#fl2ye

Słoneczna niedziela, wtedy jeszcze handlowa. Jestem na innym niż zazwyczaj sklepie, w miejscowości oddalonej od mojego domu o kilka kilometrów. Na zmianie tylko ja i uczennica, która wtedy jeszcze nie mogła obsługiwać kasy.
Nic nie zapowiadało katastrofy, ruch wydawał się być znikomy, aż do momentu zakończenia głównej mszy w kościele obok.

Nagle drzwi się otwarły i do środka niczym rącze gazele wpada tłum uśmiechniętych babć oraz rodzinki z dziećmi. Kolejka przy kasie, jakbyśmy co najmniej za darmo coś dawały. Staram się wszystko ogarnąć, aby wszystko poszło sprawnie i szybko. Zakupy śmigają przy kasie, gdy nagle pada magiczne pytanie: „Czy poda mi pani te pyszne ciasteczka na wagę z ostatniej półki?”. Oczywistym było, że tak, szybkie pochylenie się i słychać głośny okrzyk moich znoszonych jeansów. Po czym wszystkim klientom w kolejce ukazały się moje śliczne gatki w kwiatki.

Nastąpiła cisza jak makiem zasiał, po czym wystartowałam niczym sam Usain Bolt w stronę szatni, w przelocie pytając młodą, czy mają gdzieś igłę i nitkę. Po usłyszeniu krótkiego: „Nie” wiedziałam, że będzie wesoło. Krótkie rozeznanie po szatni i tak oto moim wybawieniem okazał się być zwykły zszywacz biurowy.
Wróciłam więc do kasy i ubawionego tłumu klientów, świecąc na tyłku ślicznym wzorkiem ze zszywek ;-)

#kxudy

Ostatnio stałam się popularna wśród moich znajomych, które są już matkami. Zdjęcia ich dzieci są regularnie usuwane przez Facebooka, a one rozemocjonowane tym faktem piszą posty wyrażające oburzenie z tegoż powodu. Każdy z tych postów komentuję pełnymi nienawiści do „głupoty fejsa” żalami, a potem patrzę, jak one wszystkie mnie popierają.
Nikt nie wie, że te wszystkie posty zgłaszam ja, tylko po to, żebym mogła z kimś popisać w komentarzach. Dzięki temu mam poczucie, jakbym miała jakichkolwiek znajomych.

#Yuo6b

Jestem po maturze. Planuję wyprowadzić się na studia do innego miasta. Rodzice niezadowoleni, w sumie to cała rodzina zdziwiona, bo przecież: „W domu byłoby ci lepiej”. I właśnie to skłoniło mnie do napisania tego wyznania.

Nie pochodzę z biednej rodziny, zawsze miałam wszystko, czego chciałam, ale jednak od zawsze brakowało mi najważniejszej osoby w życiu każdego dziecka. Mamy.

Kiedy miałam jakieś 6 lat, tata pracował do późna, a ja po powrocie z przedszkola resztę dnia spędzałam z mamą. W przedszkolu jak to w przedszkolu, czasem robiło się głupie rzeczy, a ja do najgrzeczniejszych nie należałam. Jeśli zrobiłam coś złego, dostawałam solidne lanie od matki w domu. Schemat zawsze był ten sam. Ja zapłakana krzyczę, że przepraszam, a mama idzie do przedpokoju, bierze jeden z pasków do spodni taty, wraca i każe położyć mi się na wersalce, bo inaczej dostanę dwa razy mocniej po głowie. Niby nic, bo w sumie każdy dostał kiedyś pasem od rodzica. Jednak u mnie w domu takie sytuacje miały miejsce niemal codziennie. Przez kilka lat notorycznie mnie biła. Pamiętam, że w 1 klasie podstawówki wróciłam do domu i powiedziałam mamie, że zgubiłam długopis, a raczej pożyczyłam i nie dostałam z powrotem. Zgadnijcie, co się stało potem... Przedpokój, pas, wersalka. I mój płacz, przeraźliwy krzyk. A wszystko o głupi długopis za 2 zł.

Pewnego razu mama uderzyła mnie sprzączką od paska w udo. Chodziłam z ogromnym siniakiem, a mama jedyne co powiedziała, że to niechcący. Tata o niczym nie wiedział. Mama milczała, a ja bałam się mówić. Do czasu kiedy dostałam swój pierwszy telefon. Wtedy często do niego dzwoniłam zapłakana z zapytaniem, kiedy wróci, bo boję się mamy. Tata wracał, robił awanturę mamie i był spokój na może tydzień. Potem od nowa. Takich sytuacji było naprawdę dużo. Raz mama kopnęła mnie na klatce schodowej, a to wszystko widziała sąsiadka. Potem, w domu, czekała mnie kara za to, że na moje nieszczęście ktoś to widział. Jako dziecko zawsze ją przepraszałam, bo myślałam, że to faktycznie moja wina. Szkoda, że prawda dotarła do mnie nieco później.

