaamm, taka jest kolej rzeczy. A to że niektórzy tego unikną w jakiś sposób, to się zdarza.
@MissWilczusiaPL, zgadzam się. To że umrę to nic, ale że pochować rodzeństwo bym musiała... Miałam niejeden pogrzeb w rodzinie. Ale śmierć Dziadka bardzo przeżyłam i byłam w podobnej sytuacji, co siostra Autorki. Mnie trzeba było siłą wyciągać po pożegnaniu przed kremacją. Nie pamiętam nic z tamtego okresu - od momentu informacji o śmierci do dnia pogrzebu i kilku / kilkunastu tygodniach po pogrzebie włącznie.
No nie wiem czy „koleją rzeczy” jest umieranie młodo, z jakiejkolwiek przyczyny. Nikt nie żyje nastawiając się, ze zaraz przypałęta się jakieś raczysko czy zdarzy wypadek samochodowy. I nikt się nie nastawia zakładając rodzinę, ze zaraz dzieci zostaną półsierotami.
Jesteś kochaną, dzielną i wspaniałą Siostrą, Ciocią i Szwagierką. Jesteś dobrym, wrażliwym człowiekiem i mam nadzieję że jesteś szczęśliwa. Życzę Ci tego całym sercem.
Lavandavandy dziękuję ❤
One tez nigdy tego nie zapomną.
Przykro mi. Śmierć bliskich to jedna z najgorszych rzeczy które mogą człowieka dotknąć. Ja tak gadam na swoje życie, ale w sumie to jeszcze przede mną, a wiele osób nie może tego o sobie powiedzieć. Choć oczywiscie to niezależne ode mnie.
Jesteś super autorko. Chciałbym, żeby ludzie potrafili czuć i mieć tyle empatii co ty.
Dlaczego rodzina nie udała się do lekarza po jakieś leki uspokajające?
Brali i nadal biorą takie leki, ale w dniu pogrzebu każdy wolał zapamiętać tą ostatnią chwilę będąc sobą. A niestety po takich lekach każdy inaczej reaguje jedni są ospali, jedni jakby zawieszeni w przestrzeni.
Takie przezycie czyjejsc smierci kwalifikuje sie do tego, zeby zafundowac komus psychotropy.
I to jest właśnie najtrudniejsze. Oni swoje przeżyją, zapomnieć nie zapomną, a trochę zelży. Ty na zawsze zapamiętasz te momenty, w których musiałaś zajmować się całą trójką. Chwała Ci za to, że to dźwignęłaś.
Siostra była po prostu atencyjna, a Ty myślisz że to z rozpaczy. Są ludzie, którzy lubią odwalać cyrk na pogrzebach i są też Ci normalni, co jak im źle to biorą proszki zamiast kraść całe show i robić z siebie pajaca pytając niedorzecznie czy mogą się położyć.
Jak można coś takiego napisać? Chyba nikogo w życiu nie kochałaś/kochałeś
Nawet nie wiesz ilu znajomych i bliskich już pochowałam, ilu ludzi w rozpaczy widziałam. Tylko 2 razy ktoś odwalił cyrk na pogrzebie i były to właśnie kobiety znane ze skupiania na sobie uwagi.
Według Ciebie chciała zwrócić uwagę na swoją osobę. Według mnie to była miłość do ukochanej osoby. Nie znasz całej historii tego związku tylko urywek zawarty w tym wyznaniu. A pytania te były zadawane tylko i wyłącznie do mojej osoby, a nie do wszystkich żałobników wokół.