Po kilku latach zaczęła się inna przemoc. Psychiczna. Oczywiście od czasu do czasu dostałam w twarz lub po głowie, ale zdarzało się to o wiele rzadziej. Mama postanowiła, że będzie mnie motywować do nauki, mówiąc mi, jak bardzo beznadziejna jestem i jak niczego w życiu nie osiągnę. Nie potrafię niczego zrobić dobrze, wszyscy naokoło sobie radzą, a ja? Dno. Z czasem zaczynałam w to wierzyć, a moja samoocena spadła do zera. Nienawidziłam się, miałam myśli samobójcze. Dużo załamań. Wyzwiska, krzyk, bicie.

Teraz jestem już dorosła, kiedy mama podniesie na mnie rękę, nie zasłaniam się, tylko bronię. Chcę się wyprowadzić. Nie wiem, czy będę mieć z nią kontakt. Kocham tatę, ale matka mnie zniszczyła. Jak dla mnie, to nie mam mamy.

#MP60X

Jestem właścicielką małej restauracyjki, choć zatrudniam kilka osób, zdarza się, że przy bardzo dużym ruchu pomagam kelnerkom, które akurat są na zmianie. Tak też było tego leniwego niedzielnego popołudnia, gdy podeszłam do stolika, przy którym siedziała na oko 50-letnia kobieta z 8- czy 9-letnim synem. Po przyjęciu zamówienia chciałam je powtórzyć, by upewnić się, że wszystko dobrze zapisałam. Jednak zanim zdążyłam się odezwać, kobieta wyskoczyła z tekstem do swojego syna: „Widzisz, Piotrusiu, jak nie będziesz się uczyć, to skończysz ja ta kelnerka, usługując ludziom”. I coś we mnie pękło i odpowiedziałam: „Widzisz, Piotrusiu, jak się zmusza ludzi do uczenia się historii zamiast matematyki, to później różnie w życiu bywa”.
Ta kobieta była moją nauczycielką historii ze szkoły średniej (poznałam ją od razu, ale nie chciałam nic mówić). Próbowała mnie uwalić tuż przed samą maturą (nawet nie miałam zamiaru pisać matury z historii!), choć moje oceny z tego przedmiotu dawały mi mocne 4+. Przez nią nie spałam po nocach i ciężko mi było się skupić na nauce najistotniejszych dla mnie przedmiotów. Koniec końców maturę zdałam z przyzwoitym wynikiem i dostałam się na wymarzone studia.

PS Szybko dopadła ją karma za ten nieprzyjemny tekst. Gdy otrzymała zamówiony posiłek, chciała go posolić i okazało się, że solniczka była niedokręcona. Cała zawartość wylądowała na jej ziemniakach.

Napiwku nie dostałam.

#syj8C

Ostatnio wracałam z moim chłopakiem autobusem. Normalnie nie jestem zwolenniczką publicznego okazywania sobie uczuć (wiem, że innych może to krępować, sama czuję się nieswojo, gdy jakaś para obściskuje się obok mnie) i zazwyczaj wśród ludzi nie pozwalam mojemu lubemu na więcej niż trzymanie się za ręce, ale ponieważ on nie ma takich skrupułów oraz wiedzieliśmy, że teraz z różnych powodów nie zobaczymy się przez dłuższy czas, a siedzieliśmy na samym przodzie, pozwoliłam sobie i jemu na trochę więcej, to znaczy przytulanie i kilka pocałunków. On po chwili wysiadł i zostałam sama. W tym momencie spostrzegłam, że na siedzeniu po drugiej stronie przejścia siedzi dwudziestokilkuletni chłopak z widocznym zespołem Downa. Jego wzrok... Do teraz pamiętam go wyraźnie. Widać w nim było głęboki smutek, tęsknotę i samotność, a także brak zrozumienia. Wpatrywał się intensywnie raz we mnie, raz w oddalającego się z przystanku chłopaka. W tym momencie dotarło do mnie z całą mocą, że on prawdopodobnie nigdy nie będzie miał kogoś bliskiego spoza rodziny, kto będzie chciał z nim być. Nie poczuje, jak to jest mieć kogoś, kto go przytuli, pocałuje, powie, że jest dla niego najważniejszy, że go podziwia, że go pragnie. Nie dozna czułości, która dla mnie i wielu innych osób jest czymś naturalnym, codziennym.
Widziałam wyryte na jego twarzy pytanie: dlaczego oni mogą to mieć, a ja nie? Zrobiło mi się w tym momencie tak przykro i smutno, jak chyba jeszcze nigdy w życiu. W tym momencie mogłam jedynie dziękować Bogu za to, że jestem zdrowa i mam wokół siebie bliskich, oraz po cichu pytać się Go, co takiego zrobiłam ja, a co takiego ten chłopak, że nie zasługuje na to samo, oraz gdzie w tym wszystkim sprawiedliwość.

I wierzcie mi, mimo że pozornie nic się nie wydarzyło, to była jedna z tych chwil w życiu, które najbardziej wpływają na człowieka.

#JgC6t

Tak w skrócie, to mam ponad 30 lat, dalej mieszkam z rodzicami, gdyż przez długi nie stać mnie nawet na wynajem mieszkania, pracuję za psie pieniądze u prywaciarza i mam problem z alkoholem, z którym już sobie radziłam, ale gdy przyszła ostatnio nowa osoba, to problem urósł do takich rozmiarów, że nie pamiętam kiedy ostatnio kładłam się spać trzeźwa.

#hObsb

Przeraża mnie to, jacy są współcześni faceci. Jestem po prostu wściekły, że społeczeństwo przyzwala na takie zachowania.

Moja córka, 13-letnie dziecko, wracała dziś od koleżanki. Została zaczepiona przez dwóch około dwudziestoletnich facetów, którzy agresywnie nakłaniali ją, aby z nimi poszła lub podała swoje media społecznościowe. Córka przerażona uciekła do domu. Na odchodne została zwyzywana od „dziwek puszczających się z Murzynami”. 
Co to ma być, do cholery? Faceci widzą trzynastolatkę idącą z pluszakiem w ręku i pierwsze co im przychodzi do głowy to seksualne wyzwiska? To nie pierwsza taka sytuacja, mam trzy nastoletnie córki, opowiadają mi często, co je spotyka i sam również to obserwuję. Ostatnio awantura w szkole, bo najstarszej córce koledzy z klasy wkładali ręce pod bluzkę siłą. Tłumaczyli się, że to dlatego, bo miała dekolt i to miały być tylko żarty. Jak wy, kurwa, wychowujecie tych synów?!

#jkYHk

Jechaliśmy kiedyś z chłopakiem drogą szybkiego ruchu, dwa pasy w każdą stronę, pomiędzy nimi barierki. Późny wieczór, odcinek pomiędzy miejscowościami, więc zupełnie ciemno. Zabieramy się do wyprzedzania, po prawej stronie TIR, po lewej barierka. I nagle z lewej strony coś wyskakuje spod barierki i rzuca się pod koła... 
Odruch szybszy niż myślenie – gwałtowne hamowanie, kierownica w prawo, samochód prawie wpada pod ciężarówkę. Sekunda, żeby zarejestrować, co to właściwie było i skręcić z powrotem, ledwo unikając zderzenia.

To była gnana przez wiatr puszka po napoju.
Prawie wpakowaliśmy się pod TIR-a, bo jakiś brudas bez mózgu wywalił śmieci na drodze.

Jeśli kiedykolwiek przyjdzie ci do głowy wyrzucić coś przez okno samochodu albo w ogóle gdziekolwiek, gdzie nie powinno tego być, pamiętaj – twoje niedbalstwo może zabić człowieka.

#gLOQK

W tamtym roku szkolnym do naszej klasy dołączył pewien chłopak. Bardzo dobrze było widać z dnia na dzień, jaki jest bezbronny i zagubiony. Pewnego razu dowiedziałem się, że jest gejem i to był główny powód do wyśmiewania się z niego. Dręczyłem go miesiącami z grupką kolegów, a gdy koledzy odwrócili się ode mnie, a ja poczułem się samotny i zdesperowany, napisałem do niego. Jesteśmy parą do dziś.

Jest mi cholernie wstyd przez to, jaką krzywdę mu zrobiłem.

#2wvfa

Od zawsze sikam pod prysznicem. Celuję do odpływu albo myję po sobie brodzik, więc nie widziałam w tym problemu. Problem pojawił się, kiedy zaczęłam brać wspólne prysznice z moim chłopakiem. Sam dźwięk lejącej się wody wywołuje we mnie skojarzenie z sikaniem i trudno się powstrzymać. A nie chciałam mu nalać na stopy.
Tak się sobie kiedyś razem kąpaliśmy, on wyszedł z kabiny pierwszy, wycierał się obok, a ja korzystając z okazji, postanowiłam się jeszcze wysikać, zanim wyjdę. Kucnęłam i...
zesrałam się na dno brodzika.
Chłopakowi powiedziałam, że potrzebuję zostać dłużej w łazience, poczekałam, aż wyszedł, posprzątałam po sobie.
Do dziś nie wiem, czy on się wtedy zorientował, co się stało. Mam nadzieję, że nie.
Dodaj anonimowe wyznanie